Coraz więcej samorządów wprowadza budżety obywatelskie

Dziś budżety obywatelskie to ułamki procentu wszystkich wydatków miast. Jeśli się mocno nie zwiększą, pozostaną niewiele znaczącą modą.

Publikacja: 07.11.2014 00:49

Coraz więcej samorządów oddaje w ręce mieszkańców część budżetów.

Coraz więcej samorządów oddaje w ręce mieszkańców część budżetów.

Foto: Fotorzepa

Coraz więcej samorządów oddaje w ręce mieszkańców część budżetów. W tym roku do grona miasta z programami budżetu obywatelskiego dołączyły m.in. Kraków, Katowice, Kielce, Częstochowa i Lublin.

– Jeszcze w marcu gmin z takimi budżetami było ok. 70, teraz jest już ich ok. 150 – twierdzi Dariusz Kraszewski z Fundacji im. Stefana Batorego.

– Formuła menedżerskiego samorządu się wyczerpała. Teraz czas na zarządzanie obywatelskie – przekonuje Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. – Zainteresowanie w dzielnicach naszego miasta takim budżetem było duże, idea sprawdziła się w praktyce. Do podziału mieszkańcy mieli 10 mln zł, a projektów zgłoszono na 100 mln zł.

Ochłap ?czy realny wpływ

Rosnąca popularność budżetów obywatelskich nie oznacza jednak, że nowinka działa bez zarzutu.

– Z założenia ma to być forma aktywizacji mieszkańców, zwiększenia współodpowiedzialności za zarządzanie lokalną wspólnotą. Ale przy bardzo małych budżetach do podziału wpływ mieszkańców na kierunek rozwoju samorządu jest iluzoryczny – podkreśla Agata Dąmbska z Forum Od-nowa.

Rzeczywiście, większość miast na inwestycje wybrane przez mieszkańców przeznacza promile swoich budżetów. W Poznaniu – 10 mln zł, czyli tylko 0,35 proc. wszystkich wydatków, we Wrocławiu – 20 mln zł, czyli 0,51 proc. O dużej kwocie można mówić, gdy skala budżetu obywatelskiego przekracza 1 proc., jak np. w Łodzi i gminie Kęty.

Dlatego autorzy pomysłów do takich budżetów zgłaszają bardzo małe projekty – plac zabaw dla dzieci, ścieżka rowerowa czy siłownia na powietrzu.

– Rzeczywiście, nie są to wielkie kwoty. Ale i tak dają mieszkańcom poczucie wpływu na działania lokalnych władz. Mamy samorządy od prawie 25 lat, podczas których lokalne społeczności de facto miały mało do powiedzenia – uważa Dariusz Kraszewski z Fundacji im. Stefana Batorego. Ale i on przyznaje, że jeśli samorządowy nie będą zwiększać budżetów obywatelskich, inicjatywa ta może się okazać tylko przejściową modą.

– Decyzje mieszkańców o przeznaczeniu na wybrane przez nich cele ułamka procentu wydatków gminy to tylko punkt wyjściowy. Jeśli władze lokalne poważnie traktują partycypację społeczną w życiu samorządu, będą rozwijać tę ideę – mówi Kraszewski.

Na szczęście wydaje się, że miejskie władze idą w tym kierunku.

– Rozważamy, by budżet obywatelski na 2016 r. wynosił 1 proc. budżetu miasta – mówi „Rzeczpospolitej" Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. Na 2015 r. przeznaczyliśmy na ten cel ok. 0,7 proc.

Warszawa już poinformowała, że w przyszłym roku mieszkańcy będą decydować o 50 mln zł wobec 26 mln zł w tym roku, w Lublinie kwota wzrośnie do 100 proc. – do 20 mln zł, a w Opolu o 25 proc., do 5 mln zł.

Kołobrzeg też zwiększy budżet o 100 proc.

– W pierwszym roku przeznaczyliśmy na ten projekt 500 tys. zł. Widząc dyskusje mieszkańców na temat wspólnego dobra i rozwoju, zdecydowałem o podwyższeniu budżetu obywatelskiego do 1 mln zł. Dzięki temu mieszkańcy czują się współodpowiedzialni za lokalne wspólnoty – mówi Janusz Gromek, prezydent Kołobrzegu.

A skąd dochody?

W niektórych gminach problemem jest mała liczba osób, które biorą udział w wyborze „obywatelskich" inwestycji.

– Istotą pomysłu jest zaangażowanie mieszkańców. Moim zdaniem, jeśli frekwencja w głosowaniu budżetu obywatelskiego wynosi poniżej 10 proc., nie jest to prawdziwy budżet partycypacyjny – podkreśla Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. – Dlatego od początku staramy się wypracować proste i przejrzyste zasady zarówno składania projektów, jak i głosowania oraz włączyć mieszkańców w promocję pomysłu.

– Niska frekwencja w głosowaniach oznacza, że tak naprawdę nadal niewielka grupa mieszkańców ma wpływ. Inaczej mówiąc: o podziale obywatelskiej z nazwy części budżetu miasta decydują, tak jak wcześniej organizacje pozarządowe, grupy radnych, instytucje np. rady dzielnic, szkoły – wytyka Dąmbska.

– To rozwiązanie ma swoje plusy i minusy – uważa Danuta Kamińska, skarbnik Katowic. – Zyskujemy większe zaangażowanie obywateli, choć bardziej byłoby potrzebne nam większe uczestnictwo mieszkańców przy budowaniu strategii. Chodzi o to, by budować wspólną przyszłość, i o zgodę co do tego, gdzie chcemy być za kilka lat, a nie tylko o jednostkowe, choćby nawet bardzo popularne, inwestycje. Jak to zwykle bywa, jest wiele osób, które chcą wydawać, ale niewiele, które myślą o zapewnieniu miastu dochodów – dodaje pani skarbnik.

Olgierd Dziekoński, minister ?w Kancelarii Prezydenta RP

Budżety obywatelskie są dobrym mechanizmem zwiększenia aktywności społecznej. Proces podejmowania decyzji przy układaniu tych budżetów uczy racjonalności. W drodze dyskusji i głosowań samych mieszkańców rozstrzyga się, co z wielu ich marzeń i pragnień jest możliwe do realizacji. Oczywiście inna jest rola budżetów obywatelskich ?w wielkich miastach, a inna ?w miasteczkach. Tam, gdzie jest kilka tysięcy mieszkańców, dogłębnym konsultacjom społecznym może być poddany cały budżet, a nie tylko jego część. W metropoliach budżety obywatelskie uczą, jak być lokalnym, funkcjonując na globalnym poziomie. Wyzwaniem dla miast jest dbanie o powszechność tego pomysłu. Wielkość budżetów obywatelskich pozostawiam do decyzji samych gmin.

Zbyt mało rzeczywistego udziału

W Polsce nie ma jednego modelu budżetu obywatelskiego. Ponieważ nie ma też zapisów ustawowych, każde miasto czy gmina samodzielnie może opracowywać ścieżkę realizacji takich projektów. Zwykle wygląda to tak: władze miasta (prezydent, burmistrz, rada miasta) ustalają kwotę do podziału oraz ogólne ramy, w jakich powinny zmieścić się propozycje obywatelskie. Mieszkańcy przedstawiają potem swoje propozycje inwestycji, które następnie podlegają weryfikacji przez urzędników. Kolejny etap to głosowanie mieszkańców, bo na wszystko nigdy nie starcza pieniędzy – do realizacji wybierane są projekty, które zyskają najwięcej głosów. Eksperci wytykają, że właśnie na etapie konstrukcji budżetów partycypacyjnych samorządy popełniają  wiele błędów. Same zasady określające podział środków zazwyczaj są przygotowywane odgórnie, bez konsultacji z mieszkańcami. Na etapie składania projektów inwencja mieszkańców jest bardzo ograniczona, kładzie się nacisk na projekty „twarde" (dotyczące infrastruktury), a projekty „miękkie" (dotyczące kwestii np. społecznych) są raczej lekceważone. Mieszkańcy nie mają też wpływu na priorytety rozwoju gminy.  Nie we wszystkich miastach rozróżnia się projekty ogólnomiejskie, dzielnicowe i osiedlowe, przez co potrzeby małych osiedli rywalizują z postulatami blokowisk. Pomysły mieszkańców są zwykle weryfikowane odgórnie, według niejasnych kryteriów merytorycznych wykraczających poza kontrolę formalnoprawną. – Oznacza to, że budżet partycypacyjny umożliwia mieszkańcom składanie pomysłów, ale w wielu gminach nie pozwala im na przejęcie większej odpowiedzialności  – uważa Wojciech Kłębowski z Instytutu Obywatelskiego.

Materiał partnera
Dolny Śląsk mocno stawia na turystykę
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Regiony
Samorządy na celowniku hakerów
Materiał partnera
Niezależność Energetyczna Miast i Gmin 2024 - Energia Miasta Szczecin
Regiony
Nie tylko infrastruktura, ale też kultura rozwijają regiony
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Regiony
Tychy: Rządy w mieście przejmuje komisarz wybrany przez Mateusza Morawieckiego