Jerzy Buzek: Na osłabianiu roli samorządu tracą mieszkańcy

Jerzy Buzek, fot. pamedia.pl

Kolejne rządy po 2001 roku korzystały z możliwości „decentralizacji problemów” – przesunięcia dodatkowych obowiązków na samorządy zachowując centralizację finansów. Teraz ten trend występuje w niespotykanej dotąd skali – mówi Jerzy Buzek, europoseł, były premier, przewodniczący kapituły Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej”.

Czy pana zdaniem rankingi mają znaczenie dla samorządowców?

Ranking „Rzeczpospolitej” na pewno. Ma istotne znaczenie prestiżowe. Wiem, bo spotykam się z samorządowcami w całym kraju, rozmawiam z przedstawicielami konkretnych gmin, słyszę jak ważny jest dla nich awans w tym zestawieniu. To dla nich powód do dumy i słusznie. Ale też korzystanie z dobrych praktyk, wymiana doświadczeń, analiza kryteriów i chęć dorastania do oczekiwań to także bezpośredni wpływ rankingu. Tak było np. z budżetem partycypacyjnym, który dla mieszkańców jest bardzo ważny i stał się też taki dla samorządowców. To budowanie odpowiedzialnego społeczeństwa obywatelskiego.

Przewodniczący Kapituły prof. Jerzy Buzek / fot. mat.pras.

Na ile to kwestia zobiektywizowanych kryteriów?

Właśnie te kryteria wyróżniają nasz ranking “Rzeczpospolitej”. Mówię nasz, bo sam biorę udział w pracach Kapituły. Przede wszystkim ranking opiera się w pierwszej kolejności na twardych, rzetelnie zebranych i zestawionych ze sobą danych finansowych. Ale także na ankietach, których wiarygodność można sprawdzić. Ranking ma też jasny podział na: miasta na prawach powiatu, gminy wiejskie i miejsko-wiejskie. To ważne, bo każda z tych trzech grup ma własne specyficzne warunki i my je uwzględniamy.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Szczecina: Samorząd jest obcy dla rządu

Nadążamy za zmianami?

Same kryteria modyfikujemy. W ten sposób reagujemy na rozwój samorządności. Najpierw najważniejsze dla nas były inwestycje komunalne, bo tego nam w terenie brakowało najbardziej jeszcze dwie dekady temu. Później skupialiśmy uwagę na inwestycjach w ogóle – gdy nadeszły środki unijne. Potem doszły innowacyjność i wprowadzanie nowych metod zarządzania, cyfryzacja i komputeryzacja. Teraz komfort życia mieszkańców stał się najważniejszy. A więc fakt, że mieszkanie w jakimś miejscu daje nam szczególna satysfakcję.

Czyli ranking zmienia się wraz z samorządami?

Wraz samorządami, ale też wraz z tym, czego oczekują obywatele. Kiedyś chcieli mieć „pociągniętą” wodę, ścieki odprowadzane pod ziemią i działające latarnie na ulicach. A dziś? Liczy się współodpowiedzialność za swój region, osiedle. Dostęp do innowacji, w tym tych społecznych.

A jakie wnioski płyną z obecnej edycji?

Istotne jest to, że mimo zmiany kryteriów wiele miejscowości pozostaje nadal na mapie tych najlepszych w rankingu, spełniających oczekiwania mieszkańców. Choć oczywiście są i takie, które spadły w dół. Pamiętajmy też, że samorządy startowały z różnego poziomu. Niektóre mogły od początku korzystać z finansowania, które dla innych nie było dostępne. Ale tu właśnie najważniejsza jest dynamika zmian miejsca w rankingu. Wiem, jak bardzo dumni są samorządowcy, ale też sami mieszkańcy, z przesunięcia swojego miasta czy wsi z nieco odległej pozycji do czołówki.

CZYTAJ TAKŻE: Bez samorządów nie da się rządzić

Jak pan ocenia 4 lata kończącej się kadencji Sejmu dla samorządów?

Źle. Tu musielibyśmy wrócić do dwóch etapów reformy samorządowej z początku i końca lat 90. W państwach demokratycznych normą jest partnerski model różnych szczebli władzy publicznej. I taki model budowaliśmy: silna gmina rozwiązująca podstawowe potrzeby mieszkańców uzupełniana w rozwiązywaniu problemów przez powiat, który z kolei wraz z samorządowym województwem decyduje o rozwoju i polityce regionalnej. Ten model zaowocował autentyczną decentralizacją państwa i zbliżeniem władz od obywateli.

mat.pras.

Odpowiedzialność polityczna za porażki, niedociągnięcia i błędy rządu przerzucana jest na najczęściej bogu ducha winnych samorządowców.

Warunkiem rozwoju samorządności był więc jasny podział kompetencji pomiędzy trzy szczeble autonomicznych władz samorządowych oraz stabilne finansowanie. W tej ostatniej sprawie spustoszenia dokonało weto prezydenta w 2001 roku do ustawy finansowej, którą uchwalił mój rząd i parlament, a które eliminowało możliwość przerzucenia obowiązków na samorządy bez zapewnienia dodatkowego finansowania. Kolejne rządy po 2001 roku korzystały więc z możliwości „decentralizacji problemów” – przesunięcia dodatkowych obowiązków na samorządy zachowując centralizację finansów.

Czyli trend – tej decentralizacji problemów – nie zaczął się w 2015?

Zgadza się, kolejne rządy korzystały z tej możliwości. W ostatnich czterech latach nastąpiły jednak dwie poważne zmiany. Po pierwsze – ten trend wystepuje w niespotykanej dotąd skali co w sposób fundamentalny zagraża samej istocie samorządności. Drastycznymi przykładami są malejące subwencje, a wiec konkretne środki na szkolnictwo czy na opiekę zdrowotną przy równoczesnym drastycznym wzroście cen energii. To wszystko ze szkodą dla mieszkańców, ich edukacji, zdrowia, możliwości spełnienia najważniejszych potrzeb. Co gorsze – i tu dochodzimy do tej drugiej kwestii – również odpowiedzialność polityczną za te porażki, niedociągnięcia i błędy rządu przerzucane są na najczęściej bogu ducha winnych samorządowców. Najlepszym przykładem jest reforma edukacji i obwinianie samorządowców za przepełnione klasy i zajęcia do nocy. I tu nie chodzi już o decentralizację problemu i odpowiedzialności, ale o polityczną walkę z często bardzo popularnymi liderami lokalnymi. A to wszystko kosztem mieszkańców. To niedopuszczalne. Niekorzystne dla obywateli jest również przesuwanie kompetencji i pieniędzy do centrum, np. w zakresie ochrony środowiska. Pozbawia to społeczności lokalne i regionalne stwarzania warunków dla komfortu życia.

PiS argumentuje, że samorządy mają większe budżety dzięki uszczelnianiu podatków i większym z nich wpływom.

Jest lepsza ściągalność VAT, ale z tego przecież samorządy, a więc mieszkańcy, nic nie mają. Głównym źródłem dochodów samorządów jest podatek PIT, a ten właśnie maleje. Maleją więc pieniądze na rozwiązanie lokalnych i regionalnych problemów mieszkańców. Podkreślam, drenowanie samorządów to zabieranie pieniędzy społecznościom lokalnym co znacząco pogarsza komfort życia ludzi na danym terenie.

Jaki jest bilans 4 lat sporu samorządu z władzą centralną?  W programie PiS jest zapis jest zapis o dalszej wzmocnieniu roli wojewody. Co pan na to?

Polityka partyjna na szczeblu centralnym próbuje coraz bardziej wywierać wpływ na działanie samorządów, ale chciałbym z całą mocą podkreślić, że zgodnie z programem „Solidarności” uchwalonym na Pierwszym Zjeździe w 1981 roku i realizacji tego programu w latach 90. samorządy powołaliśmy nie po to, aby administrowały pod dyktando centrali jak w czasach komunizmu, lecz aby odpowiedzialnie podejmowały decyzje zgodnie z potrzebami regionalnych i lokalnych społeczności. Zapewniliśmy przy tym w ustawie z 1998 roku zachowanie pełnej unitarności systemu w naszym kraju.

Brakuje mi poważnej odpowiedzialnej debaty na temat przyszłego dowartościowania samorządności jako podstawowego kierunku dla zapewnienia zrównoważonego szybkiego rozwoju Polski

Z największym niepokojem dowiaduję się teraz o najnowszym projekcie specustawy Ministra Środowiska dotyczącej zagospodarowania przestrzennego oraz prawa geologicznego i górniczego. Wprowadza się ją zresztą, tak jak wiele innych ważnych ustaw, jako projekt poselski, a wiec bez konsultacji społecznych. To nie do zaakceptowania, bo projekt pomija mieszkańców i władze samorządowe w podejmowaniu decyzji o budowie kopalń. Łamie to zasadę, które mój rząd wprowadził wraz z restrukturyzacją górnictwa węgla kamiennego, a która dawała szczególne uprawnienia ludziom na danym terenie w takich decyzjach. Łamie też oczekiwania młodego pokolenia, które chce mieć wpływ na gospodarowanie bogactwa i naszej planety, aby nie doprowadzić do jej zniszczenia.

Za dwa tygodnie wybory. Jak pan ocenia kampanię z samorządowego punktu widzenia?

Brakuje mi poważnej odpowiedzialnej debaty na temat przyszłego dowartościowania samorządności jako podstawowego kierunku dla zapewnienia zrównoważonego szybkiego rozwoju Polski. Trudno mi się też pogodzić z brakiem gotowości rządzących do rzetelnej, programowej debaty z opozycją. Zwłaszcza brakuje mi rozmowy o wyzwaniach stojących przed moim Śląskiem, a tam do debaty stanąłby przecież premier polskiego rządu.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Lokalne budżety na 2020 rok: mieszkańcy odczują cięcia

Choć w planach miast na przyszły rok katastrofy nie widać, bez trudnych decyzji się ...

Lokalne budżety czeka finansowa zapaść?

Przez rządowe zmiany w PIT i składkach na ZUS metropolia Warszawska straci 1,3 mld ...

Czyste tylko sumienie władzy

Dopuszczalne stężenie pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu w Unii Europejskiej to 50 mikrogramów na ...

Mieszkańcy w centrum uwagi

Większość miast zwiększyła w 2018 roku wydatki promocyjne, kierując swoje działania głównie do lokalnej ...

Zrównoważony rozwój za mniejsze pieniądze

Wyłonione w wyborach lokalne władze, chcąc rozwijać konkurencyjność gminy czy miasta, będą miały ciężki ...

Miasta szykują zakupy elektrycznych autobusów

Mijający rok to dobry czas dla ekologicznego transportu miejskiego, zwłaszcza dla pojazdów elektrycznych. A ...