„Fala znaczących zmian na kluczowych stanowiskach”. Eksperci o realiach po epidemii

Fot. Pixabay

Pojawienie się pandemii Covid-19 pokazało i siłę, i słabość miast, a kryzys powinien uświadomić decydentom, jak je chronić przed kolejnymi podobnymi sytuacjami i ośmielić do podejmowania często odważnych i niestandardowych decyzji.

Prezydenci i burmistrzowie powinni też potraktować go jako szansę przyspieszenia procesów reorganizujących dotychczasowe funkcje miast. Pandemia jest „anty-miejska” i nie służy typowo miejskim aktywnościom.

Jednak trudnych i dezorganizujących zjawisk oddziałujących na miasta możemy się spodziewać więcej – nie tylko epidemii, ale też, co bardziej prawdopodobne – efektów zmian klimatycznych (upałów, opadów śniegu, suszy, silnych wiatrów, powodzi itd.) oraz skutków światowej recesji gospodarczej. Czas epidemii dziesiątkujących miasta, to co prawda przeszłość, także dzięki wielkiemu programowi modernizacji metropolii europejskich w XIX wieku, na przykład Paryża. Wydaje się iż to właśnie dziś jest właściwy moment na nowy program dla miast na świecie na miarę rozwiązań i wizjonerstwa G. Haussmana, wybitnego francuskiego urbanisty.

Efekty epidemii

Epidemia ujawniła nie tylko ludzką solidarność i energię, ale też miejską wspólnotę, w którą w ostatnich latach wątpiliśmy, a która ułatwia przetrwanie dzięki pełnemu wachlarzowi pomocy sąsiedzkiej, a co ważniejsze – daje poczucie bezpieczeństwa. Wspólnota to nie tylko szybkie reakcje i decyzje setek obywatelek/li np. o szyciu maseczek i organizowaniu posiłków dla lekarzy (akcje typu #wzywamyposiłki). To troska o „ulubione miejsca” – stąd wezwanie do ich wsparcia, jeśli chce się mieć dokąd wrócić po epidemii. Tak jest właściwie we wszystkich większych polskich miastach. Ma to znaczenie nie tylko ze względu na wsparcie lokalnej przedsiębiorczości, ale także dlatego, że te miejsca – restauracje, knajpy, autorskie sklepy – „robią” miasto. Ta „nowa” wspólnota już pozostanie na dłużej, co ma także szczególne znaczenie bardzo lokalnie – w dzielnicach i osiedlach.

CZYTAJ TAKŻE: Czynsze za złotówkę, ulgi w podatkach. Tak samorządy pomagają biznesowi

Współdziałanie jest niewątpliwie łatwiejsze w miejscach dobrze zorganizowanych, z dostępem do różnego i szerokiego typu usług (w tym usług publicznych), np. handlu, służby zdrowia, edukacji, kultury i sportu.

Epidemia pokazuje, jak obywatelska była urbanistyka lat 60., 70. i częściowo 80. – i powinna stanowić dziś wzór. Dla zachowania bezpieczeństwa mieszkańców dzielnice powinny być niemal samowystarczalne. Polskie miasta zdecydowanie najlepiej wypadają pod względem lokalnej dostępności kultury, np. istniejące w nich rozwinięte sieci publicznej biblioteki (tak jest w Lublinie, Krakowie czy Łodzi) mają szczególne znaczenie w przypadku luzowania ograniczeń.

Gorzej wypada ogólnodostępna infrastruktura sportowa – w epidemii tego rodzaju obiekty, co prawda, są czasowo wyłączane z użytku, ale w okresie normalnego funkcjonowania powinny jak najszerzej służyć mieszkańcom, choćby ze względów profilaktycznych.

Niestety, nowo projektowane osiedla czy dzielnice najczęściej są wolne od tak szeroko pojmowanych usług – nawet handel jest tam co najwyżej na podstawowym poziomie. XX-wieczna urbanistyka i aktualne doświadczenia pandemii powinny przewartościować myślenie o miastach, które często rozwijają się w sposób niekontrolowany i „rozlewają się”. To, co w przypadku koronawirusa nie jest jeszcze bardzo dolegliwe dla miasta, w sytuacji znacznie poważniejszych kryzysów może okazać się trudną do pokonania przeszkodą.

Klasowe oblicze wirusa

Epidemia pokazała też, niestety, swoje klasowe oblicze. Zachowanie dystansu społecznego i izolacja są znacznie łatwiejsze do przejścia dla osób zamożniejszych, które mogą korzystać ze swoich ogródków, ogrodów, działek, czy letnich domów. Dla większości jednak są to doświadczenia dolegliwe, szczególnie przy czasowym wyłączeniu z korzystania parków, skwerów, czy placów zabaw.

Inną drogą poszedł Londyn, który na czas pandemii właśnie otworzył parki dla swoich mieszkańców –zgodnie z ideą, że przebywanie na świeżym powietrzu jest zdrowe (oczywiście, przy zachowaniu wymaganego dystansu społecznego). Jest to chyba wskazówka dla polskich miast – już nie tylko ze względów ekologicznych i klimatycznych, ale też epidemicznych, powinniśmy zadbać o szeroko dostępną zieloną infrastrukturę.

CZYTAJ TAKŻE: Sutryk: Samorządy łączą siły w obliczu epidemii

Epidemia najprawdopodobniej będzie czynnikiem katalizującym dalsze rozlewanie się miast – perspektywa zamieszkania na suburbiach z „bezpiecznym” ogródkiem i pewnym dystansem od sąsiadów staje się jeszcze bardziej kusząca niż przed pandemią. Tym samym realizowane od kilkunastu lat próby rewitalizacji śródmieść wielu miast na świecie i w Polsce oraz udane w wielu przypadkach działania nakierowane na pozyskanie do nich nowych mieszkańców mogą spalić na panewce.

Być może łatwiej będzie jednak zatrzymać mieszkańców w wielofunkcyjnych dzielnicach, co zapobiegać będzie dalszemu drenowaniu mieszkańców i odpływających z nimi podatków do ościennych gmin.

Nasuwa się także kolejne pytanie: co stanie się z mieszkaniami w atrakcyjnych lokalizacjach centrów metropolii zwalnianych przez Airbnb? Czy wrócą do nich mieszkańcy czy też jednak turyści, choć wprawdzie w dłuższej perspektywie? W jaki sposób praca zdalna i prognozowany mniejszy popyt na biura, zlokalizowane głównie w centrach dużych miast, zdefiniują nowe ich oblicze?

A jak pokazała pandemia i o czym świat dyskutuje w ostatnich latach – odmiejscowienie pracy stało się epidemiczną rzeczywistością. Polacy weszli w nią bardzo łatwo. I nie rozważając w tym miejscu zalet i wad takiego rozwiązania, możliwości jego szerokiego zastosowania, czy wreszcie jego specyfiki – odmiejscowienie pracy jest nieodległą przyszłością, również ze względów ekonomicznych (szczególnie w perspektywie konieczności cięcia kosztów przez pracodawców).

Ostatnie lata to szeroka dyskusja o kształcie transportu publicznego w miastach. Pojawiła się też w kontekście Covid-19 – to przecież silne nasycenie kontaktów międzyludzkich i potencjalna droga do rozprzestrzeniania się wirusa. Dziś jednak nikt odpowiedzialny nie zawróci z wcześniej obranej ekologicznej drogi zrównoważonego transportu. To niemałe wyzwanie dla miast, które być może będą musiały zredefiniować transport publiczny. Jednak w wyniku epidemicznych doświadczeń Mediolan zmienia ulice w trasy piesze i rowerowe, natomiast Paryż – myśląc o czasie po epidemii – nie chce już wracać do samochodowej dominanty. Wydaje się, że również polskie miasta powinny wzmocnić politykę dostępnego publicznego transportu (z pełną świadomością, że transport indywidualny w czasie pandemii okazał się dobrym rozwiązaniem) i nadal inwestować w infrastrukturę rowerową. Wydaje się też, że w tym kontekście – ponownie – idea dzielnic samowystarczalnych zyskuje na znaczeniu.

Szanse i wyzwania dla polskich miast

Szukając optymistycznych aspektów pojawienia się wirusa dostrzegamy jednak szanse i wyzwania dla polskich miast. Wygraną grupą profesjonalistów, w naszej opinii, są architekci, urbaniści i projektanci w różnych obszarach, bo czas po epidemii to tworzenie nowych produktów, usług i przeprojektowywanie tego co jest, w duchu projektowania uniwersalnego po kryzysie.

CZYTAJ TAKŻE: Koronawirus pogrąża miejskie budżety. Zapłacą również mieszkańcy

Z pewnością szansą dla miast są mało wcześniej znane usługi, na które popyt wygenerowały nowe ludzkie potrzeby związane z ograniczeniem możliwości wychodzenia z domu czy przemieszczania się. Ich w zdecydowanej większości cyfrowy charakter będzie determinował rozwój nowych modeli biznesowych lokalnych przedsiębiorstw, a być może także nowych sektorów gospodarki i zawodów.

Innymi słowy, te miasta, które nie dostrzegają potrzeby wzmacniania rozwiązań cyfrowych w zarządzaniu miastem i koordynowaniu swoich ekosystemów gospodarczych, czy też budowania relacji z mieszkańcami, będą traciły dystans do czołówki. Koncepcja Smart City, szybko rozwijająca się w większości miast na całym świecie przed pandemią, stanie się normą i czymś oczywistym, tak jak elektryczne oświetlenie na początku XX wieku.

Współczesne samorządy dużych aglomeracji prowadziły przed kryzysem wyrafinowaną, ekspansywną politykę inwestycyjną: w infrastrukturę komunikacyjną i jakości życia (sport, kultura), biznesową, społeczną i rozwiązania smart city. Wydaje się, że pandemia przeorientuje strukturę wydatków dużych miast nie tylko z powodu ostrych ograniczeń budżetowych. Zmienią się same instytucje samorządowe – dzisiejszy kryzys pokazuje, że mogą realizować one większość zadań zdalnie, zaś nieobecności części pracowników wiele miast po prostu nie odczuło.

Ograniczenia finansowe spowodują, iż instytucje miejskie będą stawały się coraz bardziej smukłe i generalnie dużo mniejsze, co wszakże, przy wykorzystaniu narzędzi smart city i sztucznej inteligencji, wcale nie spowoduje ich mniejszej efektywności. I to pomimo presji politycznej na utrzymanie zatrudnienia w lokalnej administracji wszystkich swoich kolegów partyjnych i ich znajomych.

Wprawdzie presja ta będzie bardzo silna w najbliższych latach w związku z recesją w Polsce, ale powinna wygasać sukcesywnie w przyszłości. Generalnie kryzys związany z pandemią powinien być, tak jak to zaczyna mieć miejsce w biznesie, wykorzystany przez decydentów do optymalizacji struktur instytucji oraz spółek miejskich oraz bardziej efektywnej polityki zatrudnieniowej. Do outsourcingu i technologicznego przyspieszenia. Także zdefiniowania na nowo swoich słabych i mocnych stron oraz sektorów biznesów przyszłości.

CZYTAJ TAKŻE: Nie będzie premii, zakupów, wyjazdów. Miasta coraz mocniej zaciskają pasa

Z drugiej strony mieszkańcy oczekują już chyba nowego otwarcia w sposobie sprawowania władzy od swoich prezydentów i burmistrzów. Większej otwartości, nie tylko deklarowanej, na nowe i nieoczywiste potrzeby mieszkańców. To z kolei będzie otwierało drogę do nowych przetasowań politycznych i samorządowych. Wydaje się, że w następnych wyborach samorządowych dokona się kolejna, bardzo znacząca fala zmian na kluczowych stanowiskach władz samorządowych, nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie.

Nowe miasto, to także nowa, „ludzka” urbanistyka. Musi powstać więcej przemyślanych projektów urbanistycznych, które niestety były w ostatnich 30 latach rzadkością w polskich metropoliach. I tu wracamy do punktu wyjścia: potrzeb mieszkańców miast. Rozumieją to włodarze Amsterdamu, Kopenhagi, Londynu i zapewne też części miast w Polsce.

Niestety, pandemia, tak jak zmienia już świat, ludzi i biznes, zmieni także miasta. Tymczasem patrząc na dzisiejszą praktykę kryzysowego zarządzania miastami w sytuacji zagrożenia, widzimy prawie wyłącznie bieżące działania operacyjne, choć to właśnie teraz jest najlepszy moment na odważne decyzje strategiczne i ucieczkę do przodu. Między innymi po to, aby być w jak najlepszej pozycji startowej w nowym układzie międzynarodowej konkurencji miast po epidemii. Konkurencji, bardzo trudnej i wyczerpującej, o ograniczone zasoby.

Dr Joanna Hołda – prawnik, wykładowczyni w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie
Dr Mariusz Sagan – adiunkt w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie Szkoły Głównej Handlowej

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Trzaskowski: Nie chcemy przebierać dziewczynek za chłopców

Warszawa musi być miastem tolerancyjnym. Trzeba stać przy wszystkich mniejszościach, które w atmosferze wprowadzonej ...

Za płotem krakowskiej huty rośnie huta przyszłości

Mija pięć lat od powstania Nowej Huty Przyszłości, spółki powstałej przy współpracy miasta i województwa ...

Jak na tacę, to zbliżeniowo. W krakowskich kościołach pojawiają się nowe rozwiązania

Pierwszy w Małopolsce ofiaromat, w którym można przekazać bezgotówkowo datek na kościół, działa z ...

Łatwiej będzie ocieplić zabytkowe budynki

Wsparcie w formie premii remontowej będzie udzielane gminom na przedsięwzięcia remontowe połączone z termomodernizacją.

Kultura przeniosła się do internetu

Wrocław, podobnie jak inne miasta, stanął w obliczu epidemii, która wpłynęła i nadal wpływa ...

30 lat samorządu w Polsce: Dobrze wykorzystany czas

Odbudowa Polski, nowa jakość życia dla mieszkańców - tym samorząd może się chwalić po ...