Dzień rogala

Pierwsze pisemne wzmianki o wypieku rogali świętomarcińskich pochodzą z 1852 roku.
AdobeStock

800 ton rogali świętomarcińskich sprzeda się tylko 11 listopada.

Wielkopolskie cukiernie szykują się do jednego z najważniejszych dla siebie dni w roku. I nie chodzi wcale o święta Bożego Narodzenia, ale 11 listopada – Święto Niepodległości i jednocześnie Dzień Świętego Marcina. Dzień, w którym nie może zabraknąć świętomarcińskich rogali.

Półfrancuskie ciasto w kształcie półksiężyca o masie od 200 do 250 g, posmarowane pomadą i posypane rozdrobnionymi orzechami, wypełnione wilgotną masą z białego maku z roku na rok zyskuje coraz większą rzeszę amatorów nie tylko w Wielkopolsce, ale nawet daleko poza jej granicami. Pewna partia rogali świętomarcińskich trafiła nawet do Japonii.

– Ich sprzedaż rośnie co roku. W Wielkopolsce, głównie w Poznaniu, tylko 11 listopada sprzedaje się ok. 600 ton rogali. Poza teren województwa wyjeżdża tego dnia około 200 dodatkowych ton. Mówimy o produktach certyfikowanych. Prawo do wytwarzania rogali świętomarcińskich ma około 100 z 500 wielkopolskich cukierni. Cech co roku przyznaje specjalne certyfikaty ich producentom – mówi Stanisław Butka, prezes Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa RP oraz starszy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu.

Półtora wieku tradycji

Rogal świętomarciński był pierwszym i jest najbardziej znanym produktem z Wielkopolski, umieszczonym już dziewięć lat temu w unijnym rejestrze chronionych oznaczeń geograficznych. Wnioskowała o to grupa 30 cukierników i piekarzy, a także miasto Poznań.

„Pierwsze pisane wzmianki o wypieku na terenie Poznania i okolic specjalnych, wykwintnych rogali na Dzień Świętego Marcina – rogali świętomarcińskich, pochodzą z 1852 roku. Tradycja wypieku rogali świętomarcińskich przetrwała do dziś dnia i jest ściśle kojarzona z obszarem stolicy Wielkopolski” – czytamy we wniosku o rejestrację złożonym w unijnych organach.

Dziś ciasto o tej nazwie, upieczone według ściśle określonej receptury, można produkować nie tylko w Poznaniu, ale też w innych powiatach Wielkopolski. Ale nie we wszystkich.

Nie można tak nazwać rogali – nawet upieczonych z uwzględnieniem wszystkich składników i procedur – z piekarni działających na terenie powiatu tureckiego, kępińskiego, międzychodzkiego, ostrzeszowskiego i złotowskiego. Jak zaznacza prezes Butka, cukiernie z tych powiatów, przez lata słabiej związanych z Wielkopolską, nie mają szans na uzyskanie certyfikatu. Zapis ochronny jest jednoznaczny. Oczywiście – podobnie jak cukiernie w innych częściach Polski – mogą produkować i sprzedawać podobne rogale, ale nie mogą ich nazywać ani świętomarcińskimi, ani marcińskimi.

– Kiedy wystąpiliśmy do organów Unii Europejskiej o rejestrację rogala świętomarcińskiego, odmówiono nam tego świętego w nazwie. Kazali rejestrować marciński. Musieliśmy dopiero udowodnić, że tego świętego z nazwy zabrano nam w 1956 r. Unia przystała na naszą argumentację. Ale dziś, poza terenem podanym we wniosku, nie można również produkować i sprzedawać rogala marcińskiego.

Zastrzegliśmy go w urzędzie patentowym – tłumaczy Butka i dodaje, że w kraju produkuje się – m.in. na podstawie dostępnych w internecie poznańskich receptur – lokalne mutacje rogali. W Bydgoszczy do nadzienia z białego maku dodawany jest np. marcepan, a w Gdańsku rogale są niemal identyczne jak w Poznaniu. Prezes wie, że rogale produkowane są również za oceanem. Robią to cukiernicy, którzy przed laty uczyli się fachu w Poznaniu.

Symbol na znaczku

– Jakiś czas temu rogale świętomarcińskie produkowała jedna z cukierni w Sosnowcu. Gdy próbowaliśmy egzekwować swoje prawa, okazało się, że to niska szkodliwość społeczna czynu. To świadczy o tym, że organy, które są powołane do pilnowania tego typu praw, są zupełnie do takich sytuacji nieprzygotowane. Myślę, że gdyby dwie–trzy firmy zapłaciły za bezprawne używanie nazwy, to byłby jakiś przykład – przekonuje Stanisław Butka.

Jego zdaniem, choć z egzekucją prawa jest raczej marnie, warto było się starać o unijną ochronę. Choćby dla promocji wyrobu.

– Nikt się nie spodziewał aż takiego sukcesu. Chcieliśmy początkowo, by rogal – dostępny kiedyś wyłącznie przy okazji 11 listopada – był produkowany i sprzedawany przynajmniej przez pół roku. Dziś widzimy, że – poza letnimi miesiącami – będzie w sprzedaży przez cały rok. Ludzie chcą go kupować nie tylko przy okazji święta – mówi prezes Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa RP.

W tym roku prezent związany z rogalem otrzymali filateliści. Słodki symbol Poznania pojawił się kilka dni temu na znaczku Poczty Polskiej i okolicznościowej kopercie. To pierwszy polski produkt regionalny uhonorowany w ten sposób.

Mogą Ci się również spodobać

Samorządy: ubytki w PIT wymagają drastycznych kroków

Prezydent Białegostoku wstrzymuje wszystkie wydatki miasta, poza tymi bieżącymi. W specjalnym liście do jednostek ...

Miejskie rewitalizacje cegła po cegle

W najbliższych latach zakończą się rewitalizacje obiektów, które mogą się stać - albo już ...

NIK krytycznie o budżetach obywatelskich

Obowiązujące od roku przepisy dotyczące budżetu obywatelskiego ograniczają swobodę gminom i trzeba je zmienić.

Wielki lifting Parku Śląskiego

Trwa pierwsza w historii rewitalizacja Parku Śląskiego. W tym roku inwestycje pochłoną około 10 ...

Śmieci pod czujnym okiem gminy

Władze samorządowe będą musiały same określić zasady kontroli segregacji odpadów. Wcześniej planował to zrobić ...

Fragment trasy Blue Velo na terenie województwa zachodniopomorskiego, otwarty w 2018 r.

Na dwóch kółkach przez granice

Oprócz dużych, transgranicznych tras rowerowych, w niektórych regionach powstają mniejsze, lokalne szlaki dla miłośników ...