Burmistrz Muszyny: Na turyście z apartamentu mało się zarabia

fot. Michal Lepecki

Aby ucywilizować problem krótkoterminowego wynajmu, wystarczy skorzystać z rozwiązań, jakie funkcjonują w innych państwach. Niestety, w Polsce tak się nie dzieje – mówi Jan Golba, burmistrz Muszyny, prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP.

Turyści coraz częściej wolą wynająć mieszkanie wakacyjne aniżeli pokój w pensjonacie czy hotelu. To dobry trend?

Szczerze?

Szczerze.

Nie jestem tym zachwycony.

Dlaczego? Mieszkańcy kurortu przecież zarabiają.

I tu się pani myli. Niekoniecznie tak musi być. W wielu wypadkach mieszkańcy wręcz tracą. Hotel czy pensjonat musi mieć recepcję, restaurację, parking, zatrudniać osoby sprzątające. Potrzebuje więc pracowników. W apartamencie turysta sam sprząta, robi śniadanie. Nie potrzebuje recepcji. Jedyne, co musi zrobić, to odebrać klucze. Słowem, jest samowystarczalny. Pracownicy są zbędni.

Dzięki temu apartament jest tańszy.

No właśnie. Jest tańszy. Co do zasady nie mam nic przeciwko apartamentom. Odkąd jest ich więcej, więcej osób stać na wakacje, ale… W wielu wypadkach działają one w szarej strefie i są niezdrową konkurencją dla lokalnych pensjonatów i hoteli, które z nimi często przegrywają, bo muszą spełnić mnóstwo wymogów i ponieść z tego tytułu koszty. Apartamenty tych kosztów nie ponoszą i są przez to cenowo bardziej konkurencyjne.

Fot. Michal Lepecki

Właściciele apartamentów nie płacą wielu podatków, a jak płacą, to znacznie mniejsze aniżeli właściciele hoteli i pensjonatów. Podatek od nieruchomości w hotelach i pensjonatach jest np. taki jak w przypadku działalności gospodarczej, czyli ok 23 zł/mkw., a w przypadku apartamentu jak za mieszkanie, czyli 0,79 zł/mkw. Nie zarabiają też lokalne sklepy, tylko dyskonty znanych sieciówek, bo tam turyści głównie robią zakupy. Ale nie w tym rzecz.

A w czym?

Chodzi o równowagę, której obecnie nie ma. Nikt nie kontroluje rynku apartamentowego, a ten rozwija się w niewyobrażalnie szybkim tempie. W wielu miejscowościach buduje się na potęgę. Osoby, które kupują tam mieszkania, nie planują w nich mieszkać na stałe, lecz jedynie wynajmować je turystom. Coraz częściej także mieszkańcy wolą swoje lokale przeznaczać pod turystykę, a sami się wyprowadzają. Pojawia się również problem sąsiedztwa. Apartamenty są też w blokach, gdzie żyją stali mieszkańcy. Pierwsi przyjeżdżają, by odpocząć, wyluzować się i bawić, drudzy chcą żyć w spokoju. Nie zawsze udaje się to pogodzić. Dochodzi do konfliktów, a nawet interwencji policji.

CZYTAJ TAKŻE: Mieczysław Struk: Wynajem tylko pod kontrolą

Tak jest w Muszynie?

My nie mamy jeszcze podobnych problemów na taką skalę. Apartamentowców jest mało. Wprawdzie są mieszkania przeznaczone pod wynajem, ale z reguły należą do mieszkańców Muszyny. Nie są to więc lokaty kapitału ludzi z dużych miast. Ktoś odziedziczył lokal, otrzymał od rodziców etc. Ale w sąsiedniej Krynicy-Zdroju, w Sopocie, Świnoujściu czy Kołobrzegu to jest problem, i to bardzo duży. Podam przykład. Do niedawna na osiedlu Czarny Potok w Krynicy były tylko mieszkania stałych mieszkańców, a teraz większość przeznaczona jest pod wynajem turystom. Osiedle wymiera.

mat.pras.

Uważam, że za kilka lat niektóre polskie miejscowości wypoczynkowe mogą podzielić losy takich kurortów, jak Chatel-Guyon, Bibione, Santa Margherita Ligure itd., gdzie mieszkania zostały zamienione na apartamentowce

Choć nie twierdzę, że w Muszynie jest idealnie. Wynajmujący nie chcą płacić za śmieci, a turyści pozbywają się ich, podrzucając je pod śmietniki mieszkańców lub do miejskich koszy. Płacą więc za nich inni stali mieszkańcy. Jesteśmy bezsilni. Nie mamy narzędzi, by zmusić wynajmujących, żeby regulowali rachunki za swoje odpady. Nie ma bowiem odpowiednich przepisów w prawie.

Uważa pan, że niektóre polskie kurorty może spotkać los np. Wenecji, z której większość stałych mieszkańców się wyprowadziła? Przecież to nierealne w polskich warunkach.

Jest pani optymistką. Uważam, że za kilka lat niektóre polskie miejscowości wypoczynkowe mogą podzielić losy takich francuskich i włoskich kurortów, jak Chatel-Guyon, Bibione, Santa Margherita Ligure itd., gdzie mieszkania zostały zamienione na apartamentowce, a liczba stałych mieszkańców gwałtownie zmalała. Widziałem na własne oczy, jak się teraz żyje w tych miejscowościach. Pełne ludzi są tylko w sezonie, a poza nim martwe. Życie zamiera aż do następnego roku, kiedy znowu przyjadą turyści. Z czasem pojawił się problem, kto ma płacić na utrzymanie infrastruktury publicznej, takiej jak parki, promenady, tereny rekreacyjne, lokalne drogi, parkingi etc. O tym problemie mówiłem już dziesięć lat temu na Kongresie Polskich Uzdrowisk. Tylko wtedy nikt mi nie wierzył. Teraz mogę powiedzieć: „A nie mówiłem?”.

CZYTAJ TAKŻE: Wójt Tarnowa Podgórnego: Jakość życia też ma znaczenie

No dobrze. Ale we Francji czy Włoszech poradzono sobie z tym problemem. Dlaczego my nie możemy?

To prawda. W obu tych państwach, jak również w innych europejskich, są przepisy, które ograniczyły to zjawisko.

W Polsce też mamy rejestry gminne działalności gospodarczej…

Ale stają się fikcją, bo większość właścicieli nie zgłasza lokali przeznaczonych pod wynajem.

A system kontroli? Pracownicy gminy nie mogą sprawdzić, kto mieszka pod danym numerem, a gdy jest to turysta, to nakazać właścicielowi płacić podatki i za śmieci?

Nie ma systemu kontroli i raczej nie będzie. Przecież pracownicy nie będą sprawdzać, czy osoby, które wychodzą z apartamentu, to znajome twarze sąsiadów z Muszyny czy też turyści z Gdańska lub Krakowa. Zawsze można też powiedzieć, że przyjechało się z wizytą do znajomych, a nie na urlop.

mat.pras.

Narastający problem apartamentów próbują nagłośnić organizacje samorządowe czy takie miasta jak Sopot, ale rząd z tym nic nie robi. Jakby nie zauważał problemu

Ale ograniczyć budowę apartamentowców można odpowiednimi zapisami w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Dlaczego gminy tego nie robią?

To nie jest takie proste. Oczywiście, niektóre samorządy są same sobie winne i pozwalają w miejscowym planie na wszystko. Ale… Plany świetnie się sprawdzają w wypadku ochrony środowiska, ale gdy chodzi o ochronę funkcji, już niekoniecznie. Inwestorzy są bardzo kreatywni. Potrafią uzyskać pozwolenie na budowę hotelu czy budynku wielorodzinnego, a potem przekształcają go w apartamentowiec. W ten sposób obchodzą przepisy planistyczne i budowlane. Paradoksalnie, dziś najlepiej przed niekontrolowaną zabudową chroni status uzdrowiska. Każde uzdrowisko ma strefę A, B i C, w pierwszej jest zakaz budowy tego typu budynków. Wolno jedynie inwestować w infrastrukturę sanatoryjną i hotelową.

Ale przecież Zakopane czy Kołobrzeg to uzdrowiska, a tam apartamentowców buduje się dużo.

Akurat Zakopane uzdrowiskiem nie jest, więc ma duży problem. Lepsza sytuacja jest w Kołobrzegu, bo tam można budować jedynie w strefie B lub C, gdzie przepisy są mniej rygorystyczne. Ale to i tak nie rozwiązuje sprawy, bo problem tkwi w nadmiernej ilości apartamentów w stosunku do pokoi hotelowych czy pensjonatowych.

Jest więc jakieś wyjście z sytuacji?

Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. Wystarczy skorzystać z rozwiązań, jakie funkcjonują w innych państwach. W Berlinie obowiązuje zakaz najmu przez platformy rezerwacyjne całych mieszkań. Dozwolone jest jedynie wynajmowane pokoi, ale to też pod warunkiem, że właściciel lokum jest przez cały czas najmu w mieszkaniu. Za nieprzestrzeganie regulacji grozi kara – nawet 100 tys. euro.

Muszyna / fot. AdobeStock

W Paryżu wprowadzili pierwsze ograniczenia najmu przez Airbnb w maju 2017 r. Zaczęło się od podatku turystycznego i zacieśnienia kontroli obejmującej właścicieli mieszkań. Liczbę dni, w których można udostępniać lokum turystom, od 1 marca 2018 r. ustalono na nie więcej niż 120 w roku, ale pod warunkiem że w pozostałych okresach (przez minimum osiem miesięcy) mieszkanie będą zajmować osoby wynajmujące lokal długoterminowo w celach mieszkalnych. Dodatkowo od października 2017 r. właściciele mieszkań muszą je zgłaszać w specjalnym rejestrze – bez tego najem lokalu jest nielegalny.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Świdnicy: Najważniejszy jest zrównoważony rozwój

Z kolei w Barcelonie do legalnego najmu mieszkania na doby potrzebne jest uzyskanie licencji. Wynajem możliwy jest tylko przez 120 dni w roku, a goście muszą opłacać podatek turystyczny. Co więcej, jedna osoba może wynająć tylko jedno mieszkanie w centrum miasta, nawet jeśli posiada więcej nieruchomości. Miasto wzięło jednak pod lupę nie tylko właścicieli nieruchomości – od 2016 r. kary pieniężne nakłada także na serwisy rezerwacyjne, które zamieszczają mieszkania właścicieli nieposiadających licencji. Można? Można. Niestety, w Polsce tak się nie dzieje. Starają się problem nagłośnić organizacje samorządowe, takie miasta jak Sopot, ale rząd z tym nic nie robi. Jakby nie zauważał problemu. Pewnie się ocknie, gdy będzie już za późno. Wtedy trzeba będzie triumfalnie ogłosić walkę z szarą strefą w turystyce i podejmować drastyczne działania. A mnie się wydaje, że lepiej zapobiegać, niż potem coś likwidować. To nie może iść na żywioł, to po prostu trzeba uregulować.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Miasta i gminy przepłacają za prąd

Najwcześniej za miesiąc możliwe będzie obniżenie rachunków za energię. Na razie lokalne budżety dopłacają ...

Miliardowe ubytki w kasie

Lokalne władze będą domagać się rekompensat, jeśli tzw. nowa piątka PiS uszczupli ich dochody ...

Pierwsze w Polsce buspasy z oznakowaniem EV

Łódź, jako pierwsze miasto w Polsce, oznakowuje buspasy znakami samochodów elektrycznych. System identyfikacji wizualnej ...

Patronat „Życia regionów”: Urzędy muszą działać jak najsprawniej 

Wymieniają się doświadczeniami, debatują m.in. o tym, jak doskonalić pracę urzędu, motywować pracowników, optymalizować ...

Stawianie na różnorodność i kreatywność klientów wychodzi na dobre

Mieli wybór, czy przez chwilę mieć więcej pieniędzy, czy też budować coś trwałego. Właściciele ...

Jak posklejać Polskę rozwarstwioną

Świętokrzyskie jeszcze długo nie dogoni Mazowsza czy Wielkopolski – przyznaje nowy marszałek tego regionu. ...