W Polsce trwa hekatomba rzek

Katastrofy ekologiczne wydarzają się w Polsce co miesiąc. Odra, Kanał Gliwicki, potok Wilczka w Międzygórzu. Dwa lata temu ktoś zabił 60 km rzeki Baryczy. Sprawcom zwykle uchodzi to płazem.

Publikacja: 18.09.2022 19:08

Hotel Arłamów wypuszczał nieoczyszczone ścieki do potoku przy rezerwacie Turnica

Hotel Arłamów wypuszczał nieoczyszczone ścieki do potoku przy rezerwacie Turnica

Foto: shutterstock

Greenpeace chce ustanowienia na Odrze nowego Parku Narodowego Dolnej Odry. Organizacja zbiera podpisy pod petycją – cenną, choć jej znaczenie jest w obecnym stanie prawnym jedynie symboliczne, bo w Polsce od 20 lat nie powstał żaden park narodowy. Dzięki przepisom skutecznie blokują to lokalne gminy, którym to się nie opłaca. Pomysł stworzenia parku narodowego działa jednak jak symbol tego, że do świadomości publicznej przedarł się katastrofalny stan polskich rzek i ich systemowe zaniedbanie przez państwo. Dowodem minimalnego zaangażowania państwa w ochronę środowiska jest tempo reakcji – z Odry zdążono już wyłowić ponad 100 ton ryb i od pierwszych sygnałów o ogromnej skali zatrucia rzeki minęło 17 dni, zanim rząd zdecydował się wysłać alarm RCB ostrzegający przed zbliżaniem się do wody.

Odra nie była ostatnia

Po katastrofie informacyjnej związanej z zatruciem Odry rząd uruchomił portal na ten temat, który płynnie przeszedł do informowania o zatruciu kolejnych wód – bo Odra, niestety, nie była ostatnia, a algi przeniosły się na Śląsk.

„Badania laboratorium Uniwersytetu Gdańskiego potwierdziły obecność ichtiotoksyn wytwarzanych przez Prymnesium parvum w wodzie Kanału Gliwickiego” – informuje komunikat na portalu. Od początku września służby wyłowiły już tam ponad 5 ton padłych ryb. Do poniedziałku 19 września nie wolno w żaden sposób korzystać z wód III sekcji Kanału Gliwickiego. Tym razem już nie zaangażowano wolontariuszy, ryby usuwali pracownicy Wód Polskich, strażacy PSP oraz Straż Rybacka. Pozostali mieszkańcy muszą się dla swojego dobra trzymać z daleka, wojewodowie ze Śląska i Opolszczyzny zgodnie zakazali wchodzenia do wody i jej picia, łowienia i spożywania ryb, pojenia zwierząt, uprawiania sportów wodnych.

A to tylko wierzchołek góry ekologicznych skandali. Paradoksalnie Odrze swój ratunek zawdzięcza przyroda w Bieszczadach. Gdy cała Polska żyła w sierpniu śnięciem ryb na Odrze, jeden z przyrodników Inicjatywy Dzikie Karpaty zrobił zdjęcia, jak ośrodek wczasowy Arłamów w Bieszczadach wypuszcza nieoczyszczone ścieki bezpośrednio do potoku tuż przy rezerwacie Turnica. Jego hotelowa oczyszczalnia ścieków nie radziła sobie przy pełnym obłożeniu, co było znanym wcześniej faktem. Na fali powszechnego oburzenia wywołanego zatruciem Odry i ślamazarnością rządu, instytucje zareagowały szybko, a hotel został zmuszony do wywożenia ścieków beczkowozami.

– Dzięki skandalowi z zatruciem Odry okazało się, że inspektorzy z WIOŚ potrafią przyjechać na miejsce zrzutu ścieków nawet w niedzielę (14 sierpnia) i ponownie wrócić w świąteczny poniedziałek 15 sierpnia – ironizuje Antoni Kostka, koordynator działań Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze w Przemyślu, a poza tym doktor geologii i przedsiębiorca. – Uaktywnili się przy tym alarmie i zadziałali tak, jak powinni działać zawsze, czyli natychmiast. Wypuszczanie ścieków do rezerwatu przez ośrodek w Arłamowie to ani mniejsza, ani większa sprawa niż setki innych w Polsce, ale jednocześnie to świetny przykład na to, jak katastrofa na Odrze wpłynęła na nagłą niezwykłą skuteczność służb – mówi Kostka. Ironii tej historii dodaje fakt, że chodzi o hotel Arłamów, który powstał na bazie dawnego rządowego ośrodka, mekki polowań dygnitarzy PRL, nazywany za komuny „państwem arłamowskim”, oraz miejsce internowania Lecha Wałęsy.

Lista coraz dłuższa

Podobne zatrucia wód zdarzają się w Polsce co miesiąc, WWF ma listę dużo dłuższą. Również na Odrze w ubiegłym roku czuć było fenol na odcinku około 350 km, wędkarze i mieszkańcy próbowali zaalarmować instytucje ochrony środowiska, niestety, bezskutecznie. Od Brzegu Dolnego po prawie Szczecin wędkarze czuli zapach chemii, ale fala fenolu przepłynęła i sprawca nie został wykryty.

Na rzece Rabie ze zbiornika zaporowego był spuszczany muł zagrażający rybom. Winny jest prawdopodobnie nieszczelny zbiornik. Na rzece Bóbr z oczyszczalni ścieków dochodzi do zrzutu nieczystości.

Obywatele zgłaszali do fundacji zrzuty ścieków na potoku Wilczka w Międzygórzu, który zatruwają nieczystości z pensjonatów, a miejscowość nie posiada oczyszczalni. Kolejna smutna ironia – akcja dzieje się na terenie Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego. Potok Wilczka został według osoby, która zaalarmowała WWF, nielegalnie przegrodzony w dwóch miejscach. Reakcji służb nadal się nie doczekano. Wpłynęło także zgłoszenie ze Środy Śląskiej o nielegalnym zrzucie nieoczyszczonych ścieków komunalnych. Już dwa lata śledczy szukają winnego zatrucia aż 60 km rzeki Barycz, która wpada do rezerwatu Stawy Milickie. A wiadomo było, gdzie szukać, bo WIOŚ informował, że źródło zanieczyszczenia zapewne znajduje się na terenie gm. Odolanów. Swoje ustalenia przekazał m.in. Prokuraturze Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. I tyle, sprawcy śpią spokojnie.

– Często dostajemy informacje o konkretnych zrzutach w danym miejscu. Problem w tym, że zanim uruchomi się kontrole wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska, te ścieki przepływają w dalsze miejsca. Nawet jeżeli zgłoszenia są udokumentowane, tj. sfotografowane i zgłoszone, problem w tym, że WIOŚ nie bada próbek pobranych przez obywateli – mówi Piotr Nieznański, doradca zarządu ds. środowiskowych w Fundacji WWF Polska.

Wina spada na algi

O katastrofie na Odrze słychać było, niestety, nawet w Chinach. Jest ona modelowym przykładem traktowania środowiska naturalnego w Polsce, według zasady „katastrofa – sprzątanie – winnych brak”. Z tej drugiej największej rzeki w Polsce zebrano w ciągu miesiąca ok. 200 ton ryb, wybuchła międzynarodowa panika, wspierana położeniem geograficznym Odry – która biegnie przez Polskę, Czechy i wzdłuż niemieckiej granicy. Sprawców nie znaleziono, choć oficjalnie nadal pracuje „zespół ekspertów” powołany przez minister klimatu i środowiska, którzy mają wyjaśnić przebieg zjawiska masowego śnięcia ryb. – Wstępny raport z prac zespołu do spraw sytuacji powstałej na rzece Odrze powstanie do końca września bieżącego roku – informuje rządowy komunikat.

Tyle że rząd już znalazł winnego – to złote algi, a więc katastrofa naturalna. Choć w połowie sierpnia premier Mateusz Morawiecki obiecywał, że nie spocznie, póki nie znajdzie sprawców, pod koniec sierpnia mówił już, że „wzbudzanie paniki jest czymś nagannym”. – Coraz więcej wskazuje na to, że było to zdarzenie o charakterze naturalnym, gdzie nie było jakiś specjalnych, wielkich zrzutów substancji chemicznych – mówił Morawiecki w TVP Info.

Naukowcy podpowiedzą

Eksperci rządowi mogą skorzystać z trzech niezależnych raportów opublikowanych w ciągu ostatnich tygodni. Grupa ekspercka ds. wód przy prezesie Polskiej Akademii Nauk opublikowała stanowisko, że to wina zanieczyszczenia Odry oraz prac regulacyjnych na Odrze.

Stowarzyszenie polskich hydrobiologów przyjęło uchwalę – że zawinił człowiek przez zrzuty zanieczyszczeń oraz prace regulacyjne na Odrze. Trzeci raport opublikował Instytut Leibnitz, autorytet w zakresie badań wód powierzchniowych. I znowu – katastrofę spowodował człowiek przez zanieczyszczenia i prace regulacyjne, osłabiające ekosystem, do tego dołożyły się niskie stany wód wywołane suszą i wysoka temperatura wody wywołana upałami.

Złote algi są więc dopiero połową odpowiedzi na pytanie o winę, bo te glony wydzielają toksyny w wodach słonych – a kto doprowadził do zasolenia Odry i teraz Kanału Gliwickiego? – Odra jest słodkowodną rzeką, jej zasolenie jest sztuczne i pochodzi ze spuszczania wód pokopalnianych z górnictwa węgla kamiennego na Śląsku i z kopalni KGHM w okolicy Głogowa. Nazywanie katastrofy tej skali, co na Odrze czy na Baryczy, katastrofą naturalną jest próbą uwolnienia od odpowiedzialności. W takim przypadku sprawca jest zobowiązany do doprowadzenia środowiska do stanu przed zanieczyszczeniem. Dlatego jeśli katastrofa na Odrze została spowodowana przez spółki Skarbu Państwa, to może być powodem, dlaczego państwo odwróciło się od tej katastrofy na trzy tygodnie, licząc, że jakoś to będzie. W innym przypadku spółka musiałaby na swój koszt przywrócić stan poprzedni. Jeśli sprawca nie zostanie znaleziony, obciąży to w 100 proc. podatników – mówi Niedzielski.

Greenpeace chce ustanowienia na Odrze nowego Parku Narodowego Dolnej Odry. Organizacja zbiera podpisy pod petycją – cenną, choć jej znaczenie jest w obecnym stanie prawnym jedynie symboliczne, bo w Polsce od 20 lat nie powstał żaden park narodowy. Dzięki przepisom skutecznie blokują to lokalne gminy, którym to się nie opłaca. Pomysł stworzenia parku narodowego działa jednak jak symbol tego, że do świadomości publicznej przedarł się katastrofalny stan polskich rzek i ich systemowe zaniedbanie przez państwo. Dowodem minimalnego zaangażowania państwa w ochronę środowiska jest tempo reakcji – z Odry zdążono już wyłowić ponad 100 ton ryb i od pierwszych sygnałów o ogromnej skali zatrucia rzeki minęło 17 dni, zanim rząd zdecydował się wysłać alarm RCB ostrzegający przed zbliżaniem się do wody.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Ekologia
Co zrobić, gdy spotkamy barszcz Sosnowskiego? Ta roślina jest naprawdę groźna
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Materiał partnera
Wrocław. Miasto, które gra w zielone
Ekologia
Miejskie pieniądze na fotowoltaikę. Jakie dotacje oferują samorządy?
Ekologia
Gdzie w polskich miastach można znaleźć ule? W parkach, biurowcach i... pralkach
Ekologia
Gminy nie nadążają z kontrolą szamb i przydomowych oczyszczalni. Za duże koszty?