Większość pana rządów to czas, gdy władzę centralną sprawuje PiS. Rzeczywiście widzi pan jeden trend wobec samorządowców?
Mamy do czynienia z pełzającą zmianą pozycji samorządu w ustroju państwa. Z każdą zmianą prawną samorząd coraz bardziej wciela się w rolę petenta wobec rządu i stajemy się zwykłym administratorem. Rządzący nawet nie kryją, że są zwolennikami centralizacji. Wynika to z tego, że oni panicznie boją się ludzi niezależnych, samodzielnie myślących, analizujących, potrafiących mieć krytyczną refleksję. A tacy ludzie w większości są prezydentami czy burmistrzami miast.