Nie opieramy się tylko na węglu

Marcin Giba

Powinniśmy zacząć myśleć o stopniowym wygaszaniu kopalń – mówi Piotr Kuczera, prezydent Rybnika.

Rybnik był jednym z pierwszym miast w Polsce, w którym zdecydowano o rekompensatach dla nauczycieli za utracone w okresie strajku dochody.

W przypadku Rybnika trudno mówić o jakiejkolwiek rekompensacie, bo pieniądze te są znacznie niższe od tego, co stracili nauczyciele. Ale w symboliczny sposób chcieliśmy pokazać, że zależy nam na ich pracy. Liczymy, że tej uchwały nie podważy wojewoda. Nauczyciele otrzymują wynagrodzenia z góry, dlatego pensję po podwyżce otrzymają już w czerwcu. Pieniądze, które w okresie strajku zostały w kasie miasta, musielibyśmy zwrócić w 2020 r. Woleliśmy więc zdecydować o ich podziale między wszystkich nauczycieli.

Ile szkół strajkowało w Rybniku? 

Wszystkie szkoły funkcjonujące w mieście. W okresie strajku od pracy powstrzymywało się 2,5 tys. nauczycieli. Nie wszyscy przystąpili do strajku, a sama akcja bardzo mocno podzieliła grono pedagogiczne. Mamy nadzieję, że poprzez te podwyżki uda nam się ponownie zintegrować środowisko nauczycielskie.

Rodzice waszych uczniów podeszli do strajku ze zrozumieniem?

Myślę, że rodzice jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę z problemów, które pociąga za sobą reforma i dlatego na strajk reagowali różnie. My jednak borykamy się z tym od dwóch lat i zapewniam, że nie jest łatwo.

Wystarczy spojrzeć na ostatni raport NIK, z którego wynika, że reforma edukacji była nieprzygotowana i wdrożona zbyt szybko. A jej skutki odbiją się na dzieciach, zwłaszcza tych z tzw. podwójnego rocznika. Problemy, z którymi my zmagamy się teraz, takie jak zapewnienie miejsca dla wszystkich absolwentów szkół podstawowych i gimnazjów, rodzice zobaczą dopiero we wrześniu. W najbardziej obleganych szkołach zawsze było tłoczno, ale teraz to naprawdę trudno będzie tam wcisnąć szpilkę.

Gdzie chcą uczyć się wasi absolwenci? Rybnik pewnie większości Polaków kojarzy się z miastem robotniczym, więc można przypuszczać, że u was popularnością cieszą się szkoły branżowe, ewentualnie technika.

To stereotyp, z którym miasto nie ma zbyt wiele wspólnego. Rybnik zawsze był miastem szkół średnich. Mamy także u nas Politechnikę Śląską – Centrum Kształcenia Inżynierów oraz Uniwersytet Ekonomiczny kształcący na kierunku administracja, finanse i biznes. Oczywiście w przeszłości wiele szkół podporządkowanych było kopalniom, ale to się już zmienia. Tak jak zmienia się charakter miasta. Mamy co prawda dwie działające kopalnie, ale obecnie zatrudnionych jest w nich mniejsza część miasta. Stawiamy na nowe technologie, przemysł motoryzacyjny i tam właśnie powstają nowe miejsca pracy. Obecnie w Rybniku stopa bezrobocia wynosi 3,5 proc.

CZYTAJ TAKŻE: Można snuć wspaniałe wizje, ale rzeczywistość skrzeczy

Ale przemysł wydobywczy jeszcze nie umiera. Obecnie sporo mówi się o uruchomieniu w mieście trzeciej kopalni „Paruszowiec”. Spółka Bapro stara się o koncesję na wydobycie. 

Inwestorzy starają się o to od 2016 r., a odwierty geologiczne spółka Bapro prowadziła jeszcze za czasów poprzedniego prezydenta Rybnika. Miasto jednak odnosi się do tej inicjatywy negatywnie. Mieszkańcy także nie są tym zachwyceni, bo nowa kopalnia miałaby powstać na obecnych terenach rekreacyjnych. Mieszkańcy lubią spędzać tam czas, a aktywność fizyczna wpisuje się w styl życia mieszkańców. To zielone płuca Rybnika i nie chcemy z tego rezygnować, nawet jakby miały za tym pójść finansowe profity.

Nie sposób pominąć przy tej okazji wątku związanego z zanieczyszczeniem powietrza. Co roku na terenie mojego miasta jest przekraczana, dopuszczona w polskim prawie, norma 35 dni w roku ze stężeniem powyżej wartości dopuszczalnej 50ug/m3 średnich dobowych stężeń pyłu PM10. Trudno sobie wyobrazić, że władze miasta, które jest na piątym miejscu najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie, miałyby się zgodzić na jeszcze większe zapylenie powietrza.

Warto dodać także, że w miejscu, w którym miałaby być uruchomiona kopalnia, nie planowaliśmy takiej inwestycji. To oznacza, że budynki w tych okolicach nie mają szczególnych wzmocnień, które by je chroniły przed szkodami górniczymi, a ryzyko zawalenia byłoby zbyt duże.

Do pomysłu uruchomienia tej kopalni zgłoszono ponad dwa tysiące uwag. A miasto podjęło decyzję o wprowadzeniu zmian w planie zagospodarowania przestrzennego, by w ten sposób powstrzymać budowę nowej kopalni. Nie wiemy jednak, czy to się uda.

Pan jest przeciwnikiem rozwijania przemysłu wydobywczego. Dlaczego? 

Marcin Giba

Myślę, że powinniśmy zacząć myśleć o stopniowym wygaszaniu kopalń i przestawieniu się na alternatywne źródła energii. Oczywiście proces ten nie może przebiegać jak w Wałbrzychu, kiedy nagłe zamknięcie kopalń spowodowało zubożenie i utratę znaczenia miasta. Cały cykl powinien być rozłożony na 20–30 lat i prowadzić do stopniowego przestawiania się na czystą energię.

Jak powinien wyglądać proces stopniowego wygaszania kopalń?

To jest proces, ale mamy skąd czerpać. Udaje się to Czechom, udało się Brytyjczykom, Niemcom, dlaczego ma się nam nie udać? Cała Europa odchodzi od gospodarki opartej na węglu, kim ma być w tym procesie Polska? Nie chciałbym tworzyć europejskiego zaścianka. Oczywiście, że potrzeba nam tzw. sprawiedliwej transformacji opartej na programach pomocowych, na inwestowaniu w miejsca pracy w nowych sektorach gospodarki. To również proces, który dotyczy zmiany w mentalności, być może najtrudniejszy. Oczywiście przy założeniu, że są środki na działania twarde, związane z programami pomocowymi na start. Uważam, że dokonanie zmiany kulturowej, psychologicznej związanej z górnictwem może być najtrudniejsze.

Trudno jednak wyobrazić sobie Śląsk bez kopalń. Tym bardziej że węgla podobno mamy na 200 lat. Mówił o tym prezydent Andrzej Duda podczas COP24 w Katowicach.

Pana prezydenta trochę poniosło. Wszystkie analizy pokazują, że pokłady węgla wystarczą nam na około 40 lat. Już dziś trzeba sięgać do głębszych pokładów, a to jest nieekonomiczne i niebezpieczne.

Oczywiście kultura węgla zawsze będzie wpisana w Śląsk, ale też mieszkańcy coraz częściej są świadomi zagrożeń, które z tego wynikają, np. zapadających się ulic.

Kopalnie jednak dają pracę.

Ale coraz mniej. Z naszych analiz wynika, że w wyniku uruchomienia kopalni powstanie mniej miejsc pracy, niż zostanie zlikwidowanych np. w usługach. Mówimy o 2 tys. miejsc pracy. Dlatego z punktu widzenia miasta nowa kopalnia się nie opłaca. Zauważamy też, że wielu mieszkańców naszego miasta dojeżdża do pracy w pobliskich miastach. Dlatego też bardziej niż kopalnia potrzebna jest nam droga dojazdowa do autostrady, która umożliwiałaby szybkie poruszanie się po regionie. Taką rolę pełnić będzie budowana obecnie droga Racibórz–Pszczyna.

CZYTAJ TAKŻE: Zamykanie kopalń to dziś konieczność

Mieszkańcy nie mają do pana pretensji o to, że chce pan zamykać kopalnie?

To jest ogromnie trudne. Ja rozumiem wielopokoleniowe rodziny górników, które nie wyobrażają sobie innej rzeczywistości, i tak, czasem obrywa mi się w rozmowach z mieszkańcami. Rozumiem, że to wynika z czysto ludzkiego lęku przed zmianą i przed tym, co nieznane. Jednak obok takich trudnych rozmów są też rozmowy z młodymi i seniorami, którzy mówią: „potrzeba nom zmian, nie idzie już tak dali żyć z wonglo, to już ni te czasy”. Mieszkańcy coraz częściej dostrzegają korelację między węglem i zrujnowanym zdrowiem czy to w pracy górnika, czy poprzez zanieczyszczenie powietrza.

Na Śląsku nie tylko wydobywa się węgiel, ale także pali się nim w piecach. W efekcie Rybnik jest w czołówce miast, w których występuje problem smogu. Ludzie nie chcą mieszkać w takim miejscu ani wychowywać dzieci.

Demografia jest rzeczywiście u nas problemem. Obecnie w Rybniku mieszka 136 tys. mieszkańców, w szczytowym momencie było to 142 tys. Według prognoz w 2040 r. liczba mieszkańców naszego miasta skurczy się do 110–120 tys. W poprzednich latach wiele osób przyjeżdżało na Śląsk do pracy, a po przejściu na emeryturę wracają w swoje rodzinne strony. Zdaję sobie sprawę z tego, że jedną z przyczyn emigracji jest właśnie smog. Ludzie są coraz bardziej świadomi tego, jaki wpływ ma zanieczyszczone powietrze na zdrowie człowieka. Dlatego też w trosce o mieszkańców miasta, walka ze smogiem jest jednym z priorytetów mojej prezydentury.

Jak zamierza pan ten cel realizować?

Przede wszystkim z wykorzystaniem środków, które przysługują w ramach projektów centralnych czy unijnych. Skupiamy się na wymianie pieców węglowych czy przyłączeniu do sieci ciepłowniczych. Problem jednak w tym, że bez wsparcia prawnego ze strony państwa trudno będzie prowadzić takie działania.

Piotr Kuczera – prezydent Rybnika od 2014 r. W 2018 r. wygrał w pierwszej turze, uzyskując 61,1 proc. głosów. Absolwent historii na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. W przeszłości nauczyciel w jednym z rybnickich liceów. W 2006 i w 2010 r. z ramienia tego ugrupowania uzyskiwał mandat radnego Rybnika, pełnił funkcję przewodniczącego klubu radnych PO / fot. Marcin Giba

Jakich zmian prawnych by pan oczekiwał?

Na przykład specustawy, która by wprowadzała pierwszeństwo działań zmierzających do poprawy jakości powietrza. Co z tego, że są pieniądze na wymianę pieców, jeśli nie ma obowiązku przeprowadzenia modernizacji. Jeśli ktoś chce w dalszym ciągu palić węglem, nie mogę go zmusić do zmiany sposobu ogrzewania. Gdyby był obowiązek podłączenia się do sieci ciepłowniczej, walka ze smogiem byłaby prostsza.

Poza czystym powietrzem mieszkańcy potrzebują do życia także mieszkań i wsparcia w opiece nad dziećmi.

Systematycznie staramy się także rozwijać budownictwo komunalne. Ostatnio skupiamy się zwłaszcza na remontach w centrum Rybnika, które w ostatnich latach pustoszeje. Ze żłobkami rzeczywiście mogłoby być lepiej, ale w ostatnich latach udało nam się wybudować żłobek miejski, więc sytuacja z roku na rok też się poprawia. Potrzeba czystego powietrza wydaje się w rozmach z mieszkańcami kluczowa. Młode, rozwojowe rodziny często mówią, że w Rybniku dobrze się żyje, jest zielono, jest sporo miejsc do spędzania czasu wolnego, jest dostęp do szerokiej oferty kulturalnej, położenie miasta jest korzystne w stosunku do ośrodków, w których pracują. I wreszcie, jedyne na co narzekają, to jakość powietrza. A ja wiem, że bez rozwiązań systemowych w walce o czyste powietrze zmiany będą zawsze zbyt wolne. Dlatego tam, gdzie to tylko możliwe, walczę o zmiany w prawie dotyczącym ochrony powietrza na poziomie ogólnopolskim.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Oszczędności szuka się w kieszeniach samorządowców

Posunięcia fiskalne rządu uderzają w możliwości finansowe miast i gmin. Apel o rekompensaty pozostaje ...

Więcej podatków dla samorządów

Reforma lokalnych budżetów jest konieczna, wydatki są zbyt sztywne, a dochody za małe – ...

Urząd dostępny i otwarty na potrzeby wszystkich 

Fundusz Dostępności ma wspierać m.in. samorządy we wprowadzaniu rozwiązań ułatwiających korzystanie z usług publicznych ...

Dobry klimat dla rewitalizacji

Przy ul. Grodzieńskiej w Warszawie, w miejscu słynnej fabryki mydła i świec „Adamczewski i ...

Handlowe życie na niepewnym gruncie

Targowiska przyciągały kupujących w czasach PRL, przyciągają i dziś, w dobie hipermarketów i galerii handlowych. Samorządy zapewniają o wsparciu ...

Boom na studenckie kwatery

Rynki najmu w miastach akademickich są rozgrzane do czerwoności. Studenci szukają i kawalerek, i ...