Uczestnicy Pol’and’ Rock przyjeżdżają już do miasta?

Tak, oczywiście. Jest już ich dużo. Są w dobrych humorach. Ruch jest dobrze kierowany. Nie ma żadnych kłopotów. Myślę, że to będzie bardzo udana impreza. Przynajmniej humory wszystkim dopisują. Mi też.

Dużo się ich miasto spodziewa? Tylko do 20 tys.? W przeszłości w imprezie brało udział znacznie więcej osób.

Tak, ale wówczas to były zupełnie inne imprezy. Teraz festiwal jest imprezą zamkniętą, biletowaną, ogrodzoną. Spodziewamy się 20 tys. osób na lotnisku Makowice-Płoty, choć pewnie jakaś liczba ludzi przyjedzie dodatkowo, ale nie spodziewamy się jakiegoś wielkiego najazdu.

20 tys. uczestników festiwalu z jednej strony to jest dużo, a z drugiej to jest mało. Nad morzem w każdej miejscowości jest obecnie znacznie więcej osób.

Jakie specjalne warunki sanitarne musiał spełnić organizator, by miasto wydało formalną zgodę na tę imprezę?

To był cały szereg różnych warunków. Nie tylko sanitarnych, ale też związanych z zabezpieczeniem, z bezpieczeństwem uczestników.

Jeśli chodzi o rzeczy sanitarne: impreza jest przeznaczona dla osób zaszczepionych. Niezależnie od tego, przy wejściu na teren lotniska, każda osoba będzie miała robiony test na obecność koronawirusa. Miejmy nadzieję, że żadna osoba zakażona nie przemknie się na teren festiwalu.

""

Radosław Mackiewicz, burmistrz Płotów / fot. UM Płoty

regiony.rp.pl

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Co dla samego miasta oznacza tak duży festiwal?

Dla miasta to przede wszystkim niesamowita reklama. Każdy dowiedział się, że istnieje taka miejscowość jak Płoty. I to nie tylko w Polsce, ale nawet na świecie.

Moi znajomi z różnych stron świata, z którymi nie miałem kontaktu nawet 35 lat,  odezwali się do mnie nagle. I to z różnych stron świata: z USA, z Belgii, z Francji, Austrii. Dziwili się, że pracuję w Płotach, bo pochodzę ze Szczecina i tam przez wiele lat mieszkałem.

A co festiwal oznacza dla mieszkańców?

Oni obserwują to co się dzieje z dużym zainteresowaniem. Myślą, co pozytywnego z tego dla nich wyniknie. Ekonomicznych korzyści w tym roku specjalnie nie będzie, bo zamknięta formuła festiwalu powoduje, że tych ludzi, którzy przemieszczają się przez samo miasto, nie będzie zbyt wielu, więc nie zostawią pieniędzy w naszych sklepach. Trochę tak, ale nie tyle ile mogłoby być, gdyby nie pandemia.

Dla nas ta impreza to też poligon doświadczalny. Uczymy się, bo to skomplikowana rzecz. Mieszkańcy oczywiście się do tego ustosunkowują. W zasadzie nie słyszałem głosów przeciwnych. Wszyscy są dumni z tego, że Pol’and’Rock zagościł u nas. Wszyscy są zadowoleni. Mamy posprzątane obejścia, same pozytywy. Ludzie się cieszą.

CZYTAJ TAKŻE: Burmistrz Podkowy Leśnej: szczepionki dają bezpieczeństwo

Trudno było ściągnąć festiwal do gminy?

Z naszej strony wielkich zabiegów nie było. O organizacji festiwalu na naszym terenie przesądziło to, że mamy świetnie położone lotnisko w niezłym stanie.

To jest jedno z tzw. lotnisk zapasowych, które od lat nie są używane, a wiele z nich jest w fatalnym stanie.

Nasze nie jest, może w minimalnym stopniu jest zdewastowane. Widać, że ta infrastruktura, która powstanie do przyszłego roku, pozwoli na organizację tego festiwalu w szerszej formule.

Mamy problem z wodą na lotnisku. Tam są nieczynne ujęcia, więc organizator imprezy dowozi wodę z miejskich ujęć.

Więc to jest wielkie przedsięwzięcie logistyczne, ale wszystko jest perfekcyjnie przygotowane logistycznie. Mogę wypowiadać się w samych superlatywach o służbach wojewody, bo one w tej chwili zabezpieczają imprezę. A chodzi o policję, straż pożarną, czy Sanepid i pogotowie ratunkowe.

To są rzeczy niezwykłe. Takiej sprawności to się nie spodziewałem. W ciągu dwóch miesięcy zostało zrobione to, co teraz na lotnisku funkcjonuje. To jest wielki system zarządzania, monitorowania i  kontroli. To bardzo dobra rzecz. Organizacja Jurka Owsiaka jest profesjonalnie do tego przygotowana.

Ma w tym w końcu ponad 25 lat doświadczenia.

To już 27. festiwal, więc mają doświadczenie olbrzymie. W ciągu miesiąca zostało zbudowane miasteczko ze wszystkim i urządzeniami, ze sceną, instalacjami. Wszystko działa. Zostało to już przez służby odebrane. Jeszcze w środę nasza służba miejska – powołana przeze mnie komisja – ma sprawdzić czy wszystkie elementy pozwolenia na organizację tej imprezy zostały zawarte. Czy są i funkcjonują. My na bieżąco się przyglądaliśmy tym wszystkim działaniom.

Jest szansa, że Pol’and’Rock Festival zostanie w Płotach na dłużej, a nie tylko na jeden sezon?

Na jeden sezon to na pewno nie, bo to by się nikomu nie opłacało. Ale na jak długo? Nie wiem. Na razie to jest dzielenie skóry na niedźwiedziu.

Jeżeli tegoroczny festiwal dobrze wypadnie, jeżeli WOŚP będzie zadowolona z działań naszych i wszystkich służb, to prawdopodobnie będzie chciała to powtórzyć w przyszłym roku.

Jak będzie dalej? Zobaczymy. Pamiętajmy też, że WOŚP jest przyzwyczajony do wielkich festiwali. Na poprzednich edycjach mieli nawet milion uczestników, a na naszym lotnisku byłby kłopot, aby zmieścić tyle osób.

W jaki sposób na co dzień wykorzystywane jest lotnisko?

W tej chwili lotnisko jest w zarządzie syndyka masy upadłościowej po przedsiębiorstwie robót drogowych, które wiele lat temu przejęło ten teren, bo miało tam inwestować.

Niestety nic z tego nie wyszło. Jest pewna nadzieja, że syndyk znajdzie w końcu inwestora, który kupi to lotnisko. Być może to będzie WOŚP, być może ktoś inny?

Dla nas ten teren jest bardzo istotny, bo to duży obszar przemysłowy – co oznacza podatki, które dziś do kasy nie wpływają, a w przyszłości może zaczną wpływać.

Dla gminy to jest istotne, bo jesteśmy gminą popegeerowską, więc nie mamy za dużych dochodów. Jednak u nas jest dużo ludzi ambitnych. Świetnie działają instytucje kulturalne, bo takie są potrzeby tych ludzi, oni oddolnie działają, a my jako samorząd będziemy to rozwijać.

CZYTAJ TAKŻE: Wojciech Szczurek: Wiemy już, że sezon będzie udany

W gminie powstają farmy fotowoltaiczne? Pytam, bo widziałam, że jedna z firm chce dzierżawić działki na ten cel.

Powstają. Całe mnóstwo. W tej chwili jest dziesięć projektów w różnej fazie realizacji. Jedne już się będą budować, a inne dopiero gromadzą dokumentację.

Czy to razem z małą elektrownią wodną Płoty na rzece Redze w Płotach oznacza, że miasto będzie korzystać niedługo tylko z zielonej energii?

Rzeka Rega jest rzeką niespotykaną na tej nizinie na Pomorzu. Jest rzeką o dużych spadkach. Mamy na niej dziesięć elektrowni wodnych. Sześć dużych należących do Enei i cztery prywatne.

Miasto korzysta z energii, która jest w sieci, a te elektrownie dostarczają do niej energię, którą wytworzą. Ale jaką my energię zużywamy? Tego nie wiemy.

Czy pandemia mocno odbiła się na kondycji finansowej miasta? Dochody bieżące mocno spadły?

Trochę spadły. Dominuje u nas rolnictwo, na które pandemia nie miała wpływu. Ale upadło sporo podmiotów gospodarczych zajmujących się gastronomią, hotelarstwem.

A to dla nas oznacza ból, bo te podmioty przestaną funkcjonować, ludzie nie będą mieli zatrudnienia. To jest przykra sprawa. Miejmy nadzieję, że to się odbuduje, jak wzrośnie zainteresowanie naszym miastem i będziemy mieli więcej gości to się znajdą też pieniądze od tych klientów.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Gorzowa: Małe i duże miasta mogą sobie pomóc

Wsparcie rządowe pomogło gminie?

Z funduszy covidowskich dostaliśmy 2,5 mln zł na budowę długiej linii kanalizacyjnej, bo chcemy zbudować czy przebudować kanalizację w naszej gminie.

A z puli dla gmin, gdzie kiedyś były PGR-y?

To właśnie z tego tytułu otrzymaliśmy wsparcie. Z pierwszej transzy dostaliśmy niewielkie pieniądze. Za to nic nie można było zbudować. Dopiero później do naszej gminy trafiły wyższe środki.

Poziom wyszczepienia mieszkańców w gminie wynosi 36,8 proc. Co władze miasta robią, by więcej osób się zaszczepiło przeciwko Covid-19?

To nie jest najgorszy wynik w Polsce. Jak patrzę na wskaźniki innych, to mamy ciut powyżej przeciętnej. A w naszym województwie jest to dość równomiernie rozłożone.

Wojewoda koordynuje program szczepień. My oczywiście bierzemy w tym udział, reklamujemy go. Robimy to, co można robić.

Gmina Płoty to miejsce turystyczne. Czy jakieś nowe atrakcje turystyczne pojawiły się, bądź pojawią się jeszcze w tym roku?

Niektóre atrakcje turystyczne związane z agroturystyką upadły. Teraz agroturystyka próbuje podnieść się z kolan, więc chyba to się uda. Są zamówienia na noclegi związane z festiwalem. Wszyscy zbieramy doświadczenia. Jesteśmy bardzo optymistycznie nastawieni. Mam nadzieję, że to wszystko rozwinie się w bardzo dobrym kierunku.