Ucieszył się pan, że nie będzie weta dla unijnego budżetu na lata 2021–2027 i Funduszu Odbudowy?

Nie namówi mnie pani na komentarz polityczny. Przy obecnej polaryzacji opinii na temat stosowania weta, tudzież jego niestosowania, mam za mało informacji, by nawet spróbować obiektywnie ocenić konsekwencje różnych scenariuszy. Nie jestem politykiem, jest człowiekiem dialogu, samorządowcem, gospodarzem Milanówka.

Ale ja po prostu pytam, czy cieszy pana, że samorządy, w tym pańskie miasto, zyskają dostęp do nowego rozdania funduszy UE?

Oczywiście, że mnie to cieszy. Wsparcie dla Polski, jeśli chodzi łącznie o budżet UE i Fundusz Odbudowy, ma być rekordowo duże, więc można to ocenić w kategorii sukcesu.

Dla rozwoju Milanówka unijne fundusze są ważne?

Oczywiście, bardzo ważne. Zresztą, nie tylko fundusze unijne, ale w ogóle bezzwrotne źródła finansowania rozwoju to szansa, której nie można zmarnować.

Dzięki nim w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyliśmy nasz potencjał inwestycyjny prawie czterokrotnie! W sumie udało się nam pozyskać 38 mln zł, co jest kwotą astronomiczną, jeśli chodzi o nasze możliwości finansowe. Bardzo ważne, że w tym koszyku dotacji są środki z funduszy UE, funduszy krajowych i – po raz pierwszy w historii naszego samorządu – z funduszy norweskich.

Planujecie jakieś nowe inwestycje na nową unijną perspektywę?

Oczywiście, miasto ma wielkie potrzeby, na realizację których chcemy pozyskać zewnętrzne źródła wsparcia. Mamy cały czas deficyt infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, głównie tej drugiej, trzeba utwierdzić wiele dróg gminnych, w sumie o długości 95 km. Mamy plany redukcji emisji CO2 i innych substancji zanieczyszczających powietrze.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Opola: rząd dzieli dotacje według partyjnego klucza

Chciałbym w tym zakresie wdrożyć mój autorski projekt przetwarzania odpadów zielonych w pelet, który można wykorzystywać do ogrzewania mieszkań i budynków publicznych. Otwartym tematem jest termomodernizacja w mieście. Jest jeszcze wiele do zrobienia.

Ciekawe, że wymienione przez pana wyzwania pokrywają się z problemami, których pan ponoć nie rozwiązuje. To znaczy znalazły się na liście powodów do pana odwołania, jakie przedstawili organizatorzy referendum w tej sprawie.

Cała narracja tworzona przez moją opozycję opierała się na konfabulacji. Jestem w stanie obronić się przed każdym sądem i udowodnić, że wszystkie zarzuty były spreparowane.

Moim zdaniem ta inicjatywa referendalna wynikała z tego, że jestem człowiekiem z zewnątrz i przeciąłem wszystkie skostniałe układy i schematy myślenia.

A co z zarzutem, że nie chce pan ograniczyć wysokiego zadłużenia miasta?

Mamy zupełnie inną wizję rozwoju, niż prezentuje Rada Miasta. Bo w przypadku każdego samorządu, i to bez wyjątku, obowiązuje zasada, że kto nie inwestuje, ten żyje w biedzie.

Trzeba sobie zadać pytanie, czy samorząd jest po to, by pokazać wynik finansowy po pięciu latach nicnierobienia, że są jakieś oszczędności, bo nie została wydana ani złotówka na rozwój? Czy też jest po to, by zmieniać swoją małą ojczyznę na lepsze? Moim zdaniem zdecydowanie to drugie.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Grudziądza: Wierzę, że NFZ należycie wyceni pracę naszego szpitala

Lata temu pewien burmistrz warszawskiej dzielnicy z dumą wywiesił przed wyborami baner informujący, że zadłużenie dzielnicy wynosi 0 złotych. Paradoksalnie, przestał być burmistrzem.
Mieszkańców nie interesuje deficyt czy zadłużenie samorządu, mieszkańców interesują inwestycje. Zmiana.

Poza tym to chybiony zarzut, bo miasto zadłużyła moja poprzedniczka, a ja w pierwszym roku mojego urzędowania nie zwiększyłem go nawet o jeden złoty. Odwrotnie, udało się nam zwiększyć nadwyżkę operacyjną i potencjał inwestycyjny miasta, możemy bezpiecznie zadłużyć się do 30 mln zł.

Pandemia może pokrzyżować pana plany?

Uważam, że paradoksalnie Covid-19 działa na korzyść samorządów. Mamy najtańszy we współczesnej historii pieniądz na rynku, a samorządy są najbardziej wiarygodnym partnerem dla banków.

To znaczy, że jest to najlepszy czas na zadłużenie się! Mówiąc w uproszczeniu, kredyty i obligacje kosztują grosze, oprocentowanie nigdy nie było tak niskie, niższe niż inflacja.

Dodając do tego spadek cen usług o 20–30 proc., to samorządy mają prawdziwe inwestycyjne eldorado, tylko idiota by z tego nie skorzystał.

Ale każdy samorząd musi się wykazać zdolnością do spłaty zadłużenia, a część miast i gmin przez pandemię utraciła te zasoby.

Ale nie w naszym przypadku. Potrafię logicznie myśleć i umiem rozpoznawać potencjalne zagrożenia. Oczywiście, nie przewidywałem pandemii, ale zaraz po tym, jak zostałem burmistrzem, wprowadziłem zmiany w zakresie funkcjonowania wszystkich naszych jednostek, co w skali roku przyniosło sporo oszczędności.

CZYTAJ TAKŻE: Narodowa kwarantanna spustoszy budżet Ustrzyk Dolnych

Gdybyśmy tego nie wprowadzili, nasza sytuacja, jeśli chodzi o cash flow, wyglądałby znacznie gorzej, a tak – nie jest źle.

Oczywiście, do wszystkiego trzeba podchodzić z głową, nie można się zadłużyć do parametrów krytycznych, trzeba zawsze zostawić sobie jakiś bufor. No i taki dług może dotyczyć tylko inwestycji.

I każdy dług kiedyś trzeba spłacać…

Oczywiście, że trzeba spłacać, ale nie zgadzam się z narracją, która pokutuje od lat, że „ten dług będą spłacać następne pokolenia”. No przepraszam, jeśli kolejne pokolenie będzie korzystać z dobrodziejstw, które dziś budujemy, to dlaczego nie ma partycypować w kosztach? Dlaczego całą krwawicę, wyrzeczenie, oszczędności, wszystko, by tylko się nie zadłużyć, miałoby ponosić pokolenie inicjujące proces inwestycyjny, a przyszłe pokolenie tylko cieszyć z fajnej infrastruktury?

Tak, najlepszym wyjściem jest bezzwrotne finansowanie zewnętrzne, takie jak fundusze UE, ale nie demonizujmy długu.