Panie prezydencie, ile w Rybniku jest działających kopalń węgla kamiennego?

Mamy jedną zespoloną kopalnię ROW, a to oznacza, że cztery kopalnie Rybnickiego Okręgu Węglowego połączono w jeden duży, zarządzany centralnie ośrodek. Obecnie są dwa funkcjonujące zakłady na terenie miasta. To kopalnie Chwałowice i Jankowice.

U najbliższych sąsiadów w Radlinie mamy kopalnię Marcel, w Rydułtowach zaś kopalnię Rydułtowy-Anna. A to oznacza, że pod Rybnikiem fedrują cztery kopalnie.

A ile rodzin utrzymuje się z działalności górniczej czy okołogórniczej?

Kopalnia zespolona ROW to 10 tys. pracowników, z  tego – jak szacujemy – 3 tys. to rybniczanie. Ważnym elementem tej układanki są firmy okołogórnicze, które funkcjonują w otoczeniu górnictwa. Przyjmuje się, że trzy–cztery osoby przypadają na jednego górnika. Można więc powiedzieć, że ok. 10 tys. osób w Rybniku jest w jakiś sposób związanych z branżą górniczą.

CZYTAJ TAKŻE: Śląscy samorządowcy chcą umowy z rządem. I konkretnej pomocy

Wiadomo kiedy konkretnie będą zamykane kopalnie?

Mamy umowę społeczną, która jest dziś jedynym dokumentem, który wprost stawia pewne daty. W przypadku kopalni zespolonej ROW jest to 2049 rok.

Jednak myślę, że wszystko i tak będzie zależało od polityki Unii Europejskiej, a ta, jak wiemy, jest bardziej nastawiona na to, by iść w kierunku Zielonego Ładu, a nie fedrowania pod ziemią.

Są jeszcze dwa elementy, które będą miały na to wpływ: ekonomia, czyli jak głęboko można wydobywać, oraz na ile pozwoli na dalsze wydobywanie opinia społeczna.

Tereny, gdzie dziś jest węgiel, są zabudowane domami jednorodzinnymi, które nie są przygotowane na szkody górnicze czwartej czy piątej kategorii. Jeśli rozwój korytarzy podziemnych czy wyrobisk będzie miał następować, to na pewno będą protesty społeczne.

""

mat.pras.

regiony.rp.pl

Ruda Śląska potrzebowałaby co najmniej 5,3 mld zł na transformację miasta po zamknięciu kopalń. A jakie kwoty wchodzą w grę w przypadku Rybnika?

To trudne pytanie. Z punktu widzenia danych szacunkowych na pewno są to miliardy złotych. I na pewno jest to proces, który musi być rozłożony w czasie. Na dziś samorząd takich szacunków nie ma, bo ich mieć nie może. Myślę, że są to kwoty porównywalne z Rudą Śląską.

CZYTAJ TAKŻE: Odejście od węgla. Są miasta, które sobie z tym nie poradzą

Na co konkretnie potrzebne będą dodatkowe pieniądze dla miasta? Kiedy powinny się one pojawiać?

To kolejne trudne pytanie, ponieważ w porównaniu z kopalniami z Rudy Śląskiej te na naszym terenie mają być zamykane na samym końcu.

Jednak mam obawę, że w pewnym momencie będziemy produkcyjnym skansenem, a każda gmina górnicza będzie potrzebować pieniędzy na to, aby dokonać rekultywacji, remediacji na terenach pogórniczych. Na pewno trzeba będzie przekonać inwestorów, że takie dodatkowe koszty przy inwestycjach będą im się opłacać.

Jeżeli mamy zahamowywać rozlewanie się miast, czyli wchodzenie na nowe tereny zielone, a raczej wracać do tych miejsc, gdzie była produkcja czy wydobycie, to gigantycznym kosztem będzie likwidacja takiego zakładu pracy, tej całej infrastruktury naziemnej, rekultywacja, remediacja terenu i pozbycie się wszystkich nieczystości chemicznych, biologicznych, które przez lata były gromadzone.

Przypomnę, że pierwsza kopalnia w Rybniku powstała w 1792 roku, czyli możemy mówić o miejscach, w których wydobycie funkcjonowało nawet przez 250 lat.

Śląscy samorządowcy wskazują, że należy przede wszystkim zadbać o prawidłowe przygotowanie terenów pogórniczych pod dalsze inwestycje. O jak dużych terenach w przypadku Rybnika jest mowa? I jaka działalność pana zdaniem ma szansę się tam rozwinąć?

Są szanse na rozwój tych terenów, ale pod pewnymi warunkami. Pierwszym jest właściwe przygotowanie terenów po zamkniętej kopalni, które powinny zostać przekazane przez spółki restrukturyzacji kopalń samorządom. Idealnie by było, gdyby zostały przekazane za symboliczną złotówkę. Po komunalizacji takiego terenu musimy go zrewitalizować, a później jeszcze przekonać inwestora, że na terenie, gdzie są szkody górnicze, gdzie jest niepewna infrastruktura podziemna, warto zainwestować.

To się wiąże z ulgami, z promocją tych terenów. Zatem taki eksperyment może się udać, ale na pewno jest o wiele bardziej kosztowny niż w tzw. terenach dziewiczych, gdzie takich problemów nie ma.

Przykłady państw, które wychodziły z górnictwa, zwłaszcza Niemcy w Zagłębiu Ruhry czy Francja na północy kraju, pokazują, że bardzo trudno wrócić do współczynników gospodarczych, które były w okresie funkcjonowania górnictwa. To wymaga zaangażowania środków zewnętrznych albo z poziomu Warszawy, czyli państwowych, albo funduszy, które są związane z procesem sprawiedliwej transformacji.

Jesteśmy na etapie wielkiej niepewności, jeśli chodzi o te środki, ponieważ każdy inwestor prywatny, który  wystąpi o koncesję, jest traktowany przez Komisję Europejską jako ten, który potencjalnie może rozpocząć eksploatację górniczą.

Nie chcemy mieć w Rybniku kolejnej kopalni – mówię my, bo ja tego nie chcę, ale nie chcą też tego mieszkańcy.

Tymczasem prywatny inwestor stara się o koncesję na wydobycie na terenie Rybnika. Robimy wszystko, by tę inwestycję zablokować.

Tymczasem według najnowszych informacji z Urzędu Marszałkowskiego takie gminy będą wyłączone z finansowania sprawiedliwej transformacji. Unia mówi wprost: finansujemy odchodzenie od węgla, nie będziemy pomagać tym terenom, które mają w planie budowę nowych zakładów związanych z wydobyciem.

CZYTAJ TAKŻE: Kopalnia w Rybniku o krok bliżej. Miasto protestuje

Jakie branże mogą się rozwijać w przyszłości na terenach pogórniczych?

Muszą to być branże, które będą powodowały, że te tereny przez kolejne dekady będą funkcjonować sprawnie. Mamy takie przyzwyczajenie, że dany zakład stabilizował życie gospodarcze i społeczne na lata. Bardzo bym chciał, by to były branże niekoniecznie związane z wielkim przemysłem, ale takie, które zapewnią wysoko kwalifikowane miejsca pracy.

Mimo wszystkich sprzeczności górnictwo jest dziś płatnikiem, który jest uważany za płatnika dobrego i przewidywalnego. A z punktu widzenia miasta na pewno powinny być to firmy, które będą w stanie przyciągać podwykonawców, oraz firmy, które będą z nimi kooperowały.

Dzisiaj firmy okołogórnicze stanowią krajobraz gospodarczy wielu gmin górniczych. One też będą musiały szukać nowych rynków zbytu i pomysłu na siebie. Wszystko, co jest związane z czystą energią, to jest ten element gospodarki, który jest dość mocno przez takie firmy analizowany.

Samorządowcy ze Śląska wskazują na potrzebę zmian w prawie – możliwości przekazywania gminom w formie darowizny terenów pokopalnianych, a także specustawę, która umożliwi realizację inwestycji na tych terenach. Dlaczego to jest konieczne?

Wszystkie procesy inwestycyjne z punktu widzenia biznesu powinny być w miarę szybkie. Samorząd ma dobre doświadczenie z tzw. zezwoleniami na realizację inwestycji drogowej, które pozwalały rozwijać sieć drogową, a wszystkie procesy, zmiany własnościowe, poprzesuwać na drugi plan. Wiązało się to z odszkodowaniem dla poszkodowanych, ale nie zakłócało przebiegu samej inwestycji. Myślę, że ta specustawa dla gmin, których dotyczyć będzie transformacja górnicza, na tym powinna polegać.

Chodzi o to, by była szybka możliwość planistyczna przekształcenia tego terenu, zmiany jego kategorii, przeprowadzenia szybkiego procesu rewitalizacji czy budowy nowego układu komunikacyjnego. To wymaga specustaw, czyli tzw. szybkiej ścieżki.