Karpacz na krawędzi. „Będą dramaty ludzkie, masa bankructw”

Jeśli teraz nie będzie zimy w Karpaczu, to w przyszłą zimę nie będzie Karpacza - powiadają miejscowi.
Fot. Pixabay

Czas świąt Bożego Narodzenia, Sylwestra i ferii zimowych to jest 200 mln zł zostawianych w Karpaczu przez naszych gości, którzy do nas w tym czasie przyjeżdżają – mówi Radosław Jęcek, burmistrz Karpacza. W tym sezonie tych milionów po prostu nie będzie.

Jak władze miasta przyjęły czwartkową decyzję rządu o narodowej kwarantannie?

Same niecenzuralne słowa cisną na język, bo to jest najczarniejszy scenariusz, jaki mogliśmy sobie wymyślić. I to mimo próby dialogu: cały czas burmistrzowie, wójtowie gmin podgórskich gmin – z całej południowej Polski – kołatali do rządowych drzwi. Ale niestety. A przygotowaliśmy bardzo restrykcyjne protokoły reżimu sanitarnego.

Mimo że przedstawialiśmy nasze stanowiska, mimo że jesteśmy przekonani – zresztą epidemiolodzy też – że ferie powinny być rozciągnięte w czasie do dziewięciu tygodni, co pozwoliłoby na obsłużenie ruchu turystycznego w sposób bezpieczny. Jednak rząd nie wziął tego pod uwagę.

Rozmawiał Pan z lokalnymi przedsiębiorcami z branż: gastronomicznej, noclegowej, narciarskiej i pokrewnych? Jak oni to przyjęli?

Są załamani: przede wszystkim w przypadku branży gastronomicznej i pensjonatów czy hoteli, zwłaszcza w branży noclegowej. Ona w tarczy 6.0 – o której tak szumnie się mówi – nie została nawet wymieniona. Ludzie są kompletnie zdesperowani.

Cały czas jest chaos informacyjny. Proszę przypomnieć sobie, jak to wyglądało w przypadku stoków narciarskich. Najpierw wyszedł premier na konferencji prasowej i powiedział, że ferie w całej Polsce będą skumulowane w jednym terminie od 4 do 17 stycznia, co dla nas było już szokiem. Premier powiedział, że branże gastronomiczna, hotelarska będą zamknięte do 27 grudnia.

CZYTAJ TAKŻE: Samorządowcy: rząd powinien z nami współpracować w walce z koronawirusem

A potem wystąpił wicepremier Jarosław Gowin, który zapowiedział, że skoro branże gastronomiczna i hotelarska będą zamknięta w ferie, o czym wcześniej nie było mowy, to stoki też.

A potem zadzwonił pan prezydent i powiedział: dobra, stoki odpuście, to stoki narciarskie odpuścili. Jeszcze później rząd zobaczył, że w Krynicy przy dolnej stacji wyciągu więcej ludzi się zgromadziło, więc będą rekomendować, żeby zamykać.

W końcu na stoki napuszczono sanepid i policję, ale właściciele stoków odrobili zadanie domowe i faktycznie: reżim sanitarny był zachowany. I mimo tego rząd zdecydował się na zamknięcie stoków. To jest lipa.

W sensie?

Utrzymanie takiej stacji narciarskiej w przypadku np. Sky Areny w Karpaczu to jest 800 tys. zł miesięcznie. To są nakłady związane z naśnieżaniem. Wydaje się mnóstwo pieniędzy, żeby to mogło funkcjonować. Ich właściciele już są w plecy, a teraz do 17 stycznia są zamknięci. A po tym terminie, kto tam przyjedzie?

Jak pan szacuje straty?

Powiem tak: czas świąt Bożego Narodzenia, Sylwestra i ferii zimowych to jest 200 mln zł zostawianych w Karpaczu przez naszych gości, którzy tu w tym czasie przyjeżdżają. Taka jest skala.

Lokalni przedsiębiorcy będą w stanie to nadrobić po narodowej kwarantannie?

Nie ma mowy. Karpacz ma ten komfort, że mamy jeszcze sezony wiosenno-letnio-jesienny. Ale są takie miejscowości górskie, gdzie sezon trwa tylko trzy miesiące. Wójt Bukowiny Tatrzańskiej czy burmistrz Szczyrku mają u siebie taką sytuację, że 70 proc. przychodu lokalnych przedsiębiorców to zima.

CZYTAJ TAKŻE: Narodowa kwarantanna spustoszy budżet Ustrzyk Dolnych

Wójt Bukowiny fajnie to ujął: jakby tę sytuację przełożyć na pracę na etacie, to pieniądze, które zarabiacie w styczniu, lutym, marcu i w kwietniu powinny wam wystarczyć na utrzymanie do końca roku. A teraz nas kompletnie wycięli.

Jak te spadki odczuje miasto?

Podobnie. Sporą część dochodów miasta stanowią m.in. opłaty miejscowe, opłaty z parkingów, ale też – co jest bardzo istotne – podatki od nieruchomości. I teraz ostatnią rzeczą, o której będą myśleć ludzie, którzy nie będą mieli co wsadzić do garnka, to podatki dla gminy.

Oni będą wręcz oczekiwali, żebyśmy jako gmina ich z tego zwolnili. A niestety, nawet patrząc jak poszedł rozdział środków z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, to nasze miasto zostało całkowicie pominięte. Nikt nie wie dlaczego.

Nikt nie zna algorytmu według jakiego środki dzielono. Nikt nie wie, jakim cudem jedne gminy dostały na cztery projekty, a my składaliśmy wniosek na jeden – i nie dostaliśmy ani złotówki.

Czy władze miasta – same lub wspólnie z innymi gminami – będą chciały przekonać jakoś rząd, że podjął błędną decyzję?

Robiliśmy to już przed decyzją o kwarantannie, cały czas wierząc, że uda się coś zdziałać i temu zapobiec. Działania były prowadzone już od miesiąca. To była próba dialogu – i niestety w mojej ocenie – spotkaliśmy się raz z arogancją, dwa – z ignorancją władzy.

Pomimo prób, nie było żadnego dialogu. A przecież z rządem nie chcieli rozmawiać chłopcy, którzy wypadli sroce spod ogona, tylko grupa ludzi, która reprezentowała sporą część podmiotów gospodarczych, instytucji i samorządów z południowej Polski. Spotkaliśmy się z kompletnym brakiem dialogu. Nikt nawet nie udawał, że chce z nami rozmawiać.

Dlaczego pomoc budżetu państwa jest pilnie potrzebna?

Już z wiosennego lockdownu wyszliśmy mocno poturbowani. Okres letnio-jesienny pozwolił nam na odbudowywanie części strat, ale na pewno ich nie wyrównaliśmy.

CZYTAJ TAKŻE: Jesienny lockdown: ruszyła pomoc dla najstarszych

A teraz większość ludzi zarabia, by móc funkcjonować do wakacji i jeśli tych pieniędzy nie ma, to naprawdę będą dramaty ludzkie, masa bankructw i tragedia.

Samorządy z takich regionów jak Karpacz powinny otrzymać dodatkowe, rządowe wsparcie?

Na to liczę, ale nie mam złudzeń. Nie wiem kiedy to rozdawnictwo się skończy, ale pewnie szybko, bo z czego rząd ma dawać? Mam nadzieję, że dzięki niedawno podpisanemu budżetowi unijnemu uda się nam coś uszczknąć. Pytanie, kiedy to będzie? Kiedy te transze będą wypłacane?

Jedna z właścicielek restauracji w Karpaczu ładnie podsumowała obecną sytuację: „jeśli teraz nie będzie zimy w Karpaczu, to w przyszłą zimę nie będzie Karpacza”.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Ostatni koncert zagraliśmy 8 marca w Gnieźnie

W planach mieliśmy wiele występów. Kiedy ogłoszono pandemię, zapanowało duże zaskoczenie, zrobiło się smutno, ...

Samorząd nie jest wrogiem

Chcemy być traktowani po partnersku, trzeba skończyć z podziałem na „my” i „oni” – ...

Rusza sezon festiwali literackich. W tym roku w sieci lub w plenerze

Skromniejsze budżety dyktowane oszczędnościami, a przede wszystkim konieczność utrzymywania dystansu, sprawiają, że organizatorzy letnich ...

„Połowa zanieczyszczeń powietrza w Krakowie to import”

Zakaz palenia węglem i drewnem sprawił, że powietrze w Krakowie jest znacznie czystsze – wynika z prac ...

Sztuka przetrwania pandemii. Kulturalne plany na 2021 rok

Samorządy starają się utrzymać budżety instytucji kultury mimo trudnej sytuacji. Pozycja kultury na początku ...