Pączków nigdy nie robiłem

O dzieciństwie w wojennej Warszawie i zmianach w stolicy po 1989 roku opowiada prof. Andrzej Blikle.

Publikacja: 24.11.2015 21:00

Prof. Andrzej Blikle

Prof. Andrzej Blikle

Foto: Fotorzepa, Marcin Łobaczewski

Rz: Spotykamy się w kawiarni A. Blikle przy placu Wilsona na warszawskim Żoliborzu. To dla pana miejsce szczególne?

Andrzej Blikle: Od 25 lat mieszkam na Żoliborzu. Bardzo lubię tę dzielnicę.

Pierwsze lata życia spędził pan jednak przy Nowym Świecie w oficynie kamienicy, w której powstała pierwsza cukiernia A. Blikle. Jakie są pana pierwsze wspomnienia związane z Warszawą?

W czasie wojny lokale gastronomiczne kwitły, ponieważ właśnie tam, z racji tego, że Polacy nie mieli biur, załatwiało się interesy. Zarobione wtedy pieniądze ojciec postanowił wykorzystać, otwierając w 1941 roku na tyłach kamienicy dużą kawiarnię ogrodową. Dzięki temu dawał pracę głównie aktorom i dziennikarzom, którzy nie mogli znaleźć zatrudnienia. Kawiarnię zaprojektował m.in. Bohdan Pniewski, który ma na swoim koncie np. siedzibę Teatru Wielkiego. Dobrze zapamiętałem to miejsce, a także to, że miałem zakaz brania cukierków od częstujących mnie nimi Niemców.

Dużo pan podróżuje. Mógłby pan mieszkać poza stolicą?

Podróżowanie sprawia mi dużą przyjemność, ale już tylko do miejsc, które lubię. Na dłużej z Warszawy bym jednak nie wyjechał. Odczułem, co oznacza rozłąka z moim miastem, w roku akademickim 1975/1976, gdy miałem roczny kontrakt w Kanadzie. Tam właśnie zrozumiałem, że brak mi Polski, Warszawy i przyjaciół.

Jak pan ocenia zmiany, które zaszły w Warszawie po 1989 roku?

Zmiany są kolosalne, sporo z nich jest pozytywnych. Potwierdzają to chociażby cudzoziemcy, którzy wracają do Warszawy po kilkuletniej przerwie. Jednak nie podoba mi się, zresztą tak jak wielu warszawiakom, wpuszczenie dużych galerii handlowych do centrum miasta. Galerie wysysają z niego życie. Siłą rzeczy firmy, które mają sklepy przy ulicach, muszą otwierać tam swoje placówki. Dotyczy to także cukierni A. Blikle.

Jakie zmiany są na plus?

Powstało wiele atrakcyjnych budynków, odnowiono także sporo ulic. Mamy stadion i metro, co jest ważne dla komfortu życia mieszkańców. Rozwija się także gastronomia, która obroniła się przed galeriami. Przy Nowym Świecie, gdzie mamy historyczną siedzibę, a w 1994 roku uruchomiliśmy kawiarnię po przerwie trwającej od powstania warszawskiego, punktów gastronomicznych było zaledwie kilka. W tej chwili jest to zagłębie gastronomiczne liczące blisko 60 różnych lokali. W przeciwieństwie do Starówki odwiedzają je głównie warszawiacy.

Pan od lat działa w Stowarzyszeniu Nowy Świat…

Byłem jednym z członków założycieli, jestem nadal w jego zarządzie. Przyświecał nam cel, aby stworzyć przy Nowym Świecie klimat galerii handlowej, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Udało się nam kilka rzeczy, m.in. w połowie lat 90. Nowy Świat zyskał jako pierwsza ulica w Warszawie iluminację w okresie świątecznym..

Jest pan człowiekiem renesansu: zajmował się pan m.in. matematyką, informatyką, teorią zarządzania, prowadzeniem firmy. Co jest panu obecnie najbliższe?

Przez ponad 20 lat zarządzałem firmą i przez ten czas byłem przedsiębiorcą. Jednak zawsze czułem się najlepiej w roli nauczyciela akademickiego, którym byłem przez 30 lat przed przejęciem sterów w firmie. Po sześciu latach od zajęcia się biznesem wróciłem do dydaktyki. I tak jest do dziś. Z tym że nie uczę już matematyki, ale zarządzania. Prowadzę firmę doradczą i szkolenia. Napisałem książkę o zarządzaniu kompleksową jakością, co zajęło mi 17 lat, a zaczęło się od notatek, które tworzyłem, szkoląc moich pracowników.

Został pan także zawodowym cukiernikiem. Byłby pan w stanie zrobić dziś pączki, z których słynie A. Blikle?

Ojcu bardzo zależało, abym miał wykształcenie w tym kierunku, ponieważ w czasach PRL nie można było prowadzić zakładu rzemieślniczego, nie mając dyplomu mistrza. Ta wiedza się przydała, pączków nigdy jednak nie robiłem. Moje związki z firmą polegały na zarządzaniu.

Ostatnio napisał pan na swoim profilu na Facebooku, że od grudnia 2012 roku rodzina Blikle nie ma żadnego wpływu na dokonujące się w firmie przekształcenia. Wszelkie zmiany, jakie dokonały się w niej od zimy 2012 roku do chwili obecnej, są dziełem trzech kolejnych zarządów. Czy zatem A. Blikle jest nadal firmą rodzinną?

To bolesne dla naszej rodziny, która nadal jest udziałowcem firmy, choć mniejszościowym. Niestety, nasi wspólnicy nie podzielają naszych poglądów na to, jak firma powinna wyglądać. Czy nadal jesteśmy firmą rodzinną? W Unii Europejskiej funkcjonuje około 90 różnych definicji firmy rodzinnej.

Rz: Spotykamy się w kawiarni A. Blikle przy placu Wilsona na warszawskim Żoliborzu. To dla pana miejsce szczególne?

Andrzej Blikle: Od 25 lat mieszkam na Żoliborzu. Bardzo lubię tę dzielnicę.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?