Michał Zaleski: Jestem otwarty na współpracę ze wszystkimi

Michał Zaleski sprawuje funkcję prezydenta Torunia od 2002 r. Jest bezpartyjny, w ostatnich wyborach samorządowych wygrał w pierwszej turze, uzyskując 55,4 proc. poparcia. W latach 1994–2002 był radnym miasta z ramienia SLD, choć nie był członkiem tej partii. Ukończył geografię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz podyplomowe studia na Uniwersytecie Warszawskim.
materiały prasowe

Zarzuty, że promuję ojca Rydzyka czy sprzyjam wyłącznie Prawu i Sprawiedliwości, nie mają odzwierciedlenia w moich działaniach. Tak naprawdę sprzyjam tylko mieszkańcom – mówi Michał Zaleski, wybrany na V kadencję prezydent Torunia.

Rz: Wybory samorządowe to wciąż świeży temat, więc zapytam, czy udało się ustalić większościową koalicję w Radzie Miasta Torunia?

Michał Zaleski: Współpracuję z każdym ugrupowaniem, które chce dbać o rozwój miasta, ma swój dobry program dla Torunia i jest gotowe do porozumienia i współpracy z kimś takim jak ja. Reprezentując ugrupowanie samorządowo-gospodarcze, a nie polityczne, w ostatnich latach pokazałem, że jestem otwarty na współpracę. W radzie miasta współdziałaliśmy z takimi partiami, jak: PiS, PO czy SLD, które – przynajmniej w założeniach ideologicznych – są od siebie bardzo odległe. A w sprawach miasta potrafiły ze sobą współdziałać.

Teraz w radzie miasta najwięcej mandatów, bo dziesięć, ma Koalicja Obywatelska, przedstawiciele pana komitetu wyborczego – osiem, a PiS – sześć. Może pan więc rządzić z kim pan chce. Kogo pan wybrał?

Dla ścisłości trzeba dodać, że jest jeszcze jeden radny niezależny, z ruchu samorządowego. Gdy tylko dowiedziałem się o wynikach wyborów, jeszcze nieoficjalnych, poinformowałem mieszkańców Torunia, że zakończyliśmy wybory, skończyły się kłótnie, waśnie wyborcze, spory i zarzuty. Teraz czas na ciężką pracę i jestem gotowy pracować z każdym. Zarówno z KO, jak i z PiS, jak również z radnym, który reprezentuje ruchy miejskie – jeżeli taką wolę współpracy oczywiście wyrażą.

Czyli będzie się pan starał się budować szerokie porozumienie na rzecz rozwoju Torunia?

Dokładnie tak, trafnie pani redaktor to określiła.

Rozumiem, że jako samorządowiec jest pan oddany Toruniowi. A czy można się dopytać o pana preferencje polityczne? Bo w Toruniu mówi się, że mimo wszystko sprzyja pan bardziej PiS-owi.

Gdyby tak było, to nie współpracowałbym z wymienionymi partiami i nie składałbym deklaracji dalszego porozumienia. Znam te opinie, że sprzyjam PiS, ale to dosyć obiegowe stwierdzenie, niepoparte niczym praktycznym. Sprzyjam tylko mieszkańcom Torunia. To jest moja podstawowa preferencja. I jeżeli ktoś proponuje coś interesującego, ważnego dla miasta, to zawsze będę temu sprzyjać. Jeżeli w mieście powstaje wyższa uczelnia z inicjatywy środowiska Radia Maryja, to też wspieram taki pomysł. Toruń jest miastem akademickim, uniwersyteckim i nie sposób byłoby to pominąć czy bagatelizować. Jeżeli lewica wychodzi z inicjatywami wsparcia słabszych ekonomicznie, to również nie pozostaję obojętny. Jestem społecznie wrażliwy i chcę reagować na słabości tych, którzy pomocy potrzebują. W końcu od tego jest samorząd. Choć cechuje mnie – o czym torunianie wiedzą – duża odpowiedzialność ekonomiczna i jestem daleki od pomysłów rozdawnictwa czy zaspokajania wszystkich oczekiwań, nie licząc się z możliwościami budżetowymi. W naszym mieście żartujemy, że torunianie to poznaniacy wypędzani z Poznania za zbyt dużą oszczędność i skrupulatność finansową. I ja się świetnie wpisuję to określenie.

Ale doprowadził pan do tego, że Toruń to jedno z najbardziej zadłużonych miast w Polsce. To się trochę kłóci z dobrym rachunkiem ekonomicznym, bo długi będą spłacać pana następcy.

W naszych finansach niezmiennie pilnuję pewnych zasad – jeżeli pożyczamy pieniądze, to tylko na inwestycje, a nie na – mówiąc prostym językiem – codzienne przejadanie. Pożyczamy pieniądze po to, by dołożyć je do funduszy unijnych. Bo warto tu przypomnieć, że tylko w niewielu przypadkach, czyli tzw. projektach miękkich, fundusze UE finansują 100 proc. kosztów danego projektu. We wszystkich projektach „twardych”, inwestycyjnych, trzeba zapewnić wkład własny. I stąd się właśnie bierze zadłużenie Torunia. By dostać ponad 1,3 mld zł z UE, musieliśmy przecież dołożyć ponad 800 mln zł. Ale jeśli za wspólne, unijne i miejskie pieniądze zbudowaliśmy most, to on będzie służył mieszkańcom nie przez 2 czy 20 lat, ale 200 lat, czyli wielu następnym pokoleniom. Podobnie jak zbudowaliśmy centrum kulturalno-kongresowe, to ono będzie dla nas torunian przez kolejnych 100 lat. Takie inwestowanie i pożyczanie pieniędzy ma sens.

Wróćmy do polityki. Opozycja zarzuca panu, że zakon redemptorystów staję się powoli jednym z najważniejszych inwestorów prywatnych w Toruniu.

Każdy inwestor w Toruniu cieszy. Jeżeli jest to inwestor, który buduje wyższą uczelnię, zamierza zbudować miejsce kultu poświęcone największemu Polakowi na świecie Janowi Pawłowi II, to oczywiście cieszy. Ale proszę przyjechać do Torunia, pokażę pani znacznie większe inwestycje toruńskich firm. Uczestniczę we wmurowaniach kamieni węgielnych, przecinaniu wstęg, gratuluję i wyróżniam przedsiębiorców. Obraz, jaki pani przedstawia – z nadmierną rolą środowiska Radia Maryja – jest tworem medialnym, ten rzeczywisty jest zupełnie inny. Pierwszoplanowe są inwestycje przedsiębiorców i to głównie toruńskich. I chciałbym tu wyraźnie odejść od utartego szablonu, że jak ma być inwestycja w mieście, to trzeba ściągnąć inwestora z zagranicy. A to nieprawda, najlepszy inwestor to lokalny, nasz toruński. Jestem dumy z tego, że olbrzymie pieniądze inwestują firmy takie jak Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych czy Neuca. To projekty idące w dziesiątki, jeśli nie setki milionów złotych, do tego mamy tysiące mniejszych firm, które ciągle się rozwijają. To jest coś wyjątkowego i fantastycznego.

Czyli kończąc ten temat, nie jest tak, że preferuje pan i promuje ojca Rydzyka?

Jestem człowiekiem, który w pełni równoważnie traktuje każdego, kto wnosi swój wkład w funkcjonowanie życia miasta. Jeśli jest to wkład poprzez inwestycje, to tym bardziej. Nie mam tutaj żadnych przyjętych z góry preferencji.

Toruń powszechnie kojarzy się z Kopernikiem, Radiem Maryja i rywalizacją z Bydgoszczą…

Ta ostatnia kwestia jest szczególnie interesująca. Krótka historia ostatnich niespełna 30 lat pokazuje, że był okres – co pamiętam – gdy nie było żadnego zgrzytu w relacjach między tymi dwoma miastami. Jakieś 12 lat temu pojawili się jednak politycy, którzy uznali, że nie możemy myśleć o „dwumieście”, czyli o układzie dwóch miast nawzajem się uzupełniających, tworzących jedną infrastrukturę rozwojową. Nie miejską, nie administracyjną, ale rozwojową, bo przecież to się liczy Europie. Siła i potencjał rozwoju. Bo duży może więcej. Ale ktoś uznał, że o współpracy nie ma mowy, Bydgoszcz musi iść swoją drogą, Toruń – swoją. Długo próbowałem przekonywać do irracjonalności takiego pomysłu, mówiąc, że razem te dwa miasta tworzą większy potencjał i wartość dodaną, która może przyciągać inwestorów i tworzyć pozytywny wizerunek tego obszaru.

Udało się?

Idziemy oddzielnymi drogami, choć na szczęście nie ma żadnych otwartych pól konfliktu. Mamy wspólne inwestycje, razem zbudowaliśmy zakład termicznego unieszkodliwiania odpadów komunalnych dla obydwu miast i ich otoczenia. Poprawiliśmy w ramach jednego projektu infrastrukturę torową między miastami i w granicach miast, a więc tory kolejowe i tramwajowe. Teraz realizujemy jednak swoje projekty oddzielnie.

Ale marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki jako jedno ze swoich osiągnięć uważa doprowadzenie do współpracy tych dwóch aglomeracji.

Podałem dwa przykłady dwóch potężnych inwestycji, bo ZTUOK to ok. 0,5 mld zł, a projekt BiT City to ok. 0,8 mld zł. Dobiega też końca realizacja różnych przedsięwzięć w ramach zintegrowanych inwestycji terytorialnych dla bydgosko-toruńskiego obszaru funkcjonalnego za ok. 160 mln euro, czyli ok. 700 mln zł. Realizujemy to bardzo skrupulatnie. Natomiast przydałoby się trochę więcej aktywności nie tylko związanych z współpracą służącą wykorzystaniu unijnych funduszy. Brakuje mi wspólnego działania, tworzenia projektów i pomysłów, by stworzyć zintegrowany potencjał rozwojowy. Ja zawsze wyciągam rękę, by każdy wspólny pomysł zrealizować. To jednak wymaga dwustronnych powiązań i relacji.

Czy udało się Toruniowi do końca wykorzystać szansę, jaką była autostrada A1? Bo pojawiają się opinie, że nie, że Bydgoszcz nie została daleko w tyle, choć autostrady nie ma.

Moim zdaniem szansa, jaką jest autostrada przebiegająca od Gdańska na południe Polski przez Toruń, została w pełni wykorzystana. W tej chwili jesteśmy znakomicie skomunikowani prawie z całą Polską. Do lotniska w Gdańsku jedziemy 1,5 godziny samochodem, do lotniska w Warszawie – 2 godziny 20 minut.

W Bydgoszczy też jest lotnisko.

I ma swój potencjał rozwojowy. Mam nadzieję, że po jego pełnym wykorzystaniu, gdy pojawi się tam więcej przewoźników, także z tego portu będą coraz częściej korzystali mieszkańcy Torunia. Trzeba tu też podkreślić, że autostrada ściąga do nas setki tysięcy ludzi. Toruń odwiedza rocznie 2,5 mln turystów i ludzi biznesu, choć miasto liczy 200 tys. mieszkańców. Tylko Kraków i stołeczna Warszawa, z którymi trudno się porównywać Toruniowi, mają wyższą proporcję liczby odwiedzających do liczby mieszkańca.

Rozumiem, że jesteście lepiej skomunikowani, to naturalne, ale czy udało się to wykorzystać gospodarczo? Ściągnąć inwestorów?

Oczywiście inwestorzy się u nas pojawiają. Ja hołubię inwestorów lokalnych, ale są też ci zewnętrzni. Jeśli mówimy o gospodarce w kontekście konkurencji z Bydgoszczą, to warto podkreślić, że wszystkie parametry gospodarcze są zbliżone w obu miastach. Ciekawostką jest, że ostatnie dane GUS pokazały, że średnie wynagrodzenie w Toruniu jest o 200 zł wyższe niż w Bydgoszczy. Mamy 26 tys. działających firm, a w ostatnich latach przybyło ich 7–8 tys. To wszystko pokazuje, że potencjał gospodarczy miasta jest wykorzystywany. Olbrzymie znaczenie w Toruniu mają usługi, w tym usługi turystyczne. Jesteśmy też miastem akademickim, i chcemy iść w tym kierunku, podnosząc poziom edukacji. Olbrzymie znaczenie ma też oczywiście segment czasu wolnego, a więc kultura. Proszę sobie wyobrazić, że w takim mieście jak Toruń mamy 1500 imprez rocznie – to prawie trzy imprezy dziennie. To chyba dużo, jak na miasto tej wielkości. To wszystko powoduje, że tu ludzie chętnie przyjeżdżają. Zresztą nie tylko w celach turystycznych, mamy też sporą liczbę konferencji, sympozjum, gdzie spotykają się ludzie nauki czy biznesu.

Toruń jest więc miastem ogromnych możliwości, choć oczywiście to nie jest potencjał miasta wielkoprzemysłowego. Nie ma u nas hut stali, dymiących kominów i firm wydobywczych. Choć mamy swoją kopalnię odkrywkową, gdzie wydobywa się piaski i żwiry i produkuje się z nich znakomite materiały budowlane eksportowane do Europy. Ale ciężkiego przemysłu u nas nie ma.

Ale czy turystyka i przemysł to wystarczające fundamenty wizji rozwoju Torunia na następne dziesięciolecia?

Moja wizja Torunia jest od lat czytelna i klarowna. To harmonijny, równoległy rozwój w każdym segmencie funkcjonowania miasta. Dlatego przed chwilą wymieniłem taką małą „litanię” różnych sfer działalności w mieście, które mają znaczenie, bo żadna nie jest taką, którą należałoby zepchnąć do narożnika i powiedzieć, że z tym nie będziemy się utożsamiali. No oprócz tego przemysłu ciężkiego.

Kilka lat temu w województwie kujawsko-pomorskim wielkie nadzieje budziły potencjalne złoża gazu łupkowego. Coś z tego wyszło?

U nas w Toruniu gazu łupkowego na pewno nie ma. Leżymy na krawędzi płyty tektonicznej i w związku z tym mamy stabilną sytuację jeśli chodzi o geologię. Mamy za to trochę geotermii. Działają dwa odwierty geotermalne, gdzie temperatura wody sięga 63 stopni. Dla orientacji powiem, że dobra „ekonomicznie” woda powinna mieć 93 stopnie, więc naszych źródeł nie możemy wprost wykorzystywać na potrzeby gospodarcze, np. do produkcji energii elektrycznej. Najpierw należałoby wodę podgrzać, jednak tańsze jest podgrzanie wody z 63 stopni do 100 stopni, czyli do temperatury wrzenia niż z 4 stopni, a taką temperaturę ma najczęściej woda występująca w przyrodzie.

Sporo pan wie o geotermii…

Bo czysta energia i czyste środowisko muszą być ważne dla każdego samorządowca. W Toruniu mamy problem smogu, jak wiele miast polskich. Stąd nasze działania. Gdy jeszcze nikt o smogu w Polsce nie mówił, my zaczęliśmy w latach 90. dotować wymianę pieców na węgiel, a właściwie na odpady węglowe. Od lat wymieniamy te szkodliwe urządzenia na piece spalające gaz, bądź korzystające z oleju grzewczego czy z energii elektrycznej.

Czy wykorzystanie gorących źródeł może poprawić bilans energetyczny Torunia?

Ze względu na wymienione uwarunkowania geotermia nie może być priorytetem w zakresie energii potrzebnej do ogrzewania. Czerpiemy ją z gazu, mamy nowoczesną elektrociepłownię na terenie Torunia, właśnie opartą na gazie. Docelowo może być ona wspierana ciepłem pochodzącym z ziemi, ale to przyszłość. Poza tym jak w każdym mieście popularna jest fotowoltaika, panele słoneczne. Nie mamy co do zasady kompostowni na terenie Torunia, bo uważamy, że tereny miasta takiemu przedsięwzięciu nie sprzyjają.

Innym tematem jest wykorzystanie potencjału Wisły. Ale to już jest poza zakresem możliwości 200-tysięcznego miasta. To leży w gestii decyzji państwa, bo jeden stopień wodny, z którego może uzyskać czystą energię odnawialną, to inwestycje na poziomie 3–5 mld zł.

Jakie najważniejsze decyzje musi pan podjąć w pierwszym roku po wyborach?

To oczywiście przygotowanie i realizacja dobrego budżetu na 2019 r. Nad tym w tej chwili pracujemy bardzo intensywnie. Budżet na następny rok jest zrównoważony, rośnie wartość środków przeznaczonych na inwestycje o prawie 50 mln zł, do ponad 340 mln zł. To inwestycje praktycznie we wszystkich dziedzinach miejskiego życia. Przede wszystkim drogi, bo to nieustająca pozycja wydatkowa w każdym mieście. Chodzi o drogi różnego kalibru, od tych osiedlowych po te o charakterze średnicowym, ważne dla całego miasta. Do tego mamy inwestycje o charakterze edukacyjnym. Musimy wybudować dwie nowe szkoły, a ostatnio postawiliśmy przedszkole i rozpoczęliśmy budowę żłobka.

Pozyskaliśmy kolejne unijne fundusze na rewitalizację Starówki. To nasza perełka w mieście, ale wymagająca corocznych nakładów. Pozyskane 50 mln zł pozwoli, aby kolejne zabytki wyglądały coraz piękniej. Mamy też cały zestaw inwestycji tzw. osiedlowych, czyli terenów na spotkania i urządzenia rekreacyjne. Ludzie chcą mieć takie miejsca obok siebie. Nie chcą dojeżdżać wiele kilometrów, tylko wyjść w tenisówkach i zrobić coś dla siebie obok swojego domu. Z tym wiąże się zagospodarowanie terenów zielonych. Chcemy stworzyć piękne parki, już na modłę Europy XXI wieku.

Zapraszam wszystkich do Torunia, bo mamy coraz więcej do pokazania!

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Jedna piąta kraju nie ma dostępu do kolei

Powstanie nowych linii kolejowych ma sprawić, że ludzie będą częściej wyruszać do miast, a ...

Wójt gminy Tarnowo Podgórne Tadeusz Czajka

Wójt Tarnowa Podgórnego: Jakość życia też ma znaczenie

Dla inwestora liczy się nie tylko standard infrastruktury, ale te inne, miękkie kryteria – mówi ...

Droższe parkowanie w Krakowie dopiero od grudnia

6 złotych, czyli dwa razy więcej niż dziś, będzie kosztowała pierwsza godzina postoju w ...

Nowe pociągi na Pomorzu Zachodnim Elektryczna czterdziestka

„Duma Pomorza” – tak nazywa się ostatni z 40 nowych elektrycznych pociągów, jakie trafiły ...

Miasta finansują floty ekologicznych autobusów

W 2018 roku zarejestrowano 317 nowych autobusów z napędem alternatywnym. 54 miały napęd gazowy, ...

Więcej odpadów poza systemem

Nawet cztery razy więcej będą musieli płacić mieszkańcy za śmieci zmieszane niż osoby, które ...