Tracimy konkurencyjność

Nadzieja na tanią energię jest dziś mrzonką – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Publikacja: 23.07.2018 01:25

Daria Kulczycka

Daria Kulczycka

Foto: materiały prasowe

Rz: Dane Urzędu Regulacji Energetyki pokazują zastój w rozwoju zielonej energetyki. Czy jest szansa na odwrócenie trendu po nowelizacji ustawy o OZE?

Daria Kulczycka: W  tym roku będziemy jeszcze obserwowali skutki dotychczasowych zaniedbań rządu tj. biernej obserwacji załamania starego systemu wsparcia w postaci zielonych certyfikatów, opóźnień we wprowadzeniu systemu aukcyjnego, ustawy „antywiatrakowej” i generalnej niechęci do rozwoju energetyki odnawialnej na lądzie i morzu.

Przyrost produkcji zauważymy w przyszłym roku. Wtedy będą już widoczne źródła wybudowane po aukcjach lat 2016 i 2017. Kolejne aukcje URE zamierza zorganizować w październiku lub listopadzie tego roku. W koszykach fotowoltaiki i wiatru będzie to blisko 1,9 GW mocy, z czego 1 GW w instalacjach powyżej 1 MW i około 900 MW w instalacjach poniżej 1 MW. Efekty pojawią się dopiero w 2020 r. Będą też oddawane do użytku instalacje, które otrzymały wsparcie inwestycyjne z regionalnych programów operacyjnych i Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Rynkowym impulsem do rozwoju OZE będzie rosnąca cena energii. Jesteśmy coraz bliżej momentu, w którym instalacje będą powstawać bez wsparcia. Rosnące zainteresowanie instalacjami fotowoltaicznymi widać u rolników. Coraz aktywniejsze stają się samorządy gminne.

Ostatnio za energię płacono ponad 300 zł/MWh. Czy wyższe ceny to efekt wcześniejszej negatywnej polityki wobec OZE?

Ewentualne działania spekulacyjne, które spowodowały gwałtowny wzrost cen energii badają URE i UOKiK. Ale najważniejsze są powody fundamentalne. Jest to efekt forsowania polityki wsparcia dla wytwarzania z węglowych źródeł, pomimo rosnących cen uprawnień do emisji CO2, ale i dyskryminowania OZE, głównie wiatraków. Sytuacji nie poprawia monopolizacja rynku przez spółki państwowe. Brak konkurencji nie wymusza stałej poprawy efektywności operacyjnej i optymalizacji kosztowej w procesach inwestycyjnych. Wszystkie symulacje wykonywane na potrzeby nowych elektrowni węglowych wskazywały, że projekty osiągają rentowność przy hurtowej cenie w wysokości 350–400 zł/ MWh. Dziś te analizy wymagają aktualizacji w górę.

Ceny hurtowe energii rosną też w krajach UE na skutek polityki klimatycznej wymuszającej odejście od wysokoemisyjnych źródeł i ograniczenie zużycia energii. Rzecz w tym, że Polska ma najwyższą hurtową cenę energii przez co nasza gospodarka już traci konkurencyjność. Zagrożone są głównie branże energochłonne. Nadzieja na tanią energię jest dziś mrzonką m.in. ze względu na topniejącą pulę darmowych uprawnień do emisji CO2 dla naszej energetyki i brak dostępu do wystarczającej ilości dobrego i taniego węgla w kraju.

W sytuacji wysokich cen energii i taniejących technologii fotowoltaicznych, rośnie grupa odbiorców podejmujących się budowy instalacji. Rynkowego sensu nabierają też działania poprawiające efektywność energetyczną. Rząd powinien je wspierać.

Rząd zmienił nieco nastawienie do OZE. Czy banki chętniej będą finansować zielone inwestycje?

Obecni w radzie OZE przy Lewiatanie przedstawiciele Związku Banków Polskich uważają, że nowelizacja ustawy o OZE nadal nie stwarza im bezpiecznych warunków finansowania inwestycji. Do spłaty pozostaje 11 mld zł kredytów udzielonych na instalacje w systemie zielonych certyfikatów. Część firm wiatrowych, wodnych, biogazowych znalazła się w kiepskiej sytuacji z powodu spadku cen certyfikatów, nałożonych dodatkowych podatków, wypowiedzenia umów na odbiór energii. Zdaniem banków nowa ustawa daje szansę naprawy, ale niewystarczające. Banki deklarują wolę finansowania zielonej energetyki, jeśli będą stabilne, długoterminowe ramy regulacyjne.

Rozwój mikroinstalacji może być w większym stopniu niż dużych instalacji finansowany ze środków własnych, ale uwolnienie kapitału wymaga wprowadzenia stabilnych ram prawnych. Niepewność regulacyjna i złe doświadczenia powodują wyższy koszt kapitału.

Inwestorzy zagraniczni pozywają spółki państwowe za zrywanie wieloletnich umów stanowiących gwarant dla spłaty kredytów inwestycyjnych. Są też arbitraże przeciwko Skarbowi Państwa. Jak wpływa to na chęć lokowania kapitału nad Wisłą?

Premier Morawiecki za granicą zachęca do długoterminowego inwestowania w Polsce. Niestety, działania w kraju w wielu przypadkach temu przeczą. Z nagła uchwalone regulacje podatkowe czy decyzje korporacyjne spółek Skarbu Państwa wywróciły racjonalność planów rozwoju biznesu OZE w Polsce. Inwestorzy widzą to i wyceniają ryzyka biznesowe wyżej niż tylko jako pochodną kosztu zakupu aktywów. Wstrzymują się też z lokowaniem kapitału w Polsce. Widać to we wszystkich sektorach, nie tylko w energetyce. Nie ma powodu, by przy tak dynamicznym rozwoju gospodarki inwestycje w kraju były tak niskie.

Czyli straciliśmy swoją szansę?

Głęboko wierzę w to, że inwestorzy wrócą, jeśli stworzy się im sprzyjające warunki. Jesteśmy dużą gospodarką z przyrastającym zapotrzebowaniem na energię, więc nasz rynek jest dla nich atrakcyjny. Widać to po rosnącej liczbie uczestników kolejnych aukcji OZE, z których wielu pochodziło z zagranicy m.in. z Chin.

Rząd coraz bardziej zdaje sobie sprawę z ograniczeń sektora górniczego i energetyki węglowej. Dlatego wysyła sygnał o akceptacji dla rozwoju wiatraków na morzu. W projekcie prywatnej Polenergii już pojawił się Statoil.

Zielona energetyka rozwija się też w gminach. Samorządy zaczynają rozumieć, że mogą mieć energię taniej jeśli ocieplą budynki publiczne i położą na nich panele fotowoltaiczne, a obok postawią wiatrak. Właściciel hotelu może dogadać się z małą elektrownią wodną i kupować od niej prąd. To pokazuje, że nie wszystko musi być w rękach czterech państwowych spółek. W Polsce jest miejsce dla inwestorów zagranicznych różnej skali. Przyciągnąć ich może jasny sygnał w postaci strategii dla energetyki, którą rząd na razie boi się pokazać. Liczymy na mocne stanowisko resortów prowadzonych przez Jerzego Kwiecińskiego i Jadwigę Emilewicz, a także wsparcie premiera Morawieckiego. Oni mają świadomość, że bez stabilnych dostaw i w miarę taniej energii żadna gospodarka się nie rozwinie. To musi być decyzja rządu, a nie tylko ministra energii, który myśli interesami sektora górniczego.

Rz: Dane Urzędu Regulacji Energetyki pokazują zastój w rozwoju zielonej energetyki. Czy jest szansa na odwrócenie trendu po nowelizacji ustawy o OZE?

Daria Kulczycka: W  tym roku będziemy jeszcze obserwowali skutki dotychczasowych zaniedbań rządu tj. biernej obserwacji załamania starego systemu wsparcia w postaci zielonych certyfikatów, opóźnień we wprowadzeniu systemu aukcyjnego, ustawy „antywiatrakowej” i generalnej niechęci do rozwoju energetyki odnawialnej na lądzie i morzu.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?