Elżbieta Anna Polak: Sam monitoring nie pomoże Odrze

Mamy w tej chwili trzypoziomowy system zarządzania kryzysowego, gdyby ponownie doszło do katastrofy na Odrze. Ale wciąż nie ma programu ratunkowego dla rzeki – mówi Elżbieta Anna Polak, marszałek województwa lubuskiego.

Publikacja: 14.05.2023 19:03

Marszałek Elżbieta Anna Polak podczas piątkowej wizyty Donalda Tuska w Lubuskiem

Marszałek Elżbieta Anna Polak podczas piątkowej wizyty Donalda Tuska w Lubuskiem

Foto: mat. pras.

Pani marszałek, kiedy ostatni raz była pani nad Odrą na spacerze?

W piątek. Z Donaldem Tuskiem spotkaliśmy się z przedsiębiorcami nadodrzańskimi oraz przedstawicielami Polskiego Związku Wędkarskiego. Docierają do nas niepokojące informacje, że katastrofa na Odrze może się powtórzyć także w tym roku. Przedsiębiorcy mówili o swoich obawach, rozmawialiśmy o przyszłości Odry, która pilnie potrzebuje planu naprawczego.

Nie jest pani ekspertem, ale jak wygląda życie w rzece z pani obserwacji?

Chyba jestem ekspertem: z zawodu jestem geologiem o specjalizacji hydrologicznej. Jeśli chodzi o sprawy ekologiczne w naszym regionie, to są to dla mnie priorytety.

Od dekady mamy misję specjalnie dedykowaną dla naszego dziedzictwa naturalnego. Jesteśmy spadkobiercami cywilizacji Odry. Na sztandarach niesiemy hasło zielonej krainy nowoczesnych i innowacyjnych technologii.

Więc sprawy Odry są nam bardzo, bardzo bliskie. Podobnie jak zdrowie i jakość życia, a bez zdrowego środowiska nie może być mowy o realizacji tych naszych priorytetów.

A jeśli chodzi o stan obecny: otrzymujemy codziennie raporty. Z naszego regionu nie płyną niebezpieczne sygnały, tak jak od naszych przyjaciół z Dolnego Śląska, a zwłaszcza ze Śląska. W Kanale Gliwickim woda zmienia się w ściek i znaleziono tam śnięte ryby.

O to właśnie chciałam zapytać. Czeka pani na lato z niepokojem? Główny inspektor ochrony środowiska Krzysztof Gołębiewski ostrzega, że sytuacja kryzysowa, z jaką mieliśmy do czynienia w zeszłym roku, może się powtórzyć i złote algi znów pojawią się w rzece. W Kanale Gliwickim niedawno znaleziono śnięte ryby.

Nie tylko w Kanale Gliwickim, ale też w zbiorniku Czernica. Z tego, czego dowiadujemy się z mediów i WFOŚiGW, to już około 2 ton śniętych ryb. Jesteśmy tym bardzo zaniepokojeni, ponieważ w rzece wciąż jest bardzo wysokie zasolenie.

W czasie wizyty we Frankfurcie nad Odrą słyszałam od partnerów z Brandenburgii, którzy mają specjalistyczną aparaturę i cały czas monitorują stan rzeki, że wyniki są bardzo niepokojące. Jest bardzo wysokie zasolenie, a w takim środowisku złote algi się namnażają. A jeżeli jeszcze GIOŚ o tym mówi, to znaczy, że sytuacja jest bardzo niebezpieczna.

Co mogą zrobić samorządy na poziomie wojewódzkim i gminnym, by zmniejszyć ryzyko katastrofy ekologicznej rzeki?

Już w zeszłym roku – razem z marszałkami województw opolskiego, dolnośląskiego i zachodniopomorskiego – powołaliśmy partnerstwo regionów nadodrzańskich. Ostatnio dołączył do nas marszałek województwa śląskiego.

W ramach tego partnerstwa podpisaliśmy umowy z naszymi uczelniami. Prowadzimy wspólnie monitoring rzeki. I to eksperci wzięli w swoje ręce sprawy Odry. A koordynatorem jest prof. Krzysztof Lejcuś z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Rozmawiałam z nim w poniedziałek, będąc nad Odrą. Podobnie jak główny inspektor ochrony środowiska ostrzega on, że katastrofa może się powtórzyć.

Co mogą w tej sytuacji zrobić samorządy?

Na pewno nie tylko badać stan rzeki, bo sam monitoring nie pomoże Odrze. Jako samorządy zwracaliśmy się do minister klimatu jeszcze w ubiegłym roku. W tym roku też. Dwa miesiące temu ponowiliśmy nasz apel o przedstawienie strategii ratunkowej dla Odry, bo takie kompetencje zostały odebrane samorządom w 2018 r. na rzecz powstałego wówczas Państwowego Gospodarstwa „Wody Polskie”. I to ono przejęło na siebie obowiązek nie tylko monitorowania, ale też zarządzania wodami polskimi.

Wszyscy wiemy, co się stało w ubiegym roku. Zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Co prawda, mamy w tej chwili trzypoziomowy system zarządzania kryzysowego, gdyby ponownie doszło do katastrofy na Odrze, ale to nie zmienia sytuacji: nie ma programu ratunkowego dla rzeki.

To co, pani zdaniem, powinna zrobić strona rządowa, by ograniczyć dopływ zasolonej wody przemysłowej do Odry i by nie doszło do ponownego namnożenia złotych alg?

O to właśnie pytałam w swoim przesłaniu do Ministerstwa Klimatu. Nie dostałam odpowiedzi.

Pytałam też, jakie środki zostały zaplanowane na monitoring i zatrudnienie specjalistów oraz zakup urządzeń, które będą w sposób ciągły monitorowały stan całego ekosystemu rzeki, bo chodzi nie tylko o wodę.

I nie dostałam odpowiedzi. Nie przedstawiono nam też strategii naprawy bioróżnorodności Odry i zapobiegania klęsce. A przedstawiono nam wyniki ponad 600 kontroli i dane statystyczne, z których – niestety – nic nie wynika. Nie zostały zmienione pozwolenia wodno-prawne w zakresie ograniczenia zrzutów, zwłaszcza wód przemysłowych z kopalń.

Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, który został sporządzony przez ekspertów z 18 państw UE, to właśnie ścieki przemysłowe z kopalń są przyczyną zasolenia Odry. Ich niekontrolowane i nadmierne zrzuty przy niskim stanie wody oraz jej wysokiej temperaturze w okresie letnim.

Dlatego też możemy się spodziewać w tym roku, że te warunki naturalne powtórzą się, choć w poniedziałek widziałam wysoki poziom rzeki, więc te ścieki są rozpuszczone. Ale zasolenie wody jest nadal wysokie, dlatego i w Kanale Gliwickim, i w zbiorniku Czernica już mamy śnięte ryby. Nie widzimy działań, które wskazywałyby na ograniczanie tych ścieków.

Pod koniec maja w regionie odbędzie się wyjazdowe posiedzenie senackiej komisji samorządu oraz senackiej komisji klimatu. Co może wynikać z senackiej debaty na temat przyszłości Odry? Pójdą za tym jakieś działania?

Liczymy na to, że zostaną zagwarantowane w budżecie państwa – ewentualnie w programach unijnych, np. z programu „Feniks” – konkretne środki finansowe na ratunek dla Odry. I zostanie to wykonane w terminie.

Liczę również na to, że komisja będzie rekomendowała rządowi polskiemu, minister klimatu, ograniczenie zrzutów z kopalń.

Potrzebne są też konkretne środki finansowe – i o tym będziemy rozmawiać – na odsalanie zrzutów wzdłuż Odry, na budowę oczyszczalni ścieków.

To, co w tej chwili się dzieje, jest poza jakimikolwiek standardami. Myślę, że nie tylko na Odrze. Ale i inne rzeki stały się po prostu ściekami. Zarzuty, że to gminy również przyczyniły się do zanieczyszczenia Odry, są nieprawdziwe, bo samorządy wydały bardzo dużo pieniędzy na budowę oczyszczalni ścieków komunalnych.

Więc na pewno należy zwiększyć środki finansowe na instalacje do odsalania zrzutów przemysłowych oraz kontrolowanie tych zrzutów, mając na uwadze poziom Odry i temperaturę wody.

Zmieńmy temat. Jaka jest kondycja finansowa samorządu województwa lubuskiego? Co dla niego i dla całego regionu oznacza brak środków z KPO?

To jest szczególnie trudny rok. Nie tylko brakuje środków z KPO, a to jest bardzo duża kwota – 36 mld euro, z czego 24 mld euro to dotacje, a 12 mld na pożyczki. Regiony, jako instytucje zarządzające, miały uczestniczyć w Krajowym Planie Odbudowy.

To jest szczególnie trudny rok, bo kończymy też okres programowania, a nowy (2021–2027) jeszcze się nie rozpoczął. Nie ma środków w ramach polityki spójności z tych samych powodów, co z KPO, czyli braku praworządności i niewykonywania wyroków TSUE, ale też innych reform, dlatego mój samorząd – samorząd województwa lubuskiego – w tym roku zaciąga kredyt na inwestycje.

Nie możemy się zatrzymać. Jesteśmy po pandemii, trwa kryzys energetyczny, olbrzymia inflacja i wojna w Ukrainie. Jednak staramy się konkretne środki wprowadzić na rynek, dlatego zaciągamy kredyt inwestycyjny – 200 mln zł.

Nigdy tak dużego kredytu nie zaciągaliśmy, ale możemy sobie na to pozwolić, bo nie mamy przekroczonego progu pozwalającego na zaciąganie pożyczek i kredytów. Samorząd województwa w tym roku osiągnie zadłużenie na poziomie 41 proc.

Potrzebna jest reforma finansowania samorządów. I tych gminnych, i tych wojewódzkich, choć w tej sytuacji politycznej jest to temat nie do ruszenia, a domagamy się zwiększenia udziałów zarówno w podatku PIT, jak i CIT. Nie wyrażamy zgody na centralizację i rozdzielanie centralnie środków finansowych dla samorządów w ramach funduszu rozwoju dróg lokalnych czy też Polskiego Ładu.

W regionach wiemy najlepiej, co należy wykonać natychmiast, jakie są priorytety. Mamy strategię rozwoju województwa, mamy programy np. budowy i modernizacji dróg, czystości powietrza. I w oparciu o te programy działamy.

W tym roku kończymy budowę Parku Technologii Kosmicznych w Nowym Kisielinie Zielonej Górze, którą chcieliśmy sfinansować z KPO. To tylko jeden z 15 projektów złożonych w ramach naszej tzw. złotej piętnastki do KPO w 2020 r. Po tym naborze nikt nam nie odpowiedział, co dalej, i nadal nie mamy takiej odpowiedzi, a wiemy, że miliardy już płyną do niektórych samorządów, a konto KPO w ramach Funduszu Rozwoju Polski.

 

W europejskim prawie zapisano obowiązkowy unijny cel klimatyczny: ograniczenie emisji CO2 w UE o co najmniej 55 proc. do 2030 r. Da się?

To nasz kierunek. W naszym regionie jednym z priorytetów jest właśnie zielona gospodarka. Można powiedzieć, że właśnie wprowadzamy pakiet klimatyczny – ale bez środków finansowych z nowej perspektywy i KPO, gdzie na tzw. Zielony Ład przeznacza się ponad 40 proc., to nie będzie możliwe.

Trudno obecnie robić plany w dłuższej perspektywie, bo przyszłość nas bardzo zaskakuje. Nikt nie planował pandemii czy wojny w Ukrainie.

Tak więc wszystkie wskaźniki zmieniają się niemal z dnia na dzień, więc my tak samo musimy być elastyczni, ale nie możemy absolutnie zaniechać działań w zakresie ekologii, dbałości o środowisko, czyste powietrze i budowania odporności gospodarczej w tym zakresie.

Ale problemem Polski, w tym i województwa lubuskiego, nie jest dwutlenek węgla, lecz tzw. smog ze spalania paliw stałych w tysiącach indywidualnych palenisk, w których nie ma możliwości oczyszczania emitowanych spalin. Co można w tej sprawie zrobić?

To jest zadanie dla gmin i dla samorządów województw szczególnie. My już w tej perspektywie, którą właśnie kończymy, wyznaczyliśmy specjalne działania i środki finansowe na wymianę „kopciuchów”.

W ramach partnerskiego działania przeznaczaliśmy na ten cel 50 proc. niezbędnych środków – a drugie 50 proc. gminy, które jeszcze swoją część dzieliły z indywidualnymi odbiorcami.

Bardzo ważna jest tutaj edukacja ekologiczna, bo wciąż u części mieszkańców brakuje świadomości w tym zakresie. Dlatego w tej perspektywie budujemy Lubuskie Centrum Edukacji Ekologicznej, by taką edukację prowadzić już dla najmłodszych mieszkańców.

Samorząd województwa buduje wzorcowy budynek pasywny, a tymczasem prezydent Zielonej Góry blokuje nam pozwolenie na budowę. Widać, że nawet na poziomie zarządczym w niektórych samorządach brakuje świadomości, że można korzystać z nowoczesnego, inteligentnego budownictwa, aby oszczędzać energię, mniej wydawać na oświetlenie. Budynki muszą być ocieplone, musimy wydawać środki na termomodernizację, a wtedy zaoszczędzimy też energię.

 

Jest pani w radzie politycznej Ruchu Samorządowego TAK! Dla Polski. Wystartuje pani w wyborach parlamentarnych?

Mam zamiar kandydować do Senatu. Jestem już 15 lat w zarządzie województwa i swoją wiedzę samorządową – bo jestem w samorządzie od zawsze, od 1990 r. – mogę wykorzystać na poziomie krajowym.

Bardzo często w ramach Ruchu Samorządowego TAK! Dla Polski, ale też pracując w zarządzie Związku Województw RP przygotowujemy stanowiska i konkretne inicjatywy ustawodawcze.  

Wiem, jak to robić, bo np. w lubuskiem przeprowadziliśmy rewolucję w obszarze zdrowia. Region, który był w Polsce najbardziej zadłużony w ochronie zdrowia, teraz inwestuje w zdrowie i jakość życia bez długów. Tak więc można.

Samorządowcy oddolnie powinni wskazywać ustawodawcy, jakie zmiany należy wprowadzać. Z Warszawy nie widać tak dobrze potrzeb obywateli.

Pani marszałek, kiedy ostatni raz była pani nad Odrą na spacerze?

W piątek. Z Donaldem Tuskiem spotkaliśmy się z przedsiębiorcami nadodrzańskimi oraz przedstawicielami Polskiego Związku Wędkarskiego. Docierają do nas niepokojące informacje, że katastrofa na Odrze może się powtórzyć także w tym roku. Przedsiębiorcy mówili o swoich obawach, rozmawialiśmy o przyszłości Odry, która pilnie potrzebuje planu naprawczego.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Okiem samorządowca
Marcin Krupa: Zrealizowaliśmy ponad 95 proc. „zielonych” obietnic z poprzedniej kampanii
Okiem samorządowca
Agata Wojda: Cieszę się, że obecny rząd rozmawia z samorządami
Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy