Gdynia była zawsze nowoczesna

Post Image
Biała Gdynia na wystawie „Narodziny miasta. Gdyński modernizm w dwudziestoleciu międzywojennym”. Fot. Bogna Kociumbas
Post Image
Biała Gdynia na wystawie „Narodziny miasta. Gdyński modernizm w dwudziestoleciu międzywojennym”. Fot. Bogna Kociumbas

Cały 2016 rok miasto świętuje swoje 90. urodziny. Muzeum uczci jubileusz nową wystawą stałą.

Dokładnie jubileusz liczony jest od 10 lutego 1926 roku, gdy Gdynia otrzymywała prawa miejskie. Datę połączono wówczas symbolicznie z szóstą rocznicą zaślubin odrodzonej Polski z morzem. Ale mówiąc o powstaniu miasta i portu, trzeba przywołać jeszcze parę wcześniejszych znaczących dat, uświadamiających, w jak błyskawicznym tempie zrealizowano ten wielki projekt.

Po odzyskaniu niepodległości rząd podjął w 1920 roku starania o ustalenie lokalizacji portu. A 23 września 1922 roku Sejm uchwalił ustawę „o budowie portu przy Gdyni na Pomorzu jako portu użyteczności publicznej”, po której ruszyły prace. Głównym projektantem i budowniczym portu został inż. Tadeusz Wenda. Inwestycję intensywnie wspierał Eugeniusz Kwiatkowski, minister przemysłu i handlu, głoszący, że „Gdynia i morze to jedno”. 29 kwietnia 1923 roku odbyło się w Gdyni uroczyste otwarcie „Tymczasowego Portu Wojennego i Schroniska dla Rybaków” z udziałem prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego i premiera Władysława Sikorskiego. W tym samym roku przypłynął tu pierwszy pełnomorski statek ss „Kentucky” pod banderą francuską.

Gdy w 1926 roku Gdynia otrzymała prawa miejskie, liczyła 12 tys. mieszkańców; w 1936 roku już ponad 100 tys. W 1930 roku ruszyła pierwsza regularna linia pasażerska Gdynia – Nowy Jork. W 1934 roku polskie „okno na świat” stało się największym portem na Bałtyku pod względem wielkości przeładunków i najnowocześniejszym portem w Europie.

Gdynia była fenomenem błyskawicznego rozwoju XX-wiecznego europejskiego miasta na wskroś nowoczesnego. Jak pisała Maria Dąbrowska, wcześniej tylko miasta amerykańskie powstawały w takim tempie. Nie ma więc przesady w opinii, że realizacja tego projektu stworzyła nowy etos w polskiej tradycji. Dość zaskakujący etos romantyczno-pragmatyczny, łączący przeciwstawne cechy: naszą gotowość do wielkich porywów, ale i pozytywistyczny trud, jeśli sytuacja tego wymaga.

– W nowej wystawie chcielibyśmy przybliżyć specyfikę Gdyni, to, co w niej jest wyjątkowe, oraz pokazać, jak szybko od początku swego istnienia stała się niezbywalną częścią polskiej tożsamości – mówi „Rzeczpospolitej” Jacek Friedrich, dyrektor Muzeum Miasta Gdyni.

Miasto otwarte

Taki tytuł będzie nosiła przygotowywana przez muzeum ekspozycja. Nawiązuje ona do tytułu eseju prof. Andrzeja Szczerskiego z UJ mówiącego o elastyczności gdyńskiego projektu architektoniczno-urbanistycznego.

– Historia, którą opowiemy, nie będzie kończyć się na 1939 roku – mówi dyrektor Jacek Friedrich – obejmie także powojenne losy Gdyni – do końca komunizmu i reformy samorządowej w latach 90.

Poprzednią stałą wystawę w obecnej siedzibie muzeum przy Zawiszy Czarnego 1, otwartą w 2007 z udziałem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, publiczność oglądała przez dziewięć lat.

Tamta była dość tradycyjna – ocenia dyrektor – i pokazywała leksykonowo dzieje Gdyni. Było w niej sporo aranżacji i rekonstrukcji. My chcemy pokazać historię przez indywidualne losy, dlatego zapraszamy mieszkańców na nagrania relacji i apelujemy o przekazywanie dokumentów i codziennych przedmiotów, za którymi kryją się emocje. Korzystamy z własnych zbiorów (kilkadziesiąt tysięcy obiektów, w tym 40 tys. fotografii), ale to zarazem okazja, żeby je poszerzyć. Chcemy, żeby to była opowieść ludzi z krwi i kości. Pokazywać zamierzamy głównie oryginały, więc multimediów będziemy używać oszczędniej.

Aranżacją ekspozycji zajmuje się poznańska pracownia Ultra-Architects, która wcześniej przygotowywała wystawę Aleksandra Gierymskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie. Będzie w niej dominował biały kolor i proste geometryczne formy nawiązujące do mitu białej Gdyni.

Dla twórców wystawy ma znaczenie łamanie powszechnie utrwalonych stereotypów, jak np. że miasto powstało zupełnie z niczego, że wcześniej śmigały tu tylko jastrzębie i zające. Istniała tu przecież całkiem spora wieś licząca 1000 mieszkańców, była przystań rybacka i zalążek kąpieliska dla letników.

Zapomina się też, że podczas budowy portu były sukcesy, ale i porażki. Jedni robili spektakularne kariery, sprzedając ziemię i rzucając się w wir biznesów, np. byli rolnicy zakładali pierwsze salony samochodowe. A inni nie umieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości, choć postawili wszystko na jedną kartę. Bywały więc i tragedie.

Stała ekspozycja otwarta zostanie pod koniec roku, a na razie muzeum zaprasza na atrakcyjne wystawy czasowe. Obecnie jego główną wizytówką jest wspaniała ekspozycja „Narodziny miasta. Gdyński modernizm w dwudziestoleciu międzywojennym” autorstwa Jacka Friedricha i Andrzeja Szczerskiego, ciesząca się ogromną popularnością (czynna do 31 grudnia 2016 r.). Dzięki zebranym fotografiom możemy poznać architekturę miasta w czystej formie z lat 20. i 30., bez późniejszych szpecących przeróbek i interwencji.

Gdyński szlak modernizmu to budynki zaprojektowane przez wybitnych polskich architektów okresu międzywojennego, o gładkich jasnych ścianach. Stąd wziął się mit „Białej Gdyni”. Charakterystyczną cechą gdyńskiego modernizmu jest tzw. styl okrętowy upodabniający budynki do potężnych transatlantyków wyciągniętych na ląd (jak np. siedziba PLO przy ul. 10 Lutego) z nadbudówkami i daszkami naśladującymi kapitańskie mostki. (Nawiasem mówiąc, współczesny architekt muzeum Krzysztof Kozłowski nawiązuje nieco do tej oceanicznej tradycji, choć kompletnie w odmiennej postmodernistycznej stylistyce). Architektura Gdyni z lat 20. i 30. tworzy wyjątkowy kompleks w skali europejskiej.

Wystawa pozwala w pełni zobaczyć, jak nowoczesna była wtedy Gdynia. A także skonfrontować pierwotny projekt z obecnym stanem. Część obiektów jest dobrze zachowana, ale np. w gmachu sądu ktoś wpadł na pomysł wymiany białych okiennych ram na zielone! Można też poznać sporo mniej znanych zabytków, w tym przemysłowe – w porcie, gdzie oryginalną formę ma wciąż Chłodnia. Natomiast Łuskarnia ryżu została oszpecona późniejszymi przybudówkami.

Od fotografii do designu

W nurt architektoniczny wpisuje się także zaplanowana na maj–czerwiec wystawa Meno van der Meera. Holenderski fotografik, zajmujący się współczesną architekturą, skupił się tym razem na obiektach w Gdyni. Spojrzał na nie świeżym okiem. I utrwalił na zdjęciach niekoniecznie najsławniejsze dzieła gdyńskiego modernizmu, ale to, co przyciągnęło jego własną uwagę. Efekt bywa zaskakujący, bo często koncentruje się na detalach fasad, grze barw, faktur, symetrii. Pokaz będzie jednocześnie zwiastunem planów muzeum na przyszły rok. Zapowiedzią dużej wystawy z udziałem fotografów, zainteresowanych współczesną architekturą.

Co trzy lata muzeum organizuje konkurs Baltic Mini Textile Gdynia (dawniej Międzynarodowe Nadbałtyckie Triennale Miniatury Tkackiej w Gdyni). W tym roku zaprasza na jubileuszową dziesiątą wystawę laureatów (od 11 marca do 8 maja). Jest to wydarzenie o europejskiej renomie, rywalizujące z podobnymi we Francji, na Węgrzech i we Włoszech. Muzeum prowadzi także od dwóch lat cykl prezentacji designu pod hasłem „4P”, czyli „Polskie Projekty Polscy Projektanci”, bo w tej dziedzinie z pogranicza sztuki i wzornictwa użytkowego mamy wybitnych twórców i znaczące osiągnięcia.

Cykl zainaugurował przegląd kolorowego unikatowego i użytkowego szkła prof. Zbigniewa Horbowego z Wrocławia.

A w ubiegłym roku rekordy popularności biła prezentacja „Istota rzeczy” Tomka Rogalika. Była to pierwsza tak wszechstronna wystawa poświęcona jednemu z najzdolniejszych polskich projektantów młodej generacji, odnoszącemu sukcesu w Polsce i za granicą. Projektuje przede wszystkim meble, ale także wiele innych przedmiotów (lampy, sprzęt grający, mikroskopy, naczynia, szkło),czy instalacje przestrzenne, świadczące o jego kreatywności.

Latem tego roku muzeum zapowiada kolejny hit – prace znakomitego ceramika Marka Cecuły, który przez wiele lat pracował w Nowym Jorku, gdzie założył firmę Modus Design i był dziekanem Wydziału Ceramiki w Parsons School of Design (1985–2004). A od 2013 roku jest dyrektorem artystycznym pracowni projektowej Polskich Fabryk Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież”. Innowacyjne Ćmielów Design Studio jest otwarte na eksperymenty i autorskie wzory, odświeżające tradycyjny wizerunek zakładów i zdobywanie nowych rynków.

Gdyńska wystawa (2 lipca – 30 października) nie poprzestanie na retrospektywie. Marek Cecuła pokaże na niej też najnowsze prace.

Wystawy te wpisują się w kalendarz Gdynia Design Days. Organizowane są przez miasto od 2008 roku. Tłumnie zjeżdżają na nie projektanci z całej Polski. Muzeum traktuje je jako wydarzenia towarzyszące tej imprezie, ale nadają jej one wyrazisty ton. I także przyczyniają się do zmiany wizerunku miasta. Dziś design jest nowoczesną marką Gdyni, konkurująca zarówno z morskimi tradycjami, jak i filmową sławą.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Już od roku jednostki samorządu muszą sobie radzić z RODO

Administratorzy danych m.in. w gminach powinni inwestować w edukację personelu, a także rozważyć tworzenie ...

Wysokie rachunki mogą jeszcze wrócić

To, że problem drożejącej energii zostanie rozwiązany w tym roku, nie oznacza, iż zniknie ...

Wojewoda utrącił jedną z priorytetowych inicjatyw władz Warszawy

Warszawska uchwała krajobrazowa może trafić do kosza. Wojewoda mazowiecki zakwestionował jej ważność. Władze Warszawy ...

Jaka przyszłość Pomeranii

Spotkanie przedstawicieli obu regionów było jednym z wielu, które mają pomóc w wypracowaniu przyszłej ...

 Księży Młyn w ciągłym ruchu

Odnowione mieszkania, lofty, biura, handel, edukacja, kultura – łódzki Księży Młyn, jak wiele innych ...

Lokalne inicjatywy blokowane przez złe prawo

Gminy razem z mieszkańcami wydawały przewodniki oraz organizowały zajęcia świetlicowe. Takich działań w całym ...