Prezydent Starachowic: Tarcza 4.0 nie załata dziur

Prezydent Starachowic, Marek Materek
mat. pras.

Koronawirus spowoduje niższe wpływy o około 10 mln zł – mówi nam Marek Materek, prezydent Starachowic.

Jak pan ocenia teraz sytuację związaną z koronawirusem w Starachowicach i jakie decyzje pan podejmuje w związku z tym?

Sytuacja jest niepokojąca, liczba zakażonych codziennie rośnie. Zaczęło się od kilkunastu przypadków w jednym z największych zakładów pracy, który był czynny cały czas. Teraz mamy również przypadki zakażeń w innych przedsiębiorstwach. W czwartek rozpoczęły się badania przesiewowe w miejscach, w których jest ognisko. Od momentu jego wykrycia potwierdzono już 90 przypadków.
Staram się za pomocą mediów lokalnych apelować do mieszkańców, aby pomimo rozluźnienia obostrzeń w kraju nadal zachowywali szczególną ostrożność i chronili zwłaszcza osoby starsze. We wtorek w porozumieniu z dyrektorami szkół i przedszkoli ponownie zamknęliśmy placówki oświatowe w naszym mieście.

Drastyczna decyzja. Co o tym przesądziło?

Do jednej ze szkół podstawowych przyszedł uczeń, który był zakażony koronawirusem. Potem podejrzenie pojawiło się w przedszkolu.
Dyrektorzy również zgłaszali nam, że w szkołach i przedszkolach pojawiają się dzieci pracowników przedsiębiorstwa, gdzie wykryto pierwsze ognisko koronawirusa. Trudno aby dzieci utrzymywały dystans zalecony przez Główny Inspektorat Sanitarny.

Jest pan zaskoczony przebiegiem epidemii?

Trudno mówić o zaskoczeniu, wiem, że wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko.
Do tej pory cieszyłem się, że – mimo że mamy szpital zakaźny w mieście – koronawirus omijał wcześniej Starachowice.

Jak ocenia pan współpracę z sanepidem i administracją centralną?

Mam wielki szacunek dla wszystkich pracowników służb sanitarnych pracujących w Starachowicach. Oni niemal dosłownie stają na rzęsach, by nadążyć za tym, co się dzieje dookoła, chociażby – by podejmować decyzje dotyczące wysyłania na kwarantannę.

CZYTAJ TAKŻE: Uzdrowiciel z Pomorza oferował lek na koronawirusa. Wylądował w areszcie

Współpraca ze starachowickim sanepidem jest dobra. Szpital w Starachowicach, decyzją rządu, został przekształcony w szpital jednoimienny, zakaźny. Tu nikt samorządów nie pytał o zdanie.

Z jednej strony to rozumiem, bo sytuacja kryzysowa wymaga nadzwyczajnych działań. Z drugiej strony to jeden z największych szpitali w województwie i jedyny w powiecie. Szpital nagle został wyłączony z bieżącej działalności, co dla mieszkańców miasta i powiatu było, i wciąż jest, niesamowitym utrudnieniem.

No właśnie: jak reagują mieszkańcy i jak koronawirus wpływa na relacje władzy samorządowej z lokalną społecznością?

Podobnie jak w całym kraju – jest część ludzi, która obawia się wirusa, a część już nauczyła się żyć w nowej rzeczywistości.

Pamiętam jednak reakcję naszych mieszkańców na przemianowanie szpitala w jednoimienny – to była po prostu złość połączona z bezsilnością i strachem. Niestety, nic nie mogliśmy zrobić. Jestem pełen podziwu dla załogi i dyrekcji szpitala, które – pomimo tej trudnej sytuacji – natychmiast przeorganizowały swoją pracę, by wszyscy chorzy na Covid-19 znaleźli odpowiednią opiekę.

A czy zmienia się podejście do samorządu?

Na pierwszym etapie od wybuchu pandemii odbieraliśmy setki telefonów – dotyczyły w większości spraw, za które prezydent nie odpowiada, np. były to prośby o zamknięcie zakładów pracy. Później liczba tych telefonów i wiadomości spadła.

CZYTAJ TAKŻE: Świetlna rewolucja. Koronawirus wyłącza niektóre latarnie

Codziennie odbieram około kilkunastu wiadomości, do tego dochodzą maile, telefony, listy.
Myślę, że podejście mieszkańców do samorządu nie zmieniło się specjalnie, jednak mam wrażenie, że to doświadczenie scaliło nas jako społeczność lokalną. Widać to chociażby po zaangażowaniu wolontariuszy w pomoc dla starachowickiego szpitala.

Jak pan ocenia wpływ koronawirusa na budżet?

Przy około 240 mln złotych dochodów służby finansowe Stachowic oceniły, że koronawirus spowoduje, iż nasze wpływy będą niższe o około 10 mln zł. Robimy wszystko, co się da, by ta wyrwa nie była tak duża. I niestety, tarcza 4.0 w załataniu tej wyrwy nie pomoże.

Co pan ma na myśli?

Bardzo czekałem na tarczę. Np. na zwiększenie wpływów z PIT, na wyrównanie tego, co zostało odjęte z powodu obniżki podatku PIT. Tak się nie stało.

A możliwości zadłużania się, które zostały ujęte w tarczy, są dla mnie nie do przyjęcia, to nie jest żadna pomoc. Wsparcie polegające na tym, że samorząd może się zadłużyć, to dla mnie żadne wsparcie. Te długi będą musiały być spłacone z podatków w kolejnych latach.

Ja staram się ograniczać bieżące wydatki i inwestycje tam, gdzie nie ma dofinansowania ze środków zewnętrznych. Tak aby nie zaciągać zobowiązań finansowych poza tymi ujętymi w wieloletnim planie finansowym. W tej chwili zadłużenie Starachowic jest niższe niż było, gdy rozpoczynałem pierwszą kadencję w 2014 roku. A jednocześnie bardzo zwiększyły się wydatki inwestycyjne.

Sądzi pan, że rząd będzie chciał docelowo wprowadzać komisarzy w zadłużonych samorządach?

Nie zdziwiłbym się, gdyby tak było. O ile nasza sytuacja jest stabilna, o tyle już w grudniu wielu samorządowców w Polsce miało problem ze spięciem części dochodowej i wydatkowej tak, by była jakakolwiek nadwyżka operacyjna.

CZYTAJ TAKŻE: Efekt koronawirusa. O pracy w urzędzie nie ma co marzyć

To oznacza, że część samorządów przysłowiowo stoi pod ścianą. Łatwo sobie wyobrazić, jak trudne ruchy muszą wykonać, by nie przekroczyć przyjętych norm. Dlatego wiele osób może się cieszyć z poluzowania wskaźników.

Co do wyborów – czy już pan wie, na czym stoi, jeśli chodzi o organizację wyborów?

W przypadku wyborów 28 czerwca moi współpracownicy są organizacyjnie gotowi, by się odbyły. Wcześniej największe problemy były ze skompletowaniem składów komisji. Teraz mam nadzieję, że nie będzie takich problemów.

Poprze pan Trzaskowskiego jako samorządowca?

Od dawna deklaruję, że nikogo nie będę popierał w wyborach, ale każdy kandydat, który ma doświadczenie pracy w samorządzie, jest cennym kandydatem.

Najważniejsze jest dla mnie to, żeby przyszły prezydent rozumiał samorząd i jego problemy. Samorząd to my wszyscy. Prezydent z doświadczeniem samorządowym na pewno nie podpisze ustaw, które nakładają na samorządy kolejne obowiązki i wydatki, a nie dają im na to żadnych środków finansowych.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Prezydent Torunia: Najważniejsi inwestorzy nie rozmawiają o koszcie siły roboczej

Firma to nie tylko produkcja. To pracownicy, którzy po ośmiu godzinach pracy szukają aktywności ...

Urzędy testują sposób na skrócenie kolejek

Kraków jest pierwszym dużym miastem, które wprowadziło u siebie tzw. urzędomaty – paczkomaty InPostu, ...

Kazimierz znowu bez samochodu

Dawną dzielnicę żydowską czeka kolejna zmiana przepisów o ruchu kołowym. Strefa ograniczonego ruchu wraca ...

Rośnie siła mniejszych miast

Brak rąk do pracy powoduje, że stutysięczniki mogą śmiało rywalizować o najemców biur z ...

Regiony dostaną 124 mln zł z programu Life

Sześć polskich projektów dostało 28 mln euro z unijnego programu Life. Organizacje pozarządowe mogą ...

Katowice, Wrocław i Poznań przygotowują się do FST

Z 40 mld euro, jakie w Funduszu Sprawiedliwej Transformacji przeznaczono dla górniczych regionów, aż ...