Uderzenie w fotowoltaikę

Projekt ustawy o miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego budzi obawy branży OZE, ale i samorządów.

Publikacja: 25.07.2022 09:20

Wielkoskalowa fotowoltaika dopiero się kształtuje. Na ponad 10 GW mocy zainstalowanej w tym źródle,

Wielkoskalowa fotowoltaika dopiero się kształtuje. Na ponad 10 GW mocy zainstalowanej w tym źródle, ponad 7,6 to mikroinstalacje prosumenckie

Foto: shutterstock

Ministerstwo Rozwoju i Technologii od końca kwietnia br. prowadzi prace nad projektem ustawy, który wprowadza obowiązek budowy dużych instalacji OZE wyłącznie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Takimi planami są objęte już instalacje wiatrowe, teraz miałoby to dotyczyć także instalacji fotowoltaicznych. Branża nie wypowiada się wprost, ale nieoficjalnie przedstawiciele firm mówią, że utrudni to proces transformacji dużych farm słonecznych, zwłaszcza na części gruntów rolnych niższej kategorii. O zapisy spierają się resorty rozwoju oraz klimatu – to drugie jest przeciwne planowanemu rozwiązaniu. Z kolei gminy mają własną propozycję: sugerują „trzecią drogę”.

Nowe zasady dla fotowoltaiki

W projekcie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw zaproponowano m.in. aby lokalizacja instalacji OZE o dużej mocy (powyżej 1 MW) mogła odbywać się wyłącznie na podstawie planu miejscowego zagospodarowania przestrzennego (MPZP). W planie ogólnym, w strefach otwartych – jak tereny lasów, tereny rolnictwa, tereny wód oraz tereny zieleni naturalnej – domyślnie dopuszczone będzie zlokalizowanie elektrowni słonecznych i wiatrowych.

Obecnie farmy fotowoltaiczne budowane są na podstawie warunków zabudowy (WZ), niezależnie od mocy. Firmy energetyczne, w tym te duże państwowe, nie chcą wypowiadać się na temat procedowanych dopiero projektów ustaw – jednak wskazują, że utrudni to im plany budowy potencjału OZE w Polsce. Zwłaszcza kiedy spółki będą chciały powiększać bazę.

W danych dostępnych w ramach procesu konsultacji projektu widnieje obecnie jedynie stanowisko gdańskiej Energi. Spółka zwraca uwagę, że barierą przy realizacji OZE – w sytuacji, gdyby konieczne było sporządzanie MPZP – jest brak środków własnych gmin na procedowanie. Firma proponuje, aby to inwestor mógł uczestniczyć w sporządzaniu takiego planu i wspomóc gminę.

Inni eksperci, którzy brali udział w konsultacjach publicznych projektu, proponują jednak, aby środki na te plany pochodziły ze środków unijnych – i wskazują tu na Krajowy Plan Odbudowy. To zewnętrzne finansowanie pomogłoby uniknąć ewentualnego konfliktu interesów.

– Projekt może uderzyć w duże firmy energetyczne, w tym te z udziałem skarbu państwa. Niezależnie od tego, czy będą realizować projekt same, czy będą kupować gotowe projekty. Obecnie takie projekty bazują na WZ. Spółki nie będą w stanie rozwijać same projektów, a ceny projektów, które mają już pozwolenia budowlane, znacząco wzrosną. To analogiczna sytuacja do tej wiatrakowej z 2016 r. – komentował Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. Szacuje on, że moc instalacji, które mają warunki zabudowy, sięga ok. 10 GW.

Różnica zdań w rządzie

Przepisy budzą także kontrowersje w samym rządzie.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii uważa, że jego propozycja uporządkuje system prawny. Zgodnie z obowiązującymi przepisami farmę fotowoltaiczną można zrealizować zarówno na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, jak i warunków zabudowy. Resort chce „uporządkować” sytuację i zostawić jedną opcję.

Co innego mówi Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które jest żywotnie zainteresowane rozwojem OZE w Polsce, zgodnie z duchem dokumentów strategicznych, jak Polityka Energetyczna Polski do 2040 r.

– W naszej opinii proponowany kształt przepisów ograniczy tempo powstania nowych instalacji fotowoltaicznych, biogazowych oraz biometanowych i może wpłynąć negatywnie na realizację celów OZE do 2030 r – czytamy w odpowiedzi na nasze pytania. Resort podkreśla, że rozwiązania, które w istotny sposób wpływają na ograniczenie lub wydłużenie procesu inwestycyjnego w nowe, zeroemisyjne źródła wytwórcze, nie służą wzmacnianiu bezpieczeństwa i suwerenności energetycznej – tłumaczy nam resort klimatu i środowiska. Deklaruje on gotowość do współpracy w zakresie wypracowania optymalnego kształtu projektu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym w celu zapewnienia warunków do rozwoju OZE w Polsce – jak czytamy w odpowiedzi na nasze pytania.

Samorządy proponują specustawę

W opinii samorządowców przyjęcie ustawy w takim kształcie, jak obecny, spowolni rozwój farm fotowoltaicznych i wydłuży proces inwestycji, którego przygotowania staną się bardzo drogie. – Sam proces uchwalania planu jest bardzo długi i czasochłonny ze względu na proces opiniowania – mówi nam Leszek Świętalski, dyrektor biura zarząd Związku Gmin Wiejskich RP. Wskazuje on ponadto, że każde zmiany w planie oznaczają de facto przyjęcie nowego planu, rozpoczynanie żmudnej procedury od nowa. – To decyduje o czasie realizacji projektu, ale i pieniądzach. To bardzo drogie przedsięwzięcie planistyczne. Ceny rozpoczynają się od 150 tys. zł w zależności od wielkości obszaru – i sięgają nawet kilku milionów złotych – mówi.

Samorządy nie podejmą się procedur wydawania zezwoleń dla OZE, jeśli nie będzie gwarancji, że „ujednolicona” zasada zostanie zachowana i nie będzie kolejnych zmian. – Byłyby, jeśli już, potrzebne przepisy przejściowe – wskazuje Świętalski.

Jako przedstawiciel Związku Gmin Wiejskich RP proponuje on jednak inne rozwiązanie – specustawę dla MPZP, która skróciłaby proces inwestycji w OZE.

– Tego rodzaju zielona energetyka jest nam bardzo potrzebna, patrząc na wysokie ceny energii, konieczność osiągnięcia energetycznej niezależności, zwłaszcza w czasie wojny w Ukrainie. Nie możemy pozwolić sobie na ograniczenie rozwoju tych źródeł. Z drugiej jednak strony, jesteśmy za ładem i porządkiem planistycznym w gminie. Jako samorządy opowiadamy się za wprowadzeniem specustawy dotyczącej źródeł zielonej energii, aby usprawnić rozwój tych źródeł w dobie kryzysu energetycznego. Nie kwestionujemy tego, że takie przedsięwzięcia, jak MPZP, są konieczne. Inwestycje OZE powinny być zgrupowane i powinny być odzwierciedlone w planie – mówi Świętalski.

Innymi słowy, specustawa dla MPZP miałaby pozwolić na realizację miejscowych planów z szybką ścieżką realizacji dla OZE. – Niestety, taka propozycja nie jest rozważana, dlatego rozumiemy zaniepokojenie branży i zgadzamy się z wnioskiem, że proponowana teraz ustawa utrudni budowę nowych, wielkoskalowych OZE – przyznaje przedstawiciel Związku Gmin Wiejskich RP. Wskazuje on też, podobnie jak cytowana już Energa, że to inwestor powinien mieć możliwość finansowania MPZP, bo gmin może nie być na to stać.

Sam proces uchwalania MPZP to kwestia co najmniej 18 miesięcy. – W przypadku stworzenia listy OZE o specjalnym traktowaniu, proces ten mógłby zostać skrócony do 12 miesięcy – mówi Świętalski. „Specjalne traktowanie” oznacza skrócenie procesów konsultacyjnych czy krótszy okres opiniowania decyzji środowiskowych.

Jeżdżę rowerem, Bo...

Piotr Grzelak

wiceprezydent Gdańska

Rower to nie sposób na spędzenie wolnego czasu. Rower to nie jest nawet środek transportu. Rower to element sposobu życia, myślenia o swoim zdrowiu, otoczeniu i mieście. Przez lata rozwoju motoryzacji zgubiliśmy nasze naturalne odruchy. Nie idziemy do pobliskiego warzywniaka, nie wsiadamy na rower, żeby zrobić zakupy na obiad, tylko wsiadamy do samochodów i jedziemy do wielkich galerii handlowych, w których jesteśmy anonimowi. Po drodze nie widzimy mijanych osób, nie zatrzymamy się na chwilę, aby porozmawiać z sąsiadem czy znajomym. Nie poczujemy wiatru we włosach, który pozwoli nam odsapnąć od codziennego stresu. Rower to sposób na relację z drugim człowiekiem, z samym sobą i z naszym miastem.

W Gdańsku od wielu lat organizujemy kampanie i próbujemy przypomnieć nam, mieszkańcom, te naturalne odruchy. Flagową kampanią jest „Kręć kilometry dla Gdańska”. Jej celem jest zmotywowanie mieszkańców do korzystania z roweru jako środka transportu także poza sezonem letnim.

Ważna też jest infrastruktura rowerowa, która pozwala na konkurencyjne wobec innych form transportu przemieszczanie się. Mam nadzieję, że coraz bardziej kompletna sieć oparta o rowerostrady będzie bodźcem do tego, aby coraz więcej gdańszczanek i gdańszczan wybierało rower jako środek transportu.

Stawiamy sobie ambitne cele, dlatego też Gdańsk stara się o organizację konferencji rowerowej Velo City 2025 lub 2026. To największa platforma wymiany doświadczeń w zakresie komunikacji rowerowej na świecie. Chcemy czerpać z dobrych praktyk innych krajów.

Marcin Piasecki

redaktor zarządzający „Rzeczpospolitej”

Rower to naturalny środek transportu w mojej podwarszawskiej miejscowości. Oferuje dużo, dużo więcej niż możliwość przemieszczania się. Daje poczucie niezależności, i to w wielu wymiarach. Odrywa od korków i całego „dużego” ruchu ulicznego, od ponurych myśli o cenach paliwa, pozwala pozbyć się poczucia winy związanego z niszczeniem środowiska. Ale jest jeszcze coś – tutejsza mapa rowerowa jest zupełnie inna od tej samochodowej. Zapewnia całkiem niezłe wrażenia terenowe i krajobrazowe. Pełno tutaj dróżek i ścieżek prowadzących przez piękne miejsca, przez las czy skrajem lasu. Auto nimi nie przejedzie, rower – bez najmniejszego problemu.

Jazda rowerem, jak zresztą każda aktywność fizyczna, pozwala choć trochę oderwać się od – mówiąc brzydko – bieżącej rzeczywistości. My, dziennikarze, musimy zajmować się potwornościami rosyjskiej inwazji na Ukrainę, pandemią, nieudolnością rządzących, kryzysem gospodarczym czy energetycznym. Od bardzo długiego czasu przynosimy przede wszystkim złe wiadomości. Z siodełka roweru świat wygląda trochę inaczej, lepiej, piękniej, zwłaszcza teraz w lecie. Pewnie nie są to tylko moje wrażenia. W okolicy, w której mieszkam – a chyba jest to również ogólna zaleta tego środka transportu – ciężko spotkać rowerzystę niezadowolonego. Co najwyżej zdarzają się rowerzyści zmęczeni, ale szczęśliwi właśnie z powodu tego zmęczenia. Niezadowolonych brak. W odróżnieniu od kierowców aut, zwłaszcza tych stojących w korkach, które już dano temu rozpełzły się ze stolicy do okalających ją miejscowości.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii od końca kwietnia br. prowadzi prace nad projektem ustawy, który wprowadza obowiązek budowy dużych instalacji OZE wyłącznie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Takimi planami są objęte już instalacje wiatrowe, teraz miałoby to dotyczyć także instalacji fotowoltaicznych. Branża nie wypowiada się wprost, ale nieoficjalnie przedstawiciele firm mówią, że utrudni to proces transformacji dużych farm słonecznych, zwłaszcza na części gruntów rolnych niższej kategorii. O zapisy spierają się resorty rozwoju oraz klimatu – to drugie jest przeciwne planowanemu rozwiązaniu. Z kolei gminy mają własną propozycję: sugerują „trzecią drogę”.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Z regionów
Wojna Rosji z Ukrainą sprawi, że autobusy w Polsce będą jeździć rzadziej?
Z regionów
Półkolonie w swoim mieście. Samorządy przygotowują wypoczynek dla najmłodszych
Z regionów
Jak Polska świętuje wstąpienie do Unii Europejskiej
Materiał partnera
Niebanalne podróże po Mazowszu. Doskonały wybór na majówkę
Materiał partnera
Sen o niekończących się szutrach