Katowicka kopalnia dźwięków

Tauron Nowa Muzyka (18-21 sierpnia) to impreza dla koneserów brzmień instrumentalnych i elektronicznych.

Publikacja: 16.08.2016 23:00

Battles – mówi się, że grają math rocka, bo ich utwory mają iście matematycznie wyliczony rytm

Battles – mówi się, że grają math rocka, bo ich utwory mają iście matematycznie wyliczony rytm

Foto: materiały prasowe

Branża muzyczna trzykrotnie wyróżniała katowicki festiwal nagrodą Najlepszego Małego Festiwalu w Europie – w 2010, 2012 i 2014 roku. Jednak TNM doceniają nie tylko specjaliści, ale przede wszystkim zwykli festiwalowicze. W ostatnich latach było ich co roku dużo ponad 20 tysięcy. Sierpniowy festiwal to święto muzyki, którą rzadko słychać w radiach i na listach przebojów. Melomani z dalekich zakątków szukają tych płyt w Internecie albo kupują w zagranicznych sklepach wysyłkowych. Do Katowic jeżdżą by posłuchać swych ulubieńców na żywo. To dla nich święto. Dlatego wielu z nich już na długo przed sierpniem wykupuje pełne czterodniowe karnety, których liczba jest ograniczona. Ale można tu jechać też w ciemno. Twórcy festiwalu zawsze dawali gwarancję, że na jakikolwiek koncert byśmy nie trafili, to i tak będzie ciekawie.

Pozazdrościć kultury

Cechą charakterystyczną TNM jest dobór artystów. Brzmienia elektroniczne spotykają się z jazzem, muzyką instrumentalną a także awangardowymi projektami audiowizualnymi. Brak gatunkowych ograniczeń widać też po tegorocznej liście gości. W programie obok siebie znaleźli się m. in. londyński raper Roots Manuva, folkowa grupa Stara Rzeka z Borów Tucholskich, ekscentryczny ukraiński pianista o wyglądzie jurodiwego – Lubomyr Melnyk, a także twórca klubowej muzyki house – Levon Vincent.

Różnorodności artystów odpowiada różnorodność lokalizacji. Scen jest kilka, ale wszystkie skupiają się na przestrzeni kilkuset metrów kwadratowych w katowickich Bogucicach – dawnej dzielnicy przemysłowej. Przy skrzyżowaniu alei Korfantego i ulicy Chorzowskiej, w cieniu górującego nad okolicą Spodka, znajduje się przestrzeń od niedawna nazywana Nową Strefą Kultury. Na jej terenie znajduje się kilka instytucji z siedzibami w nowoczesnych budynkach. Scena główna festiwalu znajduje się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Koncerty będą także grane na dodatkowo postawionych scenach plenerowych oraz w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Ów budynek NOSPR może się równać z najlepszymi obiektami koncertowymi na świecie. Zarówno pod względem akustyki i nagłośnienia jak też pojemności. Budowle oddziela od siebie plac nazwany na cześć Wojciecha Kilara jego imieniem. Nieopodal, na terenie dawnej kopalni węgla, znajduje się także nowy budynek Muzeum Śląskiego. Takiej Nowej Strefy Kultury mogą pozazdrościć Katowicom inne miasta.

Ścisłe powiązanie muzyki z lokalizacją stanowi o niepowtarzalnym charakterze festiwalu. Organizatorzy długo szukali właściwego miejsca dla imprezy, ale zawsze ciągnęło ich do przestrzeni postindustrialnych. A tych na Górnym Śląsku nie brakuje. Pomijając chwilową przeprowadzkę do Cieszyna w latach 2007-2008, kuratorzy TNM starali się nawiązywać lokalizacją imprezy do węglowej tradycji regionu. Już od ubiegłego roku, po zakończeniu prac budowlanych, festiwal zachęca nową, atrakcyjną przestrzenią. Położoną na dodatek w samym centrum Katowic.

Chuligan i raper

11. edycję imprezy rozpocznie w czwartkowy wieczór w sali NOSPR koncert Piotra Orzechowskiego, znanego jako Pianohooligan. Młody pianista występował już u boku takich sław jak Krzysztof Penderecki czy grupa Skalpel. W Katowicach wykona utwory Henryka M. Góreckiego, Philipa Glassa i Steve’a Reicha.

A od piątku start festiwalu wypełnionego koncertami na kilku scenach. Gwiazdą wieczoru będzie Jamajczyk z Londynu Roots Manuva. W ubiegłym roku wydał jeden z najlepszych albumów w karierze pt. „Bleeds”. Teksty rapera są mocno zanurzone w życiu społecznym i problemach londyńskiej ulicy. Uzupełniają je mroczne podkłady, odwołujące się w brzmieniu do tradycji reggae i dancehall. Po nim zagra amerykańskie trio Battles – muzycy uwielbiający eksperymentować z tempem i rytmem swoich instrumentów. Muzyka Battles układa się w fascynującą kakofonię, która momentalnie wprowadza w koncertowy trans.

Śląska Jamajka

Spośród sobotnich wykonawców warto wspomnieć o Kanadyjczyku, grającym pod szyldem Deadbeat. Rozgłos zdobywał jako prekursor dubstepu, a obecnie w swoich setach częściej gra muzykę dubową, silnie nacechowaną brzmieniami karaibskimi. Po Deadbicie na małą scenę wejdzie dwójka weteranów elektroniki, którzy zdobyli klubową sławę jeszcze w latach 80. Chodzi o angielski duet The Orb, który od 30 lat nieprzerwanie nagrywa kolejne płyty i gra w klubach. Za to po północy na główną scenę wejdzie siedmioosobowa grupa z Nowej Zelandii – Fat Freddy’s Drop. Ich występy to niekończąca się improwizacja instrumentalno-elektroniczna, stanowiąca wariację na temat znów – reggae i dub.

Z polskich muzyków nie należy przegapić Starej Rzeki czyli Kuby Ziołka, który za płytę „Zamknęły się oczy ziemi” otrzymał w 2015 r. Paszport „Polityki”. Jest obecnie jednym z najciekawszych artystów w polskiej muzyce. To w sobotę, a w piątek warto posłuchać Andrzeja Smolika w duecie z Kev Foxem. Ich wspólny album był jedną z najważniejszych płyt 2015 r.

W niedzielę na zakończenie pełnego wrażeń weekendu zagra amerykański muzyk jazzowy Kamasi Washington. Jego saksofonowe partie solowe mogliśmy usłyszeć m. in. na ostatniej płycie rapera Kendricka Lamara „To Pimp a Butterfly”. W Katowicach Amerykanin zagra z najlepszymi muzykami śląskimi, czyli katowicką orkiestrą NOSPR. Bardzo miły akcent lokalny na zakończenie jednego z najciekawszych festiwali w Europie.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej