Marcin Krupa: Wyprowadzę ruch z centrum Katowic

mat.pras.

Nie chcę nikogo straszyć, ale być może już niedługo zrobimy sobie weekendy wolne od transportu prywatnego w centrum – mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic.

W ostatniej dekadzie Katowice sporo zyskały na rozwoju gospodarczym. Teraz czeka nas jeśli nie kryzys, to przynajmniej spowolnienie. Czy Katowice zaczęły je już odczuwać?

Doskonale wiemy, że po okresie prosperity zawsze przychodzi dołek. Że prędzej czy później dotrze do nas przynajmniej stagnacja. Natomiast w Katowicach mamy tak rozpędzony proces rozwoju, że to nas dotknie prawdopodobnie w ostatniej fazie. Na pewno przyjdzie, ale nieco później niż w świecie. Dlatego teraz musimy maksymalnie wykorzystać nasze pięć minut. Nie tylko jako samorząd, ale też jako cała aglomeracja.

A ile to „ostatnie pięć minut” może potrwać? Jakie sygnały dochodzą do was z rynku inwestorskiego, biznesowego?

Dziś widzimy, że każdy się spieszy, by wykorzystać ostatnie chwile koniunktury. Ale wiemy, że ten szczyt niebawem osiągniemy i pomalutku będziemy schodzić w dół. To taki efekt sinusoidy – przypomnijmy wydarzenia z 2007 r., kiedy po boomie przyszedł z USA krach. Cała gospodarka światowa przystopowała, a potem mieliśmy już efekt domina. Ale potrzeba było niespełna 10 lat, by to się odbiło.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Wrocławia: Mogę rozmawiać nawet z diabłem, o ile uznaje dane

A czy inwestorzy nie boją się tego, co planuje polski rząd w kwestii chociażby większego opodatkowania pracujących, m.in. pracowników IT czy usług dla biznesu? To pytanie trochę spoza pana kompetencji, ale pytam o to także dlatego, że znalazł się pan w Narodowej Radzie Rozwoju przy prezydencie. Mam nadzieję, że takie rozmowy będą tam prowadzone.

Oczywiście, miasto to nie ulice i budynki, ale przede wszystkim ludzie. Bez mieszkańców nie ma miasta. I nie chodzi tutaj wyłącznie o podatki, ale i o coś więcej – zostawiają w nim swój intelekt, wiedzę, i dzięki temu popychają je do przodu. To, o co pani pyta, oczywiście jest dużym niebezpieczeństwem – nie ma co ukrywać, to się przełoży na decyzje wielkich graczy, takich jak IBM czy Fujitsu, którzy mogą uznać, że polski rynek przestanie być tak bardzo atrakcyjny. Katowice to silna marka w oczach przedsiębiorców.

W ostatnich kilku latach, m.in. dzięki aktywnej polityce przyciągania inwestorów, Katowice stały się jednym z najważniejszych ośrodków w sektorze nowoczesnych usług biznesowych, z zatrudnieniem na poziomie przekraczającym 23 tys. osób.

Już przestaje być. Konkurencyjni stają się Filipińczycy czy Rumuni.To po części kwestia podnoszenia płacy minimalnej.

Ale ja myślę, że to, co się już utrwaliło, w naszym mieście na pewno zostanie. Skutecznie realizujemy działania oparte na trzech filarach – dobre miejsca pracy, mieszkania i oferta na spędzanie czasu wolnego – których rozwój nadal jest naszym celem. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dlatego my, samorządowcy, musimy dbać o to, by ludzie, którzy chcą się związać z miastem, doceniali wysoką jakość życia.

mat.pras.

Na przykład odpowiednią jakość powietrza – to również trend z ostatnich dwóch–trzech lat, który ma coraz większe znaczenie. Katowice również walczą ze smogiem. Nie ma pan poczucia, że rząd kieruje programy antysmogowe głównie do małych miast?

A dużym mówi – radźcie sobie sami. Chociaż nie jest tak źle: korzystamy z pomocowych środków z funduszy ochrony środowiska, a nawet staliśmy się liderem w regionie w zakresie zmian w systemie ogrzewania. W Katowicach mieszkańcy mogą aplikować o duże pieniądze, bo do 10 tys. zł. Na wymianie kotłów nie oszczędzamy. Natomiast większym problemem, który odstrasza inwestorów ze świata, jest to, że w światowych rankingach czystości powietrza Polska świeci się na czerwono. Każdy chce żyć jak najdłużej i jak najlepiej. Ale to sprawa nas wszystkich, wykraczająca poza granice Katowic, bo powietrze nie ma granic. Dlatego kiedyś wyszedłem z takim pomysłem, by Fundusz Solidarności, który metropolia ustaliła kiedyś dla najbiedniejszych gmin, przerodzić w fundusz ekologiczny. W walce ze złym powietrzem potrzeba solidarności, jak w mało którym problemie do rozwiązania.

CZYTAJ TAKŻE: Jacek Milewski: w Nowej Soli nie ma polityki

Pierwsze osiedle w ramach rządowego programu Mieszkanie+ powstaje w Katowicach Nikiszowcu – to największa inwestycja tego programu. Program spotkał się jednak z dużą krytyką jako ślamazarny, za drogi. A jak to wyszło w Katowicach?

Warto powiedzieć, że to jedyny projekt w Polsce w całości wykonany w ramach tego programu. Pozostałe to były projekty już gotowe, które podpięto do tego programu. Oczywiście były potrzebne i dobrze, że się tak stało, ale to my, czyli Katowice, jesteśmy pionierami. Prawdziwy projekt Mieszkanie+ zaczął się w Katowicach już w 2015 r. Na Nowym Nikiszowcu powstaje 513 mieszkań i do końca tego roku ta inwestycja ma być gotowa. Mamy już zaprojektowane również drugie osiedle w Szopienicach Burowcu. Tam powstanie kolejnych 500 mieszkań, pod warunkiem że zachowane zostaną warunki rządowego programu.

Duże jest zainteresowanie tymi inwestycjami w Katowicach?

Duże. Trochę mnie martwi wysokość czynszu, mam nadzieję, że z dofinansowaniem państwa stanie się on atrakcyjny.

Mieszkanie+ w Katowicach powstawało aż 5 lat. Dlaczego tak długo?

Bo jesteśmy zobligowani do przetargów, do terminów, oferenci mogą się odwoływać. Prywatni deweloperzy nie muszą tego robić.

Dla publicznego podmiotu nawet wypowiedzenie umowy, kiedy główny wykonawca nie realizuje budowy zgodnie z umową, nastręcza wiele problemów.

O czym przekonał się pan w przypadku basenu na Zadolu. Jego budowa nie zakończyła się zgodnie z planem, bo firma zeszła z budowy.

Dokładnie. Firma, mając wielki portfel zamówień, nie dała rady. I z firmą musieliśmy się pożegnać. Ale inwestycja budowana z rocznym poślizgiem będzie już droższa. Wzrosły ceny materiałów i pracy ludzi.

Musimy zinwentaryzować to, co zostało wykonane przez Erbud, inwestycja na razie „wyszła z ziemi”. Trzeba postawić mury, dach i wykończyć. Musimy to wszystko policzyć. Ten basen będzie na pewno droższy i później, ale cieszę się, że za kilka tygodni dwa pozostałe baseny oddamy do użytku naszym mieszkańcom.

mat.pras.

W mieście ruszyły konsultacje dotyczące kryteriów dla najemców Mieszkania+. W państwa propozycjach są punkty m.in. za rozliczanie się w Katowicach. Dlaczego tak długo trwają przygotowania do uruchomienia długo wyczekiwanej karty mieszkańca?

Jesteśmy na etapie procedury przetargowej, która nas wstrzymuje przed ogłoszeniem daty wejścia w życie karty. Chciałbym, by weszła w życie jeszcze w tym roku, szczególnie że będzie dawała przywilej korzystania z tańszych biletów na nasze nowe baseny.

Co da mieszkańcom, którzy płacą tu podatki i tu mieszkają?

Karta będzie zapewniała m.in. tańsze parkowanie. Droższy parking dla osób spoza Katowic, wraz z powstającymi centrami przesiadkowymi, ma stanowić element polityki transportowej ukierunkowanej na zachęcanie naszych gości do podróżowania do Katowic komunikacją publiczną.

Co jeszcze?

Do tego dojdzie szereg zniżek m.in. w zakresie dostępu do wydarzeń kulturalnych organizowanych przez miasto i miejskie instytucje, jak również wejść do budowanych basenów. Karta będzie też scalać wiele dodatkowych korzyści, z których niektóre już dziś funkcjonują, jak np. dodatkowe punkty w rekrutacji dzieci do żłobka. Mieszkaniec musi mieć poczucie, że on jest współwłaścicielem tego wszystkiego i dlatego ma tu taniej. Przyznaję, że rodzi to niezadowolenie mieszkańców miast ościennych, bo oni też korzystają z miasta, zostawiają tu swoje pieniądze…

CZYTAJ TAKŻE: Frankiewicz: Premier powtarza, że samorządy mają góry pieniędzy. To kłamstwo

W ramach konsumpcji. Budżet miasta niewiele z tego, mówiąc szczerze, ma. Poza kosztami, np. większą ilością śmieci, które stają się powoli jedną z droższych pozycji w budżecie gmin. Katowice są częścią metropolii, co też pewnie komplikuje sprawę.

Komplikuje. Nie możemy w karcie mieszkańca zagwarantować np. zniżek na komunikację publiczną. Tłumaczę swoim oponentom, że w każdej metropolii jest city i są obrzeża. To my jesteśmy liderem i tu się tworzy najważniejsze funkcje regionu.

Zdecydowałem, że stopniowo będziemy wyprowadzać ruch z centrum miasta. Od tego nie ma odwrotu. Po to budujemy centra przesiadkowe. Do centrum będą mogli wjechać autami mieszkańcy, którzy tam mieszkają, ale goście – już nie. Centrum będzie obsługiwane w dużej mierze przez transport publiczny. W tę stronę ta polityka pójdzie. Nie chcę nikogo straszyć, ale być może już niedługo zrobimy sobie weekendy wolne od transportu prywatnego w centrum, jak w Kolonii. Zmiany, także w mentalności, trzeba wprowadzać małymi krokami – jak wprowadzenie w centrum strefy tempo 30.

Mieszkańcy Katowic nie będą mieli tańszych biletów na transport publiczny, bo Śląsk ma metropolię 42 miast i wszyscy się na nią składają, choć mieszkańcy Katowic płacą największą część na transport – 123 mln zł w roku 2020, a drugie miasto, czyli Sosnowiec, ok. 60 mln zł. Tak więc ta dysproporcja jest bardzo duża.

mat.pras.

Skąd tak drogi transport?

Ponieważ sposób rozliczania jest taki – płacimy za wozokilometry przejechane w granicach naszego miasta. Dlatego chcemy ciężar transportu publicznego przerzucić na kolej – to nam się troszkę udało zrobić w momencie przebudowy DK86, kiedy dojazd z Tychów stał się utrudniony. Mieszkańcy przesiedli się w kolej, zapełnia się parking wielopoziomowy w Tychach. Na stacji Podlesie na parkingu stoi średnio ok. 80 aut kierowców, którzy w dalszą drogę przesiedli się w pociąg i w 20, a nie 40 minut są w centrum miasta.

Cieszę się, że zmienia się nasze myślenie, że posiadanie auta już nas nie wyróżnia. Dziś nikt już nie patrzy, kto czym jeździ. Bycie eko stało się nawet modne.

Czy miastu udało się zatrzymać tendencję spadkową w liczbie mieszkańców? Czy pomoże w tym karta mieszkańca?

Negatywne trendy demograficzne dotyczą niestety większości miast w Polsce. Wiemy, że statystyki dla Katowic nie pokazują prawdziwego obrazu – bo w Katowicach są tysiące osób, które tu mieszkają, ale się nie meldują i nie odprowadzają podatków; to przykładowo studenci czy mieszkańcy nowych osiedli. Jednak stanowczo podkreślamy, że sprawa demografii jest dla Katowic jednym z największych wyzwań w ramach nadciągającej dekady, a jednym z elementów, który ma zachęcić do meldowania się w Katowicach, jest wspomniana karta mieszkańca.

CZYTAJ TAKŻE: Cezary Trutkowski: Aktywność nie weszła nam w krew

A widzi pan potrzebę zainicjowania zmian ustawodawczych?

Takie zmiany zostały już zainicjowane. I zdziwi się pani, bo było to na spotkaniu z nowym ministrem ds. klimatu, a sprawę wywołała kwestia śmieci i ich przetwarzania i rozliczania, tego, jak uszczelnić ten system.

No właśnie, jak?

Tworząc bazę na wzór CEPIK-u, w którym mamy dane o kierowcach i pojazdach. Jeśli taki system stworzymy dla śmieci, będziemy mieli jasną informację, czy Kowalski faktycznie płaci w Bydgoszczy za śmieci, czy też go tam nie ma, bo jest w Katowicach. Chcemy jako samorządy odnaleźć tych, którzy generują śmieci na danym terenie. Teraz nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić w stu procentach.

Daliśmy jako samorządowcy ministrowi Kurtyce jasny sygnał, by zmienić ustawę i zlikwidować śmieciową czy „mieszkaniową” szarą strefę.

Wielkie emocje wywołuje pomysł budowy stadionu miejskiego przy ul. Bocheńskiego, na którym miejsce miałby znaleźć GKS, którego głównym właścicielem jest miasto. Emocje podgrzała ostatnio sprawa przeszacowanych wielokrotnie kosztów jego budowy, które zaproponował projektant.

mat.pras.

Po pierwsze, to nie jest stadion GKS, to nie będzie dla nich prezent. Będzie na nim grała każda drużyna płacąca za wynajem. Tak jak Gieksa.

Stoimy przed pytaniem: czy budować czy nie, a jeśli nie, co z klubem. Czy go zwinąć? Sprzedać? Jeśli chodzi o projektanta, to negocjujemy z nim. Bo nie taki produkt zamawialiśmy. Projektanci muszą pomyśleć, jak uszczuplić ten projekt, by nie stracił na atrakcyjności, ale zmieścił się w tej naszej cenie. Daliśmy sobie czas na rozmowy i ustalenia do końca lutego.

Patrząc na polską politykę, nie zastanawia się pan, czy środki z UE jeszcze się dla nas znajdą w dalszej perspektywie? Bez nich trudno będzie dokończyć chociażby projekt „tramwaj na południe”.

Obaw jest dużo, ale nauczyłem się, by w życiu zawodowym mieć kilka planów B czy C na rozwiązanie sytuacji. My ten tramwaj i tak zrealizujemy. Teraz te środki oddaliśmy Tramwajom Śląskim na zakup taboru i modernizację innych linii. Ale jestem przekonany, że UE w pierwszej kolejności będzie finansowała takie projekty proekologiczne jak tramwaj.

W nowym Sejmie jest sporo samorządowców. Co dla pana jest priorytetem do zrobienia, aby samorządom żyło się lepiej?

Gospodarka śmieciowa. Na rynku polskim musimy stworzyć branżę surowców wtórnych. Bo teraz jej nie ma. Co z tego, że lepiej lub gorzej segregujemy śmieci, jak nie mamy co zrobić z dużą ilością śmieci zmieszanych. Leży sprawa RDF, czyli paliwa alternatywnego ze śmieci. Szkło jeszcze sprzedamy, papier, jeśli jest czysty. Reszta? Nie mamy co z tym zrobić.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Dane kontaktowe trafią do specjalnego rejestru

Dane kontaktowe, takie jak np. numer telefonu, adres e-mail, a przyszłości także elektroniczny adres ...

Tramwaj zawieszonej linii 43 na pętli w Lutomiersku

Łódź: powolna śmierć podmiejskich tramwajów

Łódzkie tramwaje zawsze wyróżniały połączenia podmiejskie. Tym środkiem lokomocji można było dojechać praktycznie do ...

Płatny postój nie działa jak trzeba

Złe oznaczenie stref może być podstawą podważenia legalności dochodów miast z tytułu opłat za ...

Na elektronicznym zaświadczeniu wystarczy elektroniczna pieczątka

Urzędy mają szybciej i łatwiej przygotowywać dokumenty potwierdzające stan faktyczny czy prawny, które są ...

Politechnika w Gliwicach uczelnią badawczą

Politechnika Śląska w Gliwicach dołączyła do grona laureatów konkursu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”. ...

Drogowa inwestycja to zadanie własne

Gmina nie odliczy podatku od towarów i usług, gdy przebudowując drogę nie jest podatnikiem ...