Mieczysław Struk: Wynajem tylko pod kontrolą

fot. Karol Kacperski

Niekontrolowane wykorzystywanie mieszkań pod najem widzimy szczególnie w Gdańsku i Sopocie, choć ja widzę to już nawet w rodzinnych stronach – Juracie, Jastarni. Muszą powstać regulacje prawne dające większe kompetencje samorządom – mówi Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

Jest pan zadowolony z mijającego sezonu? Pomorskie to ważny region turystyczny.

Zobaczymy jak będą się kształtować sierpień i wrzesień, które na Pomorzu są zawsze dobrym okresem, zwłaszcza dla turystyki kwalifikowanej. Mam na myśli turystów uprawiających sporty wodne, tych co lubią zabytki Gdańska czy też Malborka, ale i przyrodę Kaszub czy Żuław. Teraz widzimy ich mnóstwo, ale na liczby poczekajmy do końca września.

Na co stawiacie w tym roku? Jakie są główne produkty turystyczne Pomorskiego?

Widzę zainteresowanie turystyką rowerową i kajakową. Taką, która wymaga aktywności od samego turysty. Z drugiej strony odczuwamy wymagania samych turystów wobec naszej infrastruktury i logistyki związanej z ruchem turystycznym. Cieszę się, bo to oznacza, że decyzje dotyczące rozbudowy infrastruktury, które podejmowaliśmy kilka lat temu, były dobre.

Jakie to były decyzje?

Na przykład budowa szlaków kajakowych, gdzie łączne koszty rozbudowy wynoszą około 51 mln zł. Samorządy biorące w tym udział dostają dofinansowanie z RPO, w sumie aż 43 mln zł.

Powstaje kompletna infrastruktura wokół spławnych rzek. Przy szlakach rowerowych łączna wartość projektów sięga 150 mln zł, z czego unijne dofinansowanie wynosi 87 mln zł.

To produkty nieukończone, do 2022 roku muszą być gotowe. No i budowa marin dla żeglarzy, która obejmuje 15 lokalizacji na łączną wartość inwestycji w wysokości 96 mln zł.

Ta ostatnia dziedzina jest chyba panu najbliższa, bo poza funkcją marszałka jest pan żeglarzem, stąd z pewnością doskonale orientuje się w pomorskiej infrastrukturze żeglarskiej. Widać już poprawę?

Bardzo nam zależało, by w sposób zdecydowany poprawić tę infrastrukturę. To nie jest łatwe, bo żeglarstwo wymaga kwalifikacji, nie chodzi wyłącznie o posiadanie odpowiedniej bazy, ale żeglarzy, dla których morze, fale, zmienne warunki pogodowe nie są nowością. Pojawia się sporo żeglarzy z innych państw Morza Bałtyckiego, którzy mają takie oczekiwania wobec infrastruktury, jak w krajach skandynawskich. To oznacza dostęp jednostek do wody, prądu, a także czystość marin, możliwość zatankowania paliwa czy też bezpieczne cumowanie. Te warunki są trudne do spełnienia w portach rybackich, które nie są w większości zarządzane przez samorządy, ale w niektórych jest to możliwe.

Marina w Ustce / AdobeStock

Pomorze Zachodnie, czyli wasz jedyny nadmorski konkurent – jeżeli można takiego zwrotu użyć – stworzyło niedawno Zachodniopomorski Szlak Żeglarski. To 40 nowoczesnych marin na trasie 400 km. Na jakim etapie jest Pomorskie?

Na otwartym morzu wybudowano ostatnio mariny w Łebie czy Władysławowie. Mamy też nowe mariny na morskich wodach wewnętrznych, czyli Zatoce Gdańskiej, np. w Helu czy Jastarni. Jest też kilka mniejszych. Część jeszcze czeka na modernizację, podpisaliśmy umowy na ich współfinansowanie – m.in. w Pucku, gdzie powstanie marina na ponad 200 jednostek. Koszt budowy jej pierwszej części wyniesie ponad 20 mln zł. Ze środków RPO WP na lata 2014–2020 przeznaczymy na nią ponad 13 mln zł, pozostałe środki wyłoży Urząd Morski i sama gmina. Mamy tzw. Pętlę Żuławską, to nasz produkt turystyczny. Nowe obiekty powstają na Zalewie Wiślanym i delcie Wisły, taki przykład to Błotnik w gminie Cedry, gdzie powstały miejsca postojowe. Program rozwoju marin jest rozwijany i w ciągu trzech lat powinien być zakończony. Już widać, że przyciąga żeglarzy i motorowodniaków. Pojawiają się też houseboty, bo zalew i delta Wisły są dla nich atrakcyjne. Ten rynek też się powoli tworzy.

CZYTAJ TAKŻE: Olgierd Geblewicz: Bez samorządów nie da się rządzić

Jednym z hitów Pomorskiego jest Półwysep Helski, czyli mekka kitesurfingu i windsurfingu.

To prawda. To jeden z najlepszych w Europie akwenów do uprawiania tych sportów. Nie pomijałbym jednak typowej turystyki żeglarskiej. W tym roku został oddany kolejny pirs dla jachtów w Jastarni, a swoje podwoje otworzyła Kuźnica. Można tam wpłynąć jachtem o zanurzeniu nawet 1,8 m.

Nie każdy ma jednak jacht, a latem na półwyspie ciężko znaleźć wolne miejsce, ale chyba jeszcze trudniej dojechać. Jedyna droga jest często zakorkowana, a od lat mówi się o budowie nowej tzw. Via Maris. Czy ma szansę powstać?

Wspomina pan o drodze lądowej, ale Via Maris rozwiąże tylko problem dojazdu do Władysławowa, dzięki niej ominiemy korki Rumii, Redy i Gdyni. Nie załatwi jednak problemu dojazdu na sam półwysep. My stawiamy bardziej na infrastrukturę kolejową, chcemy zwiększyć przepustowość istniejącej linii kolejowej z Gdyni do Helu. No i na statki pasażerskie, choć to melodia przyszłości, bo dzisiaj ten obszar jest obsługiwany przez jednego operatora. To za mało. Półwysep jest obszarem wrażliwym ekologicznie, stąd stawiamy na rozwój kolei i żeglugi.

Półwysep Helski / AdobeStock

Sezon turystyczny w pełni, zatem jak pan wspomniał na początku – na podsumowanie trzeba poczekać, ale znamy dane za 2018 rok. Według GUS w Pomorskiem udzielono 9,8 mln noclegów. Tymczasem sąsiad – Pomorze Zachodnie miało ponad 15 mln. Skąd tak duża rozbieżność?

To się wiąże z ofertą turystyki pobytowej. Jak pan zauważył, to było 15 mln noclegów, ale udzielono ich 3,041 mln turystom. W Pomorskiem było 9,8 mln noclegów, za to udzielonych 3,048 mln turystom. To prawie ta sama liczba turystów, tylko w Zachodniopomorskiem bardziej sprawdzają się pobyty uzdrowiskowe, takie od 5 do 7 dni. Na Pomorzu turysta jest aktywniejszy i przebywa średnio 3,2 dnia.

Porozmawiamy o drugiej, ciemniejszej stronie turystyki, czyli najmie krótkoterminowym. To staje się już poważnym problemem regionów turystycznych. Jego ofiarą pada też Trójmiasto. Powstają kolejne osiedla i apartamentowce, gdzie nieliczni stali mieszkańcy narzekają na hałas i bałagan tworzony przez przypadkowych przyjezdnych. Macie pomysł, co z tym zrobić?

Muszą nastąpić rozstrzygnięcia prawne, legislacja musi pomóc samorządom. Obserwujemy te zjawiska szczególnie w Sopocie i Gdańsku, choć ja widzę je nawet w rodzinnych stronach – Juracie, Jastarni. Tam też powstały apartamentowce, są turyści, a żaden z lokali nie jest wykazywany jako przeznaczony pod wynajem okazjonalny, ale zwykłe mieszkanie. W Sopocie i Gdańsku widać to drastycznie. I nie chodzi nawet o konieczność regulowania przez właścicieli zobowiązań wobec gminy czy urzędu skarbowego, ale to kwestia elementarnego bezpieczeństwa i porządku publicznego.

CZYTAJ TAKŻE: Wójt Tarnowa Podgórnego: Jakość życia też ma znaczenie

I co dalej?

Potrzebne są regulacje na poziomie krajowym. Wiem, że samorządowcy, wykorzystując już zebrane doświadczenia, pracują nad propozycjami.

Właściciele powinni płacić opłaty miejscowe, podatki, lokal musi być zgłoszony do ewidencji gminnej, spełniać wymagania, np. przeciwpożarowe, porządkowe, a właściciel powinien wziąć odpowiedzialność za najemców.

Jak to zostanie uwzględnione w przepisach, wtedy jest szansa na odwrócenie trendu.

Są też inne skutki masowego wykupu mieszkań pod wynajem przez zewnętrznych inwestorów. W centrach miast, np. w Gdańsku, powstają enklawy bez stałych mieszkańców, a rosnące ceny mieszkań wyganiają gdańszczan na obrzeża miasta. Trójmiasto z cenami za metr kwadratowy jest już na drugim miejscu w Polsce za Warszawą. Nie boicie się pustoszejącej tkanki miejskiej?

Obserwujemy nie tylko w Gdańsku, ale innych częściach Trójmiasta, że sporo apartamentów jest kupowanych przez osoby z zewnątrz, które same wykorzystują je rzadko. Te kwestie musi regulować prawo miejscowe, z tym że akurat to zjawisko jest jeszcze nie do końca ukształtowane i nie w pełni zdefiniowane. Po zebraniu doświadczeń rady miejskie będą musiały się do tego zabrać.

Zaangażuje się pan w kampanię wyborczą?

Nie zrezygnuję z zaangażowania. Obóz rządzący prowadzi politykę centralistyczną, co jest szkodliwe dla samorządów. Moim obowiązkiem jest stać po stronie Koalicji Obywatelskiej, która uważa, że rozwój samorządów jest podstawą rozwoju państwa.

fot. Karol Kacperski

W Gdyni jedynką KO będzie Barbara Nowacka. Czy to dobry pomysł?

Uważam, że biorąc pod uwagę, że jest to konserwatywny okręg, to nie jest najlepszy pomysł. Chciałbym się mylić.

Rozumiem, że chodzi panu o jej szanse wyborcze, ale czy będzie dobrze reprezentować lokalną społeczność i jej problemy?

Barbara Nowacka deklaruje, że będzie się interesować i utrzymywać związki z regionem i na to liczę. Jest zainteresowana sytuacją kobiet, równouprawnieniem, na pewno te zagadnienia będzie podnosić podczas kampanii. Ale to tylko jedynka, a myślę, że lista zaproponowana w Gdyni czy Gdańsku będzie bardzo różnorodna.

Deklarowaliście wpuszczenie na listę samorządowców, społeczników.

Zwracam właśnie na to uwagę, by na liście były silne postacie samorządowe i takie będą, jak Janina Kwiecień, była starosta kartuska, Piotr Wittbord, zastępca burmistrza Rumii, Leszek Bona, radny sejmiku i wielu innych. Postacie silnie zakorzenione w lokalnych społecznościach, a które nie miały doświadczeń w polityce krajowej.

CZYTAJ TAKŻE: Ulice i chodniki nie mają barw politycznych

A osoby spoza urzędów i polityki?

Na pewno takie się pojawią, przedstawiciele KOD i z organizacji pozarządowych. Listy się dopiero formują.

W lipcu usłyszał pan sześć zarzutów poświadczenia nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. CBA dopatrzyło się w nich błędów za lata 2013–2016. Jak wygląda pana sytuacja?

Nie zgadzam się z nimi, bo te zarzuty dotyczą niewpisania informacji dotyczących majątku żony, a nie mojego. Od 2014 roku mamy nawet ustanowioną rozdzielność majątkową. Nie mogłem ich wpisać.

Wśród zarzutów jeden dotyczy jednak pana, a dokładnie zasiadania w radzie Fundacji Centrum Solidarności.

Tak, występuję w niej jako reprezentant samorządu województwa, które jest fundatorem fundacji. To jednak funkcja społeczna, nie uzyskuję z niej żadnych dochodów, dlatego nie wpisałem dochodu. CBA uważa, że powinienem wpisać, bo statut fundacji przewiduje prowadzenie działalności gospodarczej. Nie zgadzam się z tym.

Co dalej?

Uważam, że działanie CBA ma podtekst polityczny. W momencie uruchamiania kontroli CBA zapowiedziało, że skontroluje wszystkie urzędy marszałkowskie, a sprawdzało głównie kilka wybranych. Czekam na rozwój sytuacji.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Odrzucenie oferty musi mieć określone podstawy

Nieprecyzyjnie sformułowanych zapisów specyfikacji istotnych warunków zamówienia nie należy interpretować na niekorzyść wykonawcy – ...

Większe potrzeby, mniejsze budżety

Władze lokalne staną przed dylematem - jak się rozwijać przy ograniczonych finansach. Ucierpieć mogą ...

Dolina Charlotty, biznes i rock and roll

Chcemy kontynuować bardzo rozpoznawalny w Polsce i Europie Festiwal Legend Rocka, zwiększać liczbę gatunków ...

Śmieci pod czujnym okiem gminy

Władze samorządowe będą musiały same określić zasady kontroli segregacji odpadów. Wcześniej planował to zrobić ...

Nie stracimy ani jednego euro

Żaden region nie straci na koniec 2018 roku ani jednego euro na podstawie zasady ...

Metal zawsze modny

W ciągu dnia wykonują elementy wyposażenia wnętrz, a popołudniami oddają się sztuce. To wtedy ...