Szkoła jest dla dzieci, nie dla nauczycieli

Nie pełnię funkcji burmistrza po to, aby wszyscy mnie lubili. Moim celem jest zrobić maksymalnie wiele dla mieszkańców. Władza nie może być lubiana przez wszystkich, może za to być skuteczna – mówi Adam Pawlicki, burmistrz Jarocina.

Publikacja: 06.08.2018 09:27

Adam Pawlicki  jest burmistrzem  Jarocina od 2002 roku, wcześniej przez cztery lata był radnym Rady

Adam Pawlicki jest burmistrzem Jarocina od 2002 roku, wcześniej przez cztery lata był radnym Rady Miejskiej Jarocina.

Foto: materiały prasowe

Rz: Obniżył pan już sobie pensję?

Adam Pawlicki: Tak, nie chciałem złamać ustawy o wynagrodzeniach pracowników samorządowych. Nie wiadomo wprawdzie, jak ostatecznie ta sprawa się zakończy, bo wiem, że są jakieś próby zaskarżenia tej regulacji, ale postąpiłem tak, jak wymagają tego przepisy.

Entuzjazmu w pańskich słowach nie słyszę. I wcale się temu nie dziwię, bo te przepisy grożą, że pracę w samorządach będą podejmowali tylko frajerzy.

PiS musiało wiedzieć, że Polacy przychylnym okiem spojrzą na obniżkę pensji samorządowców. I sondaż to potwierdził – za obniżeniem naszych pensji opowiedziało się 75 procent respondentów. PiS coś pewnie na spełnieniu woli suwerena zyska, ale czas pokaże, jaki będzie długofalowy efekt. Z grona osób, które mają odpowiednią wiedzę, umiejętności i predyspozycje, aby być dobrym menedżerem, w tym wypadku wójtem, burmistrzem czy prezydentem miasta, ubędzie wielu ludzi, których po prostu na tę pracę nie stać. Wybiorą biznes. A samorządy staną otworem dla tych, którzy nie bardzo sobie w życiu radzą, są mało dynamiczni, nie umieją kierować dużymi zespołami ludzi. Pracą w samorządzie zainteresują się też pewnie osoby już spełnione, które zrobiły jakiś majątek i niespecjalnie muszą zwracać uwagę na to, co wpływa na ich konto, bo stać ich na pracę pro publico bono.

Może nie byłoby to złe rozwiązanie?

W moim przekonaniu to też nie są najlepsi kandydaci. Bo im z reguły brakuje już motywacji, ambicji, tego „pazura”, który powoduje, że człowiek chce sobie ciągle podwyższać poprzeczkę, działać i zmieniać świat. Ludzie, którzy nie mają ambicji zmieniania świata, nie nadają się do pracy na kierowniczych stanowiskach w samorządzie. Natomiast cały środek, ludzie ambitni, ale niezamożni, którzy mają na utrzymaniu rodziny i po prostu chcą żyć na jakimś poziomie, będą samorząd omijali szerokim łukiem. Wybiorą biznes i w ten sposób różnica między sektorem prywatnym a publicznym, która już dzisiaj jest w mojej ocenie zbyt duża, jeszcze się pogłębi. Oczywiście, zgadzam się z prezesem Kaczyńskim, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Ale za dobrą pracę, za dużą odpowiedzialność, człowiek po prostu musi być godziwie wynagradzany. To naprawdę jest praca w systemie 24 godzin na dobę, w tym nie ma żadnego kitu. Mówię to jako człowiek, który funkcję burmistrza pełni już piętnasty rok. A odpowiedzialność? Powiem tylko o jednym jej aspekcie – majątek gminy Jarocin, za który jako burmistrz odpowiadam, to blisko miliard złotych. Czyli więcej niż niejedna spółka Skarbu Państwa, gdzie zarobki są wielokrotnie wyższe niż w samorządzie.

Jest pan jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w polskim samorządzie. W 2010 roku, będąc burmistrzem, został pan skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

Moja sprawa jest znakomitym dowodem na konieczność zmian w polskim sądownictwie. Przecież ten cały aparat wymiaru sprawiedliwości został żywcem przeniesiony z PRL. Tam wszystko funkcjonuje jak za komuny. Wiele wyroków, nie tylko mój, było nietrafionych, po prostu złych. Teraz bezkarność sędziów, prokuratorów, kumoterstwo jest chyba nawet większe niż za komuny. Mój proces, mówię to z całą odpowiedzialnością, był procesem politycznym. Przeciwnicy chcieli mnie zniszczyć. Dość powiedzieć, że w sądzie gospodarczym moja żona, która prowadziła firmę, wygrała z włoską spółką pół miliona odszkodowania, a w tej samej sprawie, tyle że karnej, dostała wyrok skazujący. Mnie ukarano dlatego, że niby jej pomagałem. Działaliśmy, jak stwierdził sąd, „wspólnie i w porozumieniu” przeciwko własnej spółce. Cały proces był absurdalny, wyroki uniewinniające były uchylane i w końcu dopięto swego. To był chichot ze sprawiedliwości.

A niedługo później, w 2014 roku, wygrał pan wybory. I to w imponującym stylu, bo pokonał pan trzech kandydatów i uzyskał niemal dwa razy więcej głosów niż pana najgroźniejszy rywal.

Mieszkańcy Jarocina mają oczy i mają rozum. Gdy wojewoda wielkopolski wygasił mi mandat, burmistrzem został człowiek z Platformy Obywatelskiej. Odtworzył w mieście ogólnopolską, rządzącą wówczas koalicję PO–PSL i nagle wszystko się skończyło. Wcześniej było dużo inwestycji, później wszystko wygasło. Jarocin zaczął podupadać i ludzie to widzieli. Po trzech latach jarocińska koalicja PO–PSL została pogoniona. Mieszkańcy postawili na mnie i jestem im za to głęboko wdzięczny. Miałem tym większą satysfakcję, że to był mój czwarty start w wyborach samorządowych i właśnie wówczas dostałem najwięcej głosów w historii. Wygrałem w pierwszej turze.

Ale pańskich kłopotów to nie zakończyło. Rok później odbyło się referendum nad wnioskiem o odwołanie pana z funkcji burmistrza.

Niektórzy nie potrafią się poddać… Było to pierwsze w Polsce referendum w tej kadencji samorządu w sprawie odwołania burmistrza i Rady Gminy. Znowu wygrałem.

Powody, dla których chciano pana odwołać, nie były błahe.

Wie pan, po czym poznać pioniera? Ma dziury po kulach. W plecach. Zaraz po objęciu władzy podjąłem kilka kontrowersyjnych, ale absolutnie niezbędnych i starannie przemyślanych decyzji. Co więcej, te decyzje były zgodne z interesem gminy, ale naruszały wiele interesów. Po pierwsze rozwiązałem Straż Miejską. Po drugie zdecydowałem o przekształceniu trzech przedszkoli i jednej szkoły w jednostki niepubliczne. Uprzedzam pańskie pytanie – te przedszkola i szkoła cały czas działają, a od decyzji w ich sprawie minęły już trzy lata. Działają lepiej niż poprzednio, to znaczy mają lepsze wyniki nauczania i przyjmują więcej dzieci. I są dla budżetu gminy mniejszym obciążeniem. Dzięki tamtej decyzji gmina oszczędza rocznie 2 miliony złotych. To ogromne pieniądze, które można spożytkować na polepszenie warunków życia w Jarocinie.

Nauczyciele z tych trzech przedszkoli i Zespołu Szkół w Wilkowyi pewnie pana nie lubią. Przekształcając te placówki, pozbawił ich pan Karty Nauczyciela.

Nie pełnię funkcji burmistrza po to, aby wszyscy mnie lubili. Moim celem jest zrobić maksymalnie wiele dla mieszkańców. Władza nie może być lubiana przez wszystkich, może za to być skuteczna. A wracając do pytania. Chciałem zerwać z myśleniem, że w szkole najważniejsi są nauczyciele. Otóż nie są. Przedszkole i szkoła jest dla dzieci, ona ma im zapewnić dobre wykształcenie, przygotować do życia i zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Po 1989 roku w całym kraju przestawiliśmy się na konkurowanie, na walkę o efektywność, tymczasem w szkolnictwie zachowaliśmy peerelowską „urawniłowkę”. Tak nie można. Przy czym uważam, że w polskiej oświacie jest wielu wspaniałych nauczycieli, którzy chcą dobrze pracować, mają poczucie misji tego zawodu i po prostu go kochają. Trzeba im tylko stworzyć odpowiednie warunki. W Jarocinie tak się stało, nasza decyzja otworzyła wielu ludziom drogę do kariery, pozwoliła im lepiej pracować i lepiej kształcić dzieci.

W szkole w Wilkowyi, którą pan zlikwidował…

Przekształciłem!

…sam pan kiedyś pracował.

To prawda. Co więcej, w dzieciństwie tam mieszkałem, bo moja mama Anna też była nauczycielem, później przez osiem lat w tej szkole się uczyłem, a w końcu pracowałem jako nauczyciel. Łącznie spędziłem tam 25 lat. Więc już tylko z tego powodu podjęcie decyzji o przekształceniu szkoły nie było łatwe. Co więcej, ta decyzja spowodowała, że pracę stracili ludzie, z którymi pracowałem. Uznałem jednak, że decyzja jest konieczna. Powtarzam, w szkolnictwie nie nauczyciel jest najważniejszy, tylko dziecko, a więc jakość kształcenia. A mnie funkcja zobowiązuje, abym tego pilnował, a pieniądze wydawał mądrze.

W sprawie jarocińskiej strefy ekonomicznej nie był pan już tak konsekwentny. Jej tworzenie trwało długo, a poszukiwania inwestora jeszcze dłużej.

Przyznaję, że trwało to długo, ale to efekt położenia naszego miasta. W pobliżu Jarocina nie ma żadnej autostrady, nie jesteśmy też „przyklejeni” do żadnej dużej aglomeracji, a inwestorów bardzo interesują skupiska dużej ilości ludzi. Choćby ze względu na pracowników. Dlatego musieliśmy naszą strefę przygotować perfekcyjnie, bo tylko w ten sposób można było wzbudzić zainteresowanie inwestorów. Udało się, w Jarocinie powstaje wielka, bodaj największa w Polsce ubojnia drobiu, która będzie przerabiała 50 milionów sztuk drobiu rocznie, 13 tysięcy na godzinę. Na początek firma Polżywność zatrudni 200 osób, a docelowo 600.

W listopadzie 2016 roku z dużym przytupem ogłosił pan program „Mieszkanie 500+ do sześcianu”. Ogłaszane z emfazą programy często okazują się niewypałami.

A nasz okazał się bombą! Działa znakomicie, czego najlepszym dowodem jest liczba wniosków o wynajęcie tych mieszkań. Na 366 mieszkań, które powstaną do końca tego roku, mamy już 1,2 tysiąca chętnych. I nie jest to owczy pęd ludzi, bo oni doskonale orientują się, jak te mieszkania wyglądają. A to dlatego, że w ponad 200 mieszkaniach z programu polegającego na budowie lokali do wynajęcia, ludzie już mieszkają. Średni czynsz w tych mieszkaniach, które budujemy przy wsparciu Banku Gospodarstwa Krajowego, wynosi średnio 500 zł. Konkretnie – czynsz za mieszkanie 35-metrowe to dla lokatora koszt w wysokości 400 zł miesięcznie, a w wypadku większego mieszkania, 55-metrowego, 605 zł. Na warunki jarocińskie to bardzo dobra cena, bo na wolnym rynku trzeba płacić miesięcznie w granicach 1000–1200 zł. Dodam, że oddajemy mieszkania „pod klucz”. One są w pełni wyposażone, mają kuchenkę, mają lampy, białą armaturę. Wynajmujący musi do niego wstawić jedynie meble. Oczywiście, to nie są pałace, marmurów tam nie ma, ale są kafelki, podłogi wyłożone panelami.

Realizujecie też program budownictwa socjalnego.

W tym również budownictwa chronionego, czyli przeznaczonego dla osób niepełnosprawnych, z obsługą medyczną, czyli dostępnością pielęgniarek czy lekarzy. Powiem panu coś, co zabrzmi jak herezja, ale mówię to z całą odpowiedzialnością – w Polsce na pomoc społeczną jest wystarczająco dużo pieniędzy. Problem w tym, że my te pieniądze wydajemy głupio. I to trzeba pilnie zmienić – mniej wydawać na ludzi dotkniętych przez los, ale mogących zarabiać, a więcej na tych, którym choroba nie pozwala i nigdy nie pozwoli pracować. Dla takich przede wszystkim ludzi budujemy mieszkania chronione, które nie są wprawdzie duże, ale są wygodne, wyposażone w windy, pozbawione progów, ze specjalnymi podjazdami. Obawiam się, że w Polsce, przy starzejącym się społeczeństwie, rosnącej liczbie osób samotnych, schorowanych, niemogących samodzielnie funkcjonować, będziemy musieli takich mieszkań budować coraz więcej. Będą to też wymuszać zmiany cywilizacyjne, bo zanikają wielodzietne rodziny, w których opiekowano się starszymi ludźmi. Ten trend będzie się nasilał, bo młodzi ludzie są dzisiaj bardzo mobilni. Zresztą zmusza ich do tego konieczność poszukiwania pracy, wyższych zarobków. Coraz więcej starszych ludzi będzie więc potrzebowało mieszkań przystosowanych do ograniczonej możliwości poruszania się.

Niespecjalnie daje pan żyć w swojej gminie partiom politycznym. Większość w Radzie ma stowarzyszenie Ziemia Jarocińska, któremu pan przewodniczy, a w Radzie jest tylko jedna przedstawicielka PiS i dwóch radnych reprezentujących PSL. I tyle.

Ziemia Jarocińska skupia ludzi o różnych poglądach i sympatiach politycznych. Ludzi, którym chce się pracować na rzecz lokalnej społeczności, którzy chcą zmieniać Jarocin. My nie mamy ani gór, ani morza, więc nie mamy dodatkowych dochodów z turystyki. Nie mamy też, jak inni szczęśliwcy, wielkich kopalni czy elektrowni, które płacą do gminnej kasy krociowe podatki. A mimo to w ubiegłym roku byliśmy, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, największym inwestorem samorządowym w Polsce. Wartość tych inwestycji w przeliczeniu na mieszkańca wyniosła w 2017 r. 1650 zł, a ten rok będzie jeszcze lepszy. Nasza dynamika jest zaraźliwa i przyciąga ludzi, którzy chcą coś dla miasta zrobić. Ci ludzie zostawiają swoje poglądy polityczne za drzwiami.

Pan też? Bo jest pan członkiem Porozumienia Jarosława Gowina.

To prawda. Zawsze miałem poglądy konserwatywne i liberalne w odniesieniu do gospodarki, wcześniej byłem członkiem Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Ale nie afiszuję się z przynależnością do Porozumienia, choć naturalnie tego nie ukrywam i politycznie identyfikuję się z moją partią. Jarosław Gowin to jeden z najwybitniejszych polityków w Polsce, a co najważniejsze dobrze służy Polsce i Polakom.

Przynależność do partii rządzącej pomaga gminie?

Staram się nie upolityczniać samorządu. Gdy wstępowałem do Porozumienia, powiedziałem Jarosławowi Gowinowi, że w wyborach samorządowych będę startował z listy Ziemi Jarocińskiej. Nie dlatego, powtarzam, że chcę coś ukrywać, moja partyjna przynależność jest w Jarocinie powszechnie znana, ale dlatego, że upolitycznienie samorządu to prosta droga do jego klęski. Partie są niezbędnym składnikiem demokratycznego państwa, ale gminy i powiaty nie powinny być od nich zależne.

Rozumiem, że wystartuje pan w najbliższych wyborach?

Wszystko na to wskazuje. Chyba że znowu zadziała prokuratura. Bo wiem, że próbuje. Szukają. Polowanie trwa, bo ono trwa zawsze.

Nawet, gdy burmistrzem jest członek rządzącej partii?

Może wówczas nawet bardziej?

Warto więc się w to bawić?

Czasem myślę, że nie… Ale z drugiej strony, gdy kiedyś człowiek, nie znając jeszcze tych mechanizmów, powiedział A, to teraz musi już powiedzieć B, C i D. I może najważniejsze – rezygnacja z przywództwa w stowarzyszeniu Ziemia Jarocińska oznaczałaby pozostawienie na lodzie wielu znakomitych fachowców, ludzi pragnących uczynić Jarocin lepszym miejscem do życia, prawdziwych entuzjastów. Nie chcę zostawić mieszkańców Jarocina na pastwę partyjniaków, których jedynym celem jest zdobycie władzy, a taki obraz obecnie mamy w powiecie jarocińskim, gdzie chęć dorwania się do władzy połączyła PSL, PO i PiS w „tęczową” koalicję. W tym sensie warto się angażować. Poza tym moi dziadkowie walczyli o wolność, narażając swoje życie w Powstaniu Wielkopolskim. Mam dług wdzięczności wobec naszych bohaterów walczących na różnych frontach, więc teraz, kiedy wolność już mamy, nie możemy zmarnować ani chwili, ani jednej szansy, aby budować silną i niepodległą Polskę.

Rz: Obniżył pan już sobie pensję?

Adam Pawlicki: Tak, nie chciałem złamać ustawy o wynagrodzeniach pracowników samorządowych. Nie wiadomo wprawdzie, jak ostatecznie ta sprawa się zakończy, bo wiem, że są jakieś próby zaskarżenia tej regulacji, ale postąpiłem tak, jak wymagają tego przepisy.

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?