Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie wydarzenia skłoniły polskie miasta do budowy własnych systemów wczesnego ostrzegania na rzekach.
- Czym różnią się strategie największych aglomeracji i na czym polega innowacyjny biomonitoring wód.
- Jakie parametry jakości wody są kluczowe dla szybkiego wykrywania zanieczyszczeń i zagrożeń powodziowych.
- Dlaczego część samorządów rezygnuje z własnych stacji pomiarowych i jakie są ograniczenia automatycznych czujników.
Kraków przygotowuje system dziesięciu stacji, a Wrocław rozwija monitoring Odry, wyciągając wnioski z katastrofy ekologicznej z 2022 r. Własne rozwiązania stosują także inne miasta, choć nie wszystkie decydują się na samodzielne badanie jakości wód.
Samorządy coraz częściej rozwijają własne systemy monitoringu, m.in. dlatego, że tradycyjne pobieranie próbek i oczekiwanie na wyniki laboratoryjne nie zawsze pozwala na wystarczająco szybką reakcję. A samorządy tej szybkiej informacji potrzebują. – Oczywiście ten monitoring nie zastępuje państwowego nadzoru, za który odpowiadają m.in. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska i Wody Polskie, ale pozwala dostarczyć lokalnym władzom dodatkowych informacji. Chodzi zarówno o bezpieczeństwo przeciwpowodziowe, jak i szybsze wykrywanie potencjalnych zanieczyszczeń – mówi Filip Szatanik, rzecznik prasowy Wód Polskich. Dodaje, że w zakresie monitoringu współpraca Wód i samorządów układa się wzorowo.
Potrzebna szybka informacja. Kraków stawia na lokalny monitoring
Na rozwój lokalnego monitoringu wyraźnie stawia Kraków. Miasto przygotowuje system dziesięciu automatycznych stacji pomiarowych. Na początku tego miesiąca Magdalena Wasiak z Zarządu Infrastruktury Wodnej w Krakowie poinformowała, że właśnie otwarto oferty w przetargu na montaż, uruchomienie i dzierżawę urządzeń wraz z obsługą oraz transmisją i wizualizacją danych. Zgłoszono trzy oferty, z których dwie mieszczą się w założonym budżecie.
Czytaj więcej
Poznań uzyskał prawie 12 mln zł dofinansowania na przebudowę Mostu Chrobrego. Podobna kwota trafia do Lublina na rozbiórkę i budowę nowych mostów n...
Stacje mają pojawić się m.in. na Dłubni, Prądniku, Rudawie, potoku Olszanickim, Wildze, Serafie i Malinówce. Będą mierzyć poziom wody oraz jej wybrane parametry: temperaturę, pH, przewodność elektrolityczną, mętność i zawartość tlenu rozpuszczonego. Dzięki temu system ma wspierać zarówno wczesne wykrywanie wezbrań i podtopień, jak i rozpoznawanie niepokojących zmian jakości wody.
To istotne, bo w przypadku zanieczyszczenia czas reakcji ma duże znaczenie. Automatyczne pomiary mają pomóc skrócić czas między pojawieniem się sygnału ostrzegawczego a podjęciem interwencji – wyjaśnia Wasiak.
Czujniki nie wskażą jednak automatycznie sprawcy ani nie określą z całą pewnością rodzaju zanieczyszczenia. Mogą zarejestrować nietypową zmianę, która skłoni służby do szybkiego pobrania próbek i wykonania badań laboratoryjnych. To ważne uzupełnienie kontroli, szczególnie w przypadku mniejszych cieków, gdzie lokalne incydenty mogą pozostać niezauważone.
Lekcja po katastrofie. Wrocław uważnie obserwuje rzeki
Kraków korzysta też z narzędzi, które pozwalają prezentować dane hydrologiczne na cyfrowych mapach. Takie rozwiązania ułatwiają obserwowanie sytuacji na lokalnych rzekach i potokach oraz planowanie działań ochronnych.
Szczególny powód, by obserwować uważnie rzeki ma Wrocław. Katastrofa ekologiczna na Odrze w 2022 r., podczas której doszło do masowego śnięcia ryb, pokazała, jak poważne mogą być skutki kryzysu środowiskowego i jak ważne są szybkie ostrzeganie oraz sprawny przepływ informacji. Dlatego od 2023 r. Wrocław systematycznie rozwija monitoring jakości wody. Początkowo koncentrował się głównie na Odrze, a w 2026 roku został rozszerzony na kolejne akweny.
Czytaj więcej
Dni Odry czy Święto Wisły – w miastach położonych nad rzekami, zwłaszcza tymi największymi, nie brakuje wydarzeń poświęconych właśnie rzekom. I tru...
Obecnie działa sześć autonomicznych stacji pomiarowych, opracowanych we współpracy z polskim startupem WaterSense. Urządzenia zostały zwodowane w lipcu 2026 roku. Monitoring obejmuje Odrę, fosę miejską, staw w Ogrodzie Japońskim i Jezioro Pawłowickie. Liczba analizowanych parametrów wzrosła z siedmiu do 21. Wśród nich są m.in. pH, natlenienie, zasolenie i stężenie azotanów. System pozwala również weryfikować sygnały mogące wskazywać na obecność substancji ropopochodnych czy ryzyko zakwitów sinic. Dane przesyłane są zdalnie w czasie rzeczywistym.
Pięć stacji monitoruje wody pozostające pod miejskim zarządem, a jedna znajduje się na Odrze, która podlega Wodom Polskim. Wrocław rozwija więc własne pomiary i tam, gdzie nie jest bezpośrednim zarządcą rzeki. Stacje mają pozostać na akwenach do połowy grudnia, co pozwoli po raz pierwszy zebrać dane także za okres jesienno-zimowy. Michał Guz z wrocławskiego magistratu podkreśla, że monitoring jakości wód nie powinien być przeciwstawiany działaniom przeciwpowodziowym.
– Ograniczanie ryzyka powodzi miejskich i monitoring jakości wód powierzchniowych to tak niezależne od siebie zadania, że nie można mówić, że na którymś bardziej się skupiamy. Oba są ważne – zaznacza. Program jest częścią inicjatywy „Bezpieczny Wrocław”, obejmującej m.in. koordynację służb i monitorowanie potencjalnych zagrożeń. Miasto rozważa także objęcie pomiarami kolejnych zbiorników i cieków pozostających pod jego zarządem.
Warszawa stawia na biologię. „Jakość wody kontrolują m.in. małże”
Własne, niektóre dość unikalne rozwiązania rozwija też Warszawa. Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji prowadzi badania jakości Wisły, w tym w rejonach związanych z infrastrukturą wodociągową i kolektorami ściekowymi. Szczególnym elementem systemu jest biomonitoring, czyli wykorzystywanie organizmów żywych do obserwowania zmian w środowisku.
– Jakość wody kontrolują m.in. małże, których muszle wyposażono w czujniki rejestrujące stopień ich otwarcia. Pogorszenie warunków może spowodować zamknięcie muszli i uruchomienie alarmu, który skłania pracowników do wykonania dodatkowych badań laboratoryjnych. Podobną rolę pełnią wybrane gatunki ryb, których zachowanie jest obserwowane przez pracowników i systemy kamer – informuje Artur Szklarczyk z biura prasowego stołecznego magistratu. Biomonitoring nie zastępuje oczywiście analiz laboratoryjnych, ale może stanowić dodatkowy sygnał ostrzegawczy, szczególnie istotny tam, gdzie jakość wody ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo jej uzdatniania.
Nie każde miasto buduje własne stacje
Inne samorządy wybierają odmienne rozwiązania. Poznań wskazuje, że oficjalny monitoring wód należy do kompetencji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, a wyniki pomiarów są publicznie dostępne. Miasto koncentruje się m.in. na ograniczaniu skutków intensywnych opadów, zapobieganiu lokalnym podtopieniom i eliminowaniu nielegalnych zrzutów ścieków.
Czytaj więcej
Zarząd Zieleni Miejskiej ogłosił przetarg związany z sadzeniem drzew na Rynku Głównym w Krakowie. W Warszawie zazieleniła się ulica Złota, a wkrótc...
– Poznań nie zleca monitoringu wód rzek na terenie miasta – podkreśla Julia Syska-Wieczorek, zastępca dyrektora Wydziału Klimatu i Środowiska Urzędu Miasta Poznania. Jak zaznacza, działania samorządu dotyczą przede wszystkim ograniczania negatywnych skutków opadów i przeciwdziałania zanieczyszczaniu środowiska.
Z kolei Gdańskie Wody odpowiadają za miejski system zagospodarowania wód opadowych, obejmujący m.in. przepompownie, rowy, zbiorniki retencyjne i ogrody deszczowe. Jak wyjaśnia Agnieszka Kowalkiewicz, rzeczniczka spółki, system ten nie obejmuje samych rzek i potoków.
Jak widać, nie ma jednego modelu miejskiego monitoringu. Jedne samorządy inwestują w automatyczne stacje, inne skupiają się na retencji, kanalizacji, kontrolach lub współpracy z instytucjami państwowymi.
Czujniki nie zastąpią kontroli
Własne systemy pomiarowe wiążą się z kosztami i pytaniami o podział kompetencji. Skoro państwo prowadzi monitoring środowiska, czy samorządy powinny wydawać dodatkowe pieniądze na podobne zadania? Władze lokalne wskazują, że częstsze pomiary i szybki dostęp do danych mogą uzupełniać państwowy nadzór, zwłaszcza w miejscach narażonych na lokalne podtopienia lub nagłe zanieczyszczenia.
Warunkiem skuteczności jest jednak reakcja na alarm. Czujnik może wykryć zmianę, ale nie zatrzyma zrzutu ścieków ani samodzielnie nie ustali jego źródła. Potrzebne są procedury, badania laboratoryjne i współpraca samorządów z inspekcjami oraz służbami odpowiedzialnymi za gospodarkę wodną. Kraków i Wrocław pokazują, że lokalny monitoring staje się coraz ważniejszym narzędziem ochrony środowiska i bezpieczeństwa mieszkańców.