W górskim kurorcie liczą straty. „Czekają nas ciężkie lata”

Fot. Pixabay

Te 50 dni najlepszej zimy, które już minęły, nie wrócą. A tak naprawdę zostało tylko 20 dni, podczas których firmy związane z turystyką zimową mogą jeszcze zarabiać – mówi nam Antoni Byrdy, burmistrz Szczyrku.

Pierwszy weekend po cofnięciu części obostrzeń za nami. Dużo osób przyjechało do Szczyrku?

Spodziewaliśmy się dużo większego najazdu turystów do Szczyrku, ale tak nie było. Nie było jak wcześniej, kiedy wszystko w mieście było zakorkowane. Teraz też jest dość dużo ludzi. Jesteśmy zadowoleni, że turyści są, oraz – jak się u nas zachowują.

W Szczyrku nie było tego, co na Krupówkach w Zakopanem: koronaparty, awantury, bójki i powszechne łamanie zasad sanitarnych?

Na szczęście, u nas tego nie było. Ja cały czas apelowałem, żeby wszystkie osoby, które do nas przyjechały, nawet jeśli mają negatywny stosunek – czy do masek czy do dystansu społecznego – uszanowały innych, zwłaszcza tych, którzy pracują. Abyśmy za dwa tygodnie mogli normalnie pracować.

Przez takie zachowanie, jak w Zakopanem, ktoś coś próbuje udowodnić i efekt jest taki, że wszyscy na tym tracą. Na razie u nas jest spokojnie. Nic złego się nie dzieje. I oby tak dalej.

Przedsiębiorcy są zadowoleni z powrotu gości?

Nie miałem za bardzo czasu, by z nimi rozmawiać, bo wszyscy zajmują się jednak pracą i minimalizowaniem strat.

Dla nas ważne jest, aby wszyscy dobrze się zachowywali, żebyśmy mogli pracować dłużej, a nie tylko te dwa tygodnie. I oby nam aura sprzyjała, bo nie jesteśmy w Alpach, tylko w Beskidach, które mają taką, a nie inną wysokość.

CZYTAJ TAKŻE: Karpacz na krawędzi. „Będą dramaty ludzkie, masa bankructw”

Wszyscy przedsiębiorcy dali radę przetrwać kolejny lockdown? Czy część wycofuje się z biznesu?

Na razie jakoś dają. Ale są tacy i to nawet duże firmy, które mają problemy finansowe. Nie widzę jednak, żeby ktoś się zamykał. Były jednak przypadki zawieszania działalności, szczególnie w przypadku tych sezonowych punktów, które zimą funkcjonowały. Jednak w ostatnim czasie znowu – odwiesili działalność. Wszystko powoli wraca do normy.

Te 50 dni najlepszej zimy, które już minęły, nie wrócą. A tak naprawdę zostało tylko 20 dni, podczas których firmy związane z turystyką zimową mogą jeszcze zarabiać.

Czy gmina pomagała i pomaga nadal lokalnym przedsiębiorcom?

Od gmin oczekuje się zbyt dużo. Tak naprawdę, podatek od nieruchomości to 2-3 proc. kosztów stałych prowadzenia działalności. My za pierwszy kwartał tego roku będziemy zwalniać hotele, pensjonaty, wyciągi narciarskie z podatku od nieruchomości.

Ma to związek z rządowym wsparciem dla gmin górskich. Dużo miasto dostało, czy dostanie, z tego tytułu?

Ja mam swoją opinię na ten temat. Rozumiem, że każdy – jak ma okazję – to weźmie pieniądze, nawet jeśli jest gminą górską bardziej z nazwy, niż z turystyki. Gdybym ja kierował taką gminą górską, bardziej z nazwy niż turystyki, to też bym pieniądze wziął.

Natomiast Szczyrk dostanie dużo mniej pieniędzy niż gminy, w których dochody z turystyki przynoszą śladowe wpływy do budżetu.

CZYTAJ TAKŻE: Kurort w opałach. „Widać, że zaczęły się zwolnienia z pracy”

U nas turystyka to aż 90 proc. dochodów budżetowych. Dlatego przy podziale takich środków powinno się brać pod uwagę albo ilość miejsc noclegowych, albo procentowy wpływ z turystyki do budżetu miasta. Ale to moja opinia. Postąpiono inaczej, korzystając z danych GUS. I tak do 203 gmin górskich ma trafić to wsparcie.

A ile do Szczyrku trafi tych pieniędzy?

Około 1,5 miliona zł. Pieniądze mogą być przeznaczone wyłącznie na inwestycje i to jest kolejny paradoks.

Chcemy przeznaczyć te środki na budowę boiska obok jednej ze szkół, wokół pomnika z drugiej wojny światowej będzie tworzony park. Zakupimy nowe wiaty przystankowe, a w centrum miasta staną urządzenia siłowni plenerowej.

Jak bardzo spadły dochody miasta przez pandemię?

Straciliśmy dużo, ale jeszcze więcej tracimy po wyroku NSA, który uznał, że wyciągi narciarskie nie są budowlą, a urządzeniem technicznym.

Z tego tytułu mamy sporą stratę finansową. I jeśli to jedno do drugiego dołożymy, to parę milionów strat się nam w sumie uzbiera.

Ucierpią z tego powodu inwestycje w mieście?

Na pewno. Największy problem mamy z dochodami bieżącymi, bo wydatki wzrastają i prosi się nas, abyśmy zwalniali przedsiębiorców z podatku od nieruchomości. A z drugiej strony pieniądze, które dostaniemy od rządu, musimy przeznaczyć na inwestycje.

CZYTAJ TAKŻE: Deptaki w sezonie były pełne turystów, ale kurorty i tak mają problemy

Skąd więc mam brać środki na bieżące życie miasta? Inaczej to wygląda w gminach, które większość dochodów czerpią z turystyki, jak my, a inaczej, gdzie stanowi ona niewielki procent wpływu do budżetu. U nas 70 proc. przychodów mamy z zimy.

To może być ciężki rok dla Szczyrku.

Ten będzie ciężki, ale następne dwa lata też nie będą łatwe, jeśli chodzi o wydatki bieżące. Mam kontakt z kolegami z gmin górskich, z którymi tworzymy Porozumienie Gmin Górskich: wszyscy podnoszą, że mają bardzo duże problemy, jeśli chodzi o bieżące wydatki. To dotknie nas nie tylko w tym roku, ale na pewno i w następnym.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

W Warszawie śmieci są najdroższe? Niekoniecznie, bywa znacznie gorzej

Czteroosobowa rodzina za odbiór odpadów najwięcej zapłaci w Rzeszowie, a najmniej w Radomiu – ...

Mniej kradzieży samochodów. Jakie auta giną najczęściej?

Polska policja w 2018 roku wszczęła blisko 9 tys. postępowań o kradzież auta. Sprawców ...

Działkowicze wracają do miast. Władze szukają dla nich miejsc

Ogrody społeczne pełnią w mieście różne funkcje. Wspierają produkcję żywności, wzmacniają zdrowy tryb życia ...

Zamek Lubomirskich w Rzeszowie

Zamek Lubomirskich w Rzeszowie będzie otwarty dla wszystkich

Rzeszowski Sąd Okręgowy, zajmujący dotąd Zamek Lubomirskich, będzie miał nową siedzibę. Zabytkowy obiekt stanie ...

Bazar i galeria handlowa mogą się lubić

Targowiska muszą ewoluować, ich oferta musi się rozszerzać – mówi Aleksandra Wasilkowska, architektka pracująca ...