Dulkiewicz: KPO to wykluczenie 40 procent społeczeństwa

Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.
Mat. pras.

Stwierdzenie, że KPO jest przede wszystkim skierowany do małych miejscowości, jest wykluczeniem 40 procent społeczeństwa – mówi Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.

Jak po roku od wybuchu kryzysu pandemicznego ocenia pani współpracę z wojewodą i NFZ?

Oceniam naszą współpracę dość dobrze. Pokazaliśmy, jak różne podmioty – wojewoda, marszałek, służby, szpitale i urzędnicy – potrafią merytorycznie współpracować.

Tu ważna uwaga, bo Gdańsk jako samorząd nie ma tzw. swoich szpitali. U nas szpitale podlegają panu marszałkowi lub ministerstwom. Natomiast udało nam się wspólnie sprawnie zorganizować szpital tymczasowy w halach Międzynarodowych Targów Gdańskich, w których miasto Gdańsk jest większościowym akcjonariuszem.

Oczywiście, pewnie lepiej by było, gdyby choćby decyzje o otwarciu szpitala i uruchamianiu kolejnych oddziałów były podejmowane szybciej. Infrastruktura szpitala dzisiaj jest przygotowana na to, żeby przyjąć 400 pacjentów, a decyzje wydawane przez Narodowy Fundusz Zdrowia dotyczą kolejnych sekcji 28-osobowych. To niestety trwa. A ludzie czekają. To już jednak pytania do NFZ i ministerstwa. Współpracujemy też przy uruchamianiu punktów testowania, szczepień czy wspieramy dowóz do szczepień. Za tę współpracę nawet dostałam podziękowanie od pana ministra Michała Dworczyka.
Jest dużo płaszczyzn krytyki rządu, a jednocześnie poza dyskusją w mediach jest właśnie współpraca.

Tak to wygląda.

Tak, to prawda, współpraca jest. Tylko, panie redaktorze, ja uważam, że do współpracy potrzeba – co jest chyba wpisane w samą definicję tego słowa – partnerstwo.

CZYTAJ TAKŻE: „KPO to kontynuacja represji rządu wobec największych miast”

Regionalnie ta kooperacja wygląda nie najgorzej. Chociaż wielkim skandalem, co się też dużym echem odbiło w mediach, było odwołanie szefa wojewódzkiego sanepidu pana Tomasza Augustyniaka. Podjęto taką decyzję w dobie pandemii, w odniesieniu do służby, która działała sprawnie, na życzenie polityczne lokalnych działaczy, a właściwie bardziej polityków krajowych PiS. Tymczasem odwołany szef sanepidu pokazał w regionie naprawdę bardzo sprawne działanie. Tu nawet wojewoda nie był w stanie skutecznie obronić urzędnika państwowego. Kolejny przykład to zarządzanie państwem przez konferencje prasowe. Zaproszenie na kluczowe konsultacje dotyczące szczepień zostało wystosowane właśnie podczas konferencji prasowej.

Rozumiem nadzwyczajną sytuację, w jakiej funkcjonujemy, ale to nie wygląda na profesjonalne podejście. I sytuacja powtarzała się wiele razy. Oczywiście, zawsze uczestniczymy w takich spotkaniach jako samorządowcy. Nie odmawiamy rozmów czy to z ministrem Dworczykiem, wicepremierem Gowinem, czy premierem Morawieckim.

To współpraca na rzecz dobra wspólnego.

Troska o dobro wspólne to sens działalności politycznej, a samorządowej już w szczególności. We wszystkich decyzjach, które podejmuję, kieruję się dobrem wspólnym. Życzyłabym sobie, żeby podobnie myśleli także politycy rządowi. A, niestety, pierwsze decyzje dotyczące Krajowego Planu Odbudowy czy pomysły na rozdział funduszy regionalnych z UE pokazują, że część Polski, w tym Pomorze, będzie po prostu gorzej traktowana. I tu mam bardzo duże zastrzeżenia, bo współpraca na rzecz dobra wspólnego zakłada podział środków na jasnych, precyzyjnych zasadach.

To jak pani widzi współpracę przy Krajowym Planie Odbudowy?

Przedstawiliśmy publicznie stanowisko 12 miast Unii Metropolii Polskich im. Pawła Adamowicza. W lipcu ubiegłego roku zostaliśmy poproszeni o przesłanie projektów, które mogłyby być realizowane w ramach KPO. Co ważne, to muszą być projekty, które są właściwie gotowe, a nie dopiero pomysły. Mechanizm bowiem jest taki, że finansowanie jest krótsze niż główna unijna perspektywa budżetowa.

CZYTAJ TAKŻE: Kobiety w samorządzie: Trzeba przebić szklany sufit

A zatem fundusze muszą być wydane i rozliczone do 2025 roku. Nie ma opcji przedłużenia. Ten mechanizm ma być bardzo szybkim zastrzykiem gotówki na projekty, które rzeczywiście pomogą się odbudować lokalnym wspólnotom po pandemii. I takie projekty wysłaliśmy. Nikt z nas nie wiedział: dobrze czy źle, nie było kierunku, nie było dyskusji i rozmowy. Do czasu, kiedy ostatecznie zostały przedstawione na stronach ministerstwa. I mocno się wszyscy rozczarowaliśmy.

Jak rozumiem, pani miała się okazję zapoznać z tym dokumentem wtedy, kiedy i my go zobaczyliśmy.

My wszyscy. Ja nawet nie roszczę sobie prawa do tego, żebyśmy poznawali to wcześniej, ale jednocześnie z ogłoszeniem tego planu padła zapowiedź debat, na które już nie można było się zapisać. Nasze uwagi dotyczą właśnie tego, że były to pseudokonsultacje. Farsa, a nie konsultacje.

Poza tym duże miasta i obszary metropolitalne wokół nich skupiają 40 proc. ludności Polski. To nie jest wykluczanie z debaty Aleksandry Dulkiewicz, Rafała Trzaskowskiego czy Jacka Jaśkowiaka, tylko wszystkich mieszkańców. Stwierdzenie, że KPO jest przede wszystkim skierowany do małych miejscowości, to wykluczenie 40 proc. społeczeństwa. Jeden z celów UE to ochrona klimatu, czemu ma służyć np. wymiana transportu publicznego. Dziś miasta wojewódzkie wyłączone są z projektów transportu szynowego. Jest tu kompletne niezrozumienie dla polityki klimatycznej. Postawienie sprawy na głowie.

Samorządowcy przeniosą tę dyskusję na grunt europejski? Już bezpośrednio?

W Polsce gościł niedawno francuski minister Clément Beaune, który jest odpowiedzialny za sprawy europejskie. O tym też rozmawialiśmy. Wielu z nas jest przedstawicielami organizacji samorządowych w Komitecie Regionów i tam także rozmawiamy. Planujemy też spotkanie z komisarz ds. sprawiedliwości Verą Jourovą oraz komisarz ds. spójności i reform Elisą Ferreirą, z którymi też o tych mechanizmach będziemy rozmawiać. To jest pytanie nie o to, kto konkretnie z nazwiska jest wykluczany, tylko czy takie zaprogramowanie KPO gwarantuje realizację unijnych celów.

Potrzebne jest działanie w Sejmie?

Na pewno potrzebna jest transparencja, jasność zasad dotyczących przyznawania środków unijnych. Dziś tego nie ma. O tzw. algorytm liczący środki na poszczególne regiony dopraszaliśmy się chyba przez dwa miesiące. I do dziś jest mocno nieczytelny. Dlatego każde działanie służące temu, by środki podatników UE – czyli nas wszystkich – były wydawane w sposób transparentny, jest korzystne.
Politycy PiS czasami mówią – głównie w kuluarach – „duże miasta sobie poradzą, trzeba wesprzeć mniejsze”.

CZYTAJ TAKŻE: Gdańsk będzie miał architekta. Inspiracja przyszła z Łodzi

To jest po prostu nieprawda. Kto to wyliczył? Tak jak mniejsze miejscowości zostały dotknięte skutkami pandemii, tak samo duże. Oczywiście, musimy sobie poradzić. I dziś może być taki skutek, że będzie trzeba ciąć jakość usług publicznych w mieście. Rzadziej być może sprzątać ulice, wyłączyć oświetlenie. Już dziś do transportu publicznego w Gdańsku dopłacamy coraz więcej, bo blisko 2/3, choćby dlatego, że przez pandemię sprzedaż biletów jest mniejsza.

Tak samo jest z edukacją. Subwencja z budżetu państwa wystarcza na połowę kosztów związanych z edukacją. Ponadprogramowo finansujemy w Gdańsku wiele działań w tym obszarze. Mamy program edukacji morskiej, zajęcia sportowe na wodzie, do których sprzęt jest bardzo drogi.

Zatem pewnie sobie poradzimy, ale trzeba będzie ciąć jakość różnych usług dla mieszkańców. To przykład, jak decyzje rządu równają w dół. A przecież fundusze unijne są po to, by równać w górę, czyli wyciągać słabsze gminy. Niszczenie metropolii, miast to droga donikąd, bo najwięcej PKB wypracowują największe metropolie.

A jak pani ocenia podział środków z głównej perspektywy budżetowej UE?

Jeśli chodzi o Pomorze, to projekt umowy partnerstwa, przedstawiany przez minister inwestycji i rozwoju Małgorzatę Jarosińską, pokazuje, że z mniej więcej 7 miejsca, jeśli chodzi o unijny budżet w kończącej się perspektywie, spadamy na miejsce 14. Czyli otrzymamy 40 proc. środków mniej. Nie tylko na samorządy, ale też na działalność organizacji pozarządowych, aktywizację czy powroty na rynek pracy, wreszcie dla przedsiębiorców. W poprzedniej perspektywie, dobrymi projektami w przeliczeniu na jednego mieszkańca uzyskaliśmy 800 euro. Jeśli utrzyma się zaproponowany w tej umowie partnerstwa podział środków, to będzie niecałe 500 euro.

A jak pani odbiera zapowiedzi dotyczące Nowego Ładu?

Informacje, które docierają z kuluarów, są bardzo niepokojące. Znów mogą zostać zmniejszone dochody samorządu, i to radykalnie. Paradoksalnie, może to dotyczyć głównie małych gmin, których główne źródło dochodu to właśnie PIT. Naprawdę, tu nie chodzi o prezydentów dużych miast, ale wójtów małych miejscowości, którzy nie mają możliwości szukania dodatkowych dochodów. To dla samorządów może być katastrofa i de facto sprowadzenie roli wójta do smutnego zarządcy, naczelnika gminy, jak za dawnych czasów.

CZYTAJ TAKŻE: Trójmiasto: rezygnują z kapslowego, by ulżyć przedsiębiorcom

Oczywiście, trzeba też powiedzieć, że kwota wolna od podatku dzisiaj jest w Polsce bardzo niska. Musimy znaleźć tu złoty środek. Tak, żeby podnoszenie tej kwoty nie zabiło w Polsce lokalnych wspólnot. Mogą tu pomóc rekompensaty, ale znowu mamy już doświadczenie z Rządowym Funduszem Inwestycji Lokalnych, gdzie z tej dodatkowej pomocy duże miasta praktycznie zostały wykluczone.

A komponent mieszkaniowy? Wicepremier Gowin już w „Rzeczpospolitej” mówił, że będzie oparty na współpracy z samorządami.

Tej wypowiedzi nie słyszałam. Rzeczywisty program budowy mieszkań jest potrzebny. Powiedzmy sobie szczerze, program Mieszkanie Plus okazał się kompletnym niewypałem. Chęć do współpracy jest.

My pokazywaliśmy konkretne tereny, gdzie możliwa była realizacja tego programu, ale nic się później nie działo. Uważam, że kierunek jest dobry. Diabeł tkwi w szczegółach i partnerskiej – powtarzam to ponownie – partnerskiej rozmowie. Chcemy działać. Rozwoju lokalnych wspólnot i bez rozwoju lokalnych wspólnot rozwoju Polski nie będzie.

Są szacunki na ile nowe obostrzenia wpłyną na gospodarkę regionu, miasta?

Problem polega na tym, że stan zamknięcia trwa już od ponad roku. W Gdańsku branża czasu wolnego jest bardzo ważną składową naszego miejskiego PKB. Dla przykładu, w 2019 roku średnie wydatki jednej osoby podczas jednego dnia pobytu w Gdańsku wynosiły 213 zł, w 2020 roku już 273 zł. Tę średnią trzeba przemnożyć przez setki tysięcy turystów. I to są właśnie setki milionów złotych zarabiane w naszym mieście. A zatem, nie ma sposobu, aby tysiące osób pracujących w hotelach, restauracjach, centrach rozrywki, kinach, turystyce, obiektach kultury i sztuki nie odczuły lockdownu.

Dużo rozmawiam z gastronomami, pracownikami i właścicielami. Oni są naprawdę na skraju wyczerpania. Wiele miejsc jest zamkniętych od miesięcy. Te, które funkcjonują, zatrudniają 1/3 załogi. A przed nami najlepszy letni czas do zarabiania. Jeżeli ta sytuacja niepewności potrwa dłużej, to może nas czekać jeszcze trudniejszy okres.

Na koniec: myśli już pani o wyborach w 2023 r.?

Mam marzenie, by Gdańsk był jednym z liderów wśród miast europejskich. Nie tylko w rankingach, ale i w jakości życia mieszkańców. Jest jeszcze dużo do zrobienia, bardzo bym chciała różne otwarte już działania dokończyć.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Przed nami nowe kumulujące się kryzysy

Kultura będzie kluczowa dla wychodzenia z recesji – zaznacza pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. kultury. ...

A jednak jest normalnie

Odetchnąłem z ulgą po przeczytaniu tekstów najnowszego „Życia Regionów”. Dlaczego tak się stało? I czemu ...

Stocznia Gdańska z szansami na zasłużony blask

Stocznia Gdańska może trafić na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. 28 lutego okaże się, czy ...

6 mld złotych do wzięcia w dwa tygodnie

Samorządy mogą zacząć realizować „czeki” na inwestycje, które dostały od rząd podczas kampanii wyborczej. ...

Ponad 90 proc. poparcia. Dlaczego głosowali na Andrzeja Dudę?

Wynika to z naszych tradycji, przywiązania do wiary, kościoła, rodziny. Mieszkańcy w 100 proc. ...

Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami

Współpraca gmin, rozwój infrastruktury rowerowej oraz wykorzystanie kolei do obsługi komunikacyjnej aglomeracji to klucz ...