Prezydent Rzeszowa: Głowimy się, jak spiąć budżet

Tak złej sytuacji finansowej miasta w ciągu ostatnich 21 lat nie było – mówi Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa.

Publikacja: 13.11.2022 18:11

Prezydent Rzeszowa: Głowimy się, jak spiąć budżet

Foto: Grzegorz Bukala / UM Rzeszow

Już ponad 10 tys. zł trzeba zapłacić za metr mieszkania w Rzeszowie – i to na rynku wtórnym. Tak mało się w mieście buduje czy wręcz przeciwnie – tak dużo ludzi chce tu osiąść, bo to dobre miejsce do życia?

Raczej to drugie. Rzeszów jest miastem, które przyciąga nowych mieszkańców. Budownictwo, zanim załamała się sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych, było na poziomie najlepszych lat w historii miasta, jeśli chodzi o liczbę oddawanych mieszkań.

I mimo że jest tak duża podaż, to jest tak duży popyt, który kształtuje ceny na tak wysokim poziomie.

A to znaczy, że miasto jest atrakcyjne, przyciąga nowych mieszkańców, powstają kolejne firmy w strefach ekonomicznych pod Rzeszowem, zatem pojawiają się nowe miejsca pracy – i to dobrze płatne, bo to są firmy w dużej mierze technologiczno-produkcyjne.

To nakręca koniunkturę i pozwala deweloperom realizować swoje inwestycje i znajdować klientów.

O dobrze rozwiniętym rynku pracy pan już wspomniał. Dodatkowo dobra komunikacja, cisza, spokój i bezpieczeństwo – to cenią w Rzeszowie jego mieszkańcy. A na co obecnie stawiają władze miasta?

Patrząc na to, jak Rzeszów się obecnie dynamicznie rozwija, dla nas ważna jest jakość życia w mieście, bo to ona będzie decydować, czy ludzie będą chętnie się tu osiedlać, zostawać, a nie wyprowadzać się do innych ośrodków.

A na dobrą jakość życia składa się przede wszystkim ład przestrzenny, wspomniana komunikacja, ale też stwarzanie warunków do tego, by jakość życia stale się poprawiała: czyli szeroka oferta kulturalna, bogata oferta rekreacyjna. Wszystko to, co jest związane z czasem wolnym, z czasem po pracy, z dostępnością usług publicznych i zieleni. Najlepiej w ciągu 10 minut spacerem od miejsca zamieszkania. A więc z jednej strony praca, o której już wspomniałem, a z drugiej strony cała filozofia spędzania czasu wolnego. I to razem składa się na jakość życia – czyli coś, na co my stawiamy.

W Rzeszowie brakuje nauczycieli, tak jak w innych dużych miastach, czy raczej takiego problemu nie ma?

Na tę chwilę takiego problemu nie ma. Natomiast w związku z tym, że jesteśmy miastem, wokół którego lokuje się sporo firm, potrzebujemy kadr technicznie wykształconych do szkolnictwa zawodowego. Brakuje nauczycieli zawodu, a więc specyficznych nauczycieli w szkolnictwie zawodowym. To jest pewna trudność, nasza bolączka w tym regionie.

Chcielibyśmy jeszcze więcej młodzieży kształcić w obszarze szkolnictwa zawodowego, ale kluczem do tego jest posiadanie jeszcze większej liczby nauczycieli zawodu. Mam nadzieję, że uda nam się to przełamać.

A czy miasto ma pomysł, jak pozyskać tych nauczycieli zawodu?

Jedyny sensowny pomysł to ścisła współpraca z przemysłem i ośrodkiem naukowym. Wymiana, czasem pewne staże, zarówno naszych nauczycieli w firmach, jak też przyciągnięcie niektórych specjalistów z takich firm do szkół, jako nauczycieli zawodu.

A w to wszystko jeszcze wkomponowany ośrodek naukowy, który mógłby prowadzić, czy prowadzi, studia podyplomowe w kierunku dodawania kompetencji osobom, które mają doświadczenie zawodowe, a jeszcze mogłyby się podjąć kształcenia zawodowego uczniów.

Tylko ścisła współpraca pozwoli nam na pozyskanie nowych nauczycieli zawodu. Musi być taki transfer między nauką, biznesem a administracją. To jest klucz.

W ciągu 14 lat do Rzeszowa przyłączono aż dziesięć miejscowości. Będą kolejne? Czy na razie ten proces został wstrzymany?

Na razie nie będzie. Ten proces dołączania kolejnych miejscowości do miasta był bardzo ważny. Dał nam przestrzeń i oddech.

W tej chwili koncentrujemy się na urbanizowaniu tych terenów, na ich integracji z pozostałymi dzielnicami miasta. Na Rzeszów patrzymy teraz w kontekście aglomeracji. Tak szerzej.

Więc na razie ten proces wchłaniania kolejnych miejscowości został wstrzymany. Raczej chcemy miasto rozbudowywać, zabudować, dogęszczać, usprawniać komunikację i zapewniać miejsca pracy. To jest ten nasz kierunek obecnie.

Czy z racji cięć podatkowych związanych z Polskim Ładem – ale też wysoką inflacją i rosnącymi cenami energii, gazu, paliw – miasto będzie rezygnować z inwestycji w przyszłym roku?

To ostatnia rzecz, z jakiej chcielibyśmy rezygnować, a rezygnujemy z wielu rzeczy. Ja od 21 lat uczestniczę w konstruowaniu budżetu miasta, wcześniej jako radny, czasem szef rady czy członek komisji budżetu, a teraz jako prezydent – i z tej perspektywy po raz pierwszy mamy tak trudną sytuację samorządu.

Z jednej strony koszty naszych działań – jak energetyka, gaz, obsługa zadłużenia, koszty wszystkiego związane z inflacją – rosną nam do kwadratu, a nasze dochody, niestety, spadają. Do tego mamy niższe dochody ze względu na reformy podatkowe państwa, właśnie Polskiego Ładu.

Nie pamiętam tak złej sytuacji w ciągu tych 21 ostatnich lat. Głowimy się nad tym, jak spiąć budżet miasta.

Oszczędzamy na wszystkim. W przyszłym roku rezygnujemy z wydatków na promocję, ale też na kulturę, na rzeczy rekreacyjno-sportowe – bo gdzieś musimy ciąć. A tniemy, co się da. Łącznie z prądem. Oszczędności są na każdym możliwym etapie, a i tak spiąć budżet jest bardzo trudno.

Ostatnia rzecz, z której chcielibyśmy zrezygnować, to inwestycje. Jak nie będziemy inwestować, przy tych kłopotach i cięciach budżetowych, to już w ogóle rozwój miasta i regionu stanie. To byłoby już dramatyczne.

Dlatego inwestycji chcemy bronić za wszelką cenę. Ale trzeba pamiętać, że na inwestycje czasem trzeba też pożyczyć środki, a koszt tych pożyczek przy wysokiej inflacji – rośnie. Więc musimy być bardzo ostrożni, by nie udusić finansów miasta.

Poza tym funduszy z KPO czy programów unijnych na razie nie ma. To już jest sytuacja bezprecedensowa. Bardzo trudna. Na razie ambitnie te inwestycje planujemy, ale powiedzmy szczerze: bez unijnych środków oraz pieniędzy z KPO nie zrealizujemy planowanych inwestycji.

Ale to już nie od samorządu zależy, czy i kiedy będą środki z Krajowego Planu Odbudowy, a także innych programów unijnych.

Niestety, nie. Biorąc pod uwagę, że dziś nie możemy spiąć dochodów bieżących z wydatkami bieżącymi, a koszt kredytu na inwestycje może dobić nas w tym względzie, musimy być bardzo ostrożni. Bez środków z KPO, bez środków unijnych nie ruszymy.

Już nie mówię o tym, że powinniśmy mieć uzupełnioną skalę dochodów bieżących, z tego co straciliśmy w wyniku reform podatkowych państwa. Pewne rekompensaty dostajemy – tak jak teraz. Ale to jest tylko fragment utraconych dochodów.

A nie muszę tłumaczyć, że przy rosnących kosztach nawet fragment utraconych dochodów jest problemem, bo nie nadążamy za rosnącymi kosztami. To jest dramat.

Rzeszów zabrał się za sprzedaż węgla mieszkańcom? Dużo osób jest zainteresowanych jego nabyciem? Jak miasto sobie z tym radzi?

Tak, Rzeszów chce pomóc mieszkańcom w zakupie taniego węgla i będziemy pośrednikiem w jego sprzedaży. Będziemy to robić poprzez naszą spółkę – Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej – która ma ku temu odpowiednie narzędzia. Rozpoznaliśmy wstępnie zapotrzebowanie na ten surowiec i wynika z niego, że mieszkańcy potrzebują minimum 850 ton węgla. Lada dzień ogłosimy nabór wniosków.

Na ile fakt, że Rzeszów jest ośrodkiem przyfrontowym, zmienił życie w mieście?

To, że jesteśmy w centrum wydarzeń historycznych, zmieniło charakter Rzeszowa w zasadzie o 100 proc. To już jest zupełnie inne miasto. Do tej pory Rzeszów leżał trochę na uboczu, na granicy Unii Europejskiej, a dziś stał się centrum wszystkich wydarzeń światowych.

To spowodowało, że jesteśmy miastem o dużo bardziej międzynarodowym charakterze – gdzie mamy dużo organizacji światowych, dyplomatów z całego świata, mediów, wojsko, ale także pomoc humanitarną czy gospodarczą.

Zanosi się, że to będzie zmiana na lata, co definitywnie zmieni obraz Rzeszowa. Dla mnie pozytywnie, choć przyczyną w dużej mierze jest wojna w Ukrainie, ale także pandemia i skracające się łańcuchy dostaw. To już zmieniło miasto i zmieni je jeszcze na najbliższe dekady.

Czy obecność całego tego arsenału, który przejeżdża przez lotnisko w Jasionce, czy obecność wojska w mieście dają jakieś korzyści?

Oczywiście. Mamy pełne hotele, pełne restauracje, pełne siłownie, dużo ludzi w sklepach. Tak że daje to i pieniądze, i rozwój, lokalnym przedsiębiorcom.

Zarówno wojsko, jak i wszystko, co z obsługą armii się wiąże, czy z wizytami tych wszystkich międzynarodowych organizacji, dyplomatów, przepływem na Ukrainę, niewątpliwie napędza rozwój.

Można powiedzieć, że w dobie rosnących kosztów energetycznych część naszych firm gastronomicznych czy hotelowych niewątpliwie by upadła, gdyby nie to, że mamy gości z zewnątrz. Teraz mają one szansę przetrwać ten kryzys. A to dużo.

O hotelach i restauracjach pan wspomniał. A czy takie branże jak konferencyjna czy turystyczna cierpią z powodu wojny, czy dają sobie radę?

W regionie turystyka cierpi, bo to jest teren przygraniczny z Ukrainą i spora grupa osób zwyczajnie obawia się tu przyjechać, mimo że jest tu bezpiecznie, bo jesteśmy chronieni systemami antyrakietowymi. Ale w samym Rzeszowie jest odwrotnie – turystyka zyskuje.

Jak pan myśli – z czego to może wynikać?

Z obawy, że to jest region położony blisko terenów, na których toczy się wojna. A samo miasto zyskuje z racji tego, że jest miastem tranzytowym, bazą do budowy relacji z Ukrainą.

Ilu Ukraińców z tej wielkiej fali wojennej zostało w Rzeszowie? W marcu było ich ponad 100 tys. A dziś?

W szczycie było ich ponad 100 tys. w 200-tysięcznym mieście. Teraz mamy ich ok. 30 tys.

Jak sobie układają życie? Przyniosą miastu korzyści czy raczej są tylko obciążeniem?

Oczywiście, jako miasto ponosimy pewne koszty związane z ich pobytem, ale traktujemy uchodźców jako szansę. Sporo tych osób znajduje schronienie, znajduje mieszkanie, pomału znajdują też pracę.

Niedawno odwiedziłem polską firmę i tam na 600 nowo zatrudnionych osób aż 450 to byli uchodźcy z Ukrainy. To pokazuje pewną skalę, pewne zjawisko: że pomału znajdują sobie tu pracę i powoli będą stawać się samodzielni.

Oby jak najszybciej i jak najdłużej zostali.

Oczywiście. Taka jest prawda. Ale też, mamy nadzieję, że te relacje, te kontakty będą bardzo pomocne w procesie odbudowy Ukrainy. Część uchodźców powróci odbudowywać swój kraj, część zostanie tu, a część będzie krążyła, budowała te relacje. Myślę, że tak to będzie w przyszłości.

Już ponad 10 tys. zł trzeba zapłacić za metr mieszkania w Rzeszowie – i to na rynku wtórnym. Tak mało się w mieście buduje czy wręcz przeciwnie – tak dużo ludzi chce tu osiąść, bo to dobre miejsce do życia?

Raczej to drugie. Rzeszów jest miastem, które przyciąga nowych mieszkańców. Budownictwo, zanim załamała się sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych, było na poziomie najlepszych lat w historii miasta, jeśli chodzi o liczbę oddawanych mieszkań.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Okiem samorządowca
Marcin Krupa: Zrealizowaliśmy ponad 95 proc. „zielonych” obietnic z poprzedniej kampanii
Okiem samorządowca
Agata Wojda: Cieszę się, że obecny rząd rozmawia z samorządami
Okiem samorządowca
Piotr Grzymowicz: Powrót tramwajów do Olsztyna to bardzo znaczący sukces
Okiem samorządowca
Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy: Ten rząd traktuje samorządy po partnersku
Okiem samorządowca
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni: To była najtrudniejsza kadencja