Na Podlasiu i wschodnim Mazowszu dominującą gałęzią gospodarki jest biznes mleczarski. Dlaczego? Bo oferujemy czyste, naturalne produkty – mówi Zbigniew Kalinowski, prezes OSM Piątnica.

Rz: Jesteście dumni z podlaskiego pochodzenia waszego biznesu?

Zbigniew Kalinowski: Oczywiście. Historycznie, siedziba naszej spółdzielni znajduje się na Północno-Wschodnim Mazowszu, jednak obszar skupu OSM i lokalizacja gospodarstw naszych rolników to sąsiadujące ze sobą obszary Mazowsza, Kurpi i Podlasia. Podkreślamy często, że znajdujemy się w sercu tzw. zielonych płuc Polski, gdzie dominującą gałęzią gospodarki jest biznes mleczarski.

Ma to jakieś znaczenie dla produkcji?

Specjalizujemy się w produktach o stosunkowo krótkim terminie przydatności do spożycia. Do wszystkich naszych wyrobów, ale zwłaszcza do produkcji serków wiejskich i świeżego mleka, wymagany jest surowiec najwyższej jakości. W naszym regionie nie ma przemysłu ciężkiego, środowisko jest czyste. Walory przyrodnicze dorzeczy Narwi, Biebrzy i Pisy to powód do dumy, bo dzięki temu mamy czysty, naturalny produkt.

Ale takie produkty trudniej eksportować ze względu krótkie terminy ważności. Więc w eksporcie spółdzielnia radzi sobie słabiej?

Oczywiście serki wiejskie czy mleko nie mogą być produktami eksportowymi w takim stopniu jak serwatka w proszku, masło czy sery twarde. Ale niektóre nasze produkty reeksportują wyspecjalizowane firmy handlowe docierające do największych skupisk naszych rodaków w Europie. Niewielkie ilości produktów sprzedajemy poza Polską także pod własnymi markami lokalnych dystrybutorów detalicznych. Regionalna tożsamość produktów mleczarskich, w większości krajów europejskich, determinuje ich zakupy. Tak jest w Niemczech, Francji, Czechach i również w Polsce. Trudno jest więc przebić się do świadomości tych konsumentów i lokować nasze wyroby na zagranicznych rynkach handlu detalicznego.

Ale próbujecie?

Obserwujemy pewne zmiany na naszą korzyść dzięki emigracji z Polski. Między innymi w Wielkiej Brytanii małe przedsiębiorstwa – sklepiki, które już dziesięć lat temu ze względu na przywiązanie naszych rodaków do produktu z Polski, sprzedawały nasze wyroby, dzięki akumulacji kapitału i dobremu rozpoznaniu potrzeb konsumentów, zaczynają przekształcać się w większe, eleganckie placówki. Docieramy w ten sposób również do coraz szerszego kręgu Brytyjczyków. Wspomagają to również małżeństwa mieszane. Wyczucie smaku i sympatia dla wyrobów Piątnicy wszędzie są podobne. Ale eksport odpowiada jedynie za 3–5 proc. wartości naszych przychodów, w tym ok. 1 proc. pod marką „Piątnica”.

Odniósł się pan do przedsiębiorczości naszych rodaków na emigracji. Wielu z nich pochodzi właśnie stąd…

Na wschodnim Mazowszu i Podlasiu nie było chyba rodziny, z której ktoś nie emigrował bądź nie pracował w USA, a następnie w UE. Tu ludzie nie czekają z założonymi rękoma na to, co im los przyniesie, tylko biorą sprawy w swoje ręce. Tak też jest z naszymi spółdzielcami. Nasi rolnicy już 25 lat temu uczyli się od amerykańskich kolegów meandrów produkcji dobrego mleka. Braliśmy też udział w programie rządu szwajcarskiego, dzięki któremu sfinansowaliśmy laboratorium do badania jakości. Przewagę w postaci czystego środowiska wzmacniamy wysokimi wymogami co do jakości. Płacimy specjalne premie zarówno za mleko ekologiczne, jak i zwykłe. Dzięki precyzyjnemu systemowi kontroli możemy to konsekwentnie egzekwować.

A rolnicy chętnie korzystali z tych doświadczeń i zaakceptowali potrzebę zmian?

Tutaj rolnicy byli inni już kilkadziesiąt lat temu. Gospodarstwa były większe i korzystano chętnie z kredytów jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku. Zaraz po transformacji furorę robiły kredyty preferencyjne. Dzięki inwestycjom w gospodarstwach płynnie weszliśmy w kulturę korzystania ze środków unijnych. Dużo się mówi o korzyściach z tego wynikających, ale to jedynie kolejny dodatek. Nasi rolnicy już wcześniej wypracowali sobie przewagę konkurencyjną. W rolnictwie na sukces pracują pokolenia. Mamy chyba najtrudniejsze warunki agrotechniczne w kraju. Słabe ziemie i chłodny klimat, z krótkim okresem wegetacji. W naszej sytuacji nie da się godziwie wyżyć ze skrawka pola i uprawy 4 rodzajów zbóż na paru hektarach, więc nastąpiła szybka specjalizacja w kierunku chowu bydła mlecznego. Mamy około 2,2 tys. spółdzielców ze średnim skupem 150 tys. litrów mleka rocznie. Większość członków spółdzielni prowadzi gospodarstwa rodzinne o sporej skali działalności.

Dlatego siedemnasty rok z rzędu płacicie rolnikom najwięcej w kraju za litr mleka?

Nie tylko w kraju, bo już drugi rok płacimy najwięcej w Europie – powyżej 1,54 zł za litr. Obecnie jest to 0,35 euro przy średniej w UE ok. 0,28 euro. Nasi pracownicy też bardzo dobrze zarabiają. Średnia płaca w 2016 roku to nieco ponad 6 tys. zł brutto, przy bardzo spłaszczonej strukturze wynagrodzeń. Od dwóch lat płace waloryzujemy kwotowo, dzięki czemu pracownicy mniej zarabiający uzyskują procentowo znacznie większe podwyżki.

Ale z czego to wszystko finansujecie?

W ciągu dwunastu lat przychody zwiększyliśmy ponad sześciokrotnie, ze 150 do 911 mln zł. Starcza nam jeszcze na inwestycje i sfinansowanie fuzji ze spółdzielnią mleczarską z Ostrołęki. To było konieczne dla naszego rozwoju. W Piątnicy jesteśmy ograniczeni małą powierzchnią nieruchomości. W Ostrołęce mamy duże tereny pod inwestycje, a przecież musimy też dbać o spółdzielców z Mazowsza i Kurpi. Dzięki inwestycjom zwiększamy moce produkcyjne i podaż naszych produktów, co pozwala nam zaspokoić rosnący popyt na wyroby z logo Piątnica. Cieszą się one rosnącym powodzeniem wśród konsumentów, co z kolei pozwala nam osiągać coraz większe przychody.

Spółdzielcy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady zwracają uwagę, że w dobie kryzysu warto zdywersyfikować działalność i pracować na korzyści ze skali. Planujecie zatem jakieś fuzje i przejęcia czy może wejdziecie w nowe branże, na przykład dystrybucję nawozów i chemii dla rolników?

Próbowaliśmy dystrybuować różne produkty wśród naszych rolników, ale konkurencja była tak duża, że ze względu na koszty zrezygnowaliśmy z takiej działalności. Przejmować nie ma już za bardzo czego w naszym regionie. Nie da się natomiast ukryć, że przyszłością biznesu, i jest na to wiele przykładów z USA i Europy, może być fuzja największych spółdzielni mleczarskich. Przykładowo koncern Arla zjednoczył z sukcesem spółdzielców duńskich i szwedzkich, a następnie brytyjskich i niemieckich. Taka fuzja wymagałaby jednak zgody wielu zarządów i rad nadzorczych reprezentujących wiele środowisk spółdzielczych, a nie jest to łatwe choćby ze względu na różne ceny oferowane za podobne produkty. Ktoś może wówczas stracić, ale ujmując rzecz całościowo dla branży mleczarskiej w Polsce byłby to korzystne. Natomiast OSM Piątnica obecnie rozwija się organicznie i nie jest zainteresowana kolejną fuzją.

Mogą Ci się również spodobać

Pomoc będzie można zorganizować inaczej

Gminy będą mogły realizować zadania związane ze wsparciem osób potrzebujących lub rodziny, powołując w ...

Prezydent Świdnicy: Najważniejszy jest zrównoważony rozwój

Najważniejsza walka z niską emisją i rewitalizacja terenów zielonych - mówi Beata Moskal-Słaniewska, prezydent ...

Pomysły rządu uderzają w budżety samorządów

Mniejsze dochody z PIT, skokowy wzrost płacy minimalnej, wyższe wydatki na oświatę - lokalne ...

Droższe parkowanie w Krakowie dopiero od grudnia

6 złotych, czyli dwa razy więcej niż dziś, będzie kosztowała pierwsza godzina postoju w ...

Sprawdź, jak zwyciężają demokracje

Igrzyska Wolności, w tym roku pod hasłem „Jak zwyciężają demokracje?”, to spotkanie ludzi ciekawych ...

Stary Węgier znów w akcji

Popularne węgierskie 
ganzy pojawiły się na polskich torach 
w latach 60., by następnie służyć ...