Kurort w opałach. „Widać, że zaczęły się zwolnienia z pracy”

Jeśli nie zadbamy, by lokalny kapitał mógł przetrwać ten czas zamrożenia, to zostanie wyparty stąd na długie lata. To jeszcze bardziej zwiększy dysproporcję gospodarczą między Warmią i Mazurami, a resztą Polski – mówi Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek
Fot. Pixabay

Wszystkie analizy ekonomiczne wskazują, że w naszym regionie wciąż lokalny kapitał nie jest zbyt silny. Jeśli nie zadbamy, by mógł przetrwać ten czas zamrożenia, to zostanie wyparty stąd na długie lata. To jeszcze bardziej zwiększy dysproporcję gospodarczą między Warmią i Mazurami, a resztą Polski – mówi Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.

Kończą się tegoroczne zimowe ferie – wyjątkowo dla wszystkich województw: w jednym terminie. Dużo gości było tym razem w Mikołajkach?

Piotr Jakubowski: Podczas tegorocznych ferii w Mikołajkach nie można było spotkać turystów. Hotele i pozostała baza noclegowa była i pozostaje zamknięta, restauracje i bary praktycznie też. Poza zaledwie dwoma czy trzema sprzedającymi na wynos. Na zimowych spacerach spotkać można mieszkańców i ich rodziny oraz jednostkowo osoby z innych regionów, które posiadają własne domy na Mazurach.

A jak było rok temu?

Podczas ubiegłorocznych ferii przynajmniej przez styczeń, i praktycznie cały luty, w wielu całorocznych obiektach turystycznych byli goście. Szczególnie dobrze funkcjonowały duże hotele, które miały w swojej ofercie rodzinne wczasy zimowe. To znalazło odzwierciedlenie chociażby w przekazanej przez nie opłacie miejscowej.

Jakieś hotele teraz działały?

Nie, nie działały. Co świadczy o dużym zdyscyplinowaniu lokalnych przedsiębiorców. Restauracje również zostały zamknięte, dwa czy trzy otwarte lokale pracują tylko w ograniczonych godzinach, realizując zamówienia od mieszkańców. Pracownicy zostali wysłani na urlopy, postojowe. Widzimy jednak wzrost liczby osób zgłaszających się do urzędu pracy i ośrodka opieki, co wskazuje, że zaczęły się zwolnienia z pracy.

W jakiej kondycji – z pana wiedzy – są firmy z sektora turystycznego z Mikołajek?

Trudno tutaj mówić o kondycji. Firmy turystyczne od listopada wykorzystują do utrzymania swoich pracowników i obiektów środki wypracowane latem, jednak te możliwości wielu firmom już się kończą. Część firm wstrzymało planowane inwestycje, inni, tak jak już wspomniałem, ograniczają zatrudnienie.

CZYTAJ TAKŻE: Samorządowcy: rząd powinien z nami współpracować w walce z koronawirusem

Należy pamiętać, że problem dotknął szczególnie obiekty całoroczne, a te zwykle posiadają rozwiniętą infrastrukturę rekreacyjną, której utrzymanie kosztuje duże pieniądze. Zwykle okres zimowy pozwalał tym firmom utrzymać zatrudnienie i popłacić zobowiązania, w tym regionie Polski o wypracowaniu zysków mówi się tylko w dwóch, maksymalnie trzech, miesiącach letnich. To nas różni od górali, u których turystyka kwitnie i zimą i latem, oczywiście, przyjmując różne formy.

Jeśli obecny lockdown przeciągnie się dłużej niż do końca stycznia, co to może dla nich oznaczać?

Prawdę mówiąc, boję się myśleć. Część przedsiębiorstw może tego nie przetrwać. Mam nadzieję, że przynajmniej wiosna będzie szybka i piękna, co przyciągnie turystów na Mazury szybciej niż zwykle i że Polaków będzie jeszcze stać na wyjazdy turystyczne. Pamiętajmy, że jeśli nie będzie funkcjonowała branża turystyczna, to bezpośrednio przełoży się to na drobne usługi, dostawy, handel, rolnictwo. Już nastąpiła zapaść w firmach transportowych.

Jak miasto starało się pomóc lokalnym przedsiębiorcom?

Przy wiosennym lockdownie staraliśmy się przede wszystkim stosować odroczenia terminu płatności podatku czy zaległości podatkowej, rozkładać zapłaty na raty, umarzać odsetki i opłaty prolongacyjne, przesuwać terminy opłat za dzierżawę czy wynajem, co dało przedsiębiorcom wytchnienie do sezonu. Sami byliśmy w wielkim strachu, co się wydarzy, bo w tym czasie byliśmy na finiszu największej w historii gminy inwestycji publicznej i mieliśmy przed sobą duże płatności.

Jak pandemia wpłynęła na samo miasto? Jak samorząd sobie z nią radzi?

Myślę, że tak jak wszędzie: musieliśmy zderzyć się z problemem organizacji zdalnego nauczania, zabezpieczenia środków sanitarnych i zmian w organizacji pracy. Nie organizowaliśmy imprez kulturalnych i sportowych, znacznie ograniczona została aktywność społeczna mieszkańców. Mimo problemów, jakie codziennie powodował stan pandemii, staraliśmy się przede wszystkim zrealizować rozpoczęte wcześniej duże zadania inwestycyjne i zadbać możliwie najlepiej o stan gminnych finansów.

CZYTAJ TAKŻE: Karpacz na krawędzi. „Będą dramaty ludzkie, masa bankructw”

Czy trzeba było gdzieś szukać oszczędności, albo rezygnować z inwestycji?

Oczywiście, tym bardziej, że ograniczenia finansowe dotknęły też nasze jednostki, najwyraźniej odczuł to Zakład Wodociągów i Kanalizacji. Realizację części mniejszych, jednorocznych inwestycji przesunęliśmy na II półrocze i dopiero wtedy udało się je zrealizować. Ze względu na brak wykonawców lub bardzo niekorzystne ceny, dwie większe inwestycje przesunięte zostały na 2021 rok. Teraz je zaczynamy, pełni jeszcze większych obaw.

Wicepremier Jarosław Gowin zapowiedział pomoc dla gmin górskich, a okazuje się, że jest ona potrzebna też dla innych? Mikołajkom też przydałaby się pomoc?

Oczywiście, że pomoc – i dla przedsiębiorców, i dla gmin – jest potrzebna, żeby nie doprowadzić do jeszcze większej recesji. Powinniśmy rozmawiać o takich instrumentach, które pozwoliłyby przedsiębiorcom utrzymać zatrudnienie i umożliwić szybki start po lockdownie, a samorządom nie zadłużyć się i nie zahamować działań prorozwojowych, bo wspólnie musimy odbudować gospodarkę. Swoje zdanie, wraz innymi gminami z obszaru Mazur, wyraziliśmy w apelu, który skierowaliśmy do premiera. Wszystkie analizy ekonomiczne wskazują, że w naszym regionie wciąż lokalny kapitał nie jest zbyt silny. Jeśli nie zadbamy, by mógł przetrwać ten czas zamrożenia, to zostanie wyparty stąd na długie lata, to jeszcze bardziej zwiększy dysproporcję gospodarczą między Warmią i Mazurami, a resztą Polski.

Gminy znad morza pisały w tej sprawie do premiera. A warmińsko-mazurskie jakoś porozumiały się – i będą razem walczyć o wsparcie?

Zachęcam do przeczytania apelu, który gminy tworzące Stowarzyszenie „Wielkie Jeziora Mazurskie 2020” oraz, również ważny turystycznie, Lidzbark Warmiński wystosowały do Premiera. Poprosiliśmy też o wsparcie naszych parlamentarzystów. Mam nadzieję, że nasz głos zostanie usłyszany. Tym bardziej, że daliśmy się już poznać jako grupa samorządów, która nie tylko czeka na pomoc, ale potrafi też wspólnie realizować duże przedsięwzięcia, także z instytucjami państwowymi, np. Wodami Polskimi.

CZYTAJ TAKŻE: 99 proc. ludzi żyje z turystów. „W tej chwili jest tragedia”

Uważam, że nie można nie dostrzec problemu, który dotknął zarówno Mazury, jak i gminy nadmorskie, czy liczne turystyczne miasta i miasteczka. Część państw stosuje instrumenty finansowania zwrotnego, przekazując teraz pomoc, którą w następnych latach stopniowo będzie się zwracało.

Jeśli nie będzie wsparcia dla przedsiębiorstw z sektora turystycznego i samorządów z Warmii i Mazur, co to może dla nich oznaczać?

Tak jak już wspomniałem, obawiam się zniszczenia lokalnego kapitału, a to będzie duży cios dla gospodarki regionu, bo lokalni przedsiębiorcy działają w symbiozie z resztą społeczeństwa. Mają tutaj swoje domy, rodziny i patrzą na ten teren, jak na swoją małą ojczyznę, nie chodzi im tylko o same zyski lecz tworzenie kapitału społecznego, kadr. Kapitał zewnętrzny, niestety, w większości działa inaczej, chce u nas wypracować zyski, by zainwestować gdzie indziej.

Obawiam się też znacznego wzrostu bezrobocia, a to pociągnie kolejną falę emigracji do dużych miast czy zagranicę. Nie chciałbym też, żeby gminy, mając niższe dochody przy większych problemach społecznych, musiały ograniczyć swoje działania rozwojowe. Powtórzę slogan, ale jak bardzo prawdziwy: kto się nie rozwija, ten się cofa.

A dla ich mieszkańców i turystów, którzy po cichu liczą np. że wakacje uda się spędzić w Mikołajkach?

Myślę, że nasi mieszkańcy, choć mocno – i finansowo i emocjonalnie – poobijani przez pandemię, wyjdą z niej przede wszystkim zdrowi, i mimo wszystko przygotowani do nowego sezonu. Widzę, jak dużo wykazują teraz determinacji, by dać sobie radę i stworzyć letnią ofertę dla turystów. Mam nadzieję, rząd nie zostawi nas samych sobie i jeśli nie „rybę”, to da nam „wędkę”.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Kultura oblężona. „Widok ludzi w kolejce był wzruszający”

Otwarte muzea i teatry biją rekordy frekwencji lub tempa sprzedaży biletów. Nie działają sieci ...

Wojewoda utrącił jedną z priorytetowych inicjatyw władz Warszawy

Warszawska uchwała krajobrazowa może trafić do kosza. Wojewoda mazowiecki zakwestionował jej ważność. Władze Warszawy ...

Ranking: samorządowcy zmęczeni stanem finansów

Laureaci tegorocznego rankingu mówili o finansowych problemach samorządów powodowanych przez kolejne rządy. Nie szczędząc ...

Marszałek dopłaci do biletów ulgowych

Rząd przyjął nowelę ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Nowe przepisy umożliwią zawieranie do końca ...

Zagęści się sieć stacji dla e-pojazdów

Przybywa punktów do ładowania samochodów elektrycznych. Rychło w czas, bowiem liczba takich aut – ...

Sceny łączą siły w trudnym czasie

Koprodukcje zwiększają bezpieczeństwo teatrów – finansowe, ale i związane z pandemią. Premierę „Króla Leara” ...