Miejski transport pod napięciem

Dzięki unijnym dotacjom elektryczne autobusy zamierzają kupić m.in. Poznań, Leszno czy Ostrów Wielkopolski.

Publikacja: 01.01.2017 21:00

Elektryczne autobusy Solarisa jeżdżą m.in. po ulicach Frankfurtu nad Menem.

Elektryczne autobusy Solarisa jeżdżą m.in. po ulicach Frankfurtu nad Menem.

Foto: 123RF

Z planów resortu energii wynika, że za cztery lata w Polsce powinno być zarejestrowanych ok. 75 tys. pojazdów elektrycznych. 70 proc. z nich – w aglomeracjach miejskich i obszarach gęsto zaludnionych. Swój udział w realizacji tych prognoz będzie miała również Wielkopolska.

Na razie samochodów elektrycznych zarejestrowanych w regionie wciąż jest niewiele. Barierą jest cena i długi czas ich ładowania. Niezbędna infrastruktura, umożliwiająca naładowanie auta w znacznie krótszym czasie, powstaje powoli. Forpocztą elektrycznej rewolucji mogą zostać miejscy przewoźnicy, którzy coraz częściej aplikują o środki unijne na zakup pojazdów niskoemisyjnych – w tym elektrycznych autobusów.

Samochody przyszłości

Pierwsi nabywcy elektrycznych aut z Poznania i Kalisza musieli się zmierzyć z mizerną infrastrukturą służącą do ładowania aut. Dziś jest nieco lepiej, ale to wciąż początki. W ostatnich miesiącach otwarto taki punkt przy jednym z poznańskich sklepów, a w grudniu uruchomiono supercharger Tesli w Poznań City Park.

W planach resortu energii jest powstanie na terenie kraju do 2020 roku 400 szybkich punktów ładowania pojazdów oraz 6000 publicznie dostępnych punktów normalnej mocy. Lokalizacje ma wskazać rynek. A jeśli auta elektryczne w tym czasie staną się bardziej dostępne cenowo – rynek ruszy.

Prawdziwych amatorów aut elektrycznych nie przerażają ceny ani inne niedogodności. Próbują też przerabiać auta spalinowe. Taką drogę do swoich elektrycznych czterech kółek wybrał Krzysztof Przybek, który – wykorzystując swe amerykańskie doświadczenia – kończy właśnie w Poznaniu przeróbkę daihatsu. Koszt tej inwestycji szacuje na ok. 50 tys. zł. Prawdziwą radość sprawi mu ładowanie auta z domowego gniazdka elektrycznego. Dość długie, ale niedrogie. Za prąd wystarczający na 100 km jazdy, według normalnej taryfy, zapłaci ok. 8 zł.

Samochody elektryczne wydają się doskonałym uzupełnieniem narzędzi do walki z niską emisją, którą wywołuje m.in. duże natężenie ruchu samochodów spalinowych. Co prawda w Polsce prąd w lwiej części pochodzi z wiążącego się z emisją do atmosfery spalania węgla, jednak jego produkcja nie odbywa się w gęsto zaludnionym obszarze miejskim. Do tego udział energii odnawialnej rośnie. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia (trzeba przyznać – niezwykle wietrzny) elektrownie wiatrowe dostarczyły np. ponad 1/3 potrzebnego w Polsce prądu.

W Poznaniu samochody elektryczne mają szanse pojawić się już niebawem, jako część floty miejskiej wypożyczalni samochodów na krótki czas. Prezydent Poznania w październiku testował takie auto. – Samochody z napędem elektrycznym świetnie wpisują się w ideę miejskiego car-sharingu. Takie wypożyczalnie samochodów na pewno się w Poznaniu pojawią – zapewnił Jacek Jaśkowiak.

Car-sharing ma wpłynąć na zmniejszenie liczby samochodów wjeżdżających do centrum miasta.

Poznańskie starania

Podobne zadanie ma komunikacja zbiorowa. Poznań, planując remont ronda Rataje, chce kupić za pośrednictwem swej spółki MPK 15 autobusów elektrycznych. Będzie starał się o unijną dotację na ten cel w ramach Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego (WRPO) na lata 2014–2020. Wniosek ma zostać złożony w I kwartale br. Miasto zakłada, że tabor elektryczny będzie eksploatowany głównie na liniach wewnątrz miasta – tam, gdzie nie ma linii tramwajowych.

– Główne przesłanki zakupu takich autobusów to ich ekologiczny charakter, koszty eksploatacji, malejące ceny, sprawność układów ładowania i akumulatorów oraz możliwość zakupów w ramach projektu unijnego. Autobusy elektryczne nie są bezemisyjne – muszą być ogrzewane zimą, a ich paliwo pochodzi z elektrowni. Jednak zanieczyszczenie powietrza przez nie powodowane jest mniejsze niż to, które emitują diesle spełniające normę Euro 6 – przekonuje Maciej Wudarski, zastępca prezydenta Poznania.

– Działania na rzecz gospodarki niskoemisyjnej są konieczne, mimo że na razie za jeden elektrobus można kupić dwa autobusy spełniające normę Euro 6 – przyznaje Wojciech Tulibacki, prezes poznańskiego MPK.

Płyną pieniądze

Pieniądze z WRPO zagwarantowane mają już inne wielkopolskie miasta.

MZK z Ostrowa Wielkopolskiego otrzyma niemal 11 mln zł na zakup czterech autobusów elektrycznych i trzech ekologicznych spalinowców. Prąd potrzebny do zasilania autobusów elektrycznych będzie wytwarzany w ekologiczny sposób przez Ostrowski Zakład Ciepłowniczy.

– Przetarg na autobusy zaplanowaliśmy na styczeń. Te z niskoemisyjnymi silnikami spalinowymi wyjadą na ulice w wakacje, a autobusy elektryczne – późną jesienią tego roku – informuje Artur Kołaciński z biura prasowego ostrowskiego Urzędu Miasta.

Swą przygodę z pojazdami na prąd zaczyna Wągrowiec, również dzięki dofinansowaniu. – Jeden z autobusów, które chcemy kupić, będzie autobusem elektrycznym – mówi Piotr Korpowski, rzecznik prasowy burmistrza Wągrowca. Autobus elektryczny będzie ładowany na terenie wągrowieckiego Zakładu Komunikacji Miejskiej. W ramach tego samego projektu w mieście powstanie ogólnodostępna stacja ładowania pojazdów elektrycznych.

Na unijne pieniądze z EFRR, w ramach Obszaru Strategicznej Interwencji, liczy również Leszno, które planuje kupno ośmiu autobusów elektrycznych oraz stworzenie odpowiedniej infrastruktury do doładowywania pojazdów pantografem na pętlach.

– Te plany wpisują się w strategię prowadzonych przez miasto działań, mających na celu walkę z niską emisją – przekonuje Małgorzata Łakomy, kierownik Biura Projektów Współfinansowanych Urzędu Miasta Leszna.

Z planów resortu energii wynika, że za cztery lata w Polsce powinno być zarejestrowanych ok. 75 tys. pojazdów elektrycznych. 70 proc. z nich – w aglomeracjach miejskich i obszarach gęsto zaludnionych. Swój udział w realizacji tych prognoz będzie miała również Wielkopolska.

Na razie samochodów elektrycznych zarejestrowanych w regionie wciąż jest niewiele. Barierą jest cena i długi czas ich ładowania. Niezbędna infrastruktura, umożliwiająca naładowanie auta w znacznie krótszym czasie, powstaje powoli. Forpocztą elektrycznej rewolucji mogą zostać miejscy przewoźnicy, którzy coraz częściej aplikują o środki unijne na zakup pojazdów niskoemisyjnych – w tym elektrycznych autobusów.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej