Polskie korzenie, francuska szkoła

Julien Tadrowski, ur. 1993 r. Obrońca. Wychowanek OSC Lille. W Polsce grał w Arce Gdynia, Pogoni Szczecin, Górniku Łęczna, Dolcanie Ząbki, Widzewie Łódź i Motorze Lublin. Piłkarz młodzieżowych reprezentacji Polski.
materiały prasowe

Julien Tadrowski, piłkarz, opowiada o treningach i kolegach z Lille oraz dlaczego Motor Lublin tak dobrze gra wiosną.

Rz: Pięć lat temu przyjechał pan z Francji grać w polskiej ekstraklasie. To rzadki wybór dla piłkarzy wyszkolonych we francuskich klubach. Czym był podyktowany? Tylko sentymentem, bo ma pan polskie korzenie?

Julien Tadrowski: To był przede wszystkim piłkarski wybór. Grałem regularnie w młodzieżowej reprezentacji Polski. W Lille, gdzie spędziłem dziesięć lat, skończyłem cykl szkolenia na poziomie juniorskim. Chciałem spróbować czegoś nowego. Propozycja z Arki Gdynia wydawała się sensowna.

A gdzie rozjechali się pana koledzy z juniorskiego zespołu Lille?

Lucas Digne przeszedł rok później z seniorskiej drużyny Lille do Paris Saint-Germain, dziś jest w Barcelonie. Divock Origi, co prawda trzy lata ode mnie młodszy, ale graliśmy razem, poszedł do Liverpoolu. Rok młodszego Nabila Bentaleba kupił Tottenham, teraz występuje w Schalke 04 Gelsenkirchen. Spotkałem w Lille wielu znanych dziś piłkarzy. Parę razy zdarzyło mi się trenować z Edenem Hazardem, dziś gwiazdą Chelsea i reprezentacji Belgii.

Poznaliście się?

Jest starszy ode mnie o dwa lata, w młodzieżowych kategoriach to jest przepaść, zwłaszcza że mówimy o piłkarzu, który jako nastolatek wyrastał ponad przeciętny poziom. Głównie dzięki niemu Lille w 2011 roku zdobyło mistrzostwo Francji. Trochę znałem jego brata Thorgana, który był piłkarzem Lens, przyjaźniłem się z Kylianem Hazardem. On występuje teraz w Ujpeście Budapeszt. Eden był bardzo życzliwy dla młodych piłkarzy. Dosyć wcześnie podpisał kontrakt z Nike i regularnie dostawał od sponsora sprzęt. Z tej puli czasami dawał mi parę nowych korków, bo nosiłem podobny rozmiar. Z innymi kolegami dzielił się dresami, koszulkami, spodenkami.

Tylko z Lille, który w Polsce nie jest znanym klubem, w świat wyjechało tylu dobrych piłkarzy. Na czym polega fenomen szkolenia we Francji?

Mają dobrze zorganizowany system. Dla chłopców od dziesiątego roku życia potrafią idealnie połączyć naukę ze sportem. Nikt nie musiał rezygnować ze szkoły, by grać w piłkę, mimo wymagających treningów. W szkółkach pracują dobrzy trenerzy, specjaliści od szkolenia w poszczególnych kategoriach wiekowych. Prowadzili nas m.in. Argentyńczyk Roberto Cabral i Stephane Adam. To cenieni szkoleniowcy, mieli nam wiele do przekazania. Po prawie dziesięciu latach szkolenia, mając 16 lat, czułem się może jeszcze nie jak dorosły mężczyzna, ale dojrzały zawodnik, bardziej poukładany niż rówieśnicy z innych krajów. Sądzę, że dziś we Francji to wygląda nawet lepiej niż kiedyś, bo oni cały czas swój system rozwijają.

Ale nie dlatego pan wybrał treningi piłkarskie jako dziecko, chyba że zrobili to za pana rodzice?

Chciałem się bawić w sport. W rodzinie popularniejsza była piłka ręczna, grali w nią mój tata, kuzyn. Ja się wahałem, jaką dyscyplinę wybrać, ale gdy w wieku pięciu lat widziałem, jak Francuzi wygrywają mistrzostwo świata, postawiłem na futbol. Obraz tysiąca ludzi na ulicy świętujących tytuł, bramki Zinedine’a Zidane’a i Emmanuela Petita w finale z Brazylią, mocno tkwi we mnie do dziś. Jeżeli zacząłem grać w piłkę, to głównie dzięki Zidane’owi, tak jak wielu chłopaków mieszkających we Francji.

Ale pan występował w młodzieżowej reprezentacji Polski. Skąd się wziął ten pomysł?

Sam tego chciałem. Mam polskie korzenie, polskie obywatelstwo. Rodzina ze strony mojego taty wyemigrowała do Francji po II wojnie światowej. Dziadek pracował jako mechanik, prowadził warsztat Peugota, ojciec też był mechanikiem. Mając 16 lat, zapytałem rodziców, czy jest taka możliwość, bym zagrał dla Polski. Byli za. Grałem w niezłym francuskim klubie, miałem obywatelstwo polskie, dlaczego miałem nie spróbować? Wujek mieszkający w Polscy zadzwonił do PZPN, zaprosili mnie na testy, na zgrupowanie musiałem przyjechać na własny koszt. Dobrze wypadłem, dostałem później powołanie na mecz z Turcją w Polsce i od tej pory występowałem regularnie. Grałem w jednej drużynie z Arkiem Milikiem, Piotrem Zielińskim, Marcinem Kamińskim, Bartoszem Bereszyńskim, Rafałem Wolskim…

Przypuszczał pan wtedy, że Milik i Zieliński tak daleko zajdą?

Po jednym z meczów w kadrze rozmawiałem długo z Arkiem. Strzelił wtedy gola, widać było, że coś w nim jest, spytałem więc, w jakim klubie gra. Powiedział, że właśnie podpisał kontrakt z Górnikiem Zabrze. Szczerze mówiąc, nie znałem wtedy tego zespołu, bo z polskich drużyn znałem tylko Lecha i Legię. Mówiłem mu, że we Francji z takimi umiejętnościami znalazłby sobie bez trudu dobry klub. Poszedł na Zachód inną drogą, ale równie skuteczną.

Zaczynał pan występy w Polsce w ekstraklasie – w Arce Gdynia, dziś gra pan w trzecioligowym Motorze Lublin. Pewnie nie tak pan sobie wyobrażał swój piłkarski rozwój?

Każde dziecko zaczynające grać w piłkę marzy, żeby grać jak najwyżej, we Francji – w Ligue 1, w Polsce – w ekstraklasie. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, tak to się nam układa. Przed Motorem występowałem w Widzewie Łódź, do którego byłem wypożyczony. Widzew zbankrutował, ja jeszcze miałem kontuzję. Klub, z którym wiązał mnie kontrakt – Pogoń Szczecin – nie chciał go przedłużyć. Seria nieszczęśliwych wypadków. Zostałem bez pracy, bez menedżera. Sam to musiałem wszystko ogarnąć, wrócić do formy, znaleźć inny zespół. Kolega grający w Motorze pomógł mi w tym, żebym mógł trenować w Lublinie. W tym czasie miałem jeszcze testy w Ruchu Chorzów, ale wolałem nie ryzykować. Zostałem w Motorze.

Nie zamierzał pan wrócić do Francji?

Najpierw dobrze mi szło, a jak przyszedł słabszy okres, to żona była w ciąży. Nawet myślałem o tym, żeby zająć się czymś innym, ale pojawiła się szansa występu w Motorze, mogłem zacząć piłkarską karierę właściwie od zera. Podjąłem ryzyko, półtora roku gram w Lublinie. Zobaczymy, co będzie dalej.

Jak wygląda polska III liga oczami piłkarza wychowanego we Francji, który trenował kiedyś z zawodnikami występującymi dziś w Chelsea, Barcelonie, Liverpoolu?

Pytają o to moi koledzy z Francji. Mówię im, że wcale nie odbywa się to w myśl taktyki: kopnij i biegnij. Trzecioligowe drużyny potrafią grać w piłkę. Jest wielu zawodników, którzy występowali w wyższych ligach, albo takich, którzy mogliby w nich grać. Może nie wszystkie kluby mają takie wspaniałe stadiony jak nasz, boiska treningowe na najwyższym poziomie, ale to całkiem przyzwoicie wygląda.

Motor wygrywa mecz za meczem, prowadzi w tabeli, ma duże szanse na awans. Wykorzysta ją?

Jesienią przegraliśmy pechowo sporo meczów, w zespole było dużo kontuzji. Zimą przyszedł nowy prezes, zarząd, sztab trenerski. Wszystko zmieniło się na lepsze. Nowi ludzie podchodzą bardziej profesjonalnie do klubu, poprzednicy mówili, że to tylko III liga. Ale Motor nie jest klubem trzecioligowym. Ma kibiców, stadion, zaplecze treningowe na wyższym poziomie i trzeba to wykorzystać.

Będzie pan grał w Motorze w następnym sezonie?

W piłce nożnej wszystko tak szybko się dzieje. Można być wysoko, a potem spaść nisko przez kontuzje, jeden słabszy występ. Trudno coś przewidywać. Nie mam zielonego pojęcia, co będzie się ze mną działo za kilka miesięcy.

Mogą Ci się również spodobać

Samorządy powinny przechodzić na chmurę

Usługi i aplikacje IT realizowane w technologiach chmurowych zmieniają nie tylko sposób funkcjonowania przedsiębiorstw, ...

Nie tylko my mamy kłopoty z hulajnogami

Elektryczne urządzenia do transportu zyskują popularność. To wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć.

Unia Europejska idzie na wojnę z dezinformacją

Rozwój social mediów doprowadził do kryzysu w dziennikarstwie tradycyjnym, które jest bardziej odpowiedzialne. Media ...

Faktura za zamówienie w pełni nowoczesna

Jednostki samorządu terytorialnego jako zamawiający mają przyjmować przy przetargach publicznych ustrukturyzowane dokumenty elektroniczne.

Polska szkoła chaosu

Reforma edukacji nie uspokoiła sytuacji w szkolnictwie. Na nowy system narzekają nauczyciele i rodzice. ...

Alkohol nadal kupi się o północy

Tylko nieliczne miasta zdecydowały się wprowadzić ograniczenia w sprzedaży w nocy. Przyczyna jest prosta: ...