Polskie bojery latają w najlepsze

Zawodnicy z Warmii i Mazur zdominowali styczniowe mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych. Czy słynący z żeglarstwa region może liczyć na godnych następców Karola Jabłońskiego?

Publikacja: 08.02.2017 22:30

Karol Jabłoński na trasie jednego z wyścigów podczas Międzynarodowych Bojerowych Mistrzostw Polski w

Karol Jabłoński na trasie jednego z wyścigów podczas Międzynarodowych Bojerowych Mistrzostw Polski w klasie DN na jeziorze Kisajno (luty 2014 r.)

Foto: PAP, Tomasz Waszczuk Tomasz Waszczuk

Polscy żeglarze lodowi po raz ostatni wrócili z bojerowych mistrzostw świata bez medalu dosyć dawno temu, bo w 2009 r. (impreza organizowana jest co roku). Od tamtej pory zdobyli aż 18 medali, w tym siedem złotych. Mało tego, zdarzało im się nawet zajmować wszystkie miejsca na podium.

Od lat o sile naszej reprezentacji stanowią zawodnicy z Warmii i Mazur. I podczas tegorocznych mistrzostw na jeziorze Kegonsa w stanie Wisconsin w USA dzięki nim znów było biało-czerwono.

Czwarty z rzędu i jedenasty w karierze tytuł zdobył Karol Jabłoński (OKŻ Olsztyn), który wyprzedził reprezentanta gospodarzy Matta Struble. Trzecie miejsce zajął Michał Burczyński (AZS UWM Olsztyn), czwarte Robert Graczyk, a szóste Tomasz Zakrzewski (obaj MKŻ Mikołajki).

– Brak medalu naszej reprezentacji na pewno byłby dużym rozczarowaniem, bo to my mamy u siebie najbardziej utalentowanych i utytułowanych zawodników – powiedział „Rzeczpospolitej” Karol Jabłoński tuż po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. – Ale pamiętajmy też, że bojery są bardzo trudnym sportem. To nie jest tak, że Jabłoński i inni Polacy mają licencję na medale, my po prostu robimy dosłownie wszystko, żeby je zdobywać. Wydajemy przy tym dużo pieniędzy i poświęcamy mnóstwo czasu, przygotowując się do startów w pełni profesjonalnie, mimo że to wciąż sport amatorski – dodał.

Bojery uczą, jak lepiej czuć wiatr

Jabłoński swoje pierwsze bojerowe mistrzostwo świata zdobył 1992 r. w Szwecji w wieku 30 lat. Od tamtej pory tytuły dla Polski zdobywali oprócz niego także Tomasz Zakrzewski (2012 i 2013) oraz Michał Burczyński (2006 i 2010), czyli dziś zawodnik zaledwie 36-letni.

Zaledwie, bo bojery uchodzą za sport dla długowiecznych. Wystarczy wspomnieć, że jego utytułowany ojciec Piotr Burczyński startował w mistrzostwach globu w latach 90., mając na karku ponad 50 lat. A wspomniany już Karol Jabłoński wciąż wygrywa w wieku 54 lat.

Wygląda więc na to, że najbardziej utytułowany Jabłoński nie powinien bać się o swoich następców. Chociaż sam kończyć ze startami jeszcze nie zamierza.

Mistrz świata tak mówił o swojej karierze w ubiegłym roku w rozmowie z „Rzeczpospolitą”: – W tym sporcie doświadczenie zdobywa się latami, wielu najlepszych jest w moim wieku. Chcę żeglować tak długo, jak na to pozwoli zdrowie. Trudno powiedzieć, czy dociągnę do sześćdziesiątki, a może dalej. Gdyby ktoś 15 lat temu mnie zapytał, czy będę w obecnym wieku wygrywać mistrzostwa świata, to powiedziałbym „słuchaj, stary, chyba śnisz”. Nie oszukujmy się, wiek robi swoje, szczególnie w bojerach, gdzie wyścigi są wyczerpujące.

Chociaż bojerów trudno nie nazywać sportem niszowym, to na Warmii i Mazurach od lat funkcjonuje kilka ośrodków zajmujących się tą zimową odmianą żeglarstwa. Oprócz Olsztyna są to przede wszystkim Mikołajki, Mrągowo, Giżycko i Iława.

Jak mówi Adam Liszkiewicz, szef wyszkolenia i fundator OKŻ Olsztyn, w ich klubie najmłodsi adepci bojerów mają już po 11 lat.

– W bojerach klasy Ice Opti, które wykorzystujemy w szkoleniu początkowym, mamy obecnie grupę 12 dzieci. Następnie w juniorach, którzy „latają” już na DN-ach (na takich mistrzostwa zdobywali właśnie Polacy – red.), trenuje u nas siedem osób, z czego trzy są już mocno zaawansowane. To mistrzyni świata juniorów Sara Piasecka oraz Jędrzej Wissuwa i Kamil Kozioł – podkreśla.

– Przez to, że Karol odnosi tak duże sukcesy i strategicznie ciągnie nasz klub, chcemy jeszcze bardziej się rozwijać. Na razie to się udaje, bo klub istnieje dopiero trzeci rok, a już ma się czym pochwalić. Tak więc po Karolu na pewno nie zostanie już tylko spalona ziemia. Odradzamy się, na pewno stworzymy silną grupę – zapowiada Adam Liszkiewicz.

Tym bardziej że sprzyjają temu także warunki. Klub, którego twarzą jest Jabłoński, ma swoją siedzibę w wybudowanym przez miasto w 2015 r. nowoczesnym Centrum Żeglarstwa Wodnego i Lodowego nad Jeziorem Krzywym.

Jak podkreśla Adam Liszkiewicz, bojery są świetnym okresem przygotowawczym do tradycyjnego żeglarstwa.

– Przy okazji uczą szybkości podejmowania decyzji, hartują zawodnika, bo przy sprzęcie bojerowym też jest dużo roboty. Starty zimą pozwalają też mieć lepsze wyczucie wiatru, ponieważ na lodzie można go tylko czuć. Latem widać, jak marszczy się woda, tutaj trzeba mieć większą wiedzę o strukturze wiatru, umiejętności odczuwania go. Bojery to również świetne przygotowanie motoryczne – twierdzi.

Z kolei w Mazurskim Klubie Żeglarskim w Mikołajkach, jednym z najstarszych w Polsce, szkoleniem początkowym obejmowane są już nawet ośmio–dziewięciolatki. W wielu przypadkach bojerowy bakcyl przekazywany był tam z pokolenia na pokolenie.

– Ten sport to pasja, wręcz choroba. U nas w Mikołajkach nie ma chyba rodziny, gdzie nie byłoby albo dziadka zawodnika, albo jakiegoś medalisty. To bardzo ciekawe. Kultywujemy tradycję, ponieważ jest ona pewną ikoną naszego miasta – mówi Jan Leszczyński, prezes MKŻ.

Podkreśla jednak, że największym problemem dyscypliny jest znalezienie sponsoringu. – W tak niszowym i w pewnym sensie elitarnym sporcie, jak żeglarstwo lodowe, jest o to bardzo ciężko. Trudno jest przecież pokazać bojery na przykład w transmisji telewizyjnej. Chociaż trzeba przyznać, że coraz lepiej można już wykorzystywać do tego drony – zaznacza Jan Leszczyński.

„Wszystko dzięki pasjonatom”

Doświadczeni żeglarze przyznają jednak, że wciąż częsty jest scenariusz, w którym utalentowani zawodnicy, stojąc przed wyborem wyjazdu na studia lub pozostania w regionie, gdzie mogliby kontynuować treningi, wybierają to pierwsze.

– Osobiście od kilku już lat dostrzegam pewną stagnację, jeżeli chodzi o młodzież garnącą się do bojerów. Młodzi jeszcze do momentu pójścia na studia mają do tego zapał, ale później, żeby móc ścigać się w czubie, trzeba też włożyć w to trochę pieniędzy. Do tego specyfika tego sportu polega też na tym, że jest on bardzo mocno zależny od kaprysów pogody. Na szczęście pozostało jeszcze u nas kilku zaawansowanych wiekowo zawodników, którzy próbują wciągnąć w to młodzież – mówi Piotr Burczyński, bojerowy mistrz świata z 1979 r.

Burczyński dzięki swojemu sukcesowi został nawet wówczas jednym z laureatów plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na dziesięciu najpopularniejszych sportowców w Polsce. Mieszkaniec Olsztyna, oprócz licznych mistrzostw Polski, ma w swoim bogatym dorobku łącznie sześć medali mistrzostw świata i osiem z mistrzostw Europy.

On sam ryzykuje stwierdzenie, że bojery stają się dyscypliną coraz bardziej niszową.

– Mamy w Polsce wciąż świetne wyniki, bo znalazło się kilku pasjonatów, którzy ciągną to dalej. Ale boję się, że to po prostu w końcu umrze śmiercią naturalną – ostrzega Piotr Burczyński.

– To zresztą tendencja ogólnoświatowa. Sam pamiętam czasy, kiedy podczas otwarcia mistrzostw świata wciągano na maszt nawet 18 flag, grano hymny, to było coś wspaniałego. A w nowszej historii tego sportu zdarzają się przypadki, że startujących reprezentacji jest mniej niż dziesięć – mówi Piotr Burczyński.

Karol Jabłoński: – Sport bojerowy w latach 70. czy 80. miał zupełnie inną wartość medialną. Kiedyś pasjonowało się tym więcej ludzi, m.in. dlatego, że nie było aż tylu sportów alternatywnych.

– Mamy świadomość, że bojery były, są i zawsze będą u nas sportem niszowym. Mimo to mam nadzieję, że w Olsztynie uda się nam zbudować pomost, aby ci najbardziej utalentowani młodzi zawodnicy jednak chcieli zostać przy bojerach – podkreśla Jabłoński.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej