Na zorganizowanej 23 marca w ramach III edycji E-Forum Liderów Samorządowych debacie liderów i twórców polskiej samorządności pierwotnie mieliśmy rozmawiać o przywództwie w samorządach. Życie jednak narzuciło nam inne niż pierwotnie zakładaliśmy, znacznie bardziej palące i bieżące, pytania. Odpowiadali na nie były premier i współtwórca samorządności w Polsce, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Jerzy Buzek, senator i prezes Związku Miast Polskich, były prezydent Gliwic, Zygmunt Frankiewicz, prezydent Sopotu i prezes Ruchu Samorządowego TAK! Dla Polski Jacek Karnowski, prezydent Gdyni Wojciech Szczurek oraz były prezydent Katowic Piotr Uszok.

Obejrzyj debatę:

Zrządzeniem losu prowadzona przez redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Bogusława Chrabotę debata odbyła się dokładnie miesiąc po tym, jak rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę. Od trzech tygodni Polska, a właściwie jej największe miasta – a także mniejsze rozsiane wzdłuż wschodnio-południowych granic RP ośrodki – muszą mierzyć się z bezprecedensowym w najnowszej historii Polski kryzysem humanitarnym. O to, jak wygląda ta batalia od kulis, musieliśmy zapytać uczestników debaty w pierwszej kolejności.

Od entuzjazmu do systemu

– Nie spodziewaliśmy się aż tak pozytywnej reakcji w Polsce, a przede wszystkim – nie spodziewał się jej nikt na Zachodzie. Staliśmy się pupilkiem mediów i można powiedzieć, że w pełni jest to zasługa społeczeństwa obywatelskiego – opowiadał Jerzy Buzek. Jednocześnie były szef rządu nie krył uznania dla liderów samorządów, którzy – mimo wielu wcześniejszych sporów z rządem w Warszawie – byli w stanie „zakopać wojenne topory”, zażegnać napięcia i współpracować z rządem bez wikłania się w spory o podział zasług.

– Najpierw najważniejsze były sprawy komunalne, potem rozwój i wykorzystanie środków unijnych. Wreszcie w ostatnim czasie mówiliśmy najczęściej o komforcie życia – wspominał. – Niebagatelną rolę odegrała też polityka informacyjna na poziomie samorządowym: konkretne działania, współpraca ze społecznością lokalną, z organizacjami pozarządowymi – to zbudowało siłę polskich samorządów i przygotowało lokalne społeczności do wspólnotowego działania. Teraz takim działaniem stało się przyjęcie ludzi, którzy uciekają przed wojną toczącą się w naszym sąsiedztwie. Ze świadomością, że przyjmując tych ludzi, zapewniając im minimalny komfort, możemy też dać coś z siebie na obronę i integralność bezpieczeństwa naszego własnego kraju – podkreślał Buzek.

Z perspektywy lokalnych społeczności widać dziś przede wszystkim reakcję krótkoterminową. – Katowice od razu zorganizowały centralny punkt przyjęć na głównym dworcu autobusowym: przybywające tam osoby były wstępnie rejestrowane, zaspokajano najbardziej palące potrzeby i zabezpieczano dalszy sposób przebywania w Polsce – mówił Piotr Uszok. – Z tego punktu uchodźców kierowano do miejsc, gdzie mogli spędzić jedną czy dwie noce. Zostały też uruchomione punkty noclegowe w obiektach sportowych, remizach. Był duży oddźwięk społeczny, jeżeli chodzi o zgłaszanie mieszkań dla osób zostających w Katowicach na dłużej. Z bardzo ciekawą inicjatywą wystąpił prezydent miasta, oferując akademiki uczelni wyższych, z których część nie była zagospodarowana: część można było zasiedlać natychmiast, inne wymagały remontu – wyliczał.

Ale też według byłego prezydenta Katowic nie można poprzestać na tej „żabiej” perspektywie: pospolite ruszenie mieszkańców takiej metropolii może wystarczyć, by zażegnać kryzys przez miesiąc, może dwa. Ale konieczna jest wizja tego, co będzie się działo z uciekającymi dziś do Polski mieszkańcami Ukrainy za pół roku czy rok. – Musimy myśleć o edukacji, opiece przedszkolnej, opiece zdrowotnej, miejscach pracy – zaznaczył Uszok. – Bez systemowej pomocy rządu nie rozwiążemy problemów tego typu. Na pewno znaczna część tych osób pozostanie w Polsce na dłużej i o ile samorządy doskonale radziły sobie na pierwszym etapie wsparcia, o tyle na kolejnych mogą już zderzyć się z potężnymi problemami – sygnalizował.

– Napływ uchodźców do polskich miast nie jest równomierny. Tworzy nie tylko wyzwania w zakresie zapewnienia noclegu i pobytu, organizacji systemu edukacji czy pomocy społecznej – uzupełniał Wojciech Szczurek. Fakt, że udało się im sprostać na tym pierwszym etapie był zasługą doskonałej znajomości lokalnych realiów: działających na danym terenie organizacji pozarządowych, przedsiębiorstw, z których wiele zatrudniało pracowników z Ukrainy i teraz bezinteresownie wspierało ich rodziny czy po prostu rodaków, wiedzy o zasobach nieruchomości, zorganizowania i zagospodarowania rzesz wolontariuszy, którzy zgłaszali się do pomocy uchodźcom.

Według prezydenta Gdyni specyfiką Pomorza jest to, że władze w regionie w znacznej mierze jedynie wspierały strumień uciekinierów w drodze dalej na Zachód: część wypłynęła na udostępnionych bezpłatnie promach do Szwecji, inni udali się do Francji, Belgii czy Włoch. – Musimy być gotowi na następne fale uchodźców – dodawał też nasz rozmówca.

Uczestnicy debaty byli zgodni, że jeśli samorządy i lokalne społeczności wzięły na siebie ciężar zorganizowania pierwszej odpowiedzi na kryzys humanitarny, to teraz piłka ląduje w ogródku rządu. – Jeżeli w dłuższej perspektywie będzie brakować miejsc w szkołach, sale gimnastyczne będą nadal wyłączone na potrzeby przybyszów, zasoby lokalne będą przeznaczane na opiekę nad imigrantami, to mieszkańcy zaczną w końcu pytać: Dlaczego dla nas nie ma mieszkań za darmo? Dlaczego nie ma dofinansowania i zapomóg, skoro Ukraińcy mogą liczyć na tak wielkie środki? Bez rządowego wsparcia obywatele zaczną dystansować się wobec gestów przyjaźni, opiekuńczości, uważności, jakimi dziś słusznie darzymy przybyłych, Ukraińców i nie tylko ich, bowiem z Ukrainy uciekają też ludzie pochodzący z innych krajów – wskazywał Jerzy Buzek.

– W samorządach mamy dziś autentycznych liderów, m.in. dzięki wyborom bezpośrednim – podsumowywał senator Zygmunt Frankiewicz. – Potrafią oni nie tylko zorganizować na co dzień życie swoich społeczności, ale w sytuacjach kryzysowych zdecydowana większość wykazuje się nie tylko standardowymi cechami liderów, ale też twardością i charakterem, a zarazem empatią oraz charyzmą. Ale to nie zastąpi działań systemowych na poziomie państwa. Trzeba przejść do następnego etapu i nie może się on opierać wyłącznie na entuzjazmie i dobrych intencjach – kwitował.

Renesans współpracy

Nikt z uczestników debaty nie miał wątpliwości, że rzeczywistość w Polsce właśnie radykalnie się zmieniła, co w przyszłości przyniesie wyzwania, z jakimi jeszcze nie mieliśmy do czynienia. Już w poprzednich miesiącach, czy nawet latach, część samorządów – zwłaszcza największe polskie metropolie – mierzyła się z dużymi grupami migrantów. Liczebność samej społeczności ukraińskiej, która trafiła nad Wisłę w poszukiwaniu lepszej edukacji, pracy i nowych możliwości, sięgała – i to według ostrożnych szacunków – miliona osób. Teraz pojawiło się w kraju dwa miliony kolejnych osób, z których olbrzymia większość może zrobić tu co najmniej dłuższy przystanek, o ile nie osiąść na stałe. Bez względu na wcześniejszy czy późniejszy koniec wojny w Ukrainie – powrotu długo nie będzie, choćby z powodu zniszczeń infrastruktury cywilnej i gospodarki. Oznacza to, że Polska ponownie stanie się, po ponad stuleciu, krajem wieloetnicznym i zapewne wielojęzycznym. Wzrośnie presja na wymienione wyżej struktury: edukacji, zdrowia, pomocy społecznej. Pytanie, dziś pewnie jeszcze w pewnej mierze retoryczne, brzmi: czy burzliwe dotychczas relacje między samorządami a rządem umożliwią skuteczne stawienie czoła tym wyzwaniom.

– Jest wiele pilnych wyzwań, więc rozmawiać z rządem trzeba – przyznawał w trakcie dyskusji Zygmunt Frankiewicz. – Dostrzegam też, że zapanowała pewna powściągliwość w wypowiadaniu się i krytyce, która w obecnych realiach niewiele by dała – dodawał. – Istnieje realny dialog między naszym środowiskiem a rządem – sekundował mu Wojciech Szczurek. – W obradach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu dzięki technologii uczestniczy nawet 150 samorządowców: jest możliwość dyskusji, jasny przepływ informacji. Większość samorządowców chyba dobrze przyjęła choćby kształt ustawy o wsparciu cudzoziemców – wskazywał.

Jednocześnie jednak prezydent Gdyni zastrzegał, że wiele elementów polityki państwa mogłoby wyglądać inaczej, gdyby posłuchano postulatów lokalnych włodarzy. Przekraczanie granic, udzielanie pomocy w poszczególnych miastach, rejestracja uchodźców, zaniechanie mechanizmów relokacji – to tylko pierwsze przykłady z brzegu. Przyjęty model ustawowy jest przyjazny dla przybyszów, ale z drugiej strony prowadzi do nadmiernego obciążenia części ośrodków, stopniowo zmierzając do sytuacji, w której efektywne udzielanie pomocy uciekającym z ojczyzny Ukraińcom stanie się wyjątkowo trudne, jeśli nie niemożliwe.

Dzisiejszy entuzjazm dla pomocy zacznie bowiem opadać. Przecież nawet wolontariusze przyjmujący pod swój dach uciekinierów wyobrażają sobie zwykle, że to przejściowa forma pomocy: na miesiąc, najwyżej kwartał. – Strona samorządowa podpowiada tu rozwiązania, które w najbliższych miesiącach pozwolą na większą stabilność: wykorzystanie bazy noclegowej w różnego rodzaju ośrodkach, miejscach pobytowych przygotowanych do bardziej godnego przebywania niż zaimprowizowane sale i pomieszczenia – mówił prezydent Gdyni. Podobnie stabilniejszej perspektywy potrzebują też szkoły, w których dziś panuje niemały chaos, a w dłuższej perspektywie potrzebne byłyby możliwości np. kontynuowania nauki w systemie edukacji w Ukrainie, choćby po to, by dzieci i młodzież mogły zakończyć w rodzimym systemie jakiś określony cykl edukacyjny.

O swoich doświadczeniach opowiedział też prezydent Sopotu Jacek Karnowski. – Biorąc z ramienia Związku Miast Polskich udział w pracach Komisji Wspólnej, stwierdzam, że mamy do czynienia z pewnym renesansem tej współpracy – wskazywał. Ów renesans nie obejmuje jednak wszystkich struktur rządowych. – Już po pierwszym kryzysie uchodźczym, tym białoruskim, prosiliśmy o opracowanie jakiejś wspólnej polityki w tym zakresie. Muszę przyznać, że dobrze rozmawiało się z MSWiA, dobrze z Ministerstwem Pracy i fatalnie – z ministerstwem edukacji, bowiem minister Czarnek w ogóle nie chciał słyszeć o klasach przygotowawczych – mówił.

– Specustawa w jednym jest rewolucyjna i tu rząd należy pochwalić: Ukraińcy mogą natychmiast podejmować pracę – stwierdził podczas debaty prezydent Sopotu. – Ale jest i błąd systemowy: pomocą objęto tylko obywateli Ukrainy, którzy przekroczyli granicę polsko-ukraińską. W efekcie uchodźcy, którzy dotarli już do Rumunii czy Mołdawii, zawracali, by dotrzeć tu przez „właściwą” granicę. Na dodatek nie objęto ustawą obywateli Białorusi, którzy wcześniej byli uchodźcami w Ukrainie. To dzielenie uchodźców – kwitował.

Ale relacje „Warszawy” z „terenem” nie sprowadzają się wyłącznie do rozmawiania. To też wiele zainicjowanych przez rząd zmian systemowych, który sukcesywnie zmniejszał strumień dochodów władz lokalnych. I zdaniem Jacka Karnowskiego – ale też innych uczestników debaty – te zmiany należałoby właściwie dziś odkręcić: to Polski Ład czy tzw. piątka Kaczyńskiego. Mizeria finansowa nie tylko rychło może pogłębić kłopoty z przyjmowaniem kolejnych potencjalnych fal uchodźców, ale też utrudnić zapewnienie im godnej edukacji w lokalnych szkołach czy opieki zdrowotnej.

W szerszym kontekście samorządowcy utyskują również na impas w rozmowach o Krajowym Planie Odbudowy, który utknął w Brukseli wskutek sporów o praworządność w Polsce. – Mamy 2022 rok, drugi rok nowej perspektywy, a jeszcze nie mamy umów partnerskich podpisanych przez polski rząd, nie mamy KPO – punktował prezydent Sopotu. – Nie można opierać całej pomocy, jakiej Polska udziela, tylko na inicjatywach lokalnych, wolontariuszach i samorządach – dorzucał Piotr Uszok. – Ona musi być uregulowana długofalowo przez państwo i nie wyobrażam sobie, żeby takie regulacje były możliwe bez współpracy i wsparcia Unii Europejskiej. Oby w tym kierunku wszystko szło – ucinał były prezydent Katowic.

Czekając na Unię

Teoretycznie wiele przemawia za tym, że Europa mogłaby Polskę w obecnym kryzysie wesprzeć. Jak zapewniał w odpowiedzi na pytania Bogusława Chraboty Jerzy Buzek, w Parlamencie Europejskim oraz Komisji Europejskiej masowa mobilizacja Polaków i bezinteresowne wsparcie dla uciekających Ukraińców zrobiło olbrzymie wrażenie. Zapewne jednak również brukselscy wyjadacze muszą zdawać sobie sprawę z faktu, że pozostawienie działań łagodzących kryzys uchodźczy wyłącznie Polsce – i jej i tak już dosyć mocno napiętemu budżetowi – może z czasem, zgodnie z wyżej nakreślonym scenariuszem, wywołać falę o charakterze ksenofobicznym. – Takie są reakcje społeczne, musimy je zawczasu uśmierzać, oferować też coś rdzennym mieszkańcom – przekonywał były premier.

– Tu jednak dotykamy pewnego kryzysu polskiej polityki zagranicznej i kryzysu państwowości w ogóle: jak wiemy, pieniądze unijne dla Polski zostały zablokowane z bardzo zasadniczych, podstawowych powodów, dotyczących integracji europejskiej, fundamentalnego systemu wartości, w oparciu o który weszliśmy do Unii Europejskiej. Podejrzewam, że obecnie nie spełniamy już kryteriów kopenhaskich i gdybyśmy dziś starali się o akcesję, do Unii byśmy nie weszli – stwierdził Buzek.

Chodzi rzecz jasna o spory, które rozsadzają polską politykę od dobrych kilku lat. W obecnej sytuacji jednak panuje przekonanie, że topory wojenne należy zakopać w obliczu zagrożeń i kryzysów zewnętrznych. Szkopuł w tym, że z perspektywy Unii Europejskiej wojna w Ukrainie niekoniecznie musi oznaczać wymazanie pamięci o napięciach generowanych na linii Warszawa–Bruksela, wspólne poczucie zagrożenia ze strony Moskwy raczej takiego procesu zapominania nie uruchomi.

Mało tego, jak wspominali uczestnicy debaty, w tym konkretnym kontekście – postępowania z uchodźcami – cieniem na wspólnych relacjach kładzie się odmowa Polski przyjęcia w ramach relokacji 7 tysięcy uchodźców, którzy w latach 2015-2017 dostali się do Europy poprzez Morze Śródziemne. Polska przegrała nawet w tej sprawie proces wytoczony jej przez Komisję Europejską przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. W taki czy inny sposób, choćby symbolicznie, tamta decyzja o zamknięciu drzwi może dziś powrócić głośnym echem.

Jeszcze innym problemem, który przebijał w tle dyskusji, był rozdział potencjalnych środków z UE lub USA: polskie samorządy kilkakrotnie już protestowały przeciwko uznaniowemu rozdzielaniu rozmaitych środków przez rządowych decydentów – obawiają się, że po raz kolejny potencjalne fundusze mogą trafiać przede wszystkim do tych jednostek, które rządzone są przez polityków z obozu rządowego.

Być może jednak zwycięży świadomość wagi chwili. – Trzeba się liczyć z tym, że będziemy potrzebowali wsparcia naszych działań proimigracyjnych pieniędzmi spoza polskiego budżetu w okresie od dwóch do czterech lat. To absolutnie konieczne, jeśli nie chcemy, by pokoleniowa przyjaźń, braterstwo polsko-ukraińskie, jak określił to prezydent Zełenski, przerodziła się w pokoleniowe zadrażnienia – mówił Jerzy Buzek. – Nie pozwólmy sobie tego braterstwa wyrwać, bo ono stanowi strategiczną podstawę bezpieczeństwa naszej ojczyzny, co oczywiście dotyczy również Białorusinów – zastrzegał.

Scenariusze przyszłości

W ostatniej części debaty jej uczestnicy skupiali się na tym, jakie długofalowe konsekwencje przyniesie Polsce obecny kryzys uchodźczy i jak powinniśmy formułować przyszłą politykę. – Fale migracyjne będą przybywać do Europy – nie miał wątpliwości prezydent Gdyni. – Jeżeli nasi przyjaciele mają znaleźć w Polsce swój nowy dom, to działania zmierzające do ich zatrzymania, zapewnienia im godnego mieszkania, życia, edukacji, pracy, pomocy społecznej, opieki zdrowotnej powinny uzyskać – i to nie za pół roku, tylko błyskawicznie – bardzo konkretne, realne wsparcie z budżetu europejskiego – dorzucał.

– Potrzebna jest nam wizja Polski, która wychodzi z zagrożeń obronną ręką. I w zasięgu są nie tylko czarne scenariusze: pozostanie w Polsce choćby części uchodźców pozytywnie wpłynie na naszą demografię. Ale będzie to wymagać stworzenia takiej strategii działania, która pozwoli nam uniknąć napięć społecznych. Jeżeli jednak do Polski będą napływać kolejne, równie wielkie fale uciekinierów, będziemy pilnie potrzebować uruchomienia mechanizmów relokacji – przekonywał Zygmunt Frankiewicz. O pozytywnym przekazie mówił też Jacek Karnowski. – Potrzebujemy komunikatu, że ci obywatele Ukrainy są wielką szansą dla Polski. Komunikatu, który nie ulegnie zmianie na negatywny, gdyby tylko pojawiło się zapotrzebowanie polityczne na zmianę tonu. W Polakach trzeba umiejętnie podtrzymać ten żar pomocy, który pojawił się w ostatnich tygodniach – zastrzegał.

– Polskie miasta, które dziś mierzą się z kryzysem, zostały w poprzednich latach boleśnie ugodzone finansowo: musimy dokonywać cięć w obszarze wydatków normalnego funkcjonowania miasta, nie mówiąc już sytuacjach takich jak ta obecna – mówił Wojciech Szczurek. – Zarówno zmiany podatkowe z 2019 r., jak i Polski Ład, to dla budżetu Gdyni 230 mln zł mniej każdego roku. To więcej niż 10 proc. naszego wcześniejszego budżetu. Uważam więc, że należałoby zawiesić Polski Ład na rok lub dwa, albo w ogóle dać sobie z nim spokój – stwierdził.

– Oby wnioskiem płynącym z wielkiej tragedii była myśl o wielkim współdziałaniu. Nie dzieleniu społeczeństwa, ale wspólnotowości. Oby kryzys był przyczynkiem do innego nieco spojrzenia na nas samych przez nas samych – zaapelował na zakończenie debaty Piotr Uszok. Nic dodać, nic ująć.