Dlaczego w naszym kraju urbanistyka się nie przyjęła

?Brak racjonalnej polityki przestrzennej, wadliwy system planowania, brak kontroli rynku nieruchomości, procesy spekulacyjne i słabość instytucji publicznych ?to podstawowe źródła kryzysu.

Publikacja: 15.07.2014 01:35

W Polsce gospodarkę przestrzenną uczyniliśmy przedmiotem gier rynkowych

W Polsce gospodarkę przestrzenną uczyniliśmy przedmiotem gier rynkowych

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

System gospodarki przestrzennej jest niesprawny, a planowanie przestrzenne znajduje się w stanie zapaści. Skutki tego są znane. Dokumenty rządowe, badania statystyczne GUS, dziesiątki ekspertyz pokazują szkody społeczne i rosnące koszty finansowe patologii przestrzennych. Koszty te pokrywa państwo, czyli obywatele płacący podatki.

Wadliwe plany przestrzenne rodzą skutki prawne. W efekcie rośnie liczba pozwów kierowanych do sądów przez właścicieli nieruchomości. Ich wysokość w wielu gminach sięga już setek milionów złotych, jednak nikt tego zjawiska nie monitoruje. Bilanse strat generowanych przez chaos urbanizacyjny są jednak niepełne. Nie znamy skutków rozpraszania zabudowy. Z badań prowadzonych w innych krajach wiemy jednak, że są wysokie.

Bezpośrednie źródła kryzysu również znamy. To brak racjonalnej polityki przestrzennej, wadliwy system planowania, brak kontroli rynku nieruchomości, procesy spekulacyjne i słabość instytucji publicznych. Problemy te omawia wiele dokumentów, wśród nich najpełniej KPZK, czyli Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030.

Potrzebna sprawna administracja

Szczególnie szkodliwy jest system stanowienia i stosowania w Polsce prawa. W niedawnej debacie prezydenckiej elita polskiej legislatury poddała go miażdżącej krytyce. W innych krajach Wspólnoty prawo regulujące procesy przestrzenne jest rozbudowane i systematycznie nowelizowane, bo im więcej wolnego rynku i demokracji, tym doskonalsze muszą być regulacje prawne. Polskie prawo tej zależności nie uwzględnia.

Realizacja prawa wymaga kompetentnej i sprawnej administracji. W Anglii minister lokalnych samorządów wydaje wytyczne (PPP) wiążące wszystkie podmioty: publiczne i prywatne, a wdraża je Planning Inspectorate, organ doradczy zatrudniający 700 urbanistów, ekonomistów i prawników. Decyzje ministra są zaskarżalne, ale sądy, chroniąc interes publiczny i interesy obywateli, z zasady potwierdzają jego stanowisko. W Polsce administrację rządową odpowiedzialną za urbanistykę i architekturę prawie zlikwidowano.

Mimo wadliwego prawa mamy w naszym kraju liczne dobrze zaplanowane i rozwijające się miasta. Polskie prawo umożliwia bowiem racjonalne działania radom gmin, kompetentnym wójtom i prezydentom. Nie zapobiega jednak działaniom szkodliwym, generującym straty społeczne i finansowe; nie daje gminie uprawnień pozwalających na prowadzenie aktywnej polityki przestrzennej i rozwojowej. Wójt nie ma silnej pozycji w konfrontacji z grupami interesów, którym chaos przynosi spekulacyjne zyski. Przygotowanie i uzbrojenie terenów nie jest możliwe, ponieważ brakuje instrumentów prawnych i środków finansowych.

Barierą jest brak informacji, badań i analiz. Lekceważymy także nowe problemy urbanizacyjne. Przykład to fenomen „znikających miast", wymieniany w dokumentach unijnych jako największe wyzwanie urbanizacyjne. Towarzyszy temu kryzys zawodu urbanisty, który przez polityków został skreślony z listy zawodów zaufania publicznego, oraz „urynkowienie" planowania przestrzennego; w połączeniu z wadliwym systemem przetargowym skutkuje to nieraz niskim poziomem opracowań planistycznych.

Pytania pozostają ?bez odpowiedzi

Dlaczego urbanistyka w Polsce się nie przyjęła? Dlaczego kolejne rządy akceptują absurdalne koszty niekontrolowanej urbanizacji w państwie, którego nie stać na sprawny system opieki zdrowotnej? Dlaczego zlekceważono apele środowisk zawodowych i organizacji samorządowych kierowane do władz w latach 2001, 2007 i 2013? Dlaczego uchwały kongresów Towarzystwa Urbanistów Polskich i Związku Miast Polskich oraz memoriały organizacji przedsiębiorców pozostały bez odpowiedzi?

Najważniejsze bariery utrudniające naprawę gospodarki przestrzennej mają charakter cywilizacyjny i źródło historyczne. Są to bariery ideologiczne i kulturowo-mentalne będące efektem naszej luki w budowie państwowości, administracji, samorządów lokalnych. Dwa wieki, które rządy krajów Europy wykorzystały na budowę reguł rządzenia, kanonów wolnego rynku i demokracji, Polska, z wyjątkiem krótkiego okresu II RP, zmarnowała.

Bariera ?kulturowo-mentalna

Samorządy miejskie rozwijają się w Europie od XI wieku. Prawa miejskie Brugii wprowadziły autonomię radnych w 1127 r., a ochronę handlu w 1083 r. W Polsce samorząd lokalny istnieje 25 lat i wymaga reform, jednak zawzięcie chronimy status quo.

Wiek XI to europejskie doskonałe, ekonomiczne regulacje. W Polsce podatek katastralny wprowadził dopiero Sejm II RP w 1934 r. i przetrwał on pięć lat. W Kordobie w 1060 r. spis nieruchomości w księdze podatkowej miasta obejmował 30 szkół, 50 szpitali, 80 tys. sklepów i 300 tys. domów.

Barierą jest polski neoliberalizm, który w urbanistyce przyjął niespotykaną na świecie formę; to główna przyczyna kryzysu planowania przestrzennego Polsce. Guru liberałów, noblista Friedman, wiedział o konieczności planowania przestrzennego. My poszliśmy dalej, niż to rekomendują jego spadkobiercy i szkoła chicagowska. Przedmiotem gier rynkowych uczyniliśmy gospodarkę przestrzenną.

Nie doceniamy często skutków trzeciej bariery: kulturowo-mentalnej. Jan Szomburg trafnie ją zdefiniował jako brak infrastruktury kulturowo-mentalnej tworzonej przez kompetencje cywilizacyjne, takie jak umiejętność dialogu, współpracy, lojalność, zaufanie, poczucie dobra wspólnego, zdolność do empatii, kompromisu, rozwiązywania konfliktów. Brak szacunku dla władzy jest również zrozumiały. Ponad 200 lat, z krótkimi przerwami, była ona wrogiem Polaków. Dziś kryzys rządzenia pogłębia poziom kultury politycznej w III RP.

Jakie wnioski można sformułować w obecnej sytuacji? Strategia zmian musi uwzględniać stan świadomości społecznej. Należy podejmować jedynie najpilniejsze działania. To pierwszy etap.

Drugi powinien polegać na kompleksowej reformie, wymagającej społecznego konsensusu wprowadzającej systemowe zmiany w planowaniu rozwoju. Na taką reformę władze publiczne mandatu społecznego dziś nie mają. Warunkiem jest podjęcie i prowadzenie szerokiej akcji informacyjnej, edukacyjnej, wyjaśniającej konieczność zmian i znaczenie naszego wspólnego interesu. Bez przebudowy świadomości społecznej drugi etap nie zostanie zrealizowany.

Pierwszy etap to zadanie kodeksu urbanistyczno-budowlanego, próba wprowadzenia wytycznych Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030.

Projektowane regulacje prawne

Projekt kodeksu proponuje wiele regulacji prawnych, które ograniczą rozpraszanie zabudowy.

Zakłada:

? wprowadzenie minimalnych standardów zagospodarowania terenu,

? całkowity zakaz inwestycji na terenach zagrożonych powodziami i osuwiskami,

? powiązanie planowania przestrzennego z dokumentami strategicznymi, finansowymi i demograficznymi gminy,

? monitorowanie zmian zagospodarowania terenu,

? likwidację specustaw i wuzetek, które zostaną zastąpione regulacjami kodeksowymi.

Poza tym kodeks:

? wzmacnia rolę studium, które ustali warunki inwestowania na całym terenie gminy,

? wprowadza obligatoryjność planowania na terenach rozwoju zabudowy,

? wzmacnia pozycję planu miejscowego; będzie to jedyny dokument pozwalający na zmianę zagospodarowania i użytkowania terenu,

? wzmacnia istniejące i wprowadza nowe instrumenty ekonomiczne, które umożliwią gminom prowadzenie aktywnej polityki przestrzennej i terenowej.

Wprowadzenie kodeksu będzie trudne, naruszy on bowiem interesy grup społecznych i zawodowych, którym obecny bałagan prawny i planistyczny przynosi olbrzymie zyski i ułatwia życie.

Kodeks spotyka się z poparciem, ale też z krytyką, niekiedy zdumiewającą. Dotyczy ona m.in. propozycji usunięcia z niego planowania przestrzennego. Krytycy nie zdają sobie sprawy, że kodeks nie spełniłby wówczas swoich głównych, powiązanych ze sobą zadań: kompleksowego uporządkowania procesu inwestycyjnego i przywrócenia ładu przestrzennego. Do ich realizacji konieczna jest zmiana zasad planowania przestrzennego gminy. Sama zmiana prawa budowlanego nie przyniesie pożądanych efektów.

Wprowadzenie kodeksu jest skoordynowane z innymi propozycjami rządu. Możliwość budowy bez pozwoleń jest powiązana ze wzmocnieniem kontroli planistycznej, a bez naprawy planowania przestrzennego powiększy katastrofę urbanizacyjną. Również wdrożenie zaakceptowanych przez rząd założeń Krajowej Polityki Miejskiej bez reformy planowania jest nierealne.

Niezależna komisja

Od uchwał rządu i Sejmu w sprawie Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030 minęły trzy lata, ale prac nad systemowymi zmianami nie uruchomiono. Tymczasem straty i koszty chaosu urbanizacyjnego rosną. Wykluczenie planowania z kodeksu opóźni na kolejne lata naprawę szkodliwego społecznie i ekonomicznie planowania przestrzennego.

Powołanie komisji kodyfikacyjnej stworzyło pierwszą od lat szansę na zmiany prawa. Jako organ niezależny komisja może proponować prawidłowe rozwiązania, których politycy czy ministrowie żyjący w nieustającym karnawale przedwyborczym nie odważą się wysunąć. Dlatego rekomendowanie rządowi kodeksu bez reformy planowania w gminie, jako kompleksowego usprawnienia procesu inwestycyjnego, byłoby nierzetelne i pozbawiłoby inicjatywę legislacyjną sensu.

Adam Kowalewski, architekt, przewodniczący rady nadzorczej Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego