Samorządowe inwestycje pod znakiem zapytania

fot. Stefan Mleczak

Ubytki w dochodach z PIT zubożą lokalne budżety – podkreślali uczestnicy debaty towarzyszącej gali Rankingu Samorządów 2019.

– Państwo zabiera samorządom 6 mld zł, czyli ponad ok. 10 proc. tego, co wydaliśmy w zeszłym roku na na inwestycje. Tak naprawdę jednak państwo zabiera te pieniądze mieszkańcom, ale to my, rok po wyborach, musimy im powiedzieć, dlaczego nie będziemy w stanie realizować tych inwestycji, które planowaliśmy – mówił Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, podczas debaty „Finansowanie rozwoju samorządów”.

CZYTAJ TAKŻE: Ranking Samorządów 2019: znamy najlepsze miasta i gminy w Polsce

Owe 6 mld zł to efekt obniżki PIT, która jest właśnie wdrażana w życie przez rząd PiS. Koszty tej reformy to ok. 12 mld zł ubytków w dochodach z podatku PIT, co w połowie dotknie budżet centralny, a w połowę – właśnie budżety lokalne. Rząd nie przewidział dla samorządów żadnych rekompensat, więc muszą sami sobie poradzić z taką wyrwą w dochodach.

Nie zrezygnujemy w podstawowych zadań, za to zrealizujemy mniej inwestycji – mówił Jacek Karnowski / fot. Stefan Mleczak

– Jak sobie poradzimy? Przecież nie będziemy oszczędzać na pensjach na nauczycieli, ani nie wyłączymy prądu na ulicach. Nie zrezygnujemy w podstawowych zadań, za to zrealizujemy mniej inwestycji, nawet tych, które są już zaplanowane – mówił Karnowski.

– Mam szansę oceniać sytuacją samorządów od lat 90. Wówczas było mało pieniędzy, dużo wolności i wielki entuzjazm. Od tego czasu cały czas przybywa nam zadań, jesteśmy ograniczani jeśli chodzi o swobodę ich realizacji, a pieniędzy, po chwilowej poprawie, zaczyna być coraz mniej – mówił też Marian Buras, burmistrz gminy Morawica.

Trzeba będzie jeszcze bardziej oszczędzać – przestrzegał Marian Buras, burmistrz Morawicy / fot. Stefan Mleczak

Jego zdaniem, dobrze zarządzane jednostki nie staną oczywiście w obliczu bankructwa (choć są takie gminy w Polsce, którym może to grozić). – Trzeba będzie jeszcze bardziej oszczędzać, choć możliwości się kurczą. Oświata to często połowa budżetu gminy, ale tu sytuacja jest zadziwiająca. W tej chwili nie mamy ani realnego wpływu na wynagrodzenia pracowników oświaty, ani na racjonalizację sieci szkół, choć jest to kluczowe dla ograniczenia kosztów. Oświata jest i była moim oczkiem w głowie, ale skłaniamy się do tego, że być może finansowanie wynagrodzeń nauczycieli powinno przejąć państwo – mówił Buras.

CZYTAJ TAKŻE: ZMP popiera podwyżki dla nauczycieli

Także Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich zaznaczył, że być może całą oświatę należałoby „przekazać” rządowi centralnemu w zarządzanie. – Dziś organizacja oświaty to nasze zadanie, ale tak naprawdę mamy tu niewiele do powiedzenia – potwierdził Porawski. Dodał, że to właśnie edukacja jest najbardziej niedofinansowanym zadaniem samorządów, bo subwencja przestaje nawet wystarczać na wynagrodzenia nauczycieli.

Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich i prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN / fot. Stefan Mleczak

Andrzej Porawski wyliczał, że potrzeby inwestycyjne samorządów do 2027 r. można oszacować na ok. 350 mld zł (z czego ok. 95 mld zł na infrastrukturę wodno-ściekową, a 100 mld zł – na drogi lokalne).

Tymczasem do tego czasu uda im się, zgodnie z samorządowymi planami finansowymi, zgromadzić ok. 120 mld zł  środków własnych. – Skąd wezmą resztę? – pytał retorycznie Porawski. I odpowiedział, że część to oczywiście unijne fundusze, ale też wzrost zadłużenia, z czym rząd centralny powinien zacząć się liczyć.

Naszym największym problemem jest odpływ mieszkańców, i musimy wiele zrobić, by ich zatrzymać – mówił z kolei Piotr Dragan, wójt gminy Wisznice. – Dlatego porwaliśmy się na projekt rewitalizacji naszej miejscowości wraz budową centrum opiekuńczo-leczniczego. Koszt tego projektu to 10 mln zł, z czego musimy dołożyć z własnej kieszeni ok. 4 mln zł. Dla nas to dużo. Jeśli w efekcie reformy PIT, nasza nadwyżka spadnie z 2 do 1 mln zł, to nie będziemy w stanie zrealizować naszych planów – mówił Dragan.

Prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk, zauważył, że dochody sektora samorządowego w relacji do PKB są stosunkowo wysokie i stabilne na tle innych krajów. – Ale diabeł tkwi w szczegółach – zaznaczył Śleszyński. Przyznał, że jest wiele miast i gmin, które szybko się rozwijają, dobrze wykorzystując swoje zasoby wynikające z tzw. renty położenia. Ale są też i takie miejsce w Polsce, szczególnie miasta średniej wielkości, czy gminy peryferyjne, które mają znacznie trudniej.

CZYTAJ TAKŻE: Alarm dla średnich miast – grozi im katastrofa

– Polska jest rozproszona, a coraz bardziej doskwierać nam będzie tzw „garb demograficzny”.  Gdybyśmy poprawili strukturę osadniczą, łatwiej byłoby inwestować i oszczędzać – mówił Śleszyńki. Tłumaczył, że przy rozproszonej zabudowie, każdy dodatkowy metr zabudowy powoduje dodatkowe koszty w zakresie rozwoju i utrzymania infrastruktury drogowej, transportowej, wodno-ściekowej, itp., co staje się w pewnym momencie nie do udźwignięcia przez samorząd.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Meldunki: Trzeba wskazać tych, którzy mają dostęp do danych

W sprawach o zameldowanie lub wymeldowanie odbiorcami danych są m.in. strony postępowań administracyjnych. Informację ...

Uwłaszczenie: samorządy uszczęśliwione na siłę

Zmienią się zasady przekształcenia gruntów pod blokami. Samorządy są oburzone. Przypominają, że nie zmienia ...

Za elektrycznymi hulajnogami nie nadążają przepisy

Miały ułatwiać życie mieszkańcom dużych miast. Pomóc w szybkim i tanim przemieszczaniu się do ...

Regiony zdają egzamin z unijnych dotacji

Choć różnice w wykorzystaniu funduszy UE pomiędzy województwami są spore, opóźnień nie ma już ...

Kraków: Igrzyska kupione w worku

Igrzyska Europejskie w 2023 roku mają się odbyć w Krakowie. Nie wiadomo, czy zyski ...

Lokalne władze trzeba nasycić demokracją

Z badań sondażowych wynika, że mieszkańcy obdarzyli samorząd dużym zaufaniem, choć właśnie na poziomie ...