Może tu trzeba szukać śladów Rafaela

Marek Kozubal
Fotorzepa / Kompala Waldemar

Być może w czerwcu zostaną wznowione poszukiwania złotego pociągu na 65. kilometrze trasy kolejowej Wrocław–Wałbrzych.

Teren zostanie sprawdzony przy wsparciu naukowców z dziedziny geofizyki. Poszukiwacze skarbów Piotr Koper i Andreas Richter kolejny raz chcą zbadać nasyp, gdzie, jak twierdzą, jest ukryty pancerny skład z czasów drugiej wojny światowej. W sierpniu poprzedniego roku pomimo kilku wykopów nie udało się znaleźć ani śladu pociągu, ani tunelu, w którym miał zostać zasypany. Naukowcy, którzy zbadali to miejsce, stwierdzili, że żadnego pociągu tam nie ma.

Eksploratorzy jednak nie odpuszczają. I chwała im za to. Bo dzięki ich działaniom zainteresowanie tajemnicami Dolnego Śląska wzrosło. A to przecież ciekawość jest motorem poznawania nowych miejsc i towarzyszących im historii, to zaś „nakręca” ruch turystyczny.

Nie mam wątpliwości, że Dolny Śląsk tak jest naszpikowany zabytkami i opisującymi je pasjonującymi historiami, że warto się tam wybrać.

A ja dorzucę jeszcze jedną. Mniej znaną. Otóż niewykluczone, że na Dolnym Śląsku może być ukryty „Święty Graal” dla poszukiwaczy utraconych w czasie wojny dzieł sztuki. Mowa o obrazie „Portret młodzieńca” Rafaela Santiego.

Latem 1944 roku generalny gubernator Hans Frank podjął przygotowania do ewakuacji na Dolny Śląsk zrabowanych dzieł sztuki, które były zmagazynowane w Krakowie i Krzeszowicach. Jego wysłannik wybrał cztery pałace, gdzie można było je przenieść w przypadku ofensywy Armii Czerwonej. Rząd Franka miał rezydować w posiadłości Manfreda von Richthofena w Seichau (dzisiaj Sichów koło Jawora). Prawdopodobnie w sierpniu 1944 roku została tam przeniesiona część dzieł sztuki, w tym „Portret młodzieńca” oraz „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci i obraz Rembrandta z kolekcji Czartoryskich.

17 stycznia 1945 roku Hans Frank opuścił Kraków i pojechał na Dolny Śląsk do Sichowa. Zdecydował o przeniesieniu zbiorów do pałacu państwa von Wietersheim-Kramst w Muhrau (dzisiaj Morawa – też na Dolnym Śląsku). Frank pojechał stamtąd do Bawarii. Polecił jednak adiutantowi Helmutowi Pfaffenrothowi wywieźć z Morawy trzy skrzynie wybranych dzieł sztuki. 25 stycznia 1945 roku zabrał on do Bawarii m.in. „Damę z gronostajem” i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. Nie było wśród nich portretu Rafaela – powodem podobno miał być zbyt duże wymiary deski, na której namalowany był obraz (59 na 75 cm).

Opiekę nad pozostałymi zbiorami w Morawie przejęli przedstawiciele lokalnej administracji. 25 stycznia 1945 konserwator zabytków prowincji Dolnego Śląska prof. Gunther Grundmann na rozkaz z Berlina ewakuował najcenniejsze zabytki z Morawy. 30 stycznia 1945 roku zostały przywiezione do biblioteki Schaffgotschów w Warmbrunn (dzisiaj Cieplice koło Jeleniej Góry). Wśród nich nie było jednak „Portretu młodzieńca”.

Co się z nim stało? Do dzisiaj tego obrazu nie odnaleziono. Jest to najbardziej poszukiwane na świecie dzieło sztuki pochodzące z polskiej kolekcji.

A może jest ukryte w jakieś skrytce na Dolnym Śląsku? Kto wie.

Można na tej historii zbudować ścieżkę edukacyjną dla miłośników historii – poszukiwaczy skarbów.

Podrzucam pomysł.

Mogą Ci się również spodobać

Polskie miasta przed tramwajowym boomem

Warszawa rozstrzygnęła wart 1,9 mld zł przetarg na dostawę 213 niskopodłogowych tramwajów. Będą potrzebne ...

Od gminy, od towarzystwa

Nowe bloki, rewitalizacja kamienic, dzielenie mieszkań na mniejsze. Samorządy na różne sposoby powiększają zasoby.

Unijne dotacje dla branży stoczniowej

Po raz pierwszy w historii udało się zdobyć wsparcie w ramach regionalnego programu operacyjnego ...

Lato: czas na lifting wodnych magistrali

Wakacje to czas remontów i budowy sieci wodociągowych w wielu miastach w Polsce. Prace prowadzone ...

Unia Europejska idzie na wojnę z dezinformacją

Rozwój social mediów doprowadził do kryzysu w dziennikarstwie tradycyjnym, które jest bardziej odpowiedzialne. Media ...

Obrazy wciąż malowane

Co roku wysadzamy ponad 80 tysięcy tulipanów, które kwitną głównie w maju. Po tym ...