Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie nowe obowiązki nakłada na samorządy implementacja unijnej dyrektywy o jakości wody pitnej i kto sfinansuje niezbędne modernizacje.
- W jaki sposób spór o taryfy za wodę i ścieki wpływa na zdolność gmin do wdrażania nowych, kosztownych przepisów.
- Z jakimi wyzwaniami organizacyjnymi i kadrowymi zmierzą się mniejsze gminy, aby sprostać nowym wymogom jakościowym.
21 maja zacznie obowiązywać nowelizacja ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Nowe przepisy pokonały wiele meandrów, w tym listopadowe weto prezydenta Karola Nawrockiego. Obecną nowelę zainicjowali posłowie, prezydent podpisał ją na początku maja. Implementuje unijną dyrektywę dotyczącą jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, którą powinniśmy byli przyjąć ponad trzy lata temu, jeśli chcielibyśmy to zrobić na czas. Zmiany prawne nakładają nowe obowiązki na gminy, przedsiębiorstwa wodociągowe oraz właścicieli budynków.
Skąd wziąć pieniądze na niezbędne modernizacje?
Grzegorz Gałabuda, ekspert z firmy SID Szkolenia i Doradztwo zwraca uwagę na to, że pierwsze obowiązki samorządów wynikające z przepisów, czyli identyfikacja osób wykluczonych z dostępu do wody pitnej, nie będą tak skomplikowane i kosztowne, jak kolejne. – Efektem analiz dotyczących sieci wodociągowej, nowych wymogów jakościowych, będzie konieczność przeprowadzenia prac modernizacyjnych. Samorządy i firmy wodociągowe uwzględnić będą musiały nowe, dodatkowe parametry jakościowe wody, związane to będzie z jej uzdatnianiem – mówi ekspert.
Przypomina, że pięć lat rząd szacował koszty tych inwestycji temu na ponad 40 mld zł, ale teraz niektórzy twierdzą, że może być to nawet ok. 80 mld zł. – Jako źródło finansowania wskazuje się przede wszystkim budżety samorządów i budżety przedsiębiorstw wodociągowych. Te inwestycje będą realizowane w czasie, w którym Polska będzie w następnych perspektywach unijnych otrzymywała coraz mniejsze wsparcie na cele środowiskowe. Dodatkowo w tym samym czasie potrzebne będą inne inwestycje powiązane z rewizją dyrektywy ściekowej, na które potrzebnych będzie kolejnych kilkadziesiąt mld zł – przypomina Grzegorz Gałabuda.
W małych samorządach brakuje ludzi, a obowiązki rosną
Piotr Czerwczak, technolog produkcji wody, pełnomocnik zarządu ds. bezpieczeństwa wody w Wodociągach Słupskich, także uważa, że spółki takie jak słupska i większe, z odpowiednią kadrą i sprzętem, nie będą miały kłopotów z dostosowaniem się do nowych wymogów jakościowych. Wodociągi Słupskie to komunalna spółka, należąca do miasta Słupska. – Analizowanie ryzyk, zarządzanie ewentualnymi zagrożeniami, opracowanie procedur, postępowanie według nich może być problemem dla mniejszych samorządów. W mniejszych gminach, w których nie ma spółek wodnych, zwykle gospodarką komunalną zajmuje się jedna lub kilka osób. Zaś w sferze tej dzieje się tak dużo, że dla nich dodatkowe działania prewencyjne mogą być problemem – uważa ekspert.
Jego zdaniem zlecenie przez samorządy opracowania „mapy zagrożeń”, planu bezpieczeństwa wody, firmom zewnętrznym nie jest dobrym rozwiązaniem. – To nie może być dokument, który potem będzie leżał na półce. Powinni go opracować ludzie, którzy na co dzień zajmują się gospodarką wodociągową, instalacjami – twierdzi. I dodaje, że niektóre firmy doradcze na rynku specjalnie wyolbrzymiają zapisy dyrektywy po to, by pokazać samorządowcom i urzędnikom z jak trudną będą się musieli zmierzyć materią. – Taki plan bezpieczeństwa wody należy zaś opracować na podstawie wytycznych WHO, przygotowanych, opisanych i przedstawionych w sposób zrozumiały – podkreśla Piotr Czerwczak.
Z jakich źródeł pokryć większe koszty?
Zgadza się z nim Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich. – Zachowanie właściwej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi jest bardzo ważną sprawą, istotną nie tylko z punktu widzenia jakości życia i bezpieczeństwa sanitarnego, lecz również z punktu widzenia budowania odporności społeczeństwa na zagrożenia. Uchwalona nowelizacja stawia przed przedsiębiorstwami wodno–kanalizacyjnymi – a w praktyce przed gminami – wyzwania, lecz są one możliwe do osiągnięcia. Problemy mogą pojawić się w przypadku sieci wodociągowych o tak małym zasięgu, że ich możliwości inwestycyjne będą ograniczone w przypadku koniecznych modernizacji – mówi.
Czytaj więcej
Przebudowa i budowa kanalizacji deszczowej w Katowicach, powstanie stacji uzdatniania wody oraz modernizacja oczyszczalni w gminie Rokietnica – sam...
Benedykt Węgrzyn, wójt gminy Dobra w woj. małopolskim, podkreśla, że dbałość o jakość wody, w tym implementacja unijnej dyrektywy, jest i potrzebna i dobra. Jednak każda zmiana związana z dodatkowymi powinnościami oznacza dodatkowe koszty. – Nie możemy odrywać poprawy standardów od możliwości finansowych. W sferze publicznej nic nie jest za darmo – w dziesięciotysięcznej gminie Dobra ponad 70 proc. mieszkańców korzysta z wodociągu, a zarządza nim gmina jako urząd.
A Joanna Wons-Kleta, wójt gminy Pawonkow (w woj. śląskim) przyznaje, że samorządy, w tym Związek Gmin Wiejskich RP, domagają się modelu „monitorowania opartego na ryzyku”, zamiast obowiązkowego badania wszystkich nowych parametrów w każdym wodociągu.
Prawo czy obowiązek?
Stanowisko samorządów dotyczące wdrażania nowych przepisów o jakości wody jest spójne z ich wcześniejszymi postulatami dotyczącymi taryf za wodę i ścieki. Jak zwraca uwagę Mariusz Marszał ze ZGWRP, gminy od lat podkreślają, że kolejne obowiązki nakładane na samorządy i przedsiębiorstwa wodociągowe powinny uwzględniać realne możliwości organizacyjne i finansowe lokalnych systemów wodociągowych. Samorządy krytycznie oceniają zarówno obecny system zatwierdzania taryf przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, chociaż, co należy zauważyć, nastąpiła w ostatnim czasie znaczna poprawa w tym obszarze, jak i nowe obowiązki wynikające z wdrażania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/2184. W obu przypadkach wskazują, że państwo przerzuca na gminy dodatkowe koszty i odpowiedzialność, nie zapewniając jednocześnie odpowiednich narzędzi ani finansowania.
Szczególne zastrzeżenia budzi sposób wdrażania nowych obowiązków dotyczących monitorowania jakości wody. ZGWRP wraz z całą stroną samorządową przypomina, że sama dyrektywa przewidywała trzyletni okres przejściowy dla nowych parametrów chemicznych. W tym czasie państwo powinno zebrać dane dotyczące występowania nowych substancji i przekazać je dostawcom wody, tak aby uniknąć niepotrzebnego i kosztownego monitorowania tam, gdzie ryzyko nie występuje. Zdaniem samorządów w Polsce nie zapewniono jednak takiego systemu wsparcia, a obowiązki i koszty badań zostały przeniesione bezpośrednio na wodociągi oraz mieszkańców.
Czytaj więcej
Coraz więcej miast dostrzega, że deszczówka to nie problem, lecz zasób. Dlatego samorządy oferują mieszkańcom dofinansowanie na zakup i montaż urzą...
Według strony samorządowej obowiązkowe badanie wszystkich nowych parametrów chemicznych, takich jak PFAS, Bisfenol A czy uran, we wszystkich wodociągach, może kosztować dziesiątki milionów złotych rocznie. Koszty te ostatecznie przełożą się na wyższe rachunki za wodę dla mieszkańców. Samorządy podkreślają, że szczególnie małe gminy mogą mieć problem z realizacją nowych obowiązków, podobnie jak w przypadku proponowanych taryf progresywnych, które – jak wskazuje Związek Gmin Wiejskich RP – są bardzo skomplikowane w wyliczaniu i wymagałyby dodatkowych specjalistów.
Dlatego samorządy postulują, aby nowe przepisy były bardziej elastyczne i oparte na rzeczywistej ocenie ryzyka. Ich zdaniem monitoring nowych substancji powinien być obowiązkowy tylko tam, gdzie istnieją przesłanki, że mogą one występować w wodzie i stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego.
Adam Ciszkowski, burmistrz Halinowa (Mazowsze) także uważa, że dla samorządów sposób ustalania taryf na wodę jest znacznie ważniejszy niż nowe przepisy wynikające z ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę. – Władze samorządowe, rada mogą zdecydować o tym, że chcą dopłacać do stawek, ale nie powinno być tak, że muszą, a do tego sprowadzają się obecne przepisy – mówi.