Krzysztof Żuk: Nowa reforma to 160 mln zł strat dla Lublina

Prezydent Lublina Krzysztof Żuk
fot. Maciej Rukasz / UM Lublin

Trzeba wzmacniać samodzielność finansową samorządów, a nie ją osłabiać – podkreśla Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

Rząd zapowiada kompleksową reformę systemu podatkowego w Polsce. Czy samorządy są w tej kwestii konsultowane?

Reforma systemu podatkowego w Polsce to kwestia fundamentalnie ważna dla stabilności całych finansów publicznych, więc także naszych. Samorządy powinny uczestniczyć w tej dyskusji, ale nie zostaliśmy zaproszeni do udziału w konsultacjach.

Jakie mogą być skutki finansowe tej reformy, która wedle doniesień medialnych zakłada m.in. podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł?

Rząd nie wspomina, że skutki finansowe tych reform w połowie obciążają samorządy, co może zagrażać ich bezpieczeństwu i samodzielności finansowej, ważnej dla ciągłości i sprawności realizacji usług na rzecz mieszkańców. Jako samorządy nie mamy nic przeciwko podniesieniu kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, ponieważ jej wprowadzenie oznaczałoby, że osoby, których dochód miesięczny nie przekracza 2,5 tys. zł, dysponowałyby większymi środkami w domowych budżetach. Natomiast w efekcie wprowadzenia tej kwoty wolnej od podatku nastąpiłoby znaczne uszczuplenie dochodów samorządów z PIT, które można szacować na kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. W takiej sytuacji będziemy bezwzględnie domagać się odpowiedniej rekompensaty w postaci zwiększonego udziału samorządów w dochodach z PIT lub udziałów w VAT. Tak znaczący ubytek w dochodach samorządów oznacza bowiem osłabienie zdolności inwestycyjnej i potencjału inwestycyjnego JST.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Olsztyna: Frustracja rośnie, są ludzkie dramaty

A nie moglibyście się państwo jakoś dostosować w inny sposób niż cięcia w inwestycjach?

Według naszych przybliżonych szacunków przez nową reformę miasto Lublin może stracić 160 mln zł rocznie, a zmiany regulacyjne w systemie podatkowym z poprzedniego roku już nas kosztowały około 60 mln zł. Czyli w sumie mamy ponad 200 mln zmniejszonych corocznie dochodów, trudno więc znaleźć z roku na rok oszczędności na tak dużą skalę. To tak jak w budżecie domowym, jeśli nagle pracodawca zmniejszy nam wynagrodzenie, to zmuszeni jesteśmy redukować swoje wydatki bieżące, konsumpcyjne i inwestycyjne. Samorządy mają ograniczone możliwości rezygnacji z wydatków bieżących, bo zdecydowana większość z nich związana jest z oświatą, pomocą społeczną oraz z komunikacją zbiorową, a z tych wydatków nie możemy zrezygnować w takim stopniu, w jakim zabierane są nam dochody. Jedyna więc realna możliwość to cięcia w inwestycjach, głównie tych planowanych, ponieważ zadań realizowanych nie możemy przerywać ze względu na zaciągnięte już zobowiązania.

Czym są samorządy bez własnych inwestycji?

Na myśl przychodzą lata 80. i rady narodowe szczebla podstawowego, które ograniczały się do bieżącego zarządzania ustawowo określonymi usługami dla mieszkańców. O pieniądze na inwestycje rady zabiegały w centrali, w resortach czy jak to wówczas praktykowano – u I sekretarza partii rządzącej. Powrót do podobnych rozwiązań byłby absurdalny. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jako samorządowcy zrobimy wszystko, by do tego nie dopuścić. Rozwiązania są gotowe, przedłożyliśmy już rządowi m.in. propozycję zwiększenia udziałów PIT odpowiednio dla poszczególnych kategorii samorządów.

A co, jeśli rząd nie da wam większych udziałów w PIT czy innych rekompensat, ale np. stworzy coś w rodzaju funduszu rządowych dotacji dla samorządu, tak by mieszkańcy nie odczuli straty?

Mamy w tym względzie negatywne doświadczenia. Przykładem tego jest m.in. Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych. W pierwszej transzy, wynoszącej 6 mld zł, mechanizm podziału nie był może idealny, ale każda jednostka otrzymała wsparcie finansowe według przyjętego algorytmu. Natomiast w drugiej transzy, w wysokości ponad 4 mld zł, obiektywnych kryteriów rozdziału środków zabrakło i zdecydowana większość samorządów, w tym duże miasta, otrzymała zero złotych lub bardzo niewielkie dofinansowanie. To pokazuje, że jakiekolwiek substytuty, zastępcze rozwiązania w stosunku do budowania samodzielności finansowej samorządów, to ułuda i powrót do czasów socjalizmu, gdzie rządziła łaska czy niełaska komitetu politycznego.

CZYTAJ TAKŻE: Piotr Całbecki: Nie budujmy Polski różnych prędkości

Mówił pan, że mniejsze dochody z PIT to osłabienie potencjału inwestycyjnego samorządów, a przecież większość inwestycji jest finansowana z dotacji zewnętrznych, głównie unijnych.

Możliwości rozwojowe w samorządach uzależnione są od trzech elementów. Po pierwsze, to potencjał własny, wynikający z nadwyżki operacyjnej, czyli nadwyżki dochodów nad wydatkami bieżącymi. Ta z kolei oparta jest głównie na dochodach własnych, wśród których najważniejszym źródłem jest udział w PIT. To wysokość nadwyżki operacyjnej przesądza o zdolności danego samorządu do skutecznego sięgania po fundusze unijne, co wymaga odpowiedniego wkładu własnego, a także po zwrotne instrumenty finansowe, ponieważ część inwestycji jest finansowana z długu. Redukcja wpływów z PIT to automatycznie niższa nadwyżka operacyjna, pogorszenie kondycji finansowej samorządów i ich wiarygodności finansowej decydującej o tym, czy samorządy będą stabilnym partnerem dla banków. Inaczej mówiąc, oznacza to ograniczenie potencjału inwestycyjnego jednostek samorządu terytorialnego obecnie i w przyszłości. Trudno sobie wyobrazić, jak w sytuacji ustawowej redukcji dochodów mielibyśmy realizować inwestycje z nowego rozdania funduszy UE.

Przypomnę, że w efekcie ubiegłorocznych regulacji w systemie podatkowym wprowadzanych przez rząd PIS samorządy straciły ok. 7,5 mld zł, w tym miasta Unii Metropolii Polskich – ok. 2 mld zł.

Rząd przekonuje, że przecież samorządy są w świetnej kondycji finansowej, a przynajmniej były przed pandemią.

Ministerstwo Finansów przedstawia wyliczenia, z których wynika, że nadwyżka samorządów wyniesie do 2028 r. ponad 180 mld zł. Brzmi to optymistycznie, ale proszę pamiętać, że nasze potrzeby inwestycyjne w tym okresie to blisko 400 mld zł. Czyli reszta musi być finansowana albo z długu, albo najlepiej z długu i dotacji europejskich lub innych. Jeśli mamy rozwiązać problemy w gospodarce odpadami, sieci drogowej, uporządkować kwestię energetyki cieplnej, gospodarki wodno-kanalizacyjnej, co jest niezbędne choćby dla ochrony klimatu, to takie inwestycje muszą być realizowane. Im bardziej rząd będzie ograniczał nasz potencjał inwestycyjny, tym więcej będziemy potrzebować instrumentów zwrotnych, po które będzie trudniej sięgać ze względu na ograniczenie zdolności kredytowej poszczególnych jednostek. W ten sposób znajdziemy się w pułapce.

PiS nie lubi samorządów?

Na pewno widoczne są tendencje centralizacyjne i niechęć do samorządów, a zwłaszcza do dużych miast. Dobrym przykładem jest Krajowy Plan Odbudowy, czyli plan wykorzystania unijnych funduszy na odbudowę i zwiększanie odporności. Duże miasta zostały z niego praktycznie wyeliminowane i stały się beneficjentem drugiej kategorii, a proponowane w nim rozwiązania zmierzają do centralizacji podziału dotacji. Dyskryminacja dużych miast jest więc ewidentna. Fundamentem KPO jest zielona transformacja, transformacja cyfrowa, inteligentny i trwały rozwój gospodarczy oraz spójność społeczno-terytorialna. W tych obszarach metropolie odgrywają wiodącą rolę i trudno zrozumieć, dlaczego zostały potraktowane marginalnie.

CZYTAJ TAKŻE: Rafał Bruski: Takie czasy, że Bydgoszcz nie planuje nowych zadań

W KPO jest mowa o tym, że średnie i małe miasta czy obszary wiejskie potrzebują więcej wsparcia, bo radzą sobie gorzej niż obszary metropolitalne.

My nie mówimy, że rząd ma nie wspierać małych i średnich miast, wręcz odwrotnie, popieramy i będziemy popierać wszelkie programy dedykowane mniejszym jednostkom. Podkreślamy jednak, że nie można eliminować czy dyskryminować dużych miast, ponieważ to w nich będą rozstrzygać się decyzje o tym, czy ostatecznie spełnimy wymagania, jakie stawiają nam regulacje prawne Unii Europejskiej (i polskie prawo) w wyżej wymienionych obszarach. Dla przykładu, weźmy pod uwagę ogromny katalog inwestycji, które mają na celu ochronę klimatu, choćby transport zeroemisyjny. W KPO mowa jest tylko o dotacjach na zakup autobusów, zaś wykluczony został cały transport szynowy, który dominuje w dużych miastach i jest najbardziej proekologiczny. Taka sama sytuacja jest w przypadku inwestycji w źródła ciepła, w systemy ciepłownicze. Tu programy kierowane są do spółek, których udziałowcami są samorządy z miast średnich, a nie dużych, choć przecież potrzeby w obu grupach miast są ogromne i mają fundamentalne znaczenie dla ochrony środowiska naturalnego. Trudno zrozumieć, dlaczego w KPO praktycznie nie są obecne metropolie, a to właśnie w nich kumulują się problemy, których bez funduszy europejskich nie rozwiążemy.

Może będzie więcej pieniędzy dla metropolii w „zwykłym” budżecie UE na lata 2021–2027?

Rząd powinien wspierać inwestycje wszystkich samorządów, a nie je ograniczać. Ciągle powtarzamy, że jeśli chcemy zwiększać inwestycje publiczne, ponieważ to one w dużym stopniu będą decydować o poziomie wzrostu gospodarczego, administracja rządowa musi wykorzystywać nie tylko zasoby swoich agencji, ale również zasoby samorządów. Przez ostatnie 30 lat udało się nam zbudować dobrze funkcjonujący samorząd terytorialny, który może pochwalić się potężnymi inwestycjami. Związek Miast Polskich policzył, że nasze wydatki prorozwojowe w ciągu ostatnich 15 lat wyniosły ponad 510 mld zł, czyli znacznie więcej niż wydatki budżetu centralnego. Nie wolno naruszać fundamentów, które spowodowały, że byliśmy w stanie nadrobić zaległości z zakresu infrastruktury, poprawić jakość życia mieszkańców i jako kraj spełnić wymagania wynikające z prawa unijnego w zakresie ochrony środowiska.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Czynsze, kredyty i składki ZUS osłabiają małe lokalne przedsiębiorstwa

Firmy w całej Polsce mają dziś podobne zmartwienia – rządowa tarcza niewiele im pomoże. ...

Polskie wyspy bogactwa: coraz dalej od reszty kraju

Największe rozwarstwienie dochodowe jest w miastach na Mazowszu, najmniejsze – na Podlasiu – wynika ...

„W stworzeniu masowego punktu szczepień nie ma nic trudnego”

Tworzenie takiego punktu to przede wszystkim znalezienie odpowiedniego miejsca. Potrzeba sporo przestrzeni, łatwego dojazdu, ...

Stary kościół może odzyskać blask. W planach punkt widokowy i muzeum

Zrujnowany kościół ewangelicki w Miłkowie w Kotlinie Jeleniogórskiej może zostać uratowany. Władze gminy chcą ...

Smog zatruwa młode mózgi

Naukowcy zamierzają przebadać kilkaset dzieci, aby ustalić, jak smog wpływa na rozwijający się mózg. ...

Edukacyjna sieć oplata szkoły

Blisko 15 tysięcy szkół jest już w Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Wciąż można składać wnioski ...