Kiedy pierwsze martwe ryby pojawiły się w Odrze w Słubicach? Dużo ich było?

Pierwsze informacje o śniętych rybach w Odrze na wysokości naszego miasta dotarły do nas 9 sierpnia. Przede wszystkim informacje pochodziły bezpośrednio od wędkarzy, mieszkańców oraz pojawiły się wpisy w social mediach.

Kto się zajmował sprzątaniem z rzeki tych śniętych ryb? Mieszkańcy, wędkarze, służby rzeczne?

Byli wolontariusze, wędkarze i mieszkańcy chętni sprzątać te ryby. Trzeba pamiętać, że w pierwszych dniach panował chaos informacyjny i nie było wiadomo, co jest powodem takiego stanu rzeczy. Nigdy wcześniej nie było sytuacji, aby ryby na tak ogromną skalę padały i płynęły nurtem rzeki.

Od 13 sierpnia w Słubicach było już 70 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, poza tym byli członkowie ochotniczej straży pożarnej i strażacy zawodowi z PSP. I od 13 sierpnia rozpoczęło się na dużą skalę sprzątanie Odry – na odcinku ośmiokilometrowym na terenie miasta i gminy Słubice. Tylko pierwszego dnia z rzeki wyciągnięto cztery tony śniętych ryb.

Jakie działania podjął samorząd w Słubicach na początku tej katastrofy, a jakie przekazano służbom wojewody czy agendom rządowym jak Wody Polskie czy WIOŚ?

Byliśmy i jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami wojewody oraz WIOŚ. A nasze działania polegały przede wszystkim na przekazywaniu wiarygodnych informacji mieszkańcom gminy.

Pierwsze oficjalne potwierdzenie o śniętych rybach dostaliśmy na maila 10 sierpnia z WIOŚ w Zielonej Górze i jeszcze tego samego dnia pojawiły się one na stronie gminy Słubice.

Apelowaliśmy do mieszkańców o niekonsumowanie złowionych w Odrze ryb i unikanie kontaktu z wodą z rzeki. 12 sierpnia odbyła się wideokonferencja ze służbami wojewody lubuskiego, po której również przekazaliśmy informacje mieszkańcom. Należy pamiętać, że w sytuacjach kryzysowych o takiej skali zawsze działaniami kierują służby zarządzania kryzysowego wojewodów i to one decydują o działaniach na poszczególnych odcinkach.

Odra przecież oddziela Słubice od Frankfurtu nad Odrą. Niemieccy samorządowcy w sprawie katastrofy kontaktowali się z panem? Była wymiana informacji?

Tak, oczywiście. Jesteśmy w stałym kontakcie z nadburmistrzem Frankfurtu, telefonicznym i za pomocą komunikatorów. Nasze służby stale wymieniają się informacjami. Ale to wszystko, co możemy zrobić.

Przecież w tej trudnej sytuacji są nie tylko Słubice, ale też Frankfurt. Razem jesteśmy ofiarą tej sytuacji, która zaistniała na Odrze, a która w żadnym stopniu nie jest zależna od nas. Robimy wszystko, aby każdego dnia nasi mieszkańcy mieli precyzyjne informacje. I tylko do tego możemy się ograniczyć.

To ze strony niemieckiej na początku sierpnia pojawiły się informacje, że w Odrze pojawiła się rtęć, która była powodem śnięcia ryb.

Na początku był duży chaos informacyjny. Nie wiem, skąd się wzięły takie informacje, dziś to jest jeszcze wyjaśniane. W mediach niemieckich taka informacja pojawiła się ok. 11 sierpnia. Czy była poparta faktycznie przeprowadzonymi badaniami, tego nie wiem.

Jako burmistrz miasta mógł pan zdecydować o zakazie wejścia do rzeki i na jej brzeg? Czy jednak leży to w gestii innych służb?

To jest kompetencja wojewody i to wojewoda takie rozporządzenie wydał 12 sierpnia – w sprawie zakazu bezpośredniego kontaktu z wodami Odry. Początkowo obowiązywało do 18 sierpnia, ale zostało przedłużone do 22 sierpnia.

12 sierpnia, to pana zdaniem był dobry moment czy jednak zbyt późno?

Ja nie chciałbym obarczać winą kogokolwiek. Jednak moim zdaniem taka informacja ukazała się za późno. Zakaz obowiązywał do 18 sierpnia, a teraz został przedłużony do 25 sierpnia.

Orientuje się pan, czy w Słubicach jest dużo przedsiębiorców żyjących „z rzeki”?

W tej części rzeki, która przepływa przez naszą gminę, ma ona bardziej walory turystyczno-rekreacyjne. Nie będzie więc miała tak dużego wpływu na przedsiębiorstwa jak na innych terenach.

A na firmy świadczące usługi turystyczne – jak promy, wypożyczalnie kajaków czy punkty gastronomiczne nad rzeką?

W tej chwili nie. Dawniej mieliśmy statek turystyczny, ale z uwagi na niski poziom wody w rzece już nie funkcjonuje. Zdarza się, że osoby prywatne na własne potrzeby wykorzystują jednostki pływające.

Więc w Słubicach takich przedsiębiorców nie ma, ale nad Odrą są. Czy pana zdaniem powinni dostać jakieś rządowe wsparcie, bo rzeka jest zatruta?

Moim zdaniem tak, bo jeżeli ktoś do tej pory wykorzystywał rzekę jako źródło utrzymania firmy i rodziny, to niewątpliwie takie możliwości powinny być.

W niektórych miastach nad Odrą mieszkańcy martwili się o stan biologiczny wody w kranach. W Słubicach też tak było? Czy kranówka była dodatkowo badana, czy nie było takiej potrzeby?

U nas nie było takiego problemu. Do codziennego użytku czerpiemy wodę z siedmiu studni głębinowych i, na szczęście, są one dość oddalone od koryta rzeki. Są też na znacznej głębokości i podlegają ciągłemu monitoringowi, więc takiego zagrożenia nie widzieliśmy i nie widzimy. Woda jest u nas pod stałym nadzorem.

Pewnie rozmawiał pan z ekspertami. Mówią coś o tym, kiedy woda w Odrze może wrócić do stanu sprzed katastrofy? I czy w ogóle wróci?

Wszyscy chcielibyśmy to wiedzieć. Nie znam osobiście nikogo, kto ze stuprocentową pewnością odpowie na takie pytanie. Miejmy nadzieję, że intensywne działania służb polskich i niemieckich pozwolą na wyjaśnienie przyczyn tej katastrofy ekologicznej. Znając przyczyny, będzie wiadomo, jakie działania podjąć w przyszłości, aby odbudować w Odrze życie.