Prezydent Torunia: Najważniejsi inwestorzy nie rozmawiają o koszcie siły roboczej

Michał Zaleski sprawuje funkcję prezydenta Torunia od 2002 r. Jest bezpartyjny, w ostatnich wyborach samorządowych wygrał w pierwszej turze, uzyskując 55,4 proc. poparcia. W latach 1994–2002 był radnym miasta z ramienia SLD, choć nie był członkiem tej partii. Ukończył geografię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz podyplomowe studia na Uniwersytecie Warszawskim.
fot. Lech Kamiński

Firma to nie tylko produkcja. To pracownicy, którzy po ośmiu godzinach pracy szukają aktywności w mieście – dla nich samych i dla ich dzieci – mówi Michał Zaleski, prezydent Torunia.

W naszym raporcie dotyczącym potencjału inwestycyjnego polskich miast podkreślaliśmy, że to właśnie miasta mogą ponieść Polskę. A co niesie inwestorów do Torunia?

Myślę, że szeroko pojęty klimat miasta. To otoczenie, które staramy się stworzyć dla przedsiębiorców i inwestorów, dobre warunki do lokowania ich firm. Oznacza to też bardzo staranne dbanie o tych, którzy już są w mieście i prowadzą biznes, przyczynianie się do tego, by w nim pozostali. Mamy kilka znakomitych przykładów z ostatnich lat. Choćby koncern farmaceutyczny Neuca, który zainwestował w potężne obiekty magazynowe i administracyjne. Teraz wiemy, że zostanie z nami na długo. Albo Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, które zdecydowały się zainwestować w nowoczesny biurowiec i już z naszego miasta „nie wyfruną”, chociaż produkcję prowadzą w różnych krajach świata. Takie przykłady można by mnożyć. Tak jak mówiłem: w Toruniu jest dobra atmosfera dla biznesu.

Co to dokładnie oznacza? Wiele miast i ich liderów tak o sobie mówi.

To na przykład prowadzenie za rękę inwestora, który dopiero chce zacząć funkcjonować w naszym mieście, czyli tworzenie wsparcia logistycznego, informacyjnego i technicznego. To działa w powołanym przez nas Centrum Wsparcia Biznesu. Ze starannością chcemy spełniać oczekiwania inwestorów. Do tego rzecz bardzo ważna w tworzeniu tej dobrej atmosfery: Toruń rocznie odwiedza 2,3 miliona turystów – torunianie są przyzwyczajeni do tego, by być gościnnymi.

CZYTAJ TAKŻE: Warszawska śmieciarka pojedzie do Torunia

Na ile to wszystko determinują czynniki niezależne od miasta, jak położenie, a na ile wysiłki samego Torunia?

Moim zdaniem tym dwóm elementom jest do siebie blisko. To zarówno kwestia lokalizacyjna, jak i dobra atmosfera oraz życzliwość. Oczywiście położenie Torunia ma niebagatelne znaczenie – jesteśmy blisko A1, blisko dużych lotnisk, jak Warszawa czy Gdańsk. Do portów nad morzem też jest niedaleko.

Co najczęściej się pojawia w rozmowach, gdy inwestorzy decydują o Toruniu? Co przeważa?

Najważniejsi inwestorzy wcale nie rozmawiają o koszcie siły roboczej czy kwestiach infrastruktury technicznej. Oni rozmawiają o lokalnym klimacie. Jeden z poważnych inwestorów pytał mnie głównie o szkoły, poziom nauczania, uczelnie wyższe, sferę czasu wolnego, kulturę, obiekty sportowe, a nawet o drużyny sportowe. Ja byłem tym na początku zdziwiony, ale później zrozumiałem. Przecież firma to nie tylko produkcja. To wizerunek, aktywna obecność w miejscu, w którym działa. To pracownicy, którzy po ośmiu godzinach pracy szukają aktywności w mieście – dla nich samych i dla ich dzieci.

Zapewne inwestorzy nie pytają tak często o warunki techniczne także dlatego, że samorządowcy w Polsce przyzwyczaili ich do tego, że jest pod tym względem dobrze.

To prawda. Miasta coraz częściej bardzo dbają o tę sferę. Sprawy technicznej infrastruktury, jeśli nie są już gotowe, to mogą być w miarę szybko przygotowane, oczywiście pod warunkiem że będzie konkretny adresat – inwestor.

W raporcie piszemy też o Toruniu jako o mieście, w którym żyje się inaczej – wolniej niż w metropoliach. Czy codziennie rano myśli pan, co zrobić, by to utrzymać?

Myślę o tym nie tyle codziennie, gdy zaczynam pracę, ile cały czas. To, co jest najważniejsze, to szukanie pomysłów, jak połączyć oczekiwania, by miasto zachowało ten styl z możliwościami i potencjałem. Trzeba sobie radzić w realiach i mam tu na myśli pieniądze. Miasto musi się rozwijać, bo bez inwestycji nigdy nie spełni oczekiwań mieszkańców.

CZYTAJ TAKŻE: Toruń jak Twin Peaks

Miasta rywalizują, dywersyfikują się, walczą o stworzenie indywidualnego charakteru. Na ile to jest trudniejsze w ostatnich latach? Jest poczucie, że trudniej się miastom wymyślić?

Rzeczywiście, szukamy jako Toruń wyróżników, które byłyby magnesem dla inwestorów. To oczywiście troska o spajanie tego wszystkiego, o czym wcześniej mówiliśmy. To także nasze dziedzictwo kulturowe – miejsce urodzenia Mikołaja Kopernika czy zespół staromiejski wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak mówią fachowcy od turystyki, Toruń to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast w Polsce. Staramy się te elementy przy każdej okazji eksponować i podtrzymywać. Spoglądamy też na wszystko, co może być pozytywne dla miasta. Łapczywie patrzymy teraz na „szprychy” Centralnego Portu Komunikacyjnego. Nie chcemy, by ktoś podjął za nas decyzję, więc dokładamy swoje dwa grosze. Działamy różnorodnie.

Pisaliśmy też, że Toruń pojawia się wśród inwestorów jako alternatywa dla dużych metropolii. Co tu przeważa?

Jeżeli ktoś odpowiedzialnie patrzy na inwestycje i bierze pod uwagę dobre warunki swoich pracowników, to Toruń jest strzałem w dziesiątkę. To kompaktowe miasto, w którym problem korków w zasadzie nie istnieje, bo jest dobre skomunikowanie wewnętrzne. Wszystkie lokalne usługi są zapewnione. Żyje się tu odrobinę taniej niż w wielkich metropoliach. To też ośrodek akademicki z wieloma kierunkami i wydziałami. Toruń jest pięknie położony nad wspaniałą Wisła, otoczony lasami.

Jak często w trakcie zarządzania miastem wprowadza pan korekty, jak szybko trzeba tu reagować i modyfikować kurs?

W myślach jestem zarówno dziś, jak i w przyszłości – w perspektywie co najmniej kilkuletniej. Tu gwałtownych zmian nie ma. Lokalnie sytuacja jest stabilna, jest to bardziej kwestia uwarunkowań zewnętrznych, do których trzeba się dostosować.

CZYTAJ TAKŻE: Poważne wsparcie dla toruńskiej starówki

Widzi pan w działaniach obecnego rządu polepszenie lub pogorszenie klimatu dla inwestorów i samorządów?

Sprawa nie jest tak prosta, jak czasami próbuje się to pokazywać. Spójrzmy na podatek od osób fizycznych – wpływy z tego tytułu się zmniejszają: o około 30 milionów złotych przy budżecie Torunia wynoszącym 1,5 miliarda złotych. Oczywiście, lepiej mieć te 30 milionów, niż ich nie mieć. Ale z drugiej strony są też oczywiste pozytywy, które wynikają z faktu, że gospodarka funkcjonuje dobrze. Mówię tu na przykład o zwiększonym zatrudnieniu na rynku toruńskim czy wzroście konsumpcji. Oczywiście, w sprawach rozwojowych pojawiają się pewne lokalne problemy. Nie ma chociażby decyzji o obwodnicy Torunia. Jestem zobowiązany szukać sposobu skomunikowania naszego miasta z CPK. A także pokazywać nasz potencjał jako miasta położonego przy jednym z większych polskich szlaków wodnych. Toruń jest miastem, w którym znakomicie ma się budownictwo mieszkaniowe. Powstała pierwsza inwestycja w ramach Mieszkania+, będzie też inwestycja w ramach „Mieszkania dla rozwoju”. Budownictwo mieszkaniowe to też koło zamachowe gospodarki.

Na ile silna jest rywalizacja z innymi miastami, np. z Bydgoszczą?

Ja jestem zwolennikiem nie tyle rywalizacji, ile współpracy, także z Bydgoszczą. Przydałaby się nam dobra forma współdziałania na większą skalę. Liczyłem, że projekt zintegrowanych inwestycji terytorialnych tę współpracę rozpocznie. Ale w nowym okresie programowania środków unijnych ten nowy system będzie fakultatywny. To niektórych zniechęci. Tym bardziej że teraz priorytetem ma być zrównoważony rozwój, który pozostawi metropolie czy też quasi-metropolie własnemu żywotowi, bez wsparcia ZIT.

Każdy medal ma dwie strony. Prezydenci największych miast widzą, że rząd gdzie indziej ulokował swoje priorytety.

Moim zdaniem trzeba tu szukać złotego środka, równowagi. Duże miasta są obciążone potrzebami mieszkańców, gości, gmin ościennych. Nie można o tym zapominać.

CZYTAJ TAKŻE: W Warszawie śmieci są najdroższe? Niekoniecznie, bywa znacznie gorzej

Co pana teraz najbardziej martwi, jeśli chodzi o rozwój miast?

To się nie zmienia od lat – są trzy problemy, o których nie mogę zapomnieć. Przede wszystkim zmienność przepisów dotyczących finansów. Do tego dochodzi pewna podejrzliwość wobec samorządów – ministrowie finansów zawsze szukają sposobu, by „przyciąć” samorządy. System finansowy w ministerstwie, który kontroluje nasze wydatki, nazywa się zresztą „Bestia”…

Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz sugerowała reset w kontekście relacji rząd–samorząd.

Byłoby super. Drugi oczywisty problem to sposób finansowania zadań z budżetu państwa. W tym roku musimy dofinansować oświatę 120 milionami złotych. Dla takiego miasta jak Toruń to jest kwota bardzo poważna. Trzecia kwestia to sprawa trendów, takich jak smart city. Nadążanie za nowoczesnością w 200-tysięcznym mieście nie zawsze jest proste i łatwe.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Początek roku szkolnego z problemami

Rekrutacje do ostatniej chwili, sale na mieście i lekcje do wieczora - trwa przygotowywanie ...

Istniejący fragment drogi S14 w okolicach węzła Pabianice Północ

Wkoło Łodzi: pierwsze miasto z ekspresowym ringiem

Łódź za sprawą budowy drogi ekspresowej S14 będzie pierwszym miastem w Polsce z pełną ...

Magazyn energii powstanie na poczcie

Wspólne badania i budowa instalacji fotowoltaicznych na terenie sortowni Poczty Polskiej w Lublinie – będą ...

Władysław Ortyl: obudzić potencjał Karpat

Strategia karpacka przyniesie skoordynowany rozwój regionu - uważa Władysław Ortyl, marszałek Podkarpacia.

Zagrają Los Lobos, Ziggy Marley i Suede

W tym tygodniu zapraszają Festiwal Legend Rocka, Pol’and’Rock Jurka Owsiaka i OFF Artura Rojka. ...