Prezes Unii Miasteczek Polskich: chodzi o wydostanie się z marazmu

Fot. Robert Gardziński / Fotorzepa

W najgorszej sytuacji są małe miasta, w których ulokowane były zakłady przemysłowe, przejęte przez większe korporacje. Tracą wówczas podatnika od nieruchomości i CIT – mówi Artur Tusiński, burmistrz Podkowy Leśnej i prezes Unii Miasteczek Polskich.

Zakończyła się pierwsza tura konkursu programu „Rozwój lokalny”. Na 255 miast znajdujących się na liście strategii odpowiedzialnego rozwoju projekty złożyło aż 213 samorządów miejskich. Ostatecznie dotacje ma otrzymać 15 miast. Ma pan nadzieję, że wśród nich znajdą się również małe miasta, liczące do 20 tys. mieszkańców?

Mam taką nadzieję. Do tej pory rządy zauważały miasta, w których mieszkało ponad 30 tys. mieszkańców. Tymczasem wszystkich gmin, miejskich i wiejskich, poniżej 20 tys. jest 2107. Najmniejsze miasto – Wyśmierzyce – liczy około 900 mieszkańców. Na liście SOR nie dominują małe miasta. Na 255 małych i średnich miast znalazło się zaledwie 60 miasteczek liczących do 20 tys. mieszkańców. Większość z nich stanowi jednocześnie stolicę powiatów. Do tej pory nie było programów wsparcia małych miast, choć w sposób zauważalny tracą one funkcje społeczno-gospodarcze.

Czym małe miasta wyróżniają się od innych większych miast, poza liczbą ludności?

Miasteczka spełniają kulturotwórczą rolę dla sąsiednich obszarów wiejskich. Są centrami oświatowymi i kulturowymi. Tak jest na przykład w przypadku Podkowy Leśnej. Mieszkańcy wsi posyłają do miejskich szkół swoje dzieci, co z drugiej strony pogłębia deficyt subwencji oświatowej miasteczek. Dla nich to znacznie większy problem niż dla dużych miast. Głównym źródłem dochodu małych miast jest PIT. CIT jest iluzoryczny, ponieważ najczęściej nie ma tu przemysłu czy zakładów produkcyjnych, w związku z czym nie ma też podatku od budowli, liczonego od wartości nieruchomości. Małe miasta są skupiskiem niewielkich usług dla większego obszaru funkcjonalnego, natomiast nie idą za nimi możliwości rozwoju, promocji i pieniądze. Ale gdyby wykonać badania dotyczące problemu ucieczki ludzi z dużych miast, a także z obszarów wiejskich do małych miasteczek, okazałoby się, że poszukują komfortu życia. Przykładem może być moje miasteczko, liczące około 4000 mieszkańców, które od początku swego istnienia było sypialnią Warszawy. Niestety ci „nowi mieszkańcy” nie stanowią bodźca do rozwoju, bo nadal są związani z dużym miastem.

CZYTAJ TAKŻE: Burmistrz Muszyny: Na turyście z apartamentu mało się zarabia

Co wpływa na ich trudną sytuację społeczno-gospodarczą?

Nie w każdym mieście można oprzeć rozwój na zmianach w planach zagospodarowania przestrzennego, przekwalifikowaniu terenów rolnych czy nieużytków w tereny budowlane i industrialne. Miasteczka, które mają lepszą sytuację komunikacyjną, zmieniły plan miejscowy, przeznaczając grunty na cele budowlane, i uzyskały możliwość rozwoju. Są też takie, które wykorzystały swoje walory turystyczne i przyrodnicze. Większość tkwi jednak w marazmie. Dobrym przykładem, choć to akurat nie jest małe miasto, jawi się Włocławek. Miasto nie ma pomysłu na siebie. Wyludnia się w tempie ekspresowym. Włocławek nie przyciąga mieszkańców z okolicznych miasteczek. Zachodzi zjawisko odwrotne. Z Włocławka wyjeżdżają mieszkańcy, między innymi do małych miast. Dużo jest też takich miejscowości, które dostając subwencję wyrównawczą, nic nie robią. Tymczasem zasobniejsze miasteczka konkurują ze sobą, poszukują współpracy. W najgorszej sytuacji znajdują się małe miasta, w których ulokowane były zakłady przemysłowe, przejęte następnie przez większe korporacje. Tracą wówczas podatnika od nieruchomości i CIT. Takie kłopoty ma np. Rejowiec Fabryczny. W miasteczku od ponad stu lat pracuje cementownia. Stanowi ważny zakład przemysłowy dla Rejowca i okolic. Ale właściciel, czyli spółka Ożarów SA, postanowił zamknąć nieopłacalną linię produkującą klinkier i zwolnić część załogi. Dla miasteczka to dramat. A przecież można by w cementowni uruchomić przetwarzanie niektórych frakcji odpadów, które mogą być komponentem do cementu zamiast klinkieru. Gdyby burmistrz Rejowca dostał wsparcie, mógłby ten pomysł wdrożyć w życie, choćby w formule PPP.

Ale czy sam pomysł wystarczy? Wszak na jego realizację też potrzeba pieniędzy?

Zgadza się. Wiele miasteczek nie dysponuje nadwyżką operacyjną netto, dającą szansę na minimalny choćby rozwój. Gdyby te miasteczka dostały dofinansowanie, to te pieniądze powinny posłużyć obniżeniu kosztów funkcjonowania samorządu.

mat.pras.

Jeśli można by obniżyć wydatki związane z energią elektryczną czy odbiorem odpadów, to pojawiłyby się pieniądze na niewielkie inwestycje. Myślę, że małe samorządy powinny dostać wsparcie na know-how i środki na nową technologię.

Z kolei moje miasteczko jest przykładem nie tylko dobrej współpracy, ale również pozyskiwania dodatkowych środków na rozwój. Podkowa Leśna razem z Mszczonowem zawiązała klaster energii, oparty na geotermii, z której słynie Mszczonów, i docelowo na przetwórstwie odpadów różnego typu, w celu produkcji energii cieplnej i elektrycznej. Certyfikat na klaster uzyskaliśmy jesienią 2018 roku. Ale musimy jeszcze dostać zgodę na zagospodarowanie odpadów jako samorządy. Obecnie czekamy na zielone światło od ministra środowiska i marszałka województwa mazowieckiego.

Czy dużo jest miasteczek, które popadły w marazm?

Większość małych miast znajduje się w trudnej sytuacji, choć nie znalazły się na liście SOR. W przypadku nadwyżki operacyjnej netto 800 samorządów uzyskuje nadwyżkę poniżej 1 mln zł. Większość stanowią małe miasteczka. Z subwencji wyrównawczej korzysta ponad 2000 samorządów. Jeśli spadną teraz radykalnie dochody z PIT, to trzeba zadać pytanie, za co sfinansować usługi publiczne. Budowa przedszkola kosztuje w Podkowie Leśnej 12 mln zł. Sfinansowanie go przez gminę, która ma 35 mln zł budżetu, oznacza duży wydatek. A co z miasteczkami, które mają budżety poniżej 30 mln zł?

CZYTAJ TAKŻE: Burmistrz Krynicy-Zdroju: wydłużamy sezon turystyczny

Jakość życia w małych miastach

Program „Rozwój lokalny” ma na celu wzmocnienie spójności społecznej i gospodarczej poprzez podniesienie jakości życia dla wszystkich mieszkańców i użytkowników średnich i małych miast. Całkowity budżet programu wynosi 117,6 mln euro. W 85 proc. środki na granty pochodzą z Norwegii, Islandii i Liechtensteinu. Pozostałe 15 proc. pochodzi z budżetu państwa. Operatorem budżetu jest Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. Beneficjenci, wyłonieni w drodze konkursu, to miasta zaliczone do grona 255 miast z najtrudniejszą sytuacją społeczno-gospodarczą. Charakter projektów powinien obejmować zintegrowane cele rozwojowe miasta. Grant ma również służyć wzmocnieniu zdolności administracji lokalnej. Wartość dofinansowania wyniesie 3 do 10 mln euro.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Raport: jak zmienia się rynek pracy w regionach

Sprawdziliśmy, jak w ostatnich latach zmieniało się zatrudnienie w powiatach i województwach. Kto ma ...

Narew bezpieczniejsza dla wodniaków

Na Narwi w Ostrołęce zamontowano nowe znaki nawigacyjne dla wodniaków. Słabo widoczne tyczki zastąpiono ...

Najbardziej morskie centrum w Polsce

Pokazywanie różnorodnych zjawisk naukowych na przykładach związanych z żeglugą, falami, wiatrem, wodą czy rybołówstwem, ...

Sfinansują in vitro. Szczecinek na początek

Program wsparcia dla gmin, które finansują procedury in vitro, uruchomiło województwo zachodniopomorskie. Do pierwszego ...

Biznes i nauka muszą się polubić

Bez dobrej współpracy przedsiębiorców z uczelniami nie da się budować nowoczesnej gospodarki. Na szczęście ...

Samorządy: ubytki w PIT wymagają drastycznych kroków

Prezydent Białegostoku wstrzymuje wszystkie wydatki miasta, poza tymi bieżącymi. W specjalnym liście do jednostek ...