Był pan na piątkowym proteście samorządowców w Warszawie?

W proteście uczestniczył mój zastępca, ja brałem udział w zaplanowanym wcześniej spotkaniu z naszymi najbliższymi samorządowymi partnerami, związanym z planowaniem subregionalnych projektów w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych.

Czy protesty samorządów mogą powstrzymać gigantyczne podwyżki cen prądu? Częstochowie też grozi kilkusetprocentowa podwyżka od przyszłego roku?

Samorządy muszą się przebijać ze swoim przekazem, pokazywaniem problemów – więc takie duże wspólne akcje są ważne, bo nasz głos jest lepiej słyszany.

Widzimy, co się dzieje w innych miastach, jeżeli chodzi o propozycje nowych taryf. Zobaczymy, co nas czeka, jak otworzymy drugi przetarg na dostawę prądu i będą jakieś oferty (bo w pierwszym przetargu żadna państwowa spółka jej nie złożyła). Zobaczymy też, jak wyglądać będzie ostatecznie oferta działań osłonowych rządu dla samorządów.

Pana zdaniem „system redukcji podwyżek cen prądu dla samorządów – poprzez mechanizm kalkulacji cen oraz dopłaty z budżetu państwa”, jak zapowiada premier Mateusz Morawiecki, wystarczy?

Czekamy na konkretne rozwiązania, które – mam nadzieję – obejmą wszystkie jednostki i spółki miasta, świadczące usługi dla mieszkańców, a nie tylko tzw. odbiorców wrażliwych, typu szkoła czy szpital. W tym roku mamy zapewnione środki na energię i gaz, zgodnie ze stawkami uzyskanymi w przetargu dla miejskiej grupy zakupowej w 2021 r. Nie chcielibyśmy w przyszłym roku np. wyłączać oświetlenia ulicznego tam, gdzie ma ono wpływ na bezpieczeństwo publiczne i komfort życia mieszkańców.

Ale nie wiem, do jak poważnych ograniczeń wydatków będziemy zmuszeni. Tym bardziej że sytuacja budżetu miasta będzie jeszcze trudniejsza niż w br., nie tylko z powodu wzrostu kosztów mediów.

Wicepremier Jacek Sasin czy prezes PGE Paliwa namawiają, by miejskie spółki kupiły w PGE węgiel i odsprzedały go mieszkańcom. Częstochowa to będzie robić?

Państwo i państwowe spółki nie przygotowały się na kryzys i próbują teraz przerzucić na samorządy problem będący efektem zaniechań rządu w działaniach regulacyjnych i zapobiegawczych na rynku energetycznym. Propozycja ministra Sasina to temat zastępczy, mający odwrócić uwagę od faktu, że rząd nie radzi sobie z tym oraz innymi istotnymi problemami. Samorząd nie ma podstaw prawnych, by wyręczać podmioty gospodarcze w handlu węglem. My zresztą nie mamy w Częstochowie spółki miejskiej, która byłaby organizacyjnie i technicznie przygotowana do realizacji takiego zadania.

Gdyby samorządy się tym zajęły, to złamałyby prawo?

Na obecną chwilę jest tu bardzo dużo wątpliwości. Żeby jakoś usankcjonować działania samorządów i spółek gminnych, które zdecydowały się, lub zdecydują, na pośrednictwo w handlu węglem, niezbędna jest przemyślana regulacja ustawowa, ale – jak wspomniałem – to próba przerzucenia na samorządy kolejnych zadań, tym razem bardzo odległych od tego, czym zajmują się one w ramach delegacji ustawowych.

W listopadzie miasto zapowiadało, że co piąta złotówka z 1,5-mld budżetu Częstochowy będzie przeznaczona na inwestycje. Uda się zrealizować te założenia?

Wykonanie wydatków inwestycyjnych będzie zapewne niższe od pierwotnie planowanego, co jest związane z czasowym przesunięciem realizacji niektórych inwestycji – z przyczyn proceduralnych czy związanych z koniecznością dokładania środków do przetargów aktualnie rozstrzyganych, a także inwestycji będących już w trakcie realizacji. Myślę tu np. o przebudowie alei Wojska Polskiego (dawniej DK-1, obecnie DK-91), z której pierwotnym wykonawcą miejski zarząd dróg był zmuszony rozwiązać kontrakt i rozpisać nowy przetarg. Podpisanie aneksu w takim trybie, jak chciało konsorcjum wykonawcze, było niemożliwe, a poza tym tempo prac na większości odcinków było bardzo słabe. MZD podpisał niedawno umowę z nowym wykonawcą, ale na budowie mieliśmy dłuższy przestój, więc w tym roku postęp prac będzie mniejszy od zaplanowanego w budżecie. Realizując inwestycje, przy większości dużych zadań korzystamy z środków zewnętrznych, więc z nich nie możemy rezygnować, nawet kosztem zwiększenia transzy kredytowej z EBI. Musieliśmy natomiast zmniejszyć liczbę inwestycji planowanych ze środków własnych, poza tym nie wszystkie przetargi jesteśmy w stanie rozstrzygać, bo ceny robót i materiałów rosną w tempie zawrotnym, często znacząco ponad zaplanowany budżet danej inwestycji.

Planując budżet na 2022 r., miasto szacowało swoje straty z tytułu udziału w podatku dochodowym na poziomie prawie 90 mln zł. Ale zmian podatkowych było kilka, więc straty miasta mogą być jeszcze wyższe. Jak miasto sobie radzi ze spadkiem wpływów?

To nie podatki należne miastu będą głównym obciążeniem dla mieszkańców w domowych budżetach. W zakresie podatków i opłat lokalnych dużych zmian raczej nie będzie, bo tu i tak musimy zmieścić się w widełkach stawek ustalanych na poziomie krajowym.

Mieszkańcy będą natomiast odczuwać skutki podwyżek cen i usług, na które samorząd nie ma wpływu, ma natomiast sytuacja makroekonomiczna i polityka centralna. Tniemy różne wydatki w planach budżetowych na rok przyszły, co będzie dalej ograniczać możliwości realizacji usług publicznych na rzecz mieszkańców.

W ub.r. miasto podawało, że przyznana subwencja oświatowa jest o 150 mln zł niższa od kwoty, jaką rocznie miasto musi dołożyć do zadań subwencjonowanych. Jak miasto spina więc budżet oświaty?

Mogę podać przykład z przedostatniej sesji rady miasta. Żeby zwiększyć budżet na wynagrodzenia w oświacie, sięgnęliśmy m.in. do dodatkowych środków, uzyskanych z podatku od czynności cywilnoprawnych, z tytułu wpływów z odsetek od lokat gromadzonych na rachunku bieżącym oraz z odzyskanego podatku VAT. Zmniejszyliśmy też budżet administracyjny, m.in. dzięki oszczędnościom na wydatkach pocztowych. To był jednak początek tegorocznej „zrzutki” na niedobory w oświacie, związane z poziomem rządowej subwencji. Na ostatniej sesji przesuwano kolejne 37 mln zł. Zadaniem wszystkich wydziałów jesienią jest ograniczanie wydatków do niezbędnego minimum, żeby sprostać edukacyjnym kosztom, co wpływa na zakres realizacji różnych samorządowych zadań w końcu roku.

Jeden ze związków zawodowych w MPK Częstochowa wszedł w spór zbiorowy z zarządem. Chcą podwyżek. MPK to miejska spółka. Miasto stać na spełnienie żądań płacowych, czy potrzebna będzie kolejna podwyżka cen biletów?

W styczniu kierowcy otrzymali podwyżki w wysokości 200 zł, ale przy szalejących obecnie cenach trudno, żeby taka regulacja satysfakcjonowała załogę. Z dwoma związkami zawodowymi działającymi w MPK były prowadzone rozmowy w sprawie podwyżek, trzeci jest w sporze zbiorowym z zarządem. Zarząd MPK prowadzi jednak dialog i nie ma zapowiedzi strajkowych. Sprawy pracownicze to kompetencja zarządu spółki, ale miastu zależy, aby MPK i jej pracownicy przetrwali ten trudny okres, a mieszkańcy korzystali z usług dobrej jakości. Kierownictwo MPK liczy na zrozumienie ze strony pracowników, bo finanse wszystkich publicznych przewoźników, zwłaszcza po pandemii, potwornie cierpią i możliwości są ograniczone.

Korekty cennika biletów pojawiają się co kilka lat w każdym mieście. Trzeba reagować, gdy wzrastają koszty operacyjne związane z funkcjonowaniem komunikacji – a to, że ten wzrost następuje obecnie lawinowo, jest chyba oczywiste. Ostatniej regulacji cen biletów towarzyszyły korzystne dla pasażerów zmiany służące większej elastyczności taryf.

Są też takie instrumenty, jak podnoszenie kapitału MPK, co przeprowadziliśmy na ostatniej sesji, rekompensując spółce częściowo koszty prac dodatkowych, poniesione w czasie niedawnej przebudowy linii tramwajowej.

A inni pracownicy samorządowi nie domagają się podwyżek?

W sytuacji tak dużej inflacji jest oczywiste, że rośnie presja płacowa. Decyzje centralne burzą porządek, w którym moglibyśmy sukcesywnie podnosić pensje pracownicze. Gdybyśmy mieli te środki, które musimy dopłacać do subwencji oświatowej, zadań zleconych, pokrywać stratę szpitala, plus stracone dochody z PIT, bylibyśmy w stanie zrealizować wiele potrzeb mieszkańców. Byłoby też na podwyżki. Tymczasem wszystkie samorządy tracą po stronie dochodowej wskutek zmian w systemie podatkowym, zarazem koszty funkcjonowania miast rosną.

Do tego trudno o jakiekolwiek rezerwy, bo źródła dochodów JST są ściśle określone. Możliwości budżetowe miasta dochodzą już naprawdę do ściany. Pracownicy nie muszą występować z żądaniami, doskonale zdajemy sobie sprawę, że należałoby zrekompensować im wzrost inflacji. W normalnej sytuacji stopniowo regulowalibyśmy pensje. Szukamy szans na wyjście z sytuacji, którą spowodowały niekorzystne dla samorządów decyzje, zmiany w prawie i obecny kryzys inflacyjny. Przy obecnym stanie finansów miasta jest to niezwykle trudne, a nie możemy sobie pozwolić na odpływ specjalistów z jednostek miejskich.

Już 71 dzieci przyszło na świat dzięki miejskiemu in vitro. Częstochowa jako pierwsze miasto w Polsce zaczęła z własnego budżetu finansować program dekadę temu. Nigdy pan tego nie żałował?

Absolutnie. Efekty tego programu są widoczne i bardzo ważne dla miasta, zwłaszcza w czasach ujemnego bilansu demograficznego w całym kraju, a jego koszty są bardzo umiarkowane. Spotkania z rodzicami dzieci urodzonych w ramach programu, którym częstochowska firma przekazuje wózki, tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że ten program miał sens i dobrze, że obecnie sporo samorządów poszło naszym śladem. Obecna edycja kończy się w przyszłym roku. Naszą intencją jest jego kontynuacja, ale o tym będzie decydować m.in. rada miasta, po przygotowaniu niezbędnej aktualizacji przez specjalistów.

Sejm zdecydował, że wybory samorządowe odbędą się wiosną 2024 r. Przedłużenie kadencji ma sens?

Rozumiem względy organizacyjne i techniczne przemawiające za zmianami w kalendarzu wyborczym, choć na pewno ten problem powinien być przeanalizowany i lepiej rozwiązany na etapie wcześniej wprowadzonych przez ustawodawcę zmian. Kumulacja była do przewidzenia. Na pewno z punktu widzenia jakości demokracji w Polsce lepiej byłoby, aby modyfikacje w terminarzu wyborczym nie budziły konstytucyjnych wątpliwości i politycznych kontrowersji. Związanych choćby z podejrzeniem, czy przypadkiem – oprócz kwestii technicznych – nie są podyktowane także interesem politycznym rządzącego ugrupowania.

Już się pan zastanawiał, czy powalczyć o czwartą kadencję?

Na razie myślę przede wszystkim o optymalnej realizacji zadań miasta w ramach trwającej kadencji – w obecnym, naprawdę bardzo trudnym czasie. Na deklaracje przyjdzie czas.