Znaleźli rozsądny kompromis

Wojciech Romański
Fotorzepa / Waniek Ryszard

Jako miłośnika komunikacji szynowej zawsze zachwycały mnie Czechy. Tam sieć kolejowa jest w wielu miejscach podstawą komunikacji, a małe szynobusy docierają nawet do niewielkich miejscowości. Nikt nie nastawia się na jakieś szczególne luksusy, ale na efektywność transportu, który po prostu ma działać.

Po drugiej stronie granicy już tak pięknie nie jest, a linie kolejowe o znaczeniu lokalnym, niekiedy nawet regionalnym, wciąż są zamykane, a czasem całkowicie likwidowane. Taki los ma niebawem spotkać cztery kolejne odcinki wygaszonych już tras na Opolszczyźnie, w sumie ok. 30 km w okolicach Głubczyc i Głuchołazów. Niektórych bardzo bronią samorządy, ale nie mają pieniędzy na ich remonty.

Nie znaczy to jednak, że regionalna czy lokalna komunikacja kolejowa w Polsce jest skazana na dalszą degradację. Mam nadzieję, że w kolejnych latach dzięki działaniom samorządów więcej będzie komunikatów o przywracaniu ruchu na zamkniętych niegdyś liniach niż tych o definitywnej ich likwidacji. Niezbędne są jednak remonty, bo bez nich nie uda się utrzymać pasażerów, którzy nie tylko chcą gdzieś dojechać, ale też pragną, by nie zajmowało to więcej czasu niż potrzeba. Tymczasem na zdegradowanych trasach prędkości handlowe osiągane przez pociągi są coraz niższe.

Opolskie w ramach swojego regionalnego programu operacyjnego na remonty i rewitalizację sieci kolejowej nie przeznaczyło wiele – ma na nie trafić ok. 36 mln euro, a na drogi – aż 157 mln euro, jednak postanowiło wydać te środki z głową – pozwolą one wyremontować aż 140 km torowisk. Wszystko dzięki dokładnym analizom potrzeb modernizacyjnych i takiemu określeniu zakresu działań, które nie będą służyły podniesieniu prędkości składów, a co za tym idzie – skróceniu czasu podróży. Środki samorządowe są uzupełnieniem wielkiej inwestycji PKP PLK.

To podejście godne naśladowania, bowiem nie na wszystkich trasach regionalnych czy lokalnych niezbędne są kosztowne działania podnoszące prędkość do 120 km/h – znacznie mniejszym kosztem można uzyskać np. szybkość o 20 km/h niższą. W efekcie rozsądnych kompromisów między możliwościami finansowymi a oczekiwaniami pasażerów po zapowiadanych remontach czas przejazdu między Opolem a Nysą skróci się o 23 minuty, do Kluczborka o 14 minut, a trasę między Nysą a Brzegiem składy pokonają 11 minut szybciej.

Region kupuje też nowe pociągi – do początku 2018 r. na tory ma wyjechać pięć nowych impulsów; pierwsze trafiły już do rozkładu. Samorząd zapowiada, że celem tych działań jest dobrze funkcjonująca kolejowa sieć regionalna. Kierunek myślenia jest właściwy, choć – póki co – podróż koleją po niektórych trasach lokalne media określają jako horror. Czas na zmiany.

Mogą Ci się również spodobać

Trzaskowski: Nie chcemy przebierać dziewczynek za chłopców

Warszawa musi być miastem tolerancyjnym. Trzeba stać przy wszystkich mniejszościach, które w atmosferze wprowadzonej ...

Metal zawsze modny

W ciągu dnia wykonują elementy wyposażenia wnętrz, a popołudniami oddają się sztuce. To wtedy ...

Smogowy alarm dla polskich miast

Ministerstwo Środowiska obniżyło w końcu poziomy zanieczyszczenia powietrza, które uruchamiają alarm smogowy. Samorządy wciąż ...

Pszczoły pracowicie promują miasta

Ule na dachach biurowców już nie dziwią, są w każdy dużym mieście. Coraz częściej ...

Gdańskie lotnisko wybuduje biurowce

Kompleks biurowy o powierzchni 120 tys. m kw. wybuduje gdańskie lotnisko, którego właścicielami są ...

Jakość życia atutem polskich metropolii

Nasze metropolie mogą i powinny konkurować z tymi z Zachodu. Głównie standardem usług dla ...