Prezydent podpisał ustawę o sprzedaży węgla przez samorządy. Czy ona rozwiąże problemy z zakupem węgla do ogrzewania domów?

Nie ma powodów, aby samorządy sprzedawały węgiel. To absurdalne, a i do tej pory niedozwolone. Istnieje cała infrastruktura, 100 tys. osób pracuje w branży, która handluje węglem. Samorząd nie jest do tego zupełnie przygotowany: nie ma wiedzy, infrastruktury, narzędzi. Myślę, że chodzi tylko o sprawy polityczne.

Jednym z założeń ustawy było, że gminy zakupią towar „po niskiej cenie”, a na jego dystrybucję mogą wydać „kilkaset złotych”, bo cena ma być odgórnie regulowana, a jeśli koszty dystrybucji okażą się niższe, to i cena sprzedaży węgla będzie niższa.

Ale to nie ma sensu. Jest ustawa, będzie jej egzekwowanie. Zgodnie z nią węgiel mogą sprzedawać też podmioty prywatne i, co ciekawe, mają prawo robić to po wyższych cenach (2,2 tys. zł/t) niż gminy, które mogą brać za tonę tylko 2 tys. zł.

Jeżeli samorząd nie podejmie się dystrybucji, wejdzie podmiot prywatny. Jego koszty będą niższe niż samorządu, który będzie musiał się wyposażyć albo znaleźć pośrednika. W związku z tym relacje powinny być odwrotne.

Jak widać, rządzącym niezwykle zależy na tym, by to samorząd dystrybuował węgiel, a nie w jego imieniu podmiot gospodarczy, jak proponował Senat. Cena nie musi być koniecznie uregulowana przez samorząd.

To szukanie potencjalnego kozła ofiarnego?

Dokładnie o to – i tylko o to – chodzi. Nie znajduję żadnego innego wytłumaczenia.

Senat do projektu poselskiego zgłosił aż 25 poprawek, z czego wiele zostało przyjętych przez posłów.

Część to były kompromitujące wręcz błędy legislacyjne. Błąd językowy był nawet w tytule ustawy. Wychwycili go legislatorzy senaccy. Sejm się zgodził. Trudno było nad tym dyskutować. Proponowałbym takich oczywistości nie uznawać za uwzględnione poprawki.

Poprawek legislacyjnych było więcej. Uwzględniono i takie, które jeszcze bardziej zachęcały samorząd do sprzedaży węgla.

Ja np. zgłaszałem taki problem: aby samorząd mógł kupić węgiel od importera, musi mieć odpowiedni zapis w budżecie, co z kolei wymaga uchwały rady gminy. A to nie jest takie proste, bo skarbnicy mogliby mocno protestować, że ten zakup węgla nie ma źródła finansowania. Ma być nim... dochód ze sprzedaży tego węgla mieszkańcom. A co, jeśli węgiel będzie złej jakości i gminy go nie sprzedadzą? Albo samorząd kupi go za dużo? Lub opóźnienie w płatności przekroczy 60 dni wynikające z ustawy?

Skarbnik nie powinien się pod czymś takim podpisywać. Więc zmieniono to na zapis, że decyzję może podjąć wójt, burmistrz, prezydent – bez rady gminy czy miasta. Niby wyeliminowano problem, ale nie jest to prawidłowe rozwiązanie. Jeżeli węgiel ma sprzedawać firma komunalna, a nie ma tego w statucie, to najpierw zgodnie z prawem trzeba by było zmienić jej statut. To już poważna sprawa. Do tego potrzebna jest uchwała organu spółki, potem rady gminy. Później KRS – czyli rejestracja w sądzie tej zmiany.

A to wszystko trwa. Zajmuje czas.

To byłoby możliwe na wiosnę. W związku z tym wprowadzono tą ustawą przepis, że w przypadku podjęcia się dystrybucji węgla przez spółkę komunalną nie musi być takiego zapisu w jej statucie. To są tego typu zmiany.

A te krytyczne, przykładowo, że gmina mogłaby swoje uprawnienie scedować na podmiot gospodarczy, zostały odrzucone. A byłoby oczywiste, że gmina, skoro już musi się tym zająć, znajduje podmiot swój albo zewnętrzny – który ma wiedzę na ten temat – i umawia się z nim, że na jej terenie ta spółka sprzedaje węgiel. To on już zawierałby umowę z importerem węgla i kontrolował jego jakość.

Została certyfikacja. W ustawie jest powiedziane, że kto wprowadza węgiel do obrotu, przedstawia najnowszy certyfikat jakości węgla. A co to znaczy najnowszy? Taki może być sprzed lat, podczas gdy ten węgiel może mieć zupełnie inne parametry. Dlatego według propozycji Senatu certyfikat nie powinien być starszy niż miesiąc. To zostało usunięte przez Sejm.

Wszystko więc zmierza w jednym kierunku: dystrybucją bez dyskusji musi zająć się samorząd i on musi wziąć całą odpowiedzialność.

I samorządy sobie z tym poradzą?

Samorządy radzą sobie właściwie z wszystkim, z czym rząd nie dawał rady: uchodźcy, covid, szczepienia. Więc z węglem też sobie poradzą. Tylko że to działanie społecznie szkodliwe, bo koszty będą wyższe.

Jeżeli samorząd zajmie się dystrybucją węgla sam, a pewnie będą takie gminy w Polsce, to musi m.in. kupić ładowarkę, wagę, zakontraktować laboratorium, zatrudnić fachowców, czyli zająć się czymś, o czym nie ma pojęcia. Jednocześnie doprowadzi do bankructwa lokalne firmy handlujące opałem. Prymat polityki nad gospodarką widać dokładnie.

Jaka to będzie zima dla samorządów? Pełna radykalnych oszczędności czy raczej spokojna?

Będzie różnie. W gminach wiejskich nadwyżki operacyjne są obecnie znacząco wyższe niż w miastach, a i w nich są bardzo duże dysproporcje. Największe straciły najwięcej. Wśród małych i średnich są takie, które jeszcze sobie nieźle radzą i przeżyją zimę, a mieszkańcy nie zauważą kłopotów, ale są i takie, które już teraz nie mają płynności finansowej. I to one zapewne będą musiały na wszystkim oszczędzać, a co gorsza, zadłużą się na potrzeby bieżące.