Prezydent Szczecina: Połowa uczniów wymaga pomocy

Mamy dramatyczną sytuację, gdy chodzi o stan psychologiczny naszych uczniów – alarmuje w rozmowie z „Życiem Regionów” Piotr Krzystek, prezydent Szczecina.

Publikacja: 17.09.2023 21:33

Prezydent Szczecina: Połowa uczniów wymaga pomocy

Foto: mat. pras.

Od soboty mniej tramwajów wyjeżdża na ulice Szczecina, bo brakuje motorniczych. Za mało im samorząd płaci, czy są też inne przyczyny?

Problemy są dwa. Z jednej strony pewnie dla części zarobki są niewystarczające, a z drugiej strony odbija się nam czkawką okres pandemii. Wtedy nie mogliśmy prowadzić szkoleń motorniczych. Tak naprawdę powinniśmy organizować przynajmniej dwa kursy w roku, a ich nie było. A to oznacza, że straciliśmy możliwość wyszkolenia kilkudziesięciu motorniczych, co dziś rzutuje na nasze możliwości.

Wiemy, że zawsze następuje rotacja pracowników. Część osób odchodzi na emeryturę, część zmienia swoje miejsce pracy. Ale staramy się temu zaradzić.

W tej chwili 13 osób czeka na egzamin, kolejnych 11 jest zainteresowanych następnym kursem na zdobycie uprawnień. Więc mam nadzieję, że sytuacja kadrowa będzie się poprawiała. To na pewno nie jest praca łatwa, bo przez siedem dni w tygodniu, w niedzielę i w święta. Pozyskanie nowych pracowników wcale nie jest łatwe.

Niestety, część zgłaszających się na kursy osób nie przechodzi testów psychomotorycznych. Tramwaj to duży pojazd – od prowadzącego wymaga się nie tylko zaliczenia kursów, ale pewnych cech – takiej wyobraźni przestrzennej. Okazuje się, że z roku na rok coraz więcej osób nie przechodzi tych wymaganych badań. To też jest dodatkowy kłopot, ale będziemy walczyć z brakiem pracowników, także przez wzrost wynagrodzeń, bo na pewno takie propozycje się pojawią.

W ubiegłym roku głośno było o Bydgoszczy, gdzie autobusy miejskie mieli prowadzić Hindusi. Może to jakiś pomysł – zwłaszcza że imigrantów zarobkowych z „krajów obcych kulturowo” mamy bardzo dużo? Najwięcej w całej Unii Europejskiej.

Oczywiście, jest to jakieś rozwiązanie. Do tej pory mieliśmy dużą grupę kierowców ukraińskich, którzy jeździli po mieście.

Tacy kandydaci muszą mieć odpowiednie kwalifikacje. To nie jest tak, że to praca, do której można przystąpić tydzień po przyjeździe do Polski.

W Niemczech jest recesja gospodarcza. Jak przekłada się to na polskich przedsiębiorców w strefie przygranicznej i w samym Szczecinie?

Nie widać tego jeszcze tak bardzo. Natomiast myślę, że to jest taki wskaźnik makro dla całej polskiej gospodarki.

A jeśli mówimy o transgranicznej działalności gospodarczej, związanej też z przepływem ludzi czy usług przez granicę, to na razie jest ona w normie. Polska, czy nasi przedsiębiorcy, są wciąż atrakcyjni dla partnerów z Niemiec, którzy po różnego rodzaju usługi cały czas do nas przyjeżdżają.

Kilkanaście dni temu Rada Polityki Pieniężnej zaskoczyła i po raz pierwszy od maja 2020 roku obniżyła stopy procentowe NBP – i to aż o 0,75 pp. Czy takie decyzje mają wpływ na samorządy? W jaki sposób to się na nie przekłada?

Zawsze mają. Jeżeli z jednej strony pociągną za sobą spadek oprocentowania kredytów, to wiadomo, że jest to oszczędność, ale zawsze coś za coś.

Spodziewamy się wzrostu inflacji. I to widać po kursie dolara czy po kursie euro, który rośnie. I to jest drugie uderzenie. My jako Szczecin mamy część zobowiązań w euro i zapłacimy za nie więcej. Niepokoją nas takie bardzo niebezpieczne ruchy, jak choćby te związane z hurtowymi cenami paliwa. Okazuje się, że cena na stacji benzynowej jest porównywalna z ceną hurtową oleju napędowego.

To jest zresztą nienormalne. Widać, że część dystrybutorów utrzymuje niską cenę na stacjach paliw przy relatywnie wysokiej cenie hurtowej.

My już mamy kłopoty z pozyskaniem paliwa od dostawców w ramach kontraktów, które były zawarte jakiś czas temu. I to też jest, niestety, efekt zmiany kursów walut, a one są pochodnymi stóp procentowych i tego, że złotówka bardzo traciła w ciągu ostatnich dni.

Więc te działania NBP muszą być przemyślane. Trzeba przewidywać skutki zmian, które będą następowały. Cóż z tego, że propagandowo stopy pójdą w dół, jak Polacy za chwilę w sklepie zapłacą więcej za wiele produktów, które są oparte o euro, bo są sprowadzane z zagranicy.

Dwa tygodnie nowego roku szkolnego za nami. Czy w Szczecinie brakuje nauczycieli?

Oczywiście, w Szczecinie są braki nauczycieli, ale nie są to takie braki, które by dziś powodowały dramatyczne problemy. My ratujemy się poprzez sporą liczbę nadgodzin: nauczyciele biorą dodatkowe godziny, dodatkowe zajęcia.

Mamy dobrą współpracę pomiędzy dyrektorami placówek i dzięki temu następuje wymiana: jeden daje znać drugiemu, że potrzebuje na trzy godziny nauczyciela geografii, a drugi sygnalizuje, że brak mu nauczyciela fizyki. I następuje wymiana. Tak to, w uproszczeniu, działa.

W krótkim terminie takie wymiany rozwiązują nam problemy, ale w dłuższym terminie samorządy będą miały kłopoty z obsadami nauczycielskimi, a to dlatego choćby, że średnia wieku nauczycieli jest wysoka.

Dziś zachęcamy nauczycieli, którzy przechodzą na emeryturę, aby chociaż jakąś część godzin w szkole sobie zostawili. Ale trzeba pamiętać, że praca w szkołach jest bardzo wymagająca, a nie wszystkim stan zdrowia pozwala na to, żeby dalej tak funkcjonować.

Więc sytuacja jest bardzo trudna. Ona z czasem będzie łagodzona niższą demografią, bo dzieci rodzi się coraz mniej, i to widzimy w ciągu ostatnich trzech lat. Ta liczba urodzeń jest dużo niższa niż zgonów, ale to nas nie pociesza, bo demografia ma też negatywne skutki dla gospodarki i przyszłości.

A brak nauczycieli oznacza ucieczkę do szkół prywatnych. Tak się dzieje w przypadku dzieci premiera i wielu ministrów – ale, niestety, nie wszystkich Polaków na to stać.

I to jest problem: publiczna szkoła będzie traciła na jakości i będzie takie rozwarstwienie. Kogo będzie stać, wyśle dziecko do szkoły prywatnej, gdzie jakość kształcenia będzie przyzwoita. I będzie ta reszta, która się będzie uczyła w publicznych szkołach, które – nie daj Bóg – będą uczyły tylko czytać, pisać i liczyć. To jest błąd.

Polska oświata wymaga naprawdę poważnej reformy, poważnego przemyślenia programu, który obecnie jest przeładowany. Jestem ojcem trójki dzieci i mam to doświadczenie na każdym poziomie edukacji. Muszę powiedzieć, że z rozpaczą patrzę, jak ten system funkcjonuje.

Dzieci są przemęczone, przepracowane, wtłacza im się wiedzę encyklopedyczną, która w większości przypadków kompletnie im się w życiu nie przyda. A są pozbawione umiejętności budowania relacji między sobą, pracy w zespole, realizowania projektów, które uczyłyby je pewnych kompetencji.

A pana zdaniem brakuje chętnych do zawodu z powodu marnych płac w oświacie czy też z innych przyczyn?

Tu jest kilka czynników. Płace to jest jeden element na pewno, bo wynagrodzenie młodego nauczyciela oscyluje w granicach najniższej krajowej.

Poza tym praca w szkole nie jest łatwa. Często mówimy o tym, że to 18 godzin tygodniowo, że to niedużo – ale to nie jest prawda. Tej pracy jest znacznie więcej.

A kolejna rzecz to szacunek do zawodu. Działania rządowe spowodowały, że w ostatnim czasie prestiż zawodu nauczyciela bardzo podupadł, a skutki tego będą bardzo długotrwałe i bolesne.

Jeszcze nie mamy świadomości, że tego nie da się łatwo naprawić. Gdybyśmy dziś podjęli wszystkie niezbędne reformy, to potrzebowalibyśmy ok. dziesięciu lat na taką odbudowę. Łatwo dopuścić do takiej straty, a potem trudno edukację odbudować. My, samorządowcy, o tym mówimy, ale szkoda, że w czasie bieżącej kampanii wyborczej tak mało jest mowy na ten temat.

Przypomnę też, że subwencja oświatowa w dużych samorządach nie wystarcza nawet na płace nauczycieli. My, jako Szczecin, procesujemy się o to, by rząd nam zapłacił trzy lata do tyłu, choćby za wynagrodzenia nauczycielskie. Bez zeszłego roku to jest 111 mln zł.

Na oświatę wydajemy rocznie ponad miliard złotych, a dostajemy ok. 600 mln zł. Musimy dołożyć z innych źródeł. A nie mamy dodatkowych wpływów z podatku PIT, który jest obcinany, więc z automatu pojawiają się problemy.

Mimo to w Szczecinie staramy się dowartościować nauczycieli. Jedno to świadczenie z okazji Dnia Nauczyciela, które wynosi tysiąc złotych netto, oraz świadczenie za prowadzenie egzaminów, rekrutacji, które wypłacamy w czerwcu, w wysokości tysiąca złotych brutto.

Generalnie jednak jest źle. Trzeba dokonać wielu zmian. Jako Unia Metropolii Polskich postulujemy, aby 3 proc. PKB przeznaczać na oświatę. Tak było na początku lat 90., gdy samorządy przejmowały tę sferę. Oczywiście, PKB urosło przez te lata, i rosła też kwota subwencji, w kwotach bezwzględnych. Rząd ma rację, że każdego roku przeznacza więcej na oświatę – tylko że koszty rosną dużo szybciej.

W tej chwili subwencja w Szczecinie pokrywa ok. 58 proc. wydatków na oświatę, nie licząc inwestycji, które realizujemy z własnego budżetu. A jest wiele gmin, choćby Warszawa, gdzie samorząd dokłada ponad 50 proc. do oświaty.

Bez reformy finansowej, bez reformy podstawy programowej, bez zachęcania nauczycieli, zwłaszcza młodych ludzi, by zostali w zawodzie, będziemy zmierzać ku katastrofie.

No, chyba że rząd liczy na to, że dzieci w Polsce nie będą się rodziły albo szkoła nie będzie potrzebna, bo ci zamożni wyślą dzieci do placówek prywatnych, a pozostałych nauczymy tylko czytać i pisać.

Jakimi pomysłami, poza wspomnianym 3 proc. PKB dla edukacji, powinien się zająć Sejm nowej kadencji w pierwszej kolejności, by pomóc samorządom?

Finanse to jest punkt pierwszy, bo finanse dałyby nam bazę do podejmowania różnego rodzaju działań.

W tej chwili mamy dramatyczną sytuację, jeśli chodzi o stan psychologiczny naszych uczniów. Prowadzimy takie badania i widzimy, że te kłopoty pogłębiły się teraz po pandemii. Z naszych badań wynika także, że pomocy psychologicznej potrzebuje tak naprawdę połowa uczniów.

Pracujemy nad tym w Szczecinie. Mamy taki zespół tutaj, więc będziemy to wdrażać, ale też potrzebujemy środków finansowych.

Do parlamentu ze Szczecina wybiera się kilkoro samorządowców, w tym radni miasta, jak Urszula Pańka czy Dariusz Matecki. Dobrze będą prezentować interes miasta na Wiejskiej, jak się tam dostaną?

Widzimy, że w polskim parlamencie główną rolę grają emocje, a pracy merytorycznej jest tam bardzo niewiele. Ustawy, które wychodzą z parlamentu, powstają pod ścisłe oczekiwania polityczne. Myślę, że wielu samorządowców z tych, którzy trafią do Sejmu, nie będzie miało możliwości rozwinięcia skrzydeł. Polska demokracja polega niestety na tym, że decydują liderzy ugrupowań politycznych.

Przy układaniu list wyborczych prezes jednej formacji czy przewodniczący drugiej mają decydujący wpływ, a rola wyborców jest tutaj plebiscytowa – czy jestem za tą czy za drugą stroną. Obawiam się, że to również przełoży się na kwestie merytoryczne.

Oczywiście, liczymy na samorządowców, którzy mając świadomość problemów, pewne kwestie będą podnosić. Jednak czy się przebiją? Mam spore wątpliwości.

Większe nadzieje pokładam w stronie opozycyjnej, ponieważ ten samorząd nie był dobrze traktowany w ostatnich latach przez rząd. Jest ta tendencja centralizacyjna, co bardzo mocno odczuwamy.

Widzimy brak dialogu z samorządami, a ten, który jest – jest pozorowany. Samorządy nie mają wpływu na rozstrzygnięcia, bo one zapadają poza nami. Więc nadzieje lokuję po stronie opozycji: że pewne działania będą podejmowane. Ale nie oczekuję zbyt wiele.

Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja
Okiem samorządowca
Tadeusz Truskolaski: Pieniądze unijne to środki na inwestycje, a nie na konsumpcję
Okiem samorządowca
Prezydent Gdańska, Aleksandra Dulkiewicz: Z pokorą podchodzę do wyborów