Regiony nie bogacą się w takim tempie jak ich mieszkańcy

To, ile pieniędzy mają mieszkańcy, nie wynika tylko z płacy. Jedna czwarta ich dochodów to różne świadczenia. Ma to wpływ na finanse regionów.

Publikacja: 01.10.2023 20:39

Regiony nie bogacą się w takim tempie jak ich mieszkańcy

Foto: Adobe Stock

Są takie województwa, w których dochody z pracy stanowią niespełna 60 proc. dochodów mieszkańców (mazowieckie) i takie, w których jest to 40 proc. (podlaskie). W dwóch województwach – zachodniopomorskim i podkarpackim – pieniądze z rożnego rodzaju świadczeń stanowią ponad 28 proc. dochodów, jakimi dysponują gospodarstwa domowe. Tylko na Mazowszu jest to mniej niż jedna piąta.

Wzrost znaczenia różnego typu świadczeń w dochodach coraz większej grupy mieszkańców na jakichś terenach jest kolejnym przykładem wpływu zmian demograficznych na rozwój i finanse regionalne. Współtowarzyszy starzeniu się ludności oraz wyludnianiu się wielu terenów. Eksperci zjawisko to określają jako socjalizację źródeł utrzymania. Oznaczać może, że indywidualnie mieszkańcy nie będą mieli finansowych kłopotów z utrzymaniem się, jednak będą żyli w regionach, w których samorządom coraz trudniej będzie utrzymać odpowiedni standard usług publicznych. Konsekwencją może być oddalenie się od siebie poziomu dobrobytu mieszkańców od ich dobrostanu.

– Zwracamy uwagę na konsekwencje zmian demograficznych. One się pogłębiają i polaryzują sytuację regionów – zaznacza Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich.

Coraz większa polaryzacja

GUS opublikował właśnie raport na temat „Budżetów gospodarstw domowych w 2022 r.”. Wynika z niego, że najwięcej przeciętnie pieniędzy dla każdego domownika miały rodziny (gospodarstwa domowe) w czterech województwach: mazowieckim, śląskim, podlaskim i dolnośląskim. Na Mazowszu było to prawie 3,6 tys. zł (nie ma w tym opracowaniu wyróżnienia Warszawy i prowincji), w trzech kolejnych wspomnianych wojewdztwach: ok. 2,8–2,9 tys. zł. Najwięcej wydano przeciętnie na: Mazowszu, Śląsku, Podlasiu i w województwie zachodniopomorskim. Na Mazowszu było to powyżej 2,8 tys. zł, w trzech kolejnych regionach ok. 2,35 tys. zł. W opracowaniu analitycy GUS zwrócili uwagę, że w miastach wartość dochodu rozporządzalnego dla każdej osoby jest zwykle wyższa o prawie jedną czwartą w porównaniu z terenami wiejskimi ze względu na wyższe dochody i większą liczbę osób tworzących rodziny na wsiach.

W raporcie widoczne są także inne różnice. Pierwsza polega na strukturze źródeł dochodu, czyli wadze, jaką mają wynagrodzenia z pracy, a jaką świadczenia. Dochody z pracy najemnej stanowią przeciętnie niespełna 54 proc. Było tak w zeszłym roku w siedmiu województwach: mazowieckim, małopolskim, lubuskim, pomorskim, śląskim, łódzkim i dolnośląskim. W pozostałych jest mniej, a w czterech mniej niż połowa dochodu rozporządzalnego: w województwach lubelskim, opolskim, warmińsko-mazurskim i podlaskim.

Świadczenia społeczne przeciętnie zaś stanowiły ponad 23 proc. dochodów. Tu różnica wynosiła aż 10, 5 pkt proc. w zeszłym roku pomiędzy Mazowszem (18,1 proc.) a województwem zachodniopomorskim (28,6 proc.). Świadczenia stanowiły mniej niż 23 proc. w pięciu regionach: na Dolnym Śląsku, w Małopolsce, na Podlasiu, Pomorzu i Mazowszu. W pozostałych były wyższe.

– Coraz częściej obudowujemy świadczeniami społecznymi różne fazy życia, które charakteryzują się wrażliwością – tłumaczy socjolog i demograf, prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego. Są to emerytury dla osób starszych, ale także świadczenie 500+ dla rodzin z dziećmi.

Skąd wziąć pieniądze

Świadczenie wychowawcze stanowiło przeciętnie 7 proc. dochodu na Podkarpaciu, 6,8 proc. na Pomorzu i 6,7 proc. w województwie opolskim. Najmniej na Pomorzu i w województwie zachodniopomorskim (po 5 proc.) oraz na Mazowszu (4,7 proc.). GUS obliczył przy tym, że dla rodzin, które dostają świadczenie, jest to od 8,5 proc. dochodu w domach rolników, przez 10 proc. u pracowników, po 17,7 proc. w gospodarstwach rencistów.

Im większa jest wartość świadczeń w dochodach mieszkańców, tym mniejsze mogą być wpływy podatkowe i dochody samorządów. – Dzieje się tak choćby dlatego, że niższa jest stopa zastąpienia emerytury w porównaniu z pensją – przypomina prof. Szukalski. Jego zdaniem nie jest możliwe zniwelowanie wszystkich różnic regionalnych. – Na to, byśmy zapewnili taki sam poziom usług publicznych w regionach, w których jest mniejsze zaludnienie, więcej osób starszych, potrzeba więcej pieniędzy niż w regionach zurbanizowanych – mówi.

Marek Wójcik zwraca uwagę, że rosną potrzeby usług zdrowotnych czy opiekuńczych, wynikające ze zmian demograficznych. Dodatkowo konieczna jest modernizacja przestrzeni wspólnej tak, by była dostosowana do potrzeb mieszkańców. Na to potrzebne są dodatkowe pieniądze, a zmiany w podatkach jeszcze bardziej uszczupliły dochody samorządów. – To powinien być poważny i horyzontalny program strategiczny – uważa samorządowiec.

Maciej Bukowski z Uniwersytetu Warszawskiegiego jest zwolennikiem decentralizacji. Według niego wszystkie dochody z PIT i CIT powinny pozostać w regionach. By zasypać lukę rozwojową, można by – na wzór Unii Europejskiej – powołać finansowany z VAT polski Fundusz Spójności, z którego mogłyby czerpać słabiej rozwinięte województwa w zakresie własnej autonomicznej polityki rozwojowej – proponuje. Marek Wójcik uśmiecha się na taki pomysł. – Od lat postulujemy, by samorządy mogły odzyskiwać zapłacony VAT i w ten sposób stworzyły fundusz – np. inwestycyjny – bezskutecznie.

Skąd wziąć pieniądze

Zmiany ludnościowe widoczne są także w danych na temat wydatków. Tu znów lista regionów, w których gospodarstwa domowe wydają najwięcej pieniędzy, nie jest tożsama z listą województw o najwyższych dochodach rozporządzalnych czy płacach. Najwięcej na wydatki przeznaczyli mieszkańcy Mazowsza, Śląska, Podlasia i województwa zachodniopomorskiego. Najmniej: województw świętokrzyskiego, opolskiego i podkarpackiego (szerzej piszemy o tym na stronie R2).

Gdyby nie Podlasie, najwięcej wydawanoby w regionach uprzemysłowionych z wielkimi miastami. Nie jest też tak, że najmniej wydaje się w samych województwach z najniższymi dochodami. Nie pasuje do tej prawidłowości Opolszczyzna.

– Być może niskie wydatki wynikają stąd, że mieszkańcy głównie poza miastami mają własne zasoby żywności i opału. Uprawiają przydomowe ogrody i warzywniaki, korzystają z opału z własnych działek leśnych. Robią to przy znaczącym wkładzie własnym – zastanawia się Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Zwraca uwagę na wysoki poziom kosztów na Dolnym Śląsku, przebijający nawet Mazowsze, oraz na specyfikę Podlasia. W tym województwie jest największa różnica nominalna w dochodzie rozporządzalnym, pomniejszonym o płace i świadczenia. W większości województw jest to 500 zł, a tu – aż 900 zł.

Z raportu GUS wynika, że jest to jedyne województwo, w którym w dochodzie znajduje się znacząca kwota wynikająca z działalności rolniczej – ponad 500 zł. W drugim kolejnym – warmińsko-mazurskim – jest to ok 215 zł, a na Lubelszczyźnie – ok. 140 zł. W pozostałych GUS wyliczył znaczenie dochodu z gospodarstwa indywidualnego w rolnictwie na kilkadziesiąt, kilkanaście złotych, a w ośmiu regionach nie podał go wcale.

Finanse w regionach
Inwestycje – busola samorządności
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Finanse w regionach
NIK: rząd PiS ręcznie sterował finansami JST. "Nieudolne reformy i klientelizm"
Finanse w regionach
Minister finansów: System finansowania samorządów wymaga radykalnej zmiany
Finanse w regionach
Rząd przedstawi szczegóły o finansach samorządów w ciągu miesiąca?
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Finanse w regionach
Wszystkie regiony Polski gonią unijną zamożność, ale w różnym tempie