Czyste tylko sumienie władzy

AdobeStock

Dopuszczalne stężenie pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu w Unii Europejskiej to 50 mikrogramów na metr sześcienny.

Taka norma obowiązuje też w Polsce. Jednak według krajowego Indeksu Jakości Powietrza, przy jej dwukrotnym przekroczeniu (od 61 do 101 µg/m sześc.) wciąż oddychamy powietrzem „umiarkowanym”. Jeżeli stężenie PM10 przekracza normę niemal trzykrotnie (101 a 141 µg/m sześc.) mamy powietrze „dostateczne”. Czerwona lampka zapala się dopiero powyżej 200 mikrogramów pyłu na metr sześcienny, czyli na tzw. poziomie informowania (stan powietrza zły). Jednak właściwy alarm słychać dopiero przy 300 mikrogramach (stan powietrza bardzo zły).

Polska jest pod tym względem w ogonie cywilizacji europejskiej. Wystarczy spojrzeć za miedzę – w Czechach i na Słowacji poziom informowania ustalono na 100 µg/m sześc., alarm ogłaszany jest przy 150. W większości krajów Europy Zachodniej każde przekroczenie normy (50 µg/m sześc.) wiąże się z obowiązkiem informacyjnym. Nieco łagodniej jest np. w Szwajcarii i na Węgrzech, gdzie tzw. poziom informowania wynosi 75, a poziom alarmowy 100.

W austriackim Grazu poziom alarmowy ustalono na 75, a w niemieckim Stuttgarcie – na 50 µg/m sześc. To oznacza, że działania antysmogowe podejmuje się tam przy najmniejszym przekroczeniu normy. Efektem takich działań mogą być np. ograniczenia dla ruchu samochodowego lub zakaz palenia w kominkach.

Gdyby przyjąć w Polsce poziom alarmowy, który obowiązuje we Francji – 80 µg/m sześc dla PM10 – strach byłoby wyjść z domu. W 2018 roku w Krakowie alarm smogowy trzeba by było ogłaszać 34 razy, w Bydgoszczy 30, w Katowicach 26, w Poznaniu 15, w Warszawie 9. Nawet w Olsztynie, uchodzącym za najczystsze z miast wojewódzkich, smog zagościł dwukrotnie. Są też przykłady znacznie bardziej gorszące: Nowy Targ – 60 dni alarmowych, Rybnik – 57, Żywiec – 52, Zabrze – 50. Przykłady można mnożyć, łącznie z Zakopanem, w którym „francuski” alarm obowiązywałby przez 19 dni.

Szczęśliwie Kraków nie jest Kanpurem, a Katowice to nie Delhi (indyjskie miasta biją rekordy w konkurencji zanieczyszczenia PM10 i PM2,5), zatem w żadnym z polskich miast wojewódzkich nie trzeba było ogłaszać alarmu. Do 300 µg/m sześc. zazwyczaj trochę brakowało. Sumienia decydentów pozostały czyste. Gorzej z powietrzem.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Nowoczesna technika pozwoli na szybkie tempo robót

W czerwcu ma się rozpocząć budowa tunelu pod Łodzią. To część Transeuropejskiej Sieci Transportowej ...

Prośba o odrobinę życzliwości… w komunikacji miejskiej

W autobusach i tramwajach poza nazwami przystanków coraz częściej pojawiają się także inne komunikaty: ...

Twórca Forum Ekonomicznego: Karpacz może nie być ostatecznym wyborem

Gdy większość konferencji odbywała się online, my postawiliśmy na dotychczasową formułę – mówi Zygmunt ...

Krzysztof Żuk: Nowa reforma to 160 mln zł strat dla Lublina

Trzeba wzmacniać samodzielność finansową samorządów, a nie ją osłabiać – podkreśla Krzysztof Żuk, prezydent ...

Coraz więcej spraw załatwisz przez internet

Elektroniczna rekrutacja do szkół i przedszkoli funkcjonuje w Polsce już od kilkunastu lat, ale ...

Koronawirus zamraża wydatki miast

Samorządom drastycznie spadają tegoroczne dochody, dlatego miasta decydują się na blokowanie zaplanowanych wcześniej wydatków. ...