Laureat nagrody „Rowerowa Inspiracja”: Najpierw marzę, a potem planuję i realizuję

Teraz jest czas, by w Polsce powstała sieć długodystansowych dróg rowerowych. To pozwoli na spopularyzowanie turystyki rowerowej – mówi Rafał Jurkowlaniec, laureat nagrody „Rowerowa Inspiracja” przyznanej przez naszą redakcję podczas 3. edycji Polish Bicycle Summit.

Publikacja: 17.12.2023 20:00

Rafał Jurkowlaniec nie mógł uczestniczyć w tegorocznym Polish Bicycle Summit, gdyż przemierzał wówcz

Rafał Jurkowlaniec nie mógł uczestniczyć w tegorocznym Polish Bicycle Summit, gdyż przemierzał wówczas na dwóch kółkach Australię. Mamy nadzieję, że z wieloletnim samorządowcem i promotorem roweru zobaczymy się na następnym szczycie

Foto: mat. pras.

Niedawno wrócił pan z wyprawy rowerowej przez środek Australii z Darwin do Adelajdy. Prawie 3200 km w 23 dni, prawie 140 km dziennie. Jak pan dał radę pokonać tę, w sumie chyba morderczą, trasę?

Pozornie wydaje się, że to duży dystans. Jednak kiedy rozłożymy wszystko na czynniki pierwsze i uświadomimy sobie, że rowerzysta w takim turystycznym tempie porusza się z prędkością ok. 20 km na godzinę, to te 140 km daje zaledwie siedem godzin jazdy. To nie jest jakiś ekstremalny wysiłek i da się spokojnie zrobić.

Przy normalnej kondycji można pozwolić sobie na wyprawę, podczas której jeździmy rowerem siedem, czasem osiem czy nawet dziesięć godzin dziennie.

Czytaj więcej

Samorządy chcą wypchnąć z miejskich ulic część prywatnych samochodów

Długo się pan przygotowuje do takiej wyprawy? Zwłaszcza fizycznie?

Nie robię żadnych specjalnych przygotowań. Staram się przez cały rok utrzymywać aktywność: jeżdżę na rowerze i biegam. Latem mniej biegania, a więcej jazdy na rowerze, a zimą, gdy pogoda jest nieco trudniejsza, więcej biegam.

Wystarcza mi pięć, czasem sześć takich aktywności w tygodniu. I nie są to specjalistyczne treningi. Po prostu biegam po lesie albo jeżdżę na rowerze. To w zupełności mi wystarcza.

Do takiej wyprawy jak ta w Australii trzeba było się też przygotować finansowo.

Na pewno, to są spore koszty. Podróżowanie rowerem też je generuje, mimo że nie kupuje się benzyny. Kosztuje sporo, choćby z uwagi na noclegi.

Tu są dwie szkoły. Jedna to jeżdżenie na lekko, bez ciężkiego bagażu, i nocowanie w hotelach czy w kwaterach prywatnych. Ja ten sposób wybieram, bo nie jestem już młodzieńcem. Wolę spać w takich miejscach, żeby móc spokojnie odpocząć.

Natomiast bardzo wiele osób, zwłaszcza młodszych, podróżuje na rowerach z namiotem. Wówczas koszty noclegów są albo zerowe, albo bardzo niskie, ale komfort takiego noclegu jest zdecydowanie niższy.

Na jakim rowerze pan jeździ?

Od wielu lat jeżdżę na rowerze gravelowym (łączącym elementy rowerów szosowych, przełajowych oraz górskich – red.). Z jednej strony pozwala on na szybką jazdę, kiedy mamy dobrą nawierzchnię, a z drugiej daje możliwość podróżowania po drogach gruntowych, po kamieniach, po lesie.

Czytaj więcej

Białystok dopłaci mieszkańcom do zakupu rowerów elektrycznych

Jak zabrać ze sobą rower tak daleko? Samolotem? Statkiem?

To bardzo proste. Większość linii lotniczych pozwala na zabranie ze sobą roweru.

Są dwie opcje. Albo można za rower zapłacić dodatkowo ok 50–100 euro, albo – tak jak było w przypadku ostatniego lotu do Australii – linia lotnicza przyjmuje rower zamiast walizki.

Jeżeli pudło z rowerem nie jest zbyt wielkie, to jest ono traktowane jak zwykły bagaż w cenie biletu. Tak właśnie mój rower poleciał do Australii. Wcześniej spakowałem go w karton, nadałem na lotnisku we Wrocławiu i odebrałem w Australii. Po wszystkim karton wyrzuciłem. A kiedy wracałem do Polski, poszedłem do sklepu rowerowego, gdzie dostałem na spakowanie roweru nowy, i przyleciałem z nim do Polski.

Przed lotem rower trzeba rozłożyć, choćby częściowo?

Trzeba zdjąć przednie koło, odkręcić kierownicę, zdjąć siodełko i pedały. To w zupełności wystarcza.

Dlaczego wybrał pan Stuart Highway, czyli trasę łączącą północ z południem Australii?

Od lat marzyłem, by przejechać świat na rowerze. Kiedy byłem młodszy, wyobrażałem sobie, że pewnego dnia wyruszę z Wrocławia i w kilka miesięcy objadę cały glob. Ale jak to bywa, życie zweryfikowało moje plany i musiałem swoją wyprawę podzielić na etapy.

Był czas, kiedy jeździłem po Azji. Przejechałem też całą Europę, a potem Amerykę Północną ze wschodu na zachód, z Nowego Jorku aż nad Pacyfik. To było w zeszłym roku, a w tym roku przejechałem zachodnią Afrykę. Wystartowałem w Hiszpanii, potem Gibraltar i przez Saharę dojechałem aż do Gambii.

Na mojej liście marzeń była też wyprawa do Australii. Miałem dwie opcje: albo szlak wschód–zachód z Sydney do Perth, który rowerzyści wybierają najczęściej, albo trasę Stuart Highway, która łączy północ z południem. Wybrałem tę drugą opcję, bo zawsze chciałem przejechać przez gorące centrum Australii i zobaczyć Uluru – magiczny kamień, który jest na samym środku czerwonej pustyni. Może była to i trudniejsza trasa, ale bardzo interesująca i absolutnie fascynująca.

W którym z państw, które dotąd pan odwiedził, są najlepsze warunki do jazdy?

Najbezpieczniejsza i najbardziej komfortowa jest Europa. Podróż, którą odbyłem dwa lata temu z Wrocławia do Lizbony, przez Niemcy, Holandię, Belgię, Francję i Hiszpanię, to była bajka. Przez miesiąc jechałem bardzo wygodnymi drogami rowerowymi. A jeśli nie były to specjalne trasy dla rowerów, szlak wiódł przez boczne, mało użytkowane przez samochody drogi. No i kierowcy zachowywali się na nich bardzo kulturalnie.

Czytaj więcej

Warszawa stawia na mikromobilność: hulajnogą do przystanku, rowerem do biura

Muszę też przyznać, że równie bezpiecznie czułem się, gdy jeździłem po Azji Południowo-Wschodniej. Mam na koncie trasę z Singapuru, przez Malezję, Tajlandię i Kambodżę, do Wietnamu. Tam też jeździło się bezpiecznie i prawie tak samo komfortowo, jak w Europie. Tyle że klimat był o wiele przyjemniejszy. Do tego bardzo tanie noclegi, cudowne jedzenie i przyjaźni ludzie. Było fantastycznie.

A na drugim biegunie są niektóre odcinki mojej podróży przez USA, gdzie bywało naprawdę ciężko. Niezbyt komfortowo czułem się choćby w Kolorado i na wybrzeżu Pacyfiku. Drogi bez pobocza i duży ruch były naprawdę stresujące.

Zdecydowanie najbardziej niebezpieczne są jednak drogi w Afryce. Trzeba tam bardzo uważać, bo kierowcy są nieuważni, jeżdżą szybko, a ich auta są bardzo stare. A dodatkowo szosy są kiepskie. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Z jakich rozwiązań rowerowych, które pan widział za granicą, powinna skorzystać Polska czy Dolny Śląsk, gdzie przez wiele lat działał pan w samorządzie?

Uważam, że trzeba rozbudowywać sieć dróg rowerowych – i to nie tylko tych lokalnych, które służą mieszkańcom do dojeżdżania do pracy czy szkoły, bo to samorządowcy już od wielu lat dobrze prowadzą. Teraz czas, by w Polsce powstała sieć długodystansowych dróg rowerowych. To jest coś, co pozwoli spopularyzować turystykę rowerową.

Dla wielu osób kluczowe jest bezpieczeństwo. Jeżeli będą miały świadomość, że mogą jechać wygodną, bezpieczną, odseparowaną od ruchu samochodowego trasą, to pojadą na takie wakacje całą rodziną. A to będzie się przekładało na kolejne pokolenia, które będą jeździły na rowerze.

Długodystansowe trasy rowerowe to coś, co musimy w Polsce w krótkim czasie zrobić, a efekty będą doskonałe.

Budowa takich tras powinna się znaleźć w krajowej strategii rowerowej?

Uważam, że tak. Budowa dróg rowerowych to są zadania samorządów realizowane od poziomu gmin po województwa. Koordynacyjną rolę powinno przejąć państwo. Najlepiej by było, gdyby wspomogło finansowanie tych projektów, bo są jednak dość kosztowne. Jeżeli chcemy mieć dobre trasy na wysokim poziomie, to niezbędny jest udział rządu i optymalnie: dofinansowane ze środków unijnych.

Zawsze jeżdżę w kasku i uważam, że nawet jeżeli nie ma prawnego obowiązku, to każdy rozsądny rowerzysta powinien z takiego zabezpieczenia korzystać

Rafał Jurkowlaniec, laureat nagrody „Rowerowa Inspiracja”

Co jeszcze powinno się znaleźć w strategii?

Także kwestie związane z bezpieczeństwem czy popularyzowaniem takiego sposobu podróżowania. Bardzo podoba mi się pomysł, żeby rower był środkiem dojazdu do kolei regionalnej czy podmiejskiej albo innych środków komunikacji publicznej. Dzięki takiej synergii skutecznie skłonimy mieszkańców, by przesiedli się z aut na rowery i korzystali z transportu publicznego.

Moim zdaniem to szansa na przyszłość. Jeśli dopracujemy ten system, to za kilka lat będziemy na poziomie Holandii, Danii czy Niemiec.

Kaski powinny być obowiązkowe dla wszystkich?

Uważam, że tak. Ci, którzy kasku nie używają, narażają się świadomie na niepotrzebne ryzyko. Pamiętam historię mojego syna Mikołaja, który ostro się kiedyś ścigał i miał wypadek na zawodach. Uderzył w drzewo, a kask rozleciał się na kawałki. Lekarz pogotowia, który opatrywał Mikołaja i widział ten kask, powiedział, że „gdyby nie miał go na głowie, to jego czaszka wyglądałaby jak ten rozbity hełm. Prawdopodobnie nie byłoby kogo ratować”. Zawsze jeżdżę w kasku i uważam, że nawet jeżeli nie ma prawnego obowiązku, to każdy rozsądny rowerzysta powinien z takiego zabezpieczenia korzystać.

Jakie kolejne plany rowerowe na przyszły rok?

Na pewno chcę dużo jeździć. Szczególnie po Dolnym Śląsku, bo uważam, że jest to fantastyczny region. Mamy tu trasy nizinne i górskie, są piękne szlaki transgraniczne. Uwielbiam wycieczki rowerowe w okolicach Wałbrzycha, Jeleniej Góry, Stawów Milickich czy wzdłuż granicy z Niemcami i Czechami. No, i w planie mam ostatni kontynent, który przejadę na rowerze, czyli Amerykę Południową. Opracowałem już trasę i czekam na dobry moment.

Niedawno wrócił pan z wyprawy rowerowej przez środek Australii z Darwin do Adelajdy. Prawie 3200 km w 23 dni, prawie 140 km dziennie. Jak pan dał radę pokonać tę, w sumie chyba morderczą, trasę?

Pozornie wydaje się, że to duży dystans. Jednak kiedy rozłożymy wszystko na czynniki pierwsze i uświadomimy sobie, że rowerzysta w takim turystycznym tempie porusza się z prędkością ok. 20 km na godzinę, to te 140 km daje zaledwie siedem godzin jazdy. To nie jest jakiś ekstremalny wysiłek i da się spokojnie zrobić.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Transport
Nie ma zgody na plany poszerzenia dolnośląskiego odcinka autostrady A4
Transport
Kolej wyda 5 mld zł na zwiększenie liczby pociągów i skrócenie czasów podróży na Śląsku
Transport
Kuszenie wyborców wizją bezpłatnej komunikacji miejskiej. Czy to zadziała?
Materiał partnera
Dolny Śląsk inwestuje w kolejne nowe pociągi
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Transport
Jaka będzie przyszłość kolei aglomeracyjnej w Małopolsce