Ojciec Mateusz potrzebuje wsparcia internetu

Anita Błaszczak
Fotorzepa / Kompala Waldemar

Wśród sprzedanych w minionym roku w województwie świętokrzyskim 1,64 mln noclegów są także moje pobyty, a także weekendowe wypady moich znajomych. Noclegowo-turystyczne statystki regionu podwyższę także w tym roku po niedawnym weekendzie spędzonym w maju w Sandomierzu.

Było wprawdzie spokojniej niż w szczycie (podczas długiego weekendu), ale i tak sandomierski rynek był pełen turystów, w tym wycieczek podążających śladami serialowego ojca Mateusza, które przy okazji mogły zajrzeć do kawiarni z serialowym logo albo chrupać wafelki z podobnym motywem.

Po drodze do albo z Sandomierza wiele wycieczek zatrzymuje się w parku rozrywki w Bałtowie, który wypromowany przed laty na fali zainteresowania dinozaurami, teraz stał się obowiązkowym punktem programu dla rodzin z dziećmi. W sezonie sznury aut i autokarów ciągną też do unikalnych ruin Krzyżtoporu, wypełniając też parking przy odrestaurowanym pałacu i stadninie bizonów (!) w Kurozwękach.

To radykalna zmiana w porównaniu z minioną dekadą, gdy dla wielu osób (w tym niżej podpisanej) Świętokrzyskie było fragmentem trasy w drodze na południe, np. do Krynicy Górskiej. Raczej anonimowym fragmentem mimo Chęcin – stanowiących żelazny punkt programu wycieczek szkolnych i „zielonych szkół”.

Co wywołało zmianę? Jak zwykle w takich sytuacjach potrzebny był uśmiech szczęścia, który potem trzeba jednak umieć wykorzystać. Tym uśmiechem szczęścia był dla regionu, a zwłaszcza dla Sandomierza, sukces serialu TVP „Ojciec Mateusz” (kręconego od 2008 r.), który jest mocno osadzony w tym mieście. To zbiegło się z modą na turystykę serialową. Do tego doszły unijne fundusze, które pomogły sfinansować inwestycje w drogi, infrastrukturę turystyczną, a na koniec pomogła lokalna przedsiębiorczość. Region dorobił się własnego słodkiego specjału – sandomierskiej i opatowskiej krówki. Sam cukierek wprawdzie nie jest zbyt innowacyjny, ale krówki owinięte w papierki z opisami i historią zabytków miasta są strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że stały się obowiązkowym zakupem na miejscu, to są też popularnym upominkiem z wycieczki, który ma dodatkowy walor promocyjny.

Szkoda jednak, że Świętokrzyskie – podobnie zresztą jak wiele innych turystycznych regionów w Polsce – ma jedną istotną słabość: brak systemu sprawnej rezerwacji noclegów online. I choć chyba każdy pensjonat i właściciel apartamentu na wynajem ma stronę w sieci albo ofertę na portalu, to rzadko kiedy można zarezerwować czy choćby sprawdzić dostępność (i cenę) przez internet. Trzeba dzwonić i dopytać.

Mniejszy problem, gdy wystarczy jeden czy dwa telefony. Jednak w szczycie sezonu, np. przed długim majowym weekendem czy latem, chcąc się wybrać na kilka dni np. do Sandomierza, trzeba obdzwaniać dziesiątki pensjonatów w poszukiwaniu wolnych miejsc.

Może więc warto, by w ramach inwestycji turystycznych zbudować sprawny regionalny system rezerwacji online. I nakłonić właścicieli, by udostępnili trochę informacji o warunkach i cenach w obiektach – zamiast przekonywać (już przekonanych), że w Świętokrzyskie warto przyjechać. Bo to już wiem.

Mogą Ci się również spodobać

Kuszenie orientalnego szofera

Miejskie autobusy i tramwaje coraz częściej prowadzą Ukraińcy. Samorządowi przewoźnicy chcą zatrudniać coraz więcej ...

Słono zapłacisz za wjazd na starówkę

Miasta ograniczają wjazd samochodów do historycznych centrów. Poza tym planują podnosić opłaty za parkowanie ...

Stary rynek po nowemu

Samorządy coraz chętniej rewitalizują rynki, wychodząc z założenia, że szanujące się miasto potrzebuje reprezentacyjnego ...

Błąd nie będzie tak krzywdzący

Z powodu niezależnego od gminy jej finanse nie ucierpią, jeśli źle wyliczono subwencję.

Samorządy walczą o in vitro

Już dwa miasta – Szczecin i Szczecinek – korzystają z zachodniopomorskiego programu in vitro. ...

Płatny postój nie działa jak trzeba

Złe oznaczenie stref może być podstawą podważenia legalności dochodów miast z tytułu opłat za ...