Konrad Fijołek: Cała Polska patrzy, muszę bronić Rzeszowa

Konferencja prasowa z liderami opozycji, na której Konrad Fijołek poinformował o starcie w przedterminowych wyborach na prezydenta Rzeszowa
materiały prasowe

Liczymy na to, że mieszkańcy ponownie wybiorą gospodarza miasta, a nie polityka – mówi radny Konrad Fijołek, kandydat opozycji na prezydenta Rzeszowa w przedterminowych wyborach.

W poniedziałek oficjalnie ogłoszono, że został pan kandydatem opozycji na prezydenta Rzeszowa w majowych wyborach. Długo trwały rozmowy w tej sprawie?

W sam raz. Ani za długo, ani za krótko, bo tak poważna sprawa wymagała dużego spokoju, rozsądku i na to potrzebny był czas.

Z którą z partii najtrudniej się panu rozmawiało?

Ze wszystkimi rozmawiało się identycznie, fajnie, z dużym zrozumieniem tego co najważniejsze. Tak naprawdę ja przekazywałem tylko sygnały i opinię rzeszowian:  że oczekują kandydata na stanowisko prezydenta osoby stąd, a nie polityka. I taka argumentacja znalazła zrozumienie u wszystkich.

Jednak wcześniej choćby PSL zgłaszał już swojego kandydata: Edwarda Słupka, prezesa spółdzielni mieszkaniowej Zodiak w Rzeszowie.

Tak, dlatego to wymagało pewnych rozmów, uzgodnień, by uwzględnić ten element w przyszłej polityce miasta. Rzeszów jest miastem mocno „spółdzielnianym”,  gdzie spora część bloków jest budowana właśnie przez spółdzielnie mieszkaniowe – dlatego to jest tak istotne. Te rozmowy musiały trochę trwać, by wypracować najlepszy model.

Jeśli zostanie pan prezydentem, to każde ugrupowanie, które pana popiera, będzie miało własnego wiceprezydenta?

Aż tylu zastępców w Rzeszowie nie mamy. Mówiąc szczerze, to przede wszystkim będzie to zależało od potrzeb miasta. Na razie nie ma takich ustaleń. Najważniejsze jest, żeby walczyć. A jak wygramy,  to będziemy się zastanawiać. Muszę powiedzieć, że nie było to warunkiem w rozmowach. Raczej chodziło o argumenty  i odpowiedzi na zapotrzebowanie mieszkańców Rzeszowa, żeby być jak najbliżej zwycięstwa, zwłaszcza, że bierzemy udział w rywalizacji z dwoma poważnymi obozami.

CZYTAJ TAKŻE: Rzeszów: szykuje się ostra walka o schedę po Tadeuszu Ferencu

Gdyby nie dostał pan poparcia ze strony KO, PSL, Lewicy i Polski 2050, to też by pan zdecydował się na start w przedterminowych wyborach?

Od początku i ja i mój klub mówiliśmy, że w tych przedterminowych wyborach musi być jeden wspólny kandydat. Owszem zgłaszałem swoją gotowość, miałem do dyspozycji zespół radnych, którzy w wyborach samorządowych w 2018 roku zdobyli prawie 40 tys. głosów i to jest ważny element w tej kampanii. Ale mówiliśmy od początku: tylko jeden kandydat opozycji, bo to jest sposób na to, by w drugiej turze nie spotkali się kandydaci Solidarnej Polski i PiS-u. To dla Rzeszowa byłby dramat. Bez szerokiego poparcia na pewno bym nie wystartował.

W wyborach bardziej pan obawia się ministra Marcina Warchoła, wspieranego przez byłego prezydenta Tadeusza Ferenca, czy wojewody Ewy Leniart, wspieranej przez PiS?

Na pewno pani wojewoda reprezentuje główną siłę polityczną, chyba największą w Rzeszowie, wspieraną przez pewnie wszystkich sympatyków PiS, dlatego jest bardzo poważnym rywalem.

Patrząc na stały elektorat tej partii, myślę, że na pewno zbierze dosyć dużą liczbę głosów, choćby tylko dlatego, że jest z PiS. Co prawda nie jest samorządowcem, nie jest z Rzeszowa, ale samo to, że jest z PiS wystarczy, żeby dostała dobry wynik.

Jednak PiS, przynajmniej w wyborach samorządowych, nie wygrywał jednak w Rzeszowie.

Tak. I liczymy na to, że mieszkańcy ponownie wybiorą gospodarza miasta, a nie polityka. Czyli samorządowca, rzeszowianina, który zna  miasto. W  przypadku i pani wojewody i wiceministra sprawiedliwości – oboje to politycy, bez doświadczenia samorządowego.

CZYTAJ TAKŻE: Tadeusz Ferenc odchodzi. Na jego miejsce Marcin Warchoł?

Formalnie kampania jeszcze nie ruszyła, ale Marcin Warchoł już jest aktywny w Rzeszowie: najpierw rzucił pomysł uhonorowania prezydenta Ferenca, potem rozdawał kwiatki na Dzień Kobiet, czy promował sadzenie drzew w mieście. To pana zdaniem zwiększa jego szanse?

Mieszkańcy sami wiedzą, znają i doceniają dorobek prezydenta Tadeusza Ferenca i nie potrzebują, by to minister z Warszawy pisał za nich wniosek w sprawie jego uhonorowania. Podobnie z drzewami. Można je promować w kampanii, a jednocześnie być reprezentantem rządu, który wprowadzał Lex Szyszko. Mieszkańcy to doskonale wiedzą. Ja z kolegami ze Smart City, sadziliśmy drzewa w Rzeszowie, gdy obowiązywały przepisy Lex Szyszko i to był rzeczywisty protest przeciwko temu, co się w kraju działo, a nie teraz, stricte pod publikę w kampanii.

Oczywiście działać  każdemu wolno, starać się o głosy też. Ja tylko zwracam uwagę, że to powinno być wiarygodne.

Na co pan będzie stawiał w swojej kampanii?

Chciałbym tę kampanię i swój program budować na tym, żeby po pierwsze nie deprecjonować sukcesów gospodarczych miasta ostatnich lat pod rządami prezydenta Tadeusza Ferenca.

Pan chyba nie może tego robić. Pan też je firmował, będąc w klubie radnych wspierającym prezydenta.

Byłem elementem drużyny prezydenta Ferenca. Zawsze lojalnym. I nie mogę tego kwestionować, a nawet byłoby to głupotą. Zwłaszcza, że 70-80 proc. mieszkańców docenia rozwój miasta w ostatnich latach. Mieszkańcy są dumni z tego, że są rzeszowianinami, są dumni z tego, że wiele miast zazdrościło nam tego prezydenta i tego rozwoju,  a przede wszystkim tego, że miasto się tak fajnie rozwija.

Nie można deprecjonować tego dorobku i mówić, że wszystko było źle. Natomiast każda epoka ma to do siebie, że ma swój koniec, ale też generuje pewne mankamenty.

Szybki rozwój w Rzeszowie wiązał się też chyba trochę ze zbyt intensywną zabudową i takim trochę nieuporządkowaniem, więc pierwsza potrzeba miasta – to uchwalenie kierunków zagospodarowania przestrzennego, takiego nowoczesnego miasta na XXI wiek. I przeniesienie ciężaru decyzyjnego, ciężaru działań miasta z infrastruktury  twardej, ulicznej , betonowej – w kierunku człowieka, jakości życia, rekreacji, zieleni, i takiej  filozofii spędzania wolnego czasu w sposób zróżnicowany, z bogatą ofertą dla mieszkańców.

CZYTAJ TAKŻE: Rusza wyścig o Rzeszów. Walka będzie zażarta

To by były dla pana najważniejsze rzeczy na czas krótkiej 2,5-letniej kadencji?

Tak. Dokładny program, wizję nowoczesnego miasta, to ja już od pięciu lat kreuję w Rzeszowie. Mamy ten program i będziemy go przedstawiać w odpowiednich częściach.

Majowe wybory w Rzeszowie – to ma być swoista próba sił: koalicji rządzącej i partii opozycyjnych.

To prawda. Cała Polska tak patrzy, ale ja muszę bronić Rzeszowa i rzeszowian. My przede wszystkim wybieramy sobie gospodarza na najbliższe lata. I to jest dla Rzeszowa najważniejsze. Oczywiście ten kontekst ogólnopolski i te światła kamer skierowane na nasze miasto – promują nas trochę, ale też pokażą, jacy jesteśmy, na czym zależy mieszkańcom.

Są więc dwa konteksty: pierwszy i najważniejszy: ten lokalny, samorządowy, obywatelski. Ale oczywiście w tej sytuacji jaką mamy w kraju ten drugi kontekst – demokratyczny – też jest istotny. Myślę, że nasza drużyna też może sobie nieźle poradzić.

Były prezydent Rzeszowa słynął z tego, że potrafił dogadać się z każdym i dzięki  temu udawało mu się pozyskiwać dotacje z różnych źródeł. A teraz gdy ten podział jest taki ostry,  może być panu, jeśli wygra wybory –  trudno.

Ja się bardzo tego nie obawiam. Chciałbym przypomnieć, że pracowałem wiele lat w samorządzie województwa, który był i nadal jest rządzony przez Prawo i Sprawiedliwość. Znam pewne mechanizmy, znam dokumenty programowe nowej perspektywy. Wiem, gdzie możliwe środki będą, jak po nie sięgać. Zupełnie się nie boję tego, że nagle nie będzie pieniędzy.

Pieniądze są i będą w nowej perspektywie unijnej, w programie odbudowy. I to nie jest tak, że nie trafią do Rzeszowa.

Niektórzy samorządowcy narzekali, że dostawali mniejsze wsparcie lub wcale choćby z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, tylko dlatego, że nie rządzi tam Zjednoczona Prawica.

Reakcja polskiego społeczeństwa na takie dzielenie środków była bardzo negatywna dla obozu rządzącego, który teraz szybko się wycofuje z tego i przygotowuje jeszcze jeden nabór, żeby ratować się wizerunkowo, zatem tego typu polityka: dajemy tylko swoim, nie zyskuje akceptacji mieszkańców. PiS sobie na tym też nic nie zbuduje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Korytarzy życia i jazdy na suwak trzeba się nauczyć

Po kilkunastu miesiącach analiz Ministerstwo Infrastruktury w końcu zdecydowało: do kodeksu drogowego zostaną dopisane ...

Łódź staje się nową stolicą stand-upu     

Największe gwiazdy polskiego stand-upu wystąpią w listopadzie w Atlas Arenie podczas pierwszej edycji „Łódź ...

Tajne listy drogowe

Niestety, samorządowcy cały czas nie wiedzą, które przedsięwzięcia zostały zatwierdzone przez wojewodę do dofinansowania.

Stocznia Gdańska z szansami na zasłużony blask

Stocznia Gdańska może trafić na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. 28 lutego okaże się, czy ...

Życie w cieniu szybu

Górnicze osiedle Nikiszowiec w Katowicach liczy ponad sto lat. Drzemie w nim potencjał społeczny ...

Elfy i Impulsy. Dolny Śląsk inwestuje w nowe pociągi

Koleje Dolnośląskie kupiły właśnie 11 nowych składów – sześć hybrydowych Impulsów II i pięć ...